czwartek, 24 stycznia 2013

Imperium Orlais

W Val Royeaux wiele jest panów i pań.
Mówię to jak najbardziej dosłownie. System tytułów szlacheckich w Orlais był niegdyś prawdziwym labiryntem: baronowie, baronowe, baroneci, nadbaronowie i cała horda innych, a każdy z nich wyposażony był do tego we własny rodowód i niuanse rangi. Orlesiańska arystokracja jest starożytna i podatna na współzawodnictwo. Każdy szlachetnie urodzony gra w Wielką Grę, jak się mówi, czy chce tego, czy nie. Jest to gra oparta na patronacie i reputacji, posunięciami w niej są plotki, a najpopularniejszą bronią – skandal. Bynajmniej nie jest to gra łagodna; w jej wyniku przelano więcej krwi niż w każdej wojnie, w której brali udział Orlesiańczycy. Zapewnia mnie o tym każdy tutejszy szlachcic.
Co do tytułów, wszystko zmieniło się po nadejściu Imperatora Drakona, który ustanowił Imperium Orlais w obecnej formie i stworzył Zakon. W Orlais nie ma figury otaczanej większą czcią; posąg Drakona w Val Royeaux jest równego wzrostu, co posąg Andrasty. Drakon, przekonany, że Wielka Gra rozdziera Orlais na strzępy, zniósł wszystkie tytuły poza własnym oraz „panem” i „panią”.
Mówiono mi, wśród chichotów, że edykt ten bynajmniej nie spełnił oczekiwań Drakona. Panowie i panie zbierają teraz tytuły nieoficjalne zamiast oficjalnych: „sławny patron Tassusa Klay”, „wuj czempiona Tremmes” i tym podobne. Próba spamiętania ich wszystkich przyprawia o ból głowy, a każda poczciwa dusza ulituje się z pewnością nad odźwiernymi, którzy muszą je wykrzykiwać za każdym razem, gdy do pokoju wchodzi nowy gość.
Tutejsza arystokracja różni się też od fereldeńskiej na inne sposoby. W orlesiańskiej filozofii politycznej prawo do władzy bierze się bezpośrednio od Stwórcy; nie istnieje ani pojęcie władzy dzięki zasługom, ani nawet jakakolwiek myśl o buncie. Jeśli ktoś nie jest szlachcicem, to stara się nim zostać – albo chociaż wkraść się w łaski jednego z nich, zawsze wypatrując jednak okazji przypodobania się tym, którzy w Wielkiej Grze zajmują lepszą pozycję.
Są też maski. Jak również kosmetyki: więcej farby widziałem tylko w psiarni w Wysokożu. To jednak zupełnie inna historia.

— fragment księgi Za Mroźnym Grzbietem, autorstwa banna Teorica z Zachodniego Wzgórza, 9:20 Smoka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz