sobota, 26 stycznia 2013

Opowieść o Ilorenie

W kilka dni po święcie ku czci Zazikela mroczne istoty opanowały cały świat, każdy jego zakątek. Do ucieczki przed arcydemonem rzuciły się wszystkie narody, zarówno shemowie, jak i elfy.
Na dalekiej północy, gdzie wzgórza wędrują po równinach, a ziemia po wsze czasy smaży się w promieniach bezlitosnego słońca, na terenach, którym shemleni nadali miano Anderfels, żył jeden z naszych klanów, starając się przetrwać Plagę.
Opiekunem klanu był Iloren, który w młodości parał się myślistwem, więc przebiegły był jak wilk i ze swą grupa zawsze o krok wyprzedzał ścigające ją pomioty. Ale stary łowca wiedział, że nawet halle nie mogą wiecznie uciekać. Że trzeba stanąć do walki albo klan zostanie unicestwiony.
U stóp Merdaine mroczne pomioty dopędziły klan Ilorena. Tej nocy księżyc oplatany był chmurami, a ziemię okrywała budząca lęk mgła niewiadomego pochodzenia. Skutkiem tego elfy nie wiedziały, gdzie jest dół, a gdzie góra. W takim właśnie zamieszaniu mroczne pomioty przystąpiły do ataku.
Iloren był jednak przygotowany. Łowcy rozrzucili wokół obozu suchą trawę, gałązki krzewów i jeżyn. Gdy uszu obrońców dobiegł szelest stóp i pękających gałęzi, Iloren i inni hahrenowie przyzwali dawną magię. Zaatakowali za pomocą błyskawic i choć chybili mrocznych pomiotów, to trafili w rozrzucone wokół obozu drewno. Buchnęły płomienie i żadna z mrocznych istot nie zdołała przedrzeć się przez ogień, by dosięgnąć członków klanu Ilorena.

— z Opowieści o Ilorenie, przekazywanej z pokolenia na pokolenie, z Opiekuna na Opiekuna, a na piśmie utrwalonej przez Zathriana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz