czwartek, 24 stycznia 2013

Legion Umarłych

Bądź pozdrowiony w Kamieniu, przyjacielu.
W Legionie Umarłych
walka nigdy się nie kończy.
— motto Legionu Umarłych.

Legion przyjmuje wszystkich.
Tak mi kiedyś powiedział jeden z Legionistów – krasnolud, który czekał przy wejściu do Głębokich Ścieżek na resztę swego oddziału. Zebrali się powoli. Każdy miał ciężką zbroję i pancerz. Każdy miał ponure tatuaże zrobione poprzedniej nocy podczas swego pogrzebu.
Bo taka właśnie jest natura Legionu. Wszyscy jego żołnierze nie żyją. Wstąpić może każdy krasnolud, o ile jest gotów wyrzec się wszystkiego, co posiadał. Obrzędy pogrzebowe są bardzo ponure – to ostatnie pożegnanie z rodziną i ukochanymi. Dobytek zostaje rozdany spadkobiercom, padają ostatnie słowa. I jest już po wszystkim. Nowy Legionista maszeruje na Głębokie Ścieżki, skąd nigdy nie powróci. Aż do ostatniej kropli krwi będzie walczył z mrocznym pomiotem, który odebrał tak wiele ojcowskiej ziemi.
Wielu wstępuje do Legionu, aby zakończyć dawne sprawy. Przestępcy zaciągają się, aby uniknąć kary. Pozbawieni honoru robią to, aby ich rodziny i klany nie poniosły konsekwencji. Bankruci zgłaszają się, aby uniknąć płacenia długów. Nieliczni przychodzą po chwałę. Legion wszystkich jednakowo wita z otwartymi ramionami.
Ten oddział ma dotrzeć do słynnej fortecy Bownammaru, gdzie znajduje się dawna siedziba Legionu, związana z największym patronem. Bownammar jest świętym miejscem, a jego utrata była poważnym ciosem dla krasnoludzkich królestw. Gdyby udało się go odbić, byłby to pozytywny sygnał dla wszystkich mieszkańców Orzammaru. Jednak bez względu na to, czy zostanie zdobyty, czy nie, wszyscy ci wojownicy zginą na Głębokich Ścieżkach. To ponura myśl. Teraz jednak wiem, dlaczego krasnoludy powiadają, że szarża Legionu to najstraszliwszy widok na polu walki. Oni nie mają już nic do stracenia.

— fragment księgi Kamienne sale krasnoludów, autorstwa brata Genitivusa, uczonego Zakonu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz