sobota, 26 stycznia 2013

Historia Zakonu: rozdział trzeci

Mówi się, że podczas bitwy na Polach Valariana Maferath przystanął i spojrzał na swoje wojska. Udało mu się podbić południowe ziemie najpotężniejszego imperium na świecie, a klany barbarzyńców zamienić w siłę, której należało się obawiać. Duma rozpierała mu serce i zapragnął pogratulować swym ludziom, tymczasem spostrzegł, że ci się od niego odwrócili.
Maferatha ogarnęła zazdrość. Po tym wszystkim, co zrobił, całą chwałę przywłaszczyła sobie jego żona. W końcu zdał sobie sprawę z tego, jak potężna się stała i jak wielkie są jej wpływy. Zmęczyło go granie drugich skrzypiec obok Stwórcy. Ogarnęła go wściekłość. Jeśli swych podbojów dokonał po to tylko, by żonę odebrał mu jakiś zapomniany bóg i głodna wiary tłuszcza, to może wojny lepiej w ogóle było nie zaczynać.
W tym miejscu zapiski historyczne oraz Pieśń Światła zaczynają się od siebie różnić. Historia mówi, że Maferath spojrzał na północ, ku centralnym terenom Imperium, i wnet pojął, że czeka go tam tylko dalsza walka przeciwko szybko przegrupowującej się armii wroga. Wpędziło go to w czarną rozpacz. Wedle Pieśni Światła Maferath począł zazdrościć zarówno Stwórcy, jak i Andraście, na którą spływała cała chwała, mimo że to on stał na czele zwycięskich armii.
Maferath udał się do stolicy Imperium, Minratusu, by rozmówić się z archontem Hessarianem. Zaoferował wydać swą żonę w ręce Imperium w zamian za rozejm, który raz na zawsze położyłby kres działaniom wojennym. Archont, który bardzo pragnął uciszyć prorokinię, także i jego poddanych podburzającą przeciwko władzy, wyraził zgodę. Maferath poprowadził Andrastę prosto w zasadzkę i pozwolił, by schwytali ją agenci Imperium, którzy położyli tym samym kres Świętym Marszom.
Tłumy lojalistów stanęły na centralnym placu Minratusu, by na własne oczy obejrzeć egzekucję Andrasty, która została z rozkazu archonta spalona stosie. Zadano jej śmierć za pomocą metody najbardziej według Imperium bolesnej. Jednakże według Zakonu płomienie oczyściły Andrastę i uniosły, dając nowe życie u boku Stwórcy. Wszystkie relacje są zgodne co do tego, że w chwili, gdy wszyscy spodziewali się usłyszeć krzyki, była tylko cisza. Na widok płonącej prorokini zgromadzonych napełniło dojmujące poczucie winy, jakby wzięli właśnie udział w jakimś wielkim bluźnierstwie. Chwila była tak poruszająca, że sam archont wyciągnął miecz i przebił nim serce prorokini, kładąc kres jej mękom, a widzom pozwalając zastanowić się nad wagą tego, czego byli świadkami.
Egzekucja Andrasty miała być symbolem klęski wiary w Stwórcę, tymczasem tak naprawdę przypieczętowało sprawę kultu Dawnych Bogów i umożliwiła dalszą popularyzację pieśni Stwórcy.

— fragment Opowieści o zniszczeniu Thedas, autorstwa brata Genitivusa, uczonego Zakonu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz