czwartek, 24 stycznia 2013

Głusza Korcari

W samym środku Wieku Czarnego, kiedy na ziemiach Fereldenu panoszyły się wilkołaki w takiej sile, że nikt po zmroku nie odważył się wyjść z domu, w każdym obejściu trzymano psy. Wtedy podobno arl ludu Alamarri ogłosił, że rozprawi się z tym niebezpieczeństwem. Jego ziemie leżały zaraz przy mrocznym lesie, a od południa graniczyły z doliną Fereldenu. Stwierdził, że wilkołaki gromadzą się w tym właśnie lesie, aby ciemną nocą napadać na ludzi.
Przez 20 lat arl na czele armii złożonej z psów i wojowników zapuszczał się głęboko do lasu. W trakcie polowania na wilkołaki zabijał nie tylko wszystkie wilki, ale także każdego spotkanego przedstawiciela dzikiego ludu Chasyndów. Mówił, że każdy z nich ma w sobie demona i może być wilkołakiem. Przez dwa dziesięciolecia las rozbrzmiewał krzykiem mordowanych, a rzeki spłynęły krwią.
 Według opowieści pewna stara Chasyndka znalazła ciała swych synów uśmierconych przez arla. Wyciągnęła jedno z ostrzy z ciała swego syna i wbiła sobie w pierś, przeklinając imię arla. Kiedy ziemia spłynęła jej krwią, zaczęła się tworzyć mgła, rozlewała się po okolicy, aż objęła cały las. Armia zgubiła w niej drogę i podobno wszyscy zginęli. Inni powiadają, że wciąż wędrują. Ruiny siedziby arla wciąż stoją, nawiedzane przez duchy kobiet, które przez wieczność będą czekać na powrót swych mężczyzn.
Lasem z legendy jest oczywiście Głusza Korcari. O tym wielkim lesie rozciągającym się na południu istnieje tyle legend, ile jest cieni – tak przynajmniej głosi ludowe przysłowie. Kiedy na te ziemie po raz pierwszy zawitał człowiek, w lesie osiedlili się Chasyndzi. Dzikie tereny sięgają daleko na południe, gdzie nikt nigdy nie dotarł. Poza mgłą znajduje się rozległa, zimna pustynia, skute śniegiem góry i pola lodowe. Jednak Chasyndzi nawet tam wiodą swą egzystencję i opowiadają o grozie daleko bardziej przekraczającej to, co można spotkać w Głuszy i której mieszkańcy nizin nie potrafią sobie nawet wyobrazić.
Dla większości ludzi Ferelden kończy się po prostu Głuszą Korcari. Dalej już nic nie ma. Głusza to ogromna przestrzeń pełna drzew, mokradeł i niebezpiecznych potworów. Czy trzeba dodawać coś jeszcze?

— fragment księgi Krain dzikich, autorstwa matki Ailis, uczonej Zakonu, 9:18 Smoka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz