czwartek, 24 stycznia 2013

Kultura obcowisk

Obcowiska istniały od zawsze – powstawały, gdy elfy i shemowie mieszkali na tej samej ziemi. Nasze nie jest nawet najgorsze ze wszystkich: mówi się, że w Val Royeaux dziesięć tysięcy elfów mieszka na powierzchni nie większej niż targowisko w Denerim. Mury są tam ponoć tak wysokie, że światło dzienne dociera do Vhenadahl dopiero w popołudnie.
Nie spieszcie się jednak do burzenia murów i wszczynania bójek ze strażnikami. Są bardziej od tego, by trzymać innych na zewnątrz, niż by trzymać nas w środku. Nie musimy przecież tutaj mieszkać. Czasem jakiejś rodzinie dobrze się powiedzie – kupuje wówczas dom w dokach czy na przedmieściach. Jeśli mają szczęście, to dają nawet radę wrócić żywi do obcowiska, gdy ich dom spali banda szabrowników. Ci, którym się nie powiedzie, stają się żebrakami.
Tutaj jesteśmy rodziną. Opiekujemy się sobą nawzajem. Robimy, co możemy, by pamiętać o dawnych zwyczajach. Płaskousi, którzy wyszli na zewnątrz, nie mają szans. Nigdy nie będą ludźmi, a bycie elfami też wyrzucili do rynsztoka. Co im pozostaje? Nic.

— Sarethia, hahren obcowiska w Wysokożu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz