sobota, 26 stycznia 2013

Zwinięty list

Mam nadzieję, że ten, kto znajdzie ten list, będzie go w stanie odczytać. Nie zniósłbym myśli, że moje ostatnie słowa mogłyby posłużyć komuś za podpałkę albo, Stwórco broń, do podtarcia tyłka, ale dla Ciebie to pewnie i tak bez znaczenia.
Na imię mi Branan. Urodziłem się w Rainesfere. Dawniej zajmowałem się uprawą jabłoni. Gdy zjawili się Orlesianie, żądając, bym ugiął się przed ich władcą, odprawiłem ich. Spalili mój sad. Mój dom także, ale o to nie dbałem. Stałem tylko i patrzyłem na ogień. Każde drzewo kiedyś umiera. Każdy dom obraca się w ruinę. Ale honor można mi odebrać tylko, jeśli sam na to pozwolę.
Tydzień później wrócili i zażądali, bym przysięgał im wierność. Tym razem, gdy odmówiłem, zakuli mnie w kajdany. Teraz jestem tutaj i tutaj umrę. Można by pomyśleć, że głupio umierać z takiego powodu, nieprawdaż? Mogłem wypowiedzieć tych kilka słów, odbudować swój dom i żyć dalej, jakby nigdy nic. Moja rodzina od setek pokoleń żyła i umierała na tej ziemi, i ja na pewno nie będę tym, który zamieni honor naszej rodziny na jabłka.
Kimkolwiek jesteś, niezależnie od tego, dlaczego się tu znalazłeś, mam nadzieję, że kiedy wyjdziesz na wolność, udasz się do Rainesfere. Nikogo z mojej rodziny nie ma już wśród żywych, ale i tak nas tam znajdziesz. Jesteśmy wdeptani w tamtejszą ziemię. Jesteśmy wiatrem szeleszczącym w gałęziach drzew. Opowiedz mojej rodzinie o tym, jak umarłem, obiecuję, że Cię usłyszy.

— Branan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz