czwartek, 24 stycznia 2013

Arlathan: część pierwsza

Nim wieki zostały nazwane i ponumerowane, lud nasz był wspaniały, wieczny i niezmieniony. Niczym wielki dąb, byliśmy wytrwali w naszych tradycjach, silni w naszych korzeniach i zawsze sięgaliśmy ku niebiosom.
Nasi przodkowie nigdzie się nie śpieszyli – ich życie było nieskończone. Obrzędy chwalebne dla bogów trwały całymi miesiącami. Decyzje podejmowano po dziesięcioleciach debat, a przedstawianie się sobie nawzajem potrafiło trwać latami. Od czasu do czasu nasi przodkowie zapadali w sen, który trwać mógł stulecia, lecz nie była to śmierć, bo wiemy, że wędrowali wówczas w Pustce.
W owych czasach nasz lud nazywał wszystkie krainy Elvhenan, co w dawnej mowie oznacza „miejsce naszego ludu”. W centrum świata stało zaś wielkie drzewo Arlathan, miejsce pełne rozmów i mądrości, gdzie najlepsi i najstarsi spośród nas udawali się, by wymienić się wiedzą, pozdrowić dawnych przyjaciół i rozwiązać spory, które ciągnęły się tysiącleciami.
Lecz podczas gdy nasi przodkowie pogrążeni byli w wiecznym cyklu stuleci, dryfując przez życie w tempie, które dziś uznalibyśmy za nieznośne, świat poza ich starodawnymi lasami zmieniał się szybko.
Pierwsi ludzie przybyli do Par Vollen z północy. Starożytni nazwali ich shemlen, „chyżymi stworami”, bo zdawali im się żałosnym stworzonkami, których życie zaczynało się i kończyło w mgnieniu oka. Gdy po raz pierwszy napotkali elfy, ludzie byli zuchwali i wojowniczy, rwali się do gniewu i walki, i nie mieli cierpliwości dla niespiesznego tempa elfiej dyplomacji.
Ludzie przynieśli z sobą jednak rzeczy o wiele gorsze niż wojna. Nasi przodkowie okazali się podatni na ludzkie choroby – i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów elfy poczęły umierać z przyczyn naturalnych. Co więcej, ci, którzy podejmowali się handlu i negocjacji z ludźmi, zaczynali się starzeć, gdyż dotknęła ich skaza pospiesznego, niecierpliwego życia.
Wielu sądziło, że pradawni bogowie uznali ich niegodnymi długiego życia i strącili pośród chyże stwory. Nasi przodkowie zaczęli uważać ludzi za pasożyty; jak rozumiem, ludzie widzą elfy mieszkające w ich miastach tak samo. Starożytne elfy natychmiast podjęły się zamknięcia granic Elvhenanu przed ludźmi, ze strachu, że owo przyspieszenie zniszczy ich cywilizację.

Upadek Arlathanu, według opowieści Gisharela, opiekuna dalijskiego klanu Ralaferin.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz