czwartek, 24 stycznia 2013

Plagi

Moja droga Aniko,
Nie martwiłbym się o Kongres: niech sobie szlachcice siedzą i kłócą się o to, który ród jest właścicielem najwspanialszego thaigu. Dzięki temu nie wpadają w panikę i nie sprawiają większych łopotów, co z pewnością by się stało, gdyby nie mieli co robić. Wojna to zajęcie dla wojowników.
Powiedziałbym, że strategia wroga się zmienia, choć wcześniej wydawał się nie mieć żadnej strategii poza niszczeniem wszystkiego na swej drodze. Przez całe tygodnie jego liczebność zdawała się kurczyć. Mówiło się nawet, że być może wkrótce go ostatecznie wytępimy. Nie mogliśmy się bardziej mylić. Dzisiaj natknęliśmy się bowiem na główne siły przeciwnika. Nie umiem tego opisać słowami, Aniko. Nigdy jeszcze nie widziałem w jednym miejscu tyle śmierci. Przed oczami miałem niezliczone zastępy mrocznych pomiotów, a w samym sercu tego tłumu kroczyła wysoka jak pałac w Orzammarze, ziejąca ogniem bestia. Mógł to być patron mrocznych pomiotów, gdyż odnosiły się do niego z wielkim szacunkiem.
Mroczne pomioty ruszały w drogę. Maszerowały w stronę szybów kopalnianych prowadzących na powierzchnię. Wiedziałem jednak, że kiedy pochłoną to, co znajduje się ponad nami, wrócą tutaj.

— z listów patrona Aeducana.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz