sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 1.43 - Centralna wyspa


Najpierw myślała, że Gnuśność zaatakuje ją od razu. Potem przyszła jej do głowy ucieczka demona. Następnie zastanowiła się nad tym, czy trafiła na dobrą wyspę, ponieważ nic się nie działo przez niemal minutę, kiedy stała nieruchoma z zamkniętymi oczami, czekając na… na coś. Wreszcie niepewnie uchyliła powieki. Rozejrzała się dokoła z zainteresowaniem, nadal zachowując ostrożność. Już raz przegrała z Gnuśnością, lepiej nie dać się pokonać drugi raz.
Ta wyspa była chyba najmniejszą, jaką przyszło jej odwiedzić – ziemia w kształcie koła o średnicy nie większej niż trzydzieści  metrów. Jednocześnie była najdziwniejszą i najbardziej straszną sferą, w jakiej się znalazła. Pomarańczowa gleba wyglądała tak, jakby ktoś poprzecinał ją ostrym nożem na średniej wielkości kawałki, a ze szczelin między nimi wydobywały się kłęby białego dymu. Wszelkie wzgórza zdawały się zmierzać w jedno miejsce, by kilkanaście metrów przed nią stworzyć wspólnie coś na kształt wielkiego obrazu poplątanych skał oraz korzeni, na tle którego stała niepokojąco znajoma postać.
Strażniczka gniewnie zacisnęła zęby.
Gnuśność wyglądał dokładnie tak, jak zapamiętała go z wieży Kręgu. Łudząco przypominał plugawca, jednak był większy, jego ciało nasuwało na myśl worek mięsa niesymetrycznie wypchany bliżej nieokreśloną zawartością. Bezkształtny łeb wieńczyły krzywe rogi. Demon spoglądał jednym mądrym okiem na stojącą kawałek dalej Couslandkę, właściwie nie mrugając. Ellen pomyślała, że jego twarz – jeśli można to nazwać twarzą – wyglądała tak, jakby żyła własnym życiem, jakby płaty skóry zarastały jej prawą połówkę, tworząc swojego rodzaju mięsną narośl.
Strażniczka zacisnęła dłonie w pięści, uniosła dumnie głowę, po czym ruszyła pewnym siebie krokiem, próbując opanować przerażone drżenie oraz instynktowny odruch ucieczki. Udało się jej dotrzeć aż do Gnuśności. Stanęła cztery metry od niego i odważnie spojrzała w bezosobowy pysk, mimo woli zastanawiając się, co było źródłem tych przedziwnych oparów, które snuły się po całej wyspie.
— Co my tu mamy? — odezwał się znudzonym głosem demon. — Zbuntowaną służkę? Zbiegłą niewolnicę? No-no… — zamruczał, kiwając się miarowo w przód i w tył. — Tupetu nie można ci odmówić. Koniec zabawy. Musisz zawrócić.
Ellen zacisnęła dłonie w pięści. Skoro zaszła już tak daleko, nie zamierzała dać się zastraszyć. Pokonała w pojedynkę wiele demonów napędzana tylko jedną myślą, zaledwie jednym pragnieniem – by uwolnić przyjaciół. Nawet nie siebie, nie pragnęła życia, choć śmierci wciąż się obawiała. Najważniejsi byli jej towarzysze, ludzie, których bezsensownie ciągnęła za sobą po rychłą porażkę.
Jakże się zdziwiła, gdy nagle jej samotność w Pustce została skończona.
— Och, tu jestem! — usłyszała znajomy głos.
Momentalnie obróciła się bokiem do Gnuśności, by spojrzeć, kto też się zjawił. Widok Alistaira ją oszołomił, patrzyła na niego z rozdziawionymi ustami. Wtedy przy Strażniku pojawili się wszyscy jej przyjaciele, jeszcze chwilę rozglądali się nerwowo, aż wreszcie ich spojrzenia spoczęły na Ellen oraz Gnuśności.
— A ty tam! — zawołał ucieszony Alistair, uśmiechając się szeroko. — Po prostu zniknęłaś. Cóż, nieważne.
— Próbowałeś nas rozdzielić — wytknęła z pretensją Leliana, celując palcem w demona. — Chciałeś nas odseparować, bo się nas boisz. Mam rację?
Shegar zaszczekał rozwścieczony, jeżąc sierść na grzbiecie, wyszczerzył kły i ruszył na ugiętych łapach do demona. Zatrzymał się dopiero przy nodze pani, przypadając do ziemi w ciągłej gotowości do ataku. Wystarczyłby jeden gest Ellen, a mabari bez wahania rzuciłby się na wroga.
— Swoimi gierkami zyskałeś groźnego wroga, demonie — wycedziła przez zęby Morrigan, zaciskając dłoń na dużym kosturze.
— Jestem tutaj. I pora to zakończyć — oznajmił spokojny Sten, spoglądając na kołyszącego się demona. — Dość mam już klatek.
— Nie powstrzymasz nas, demonie — wtrąciła Wynne. — Odnaleźliśmy siebie i nie możesz się z nami mierzyć — oznajmiła dobitnie, uśmiechając się z chłodną satysfakcją.
Ellen skinęła głową, po czym obróciła się do Gnuśności, unosząc kącik ust.
— Jeśli wycofacie się spokojnie, następnym razem pójdzie mi lepiej — stwierdził opanowany demon, dalej kiwając się miarowo. — Uczynię was dużo szczęśliwszymi.
Ellen opuściła głowę, marszcząc nos.
— Nie, dziękuję — warknęła gniewnie. — Sama będę kowalem swego szczęścia.
— Czy potrafisz myśleć o kimkolwiek poza sobą? — spytał leniwym tonem, spoglądając na Ellen ze znudzeniem. — Czuję się dotknięty, tak bardzo, bardzo dotknięty — zamruczał.
— Przykro mi, ale chcę już pozbyć się twojego zła — stwierdziła zirytowana, chwytając sztylety.
Poruszenie, które nastąpiło za jej plecami, świadczyło o tym, że i jej towarzysze przygotowali się do potyczki.
— Chcecie ze mną walczyć? — spytał rozbawiony demon. — Niech i tak będzie… Nauczę was pokory! — krzyknął, podrywając łapska nad łeb.
W Ellen uderzyła fala zimnej energii, wycisnęła jej powietrze z płuc i odrzuciła kilkanaście metrów w tył, na taką odległość, że Strażniczka uderzyła plecami w zbocze jednego ze wzniesień. Stęknęła głucho, kiedy osunęła się na pomarańczową ziemię. Mlasnęła, próbując pozbyć się smaku krwi z ust, po czym słabo uniosła głowę, przenosząc zamglony wzrok przed siebie. Nie tylko ona wylądowała w mało komfortowej pozycji, jej towarzysze również zbierali się, niektórzy syczeli przez zęby przekleństwa. Couslandka zmarszczyła czoło, potrząsnęła głową i spojrzała w stronę Gnuśności.
Jakież było jej zdziwienie, gdy zamiast demona ujrzała wielkiego, fioletowoskórego ogra, który, uchwyciwszy jej zszokowane spojrzenie, zaryczał gromko, mrużąc rybie ślepia. Strach i niepokój, towarzyszący jej podczas całego pobytu w Pustce, nagle zniknął. Znów była Strażniczką odpowiedzialną za przyjaciół oraz za powodzenie zadania, którym zostali obarczeni.
— Wynne, Morrigan, Leliana, postarajcie trzymać się z dala od niego! — krzyknęła, zrywając się z ziemi i dobywając sztyletów. — Sten, bądź ostrożny. Alistairze, osłaniam cię! — zawołała, a kiedy Strażnik przytaknął i ruszył do ogra, ona skoczyła za nim, w napięciu obserwując olbrzymie łapska pomiota.
Musiała przyznać, że młodzieńcowi o wiele lepiej szła walka. Ciosy zadawał precyzyjne, podczas gdy ona tylko mogła miotać się wśród kończyn, starając się nie zostać zabitą. Nawet Shegar na więcej się zdawał, doskakując do ciała wroga, rozrywając skórę pazurami, a potem błyskawicznie odskakując. Dlatego uznała, że odwracanie uwagi ogrów od głównego atakującego wychodziło jej najlepiej. Co chwila pojawiała się w polu widzenia potwora i udawała, że próbowała zadać cios.
Odczuła także duże korzyści walki z magiem-uzdrowicielem u boku. Kiedy tylko opadała z sił, jej oddech stawał się ciężki oraz zdecydowanie zbyt szybki, nagle ciało wypełniała nowa energia, i znów mogła walczyć. Choć Wynne nie siała zbyt dużego spustoszenia w szeregach wroga – tym razem w liczbie jednego – to z pewnością była nieocenioną pomocą dla sojuszników.
Natomiast Morrigan, choć miała trzymać się z daleka, prezentowała typowo ofensywną magię. Najskuteczniejsze zaklęcie działające na ogra było zamrażające i mimo że nie obejmowało zwykle większej partii ciała niż jedna kończyna, okazywało się niezwykle pomocne. Na ten przykład ogr bez jednej ręki był bardziej sympatyczny niż ogr machający dwiema łapami.
Sten, który oręż zabrał trupowi, siekł cielsko pomiota z pewnej odległości. Podczas tej walki Ellen pomyślała, że dwuręczne miecze wcale nie były takim niepotrzebnym wynalazkiem, bo qunari zadawał potężne ciosy, wciąż znajdując się kilka bezpiecznych metrów od wroga. Natomiast ona, żeby zaatakować, musiała zawsze wpakować się niemal w łapska przeciwnika. Przynajmniej była zwinna, więc udawało się jej uciekać przed razami rozdzielanymi przez rozwścieczonego oraz krwawiącego z licznych ran ogra.
W końcu bestia straciła panowanie nad sobą. Zatoczywszy ramieniem szeroki łuk, odtrąciła wszystkich wojowników, powalając ich na ziemię kilka metrów dalej. Ellen stęknęła, usiadła na pomarańczowej glebie i ujrzała potwora unoszącego nad głową głaz.
Wytrzeszczyła oczy, rozejrzała się, a widząc, że będzie rzucał w czarodziejki oraz łuczniczkę, wstrzymała oddech.
Chodu! — wrzasnęła, zrywając się na równe nogi.
Wynne oraz Leliana usłyszały, niestety Morrigan była w trakcie plecenia następnego zaklęcia i nie dotarło do niej polecenie Strażniczki. Leliana sapnęła przerażona, rzuciła łuk na bok, po czym skoczyła do wiedźmy, podcinając ją i przewalając kawałek dalej.
Morrigan miała już zamiar zdzielić Lelianę przez łeb oraz powiedzieć jej, co myślała o takich ekscesach, gdy nagle głaz roztrzaskał się tuż nad ich głowami, przerywając rozwścieczoną wypowiedź. Kobieta mrugnęła, strząsając z włosów pył, po czym uśmiechnęła się krzywo do łuczniczki.
W tym momencie, wykorzystując chwilowe zamieszanie, Sten uniósł długi miecz nad głowę i wraził go w krtań ogra. Posoka trysnęła na boki, ochlapując twarz qunari, pomiota oraz stojących nieopodal Strażników. Potwór zacharczał głucho, po czym w zebranych znów uderzyła ta sama fala chłodnej energii, odrzucając ich w tył; nie sięgnęła jedynie czarodziejek oraz łuczniczki, które stały poza jej zasięgiem.
Tym razem, nim Ellen zdążyła się podnieść, usłyszała zachrypnięty, pełen obłędu głos. Zadrżała, unosząc głowę i wpatrując się w sunącego w ich stronę demona gniewu.
— Nienawiść! Płonie! — charczał, wymachując łapami, by dosięgnąć do Shegara.
Pies jednak sprawnie uskakiwał, powarkując i szczekając ze złości.
— Karmię się nią!
— Osłaniajcie mnie, potrzebuję dziesięciu minut! — zawołała nieznoszącym sprzeciwu głosem Morrigan, po czym, nie czekając na odpowiedź towarzyszy, zamknęła oczy, rozpoczynając plecenie zaklęcia.
Leliana skinęła krótko głową i stanęła obok wiedźmy, wypuszczając dwie pierwsze strzały. Obie zatopiły się w cielsku demona i spaliły, nie czyniąc mu większej krzywdy.
— Cholera — podsumowała Ellen, splunęła krwią, której posmak wciąż zostawał w jej ustach, i zerwała się na równe nogi, ruszając do ataku.
Ledwie wraziła ostrze sztyletu w ogniste ciało, już musiała uciekać półpiruetem przed atakiem, kiedy gorąca łapa spróbowała odrąbać długimi pazurami głowę. Sapnęła zdenerwowana, obejrzała osmalony sztylet, po czym zaklęła bardziej dosadnie. Do tej pory ataki zwykłą bronią przynosiły skutki, mniejsze lub większe. Tymczasem teraz każdy cios odbijał się na demonie bez echa.
Po kilku minutach rozpaczliwych zmagań z istotą Ellen doszła do wniosku, że jedna osoba mogła skrzywdzić demona. Odskoczyła przed atakiem i uniosła wzrok, szukając w pobliżu znajomej sylwetki.
— Alistairze! — zawołała łamiącym się głosem, ledwo łapiąc oddech.
W następnym momencie demon gniewu uniósł łapy, wycelował nimi w bezbronną chwilowo Morrigan, a potem z jego długich, pazurzastych palców wystrzelił szeroki strumień gorącego ognia, który pomknął wprost do nieświadomej zagrożenia wiedźmy.
Ellen wrzasnęła, wykonując takich ruch, jakby chciała biec do kobiety, jednak właściwie co mogłaby zdziałać?
Wtedy płomienie rozbiły się na półprzezroczystej osłonie o błękitnej poświacie, pomknęły na boki i po chwili zgasły, nie czyniąc krzywdy ani Morrigan, ani osłaniającemu ją Alistairowi. Strażnik z trudem złapał oddech, po czym zaatakował świecącym na niebiesko mieczem, tnąc w łeb demona.
— Pospieszyłabyś się, przeklęta wiedźmo! — krzyknął, zatapiając miecz w boku istoty, która nieznacznie się odsunęła.
Potwór zasyczał gniewnie, machnął łapami i zahaczył pazurami o napierśnik młodzieńca, nieco roztapiając dobrej jakości metal.
— Do jasnej cholery, Morrigan! — wrzasnął, odskakując w tył.
— No już! — odkrzyknęła, otwierając oczy i wykonując kosturem precyzyjne machnięcie.
Ellen złapała ramię Alistaira i szarpnęła go w tył, jak najdalej od demona, by przypadkiem też Strażnik nie oberwał zaklęciem wiedźmy. Couslandka miała niejasne przeczucie, że Morrigan zanadto nie przejęłaby się, gdyby młodzieniec dostał rykoszetem.
Ciało demona pokryło się niezwykle grubą warstwą lodu, która schwyciła w swoje szpony nie tylko chude ramiona, ale także łeb oraz bezkształtny tułów. Stwór jeszcze chwilę próbował z tym walczyć, jednak został bezlitośnie go unieruchomiony, zamknięty w lodowatej klatce. Demon gniewu na oczach wojowników zgasł, sczerniał i po prostu zginął.
— Do tyłu, do tyłu! — wrzasnęła Ellen, machając ręką, więc wszyscy bez szemrania wykonali polecenie.
Fala nieznanej energii, prawdopodobnie pochodząca od Gnuśności, tym razem nie ugodziła nikogo, rozbiła się bezgłośnie na wzniesieniach.
— Jestem waszym najgorszym koszmarem! — ryknął demon w nowej postaci, tym razem jako plugawiec.
Zaraz zajęczał przeciągle, zatrząsł wątłymi ramionami, po czym, nisko pochylony, ruszył biegiem do przeciwników.
Ellen jako pierwsza wyszła wrogowi na spotkanie, wbiła oba sztylety w jego tułów, jednak pozornie delikatne ramię plugawca odtrąciło ją z niezwykłą siłą.  Dziewczyna stęknęła cicho, starła krew sączącą się z rozerwanego strupa, zaklęła brzydko i zawróciła, znów ruszając do ataku.
Trzeba przyznać, że Gnuśność był potężnym przeciwnikiem. Wszelkie razy zadawane przez wojowników nie robiły na nim specjalnego wrażenia, a Ellen z każdą minutą spędzoną na walce odnosiła coraz silniejsze wrażenie, że demon się nimi po prostu bawił. Z przerażeniem pomyślała, że jego zmiany form mogły się nigdy nie skończyć.
Kiedy uwagę plugawca odwrócił zadający cios Alistair, dziewczyna zdecydowała się na desperacki oraz nieprzemyślany ruch. Puściła się biegiem do wroga, kilka metrów od jego pleców odbiła się od sypkiej ziemi i wylądowała na potężnym garbie zdobiącym ramiona istoty, wczepiając się w nią wszystkim kończynami. Plugawiec szarpnął się wściekły, zakręcił się dokoła własnej osi, próbując zrzucić ciężar. Ellen warknęła cicho, przytrzymała się jednym ramieniem, podczas gdy drugim się puściła, by wbić sztylet gdzieś na wysokości gardła i przeciągnąć ostrzem przez całą szerokość ciała.
Ten cios wystarczył, by plugawiec zdrętwiał, przestając rzęzić. Strażniczka niepewnie poruszyła się na wybrzuszonym grzbiecie, zmarszczyła czoło, a potem ta sama fala energii zepchnęła ją z ofiary i cisnęła o pobliską skałę, pozbawiając tchu. Kaszlnęła, osuwając się na ziemię i tocząc dokoła zamglonym wzrokiem.
— Władam cieniami z waszych najczarniejszych snów! — rozległ się syk.
Strażniczka zadrżała, słysząc ten niepokojący głos, i spróbowała się podnieść, by zlokalizować nowego przeciwnika. Kilka metrów dalej zawisł w powietrzu najzwyklejszy w świecie cień. Ciemnofioletowe bezkształtne ciało kołysało się miarowo, jedno białe ślepie łypało groźnie, wątłe ramiona podrygiwały.
Ellen momentalnie straciła cały zapał do walki i wtuliła się plecami w skałę za sobą. Jej doświadczenia z cieniami nie były zbyt przyjemne, wolała unikać potyczek z nimi. Chciała już się uwolnić z tej przeklętej Pustki, znaleźć się z powrotem w Kręgu Maginów.
— Niech cię szlag, demonie — warknął Alistair, zadając pierwszy cios świecącym na błękitno mieczem.
Cień zasyczał wściekle i machnął łapą, by uderzyć Strażnika, on jednak zdołał uskoczyć i ponownie zaatakować.
— Leliana, celuj w oko! — zawołał do łuczniczki.
— Aha! — odkrzyknęła kobieta, naciągnęła strzałę na cięciwę i spróbowała namierzyć białe ślepie.
Cień poruszał się nadzwyczaj szybko, Alistair ledwie za nim nadążał. To przeskakiwanie z miejsca na miejsce znacznie utrudniało dokładne wycelowanie. Wreszcie łuczniczka zwolniła cięciwę z cichym brzdękiem.
Cień zasyczał, wściekle trzepiąc okaleczonym łbem, co Strażnik wykorzystał do zadania ostatecznego ciosu. Przebił nie do końca materialne ciało istoty na wylot, szarpnął mieczem w bok, rozrywając stworzenie, po czym szybko się cofnął, nie chcąc zostać powalonym przez falę energii.
Cała sekwencja została powtórzona, tym razem jednak Gnuśność pojawił się w prawdziwej postaci, łypiąc na przeciwników roziskrzonym ludzkim okiem. Ellen odetchnęła w duchu, zadowolona, że nie musieli mierzyć się z innymi stworzeniami.
— Dość tych gierek! — warknął demon.
Strażniczka podeszła chwiejnym krokiem do towarzyszy, ustawiając się przy nich.
— Stawcie mi czoła i gińcie! — zawołał, unosząc ręce na wysokość klatki piersiowej.
Couslandka wymieniła spojrzenie z Alistairem.
— Na ziemię! — krzyknęła nagle Wynne i machnęła kosturem, zmuszając do wykonania polecenia Shegara.
Wszyscy zgodnie przypadli do pomarańczowej gleby, niektórzy osłonili głowy ramionami. I wtedy okazało się, co takiego szykował dla nich Gnuśność.
Na wyspie zerwał się lodowaty wiatr, który nagle, zupełnie znikąd, przyniósł potężną śnieżycę. Białe płatki zawirowały w powietrzu, w zastraszającym tempie przykrywając wszystkie wzniesienia, podłoże pokryło się cienką warstwą lodu i szronu.
Ellen wytrzeszczyła zdumiona oczy, otaczając głowę ramionami.
— Co to jest, do cholery?! — wrzasnęła, próbując przekrzyczeć świst wiatru.
Odpowiedział jej triumfujący śmiech demona. Poczuła, jak złość narasta w jej piersi.
— Morrigan! — ryknęła, oparła się na rękach, po czym podniosła, z trudem utrzymując równowagę przy potężnych podmuchach.
Wiedźma, choć Strażniczka nie mogła tego widzieć, skinęła krótko głową, również wstając. Oparła się plecami o pobliskie wzgórze i zaczęła mamrotać zaklęcie, plotąc kolejną sieć czaru. W tym czasie Ellen pomogła wstać Shegarowi oraz Lelianie, uśmiechnęła się do nich pokrzepiająco, a potem skoczyła w przód, próbując odszukać wśród śniegu Gnuśność.
Kiedy wreszcie go dostrzegła, zawiał mocniejszy wiatr i przewalił ją na ziemię. Przejechała po lodzie kilka metrów, przez co znalazła się bliżej przeciwnika – zacisnęła zęby, obróciła się z pleców na bok, zerwała się z gleby i skoczyła w przód. Uderzyła z impetem w ciało demona i wbiła weń ostrza sztyletów. Potem zaczęła się cofać, by uciec z pola widzenia i nie zostać zranioną. Dźwięki, które po chwili dobiegły od strony, gdzie przed chwilą był Gnuśność, świadczyły o tym, że nie tylko ona zdołała dotrzeć do istoty.
Wtedy, zupełnie nagle, półmrok śnieżycy rozjaśnił gwałtowny blask płomieni, ściana ognia pomknęła po ziemi i ugodziła w demona, dotkliwie go parząc oraz zwalając z nóg. Ellen z podziwem spojrzała na Morrigan, która, ciężko oddychając, wciąż jeszcze trzymała kostur skierowany do ziemi, z którego płomienie wystrzeliły do istoty. Wiedźma wyprostowała się na nieco drżących nogach i uśmiechnęła się z zimną satysfakcją, kiedy śnieżyca ustała.
Gnuśność zaryczał rozwścieczony i zaszarżował w stronę Morrigan, jednak po drodze spotkał się z mieczami Alistaira oraz Stena, strzałami Leliany, zębami Shegara i ostatecznie sztyletami Ellen.
Strażniczka wyskoczyła tuż przed demona i wbiła ostrza wprost w środek czoła istoty, uśmiechając się dziko.
— Żegnaj — wychrypiała.
Potem Gnuśność zarzęził głucho, zadrżał konwulsyjnie i osunął się na ziemię.
A wyspa zaczęła pękać i się rozpadać.
Ellen rozejrzała się przerażona, próbując znaleźć stały kawałek podłoża, jednak wszystko się kruszyło i spadało w nicość. Gdy nie został już nawet najmniejszy fragment wyspy, chwyciła wyciągniętą przez kogoś w ciemności rękę.
Zacisnęła z całej siły powieki, czekając na to, co się stanie.

Kiedy znów otworzyła oczy, siedziała na pomarańczowej ziemi, przy niej leżał Shegar, a oprócz psa w jej polu widzenia była też czyjaś noga. Szturchnęła ją bez przekonania palcem, przez co noga drgnęła i zniknęła z zasięgu wzroku. Wciąż nie do końca przytomna dziewczyna rozejrzała się, próbując rozeznać się w aktualnej sytuacji. Otaczali ją przyjaciele usiłujący się pozbierać z ziemi i wstać. Byli w komplecie, wszyscy żyli, każdy zachował kończyny oraz jedynie wyglądali na skrajnie wyczerpanych.
Ellen z westchnieniem podniosła się z gleby, otrzepała z pomarańczowego pyłu i z przerażeniem zrozumiała, że wciąż byli w Pustce. Pobladła, zamierając i błyskawicznie analizując wszystko, co się stało. Powinni się teraz uwolnić… prawda?
— Pokonaliście demona — usłyszała niedowierzający głos.
Uniosła głowę, by natrafić na oszołomiony wzrok Nialla. Odetchnęła w duchu, podchodząc do maga z uśmiechem na ustach. Alistair wymienił spojrzenie z Lelianą, po czym podążyli zgodnie za Strażniczką.
— Nigdy bym nie pomyślał… Nie spodziewałem się, że uda ci się uwolnić siebie, was, uwolnić nas oboje — wyrzucił na wydechu, gestykulując żywo, jednak nagle jego entuzjazm całkowicie zgasł.
Ellen zmarszczyła zaniepokojona czoło.
— Kiedy wrócicie… zabierz Litanię Adralli z mego… ciała — poprosił. — Obroni was przed najgroźniejszą nawet magią krwi.
— Twego ciała? — powtórzyła szeptem, nie mogąc w to uwierzyć.
— Nie mogę iść z wami. Zbyt długo tu byłem — wyjaśnił ze smutnym uśmiechem i uniósł rękę.
Ellen ze zgrozą zobaczyła, że jego ciało, bardzo powoli, zaczynało się rozsypywać, zmieniać w złoty pył rozdmuchiwany przez nieistniejący w Pustce wiatr.
— Dla was pobyt tutaj będzie jak popołudniowa drzemka. Wasze ciała w prawdziwym świecie nie zmarniały, gdy dusza uwięziona była w szponach demona — ciągnął.
— O czym ty bredzisz? — warknęła zdenerwowana Ellen.
— Z każdą minutą mego pobytu tutaj demon gnuśności karmił się mną, wykorzystywał me życie do tworzenia koszmarów — tłumaczył cierpliwie Niall ze smutnym uśmiechem. — Tak mało mnie już zostało… Nie było moim przeznaczeniem ocalić Krąg. Ani… przeżyć — szepnął, spuszczając wzrok. — Ja umieram. Tak to wygląda.
— Przykro mi, że nie mogłam wcześniej przyjść ci na ratunek — wymamrotała łamiącym się głosem, czując łzy napływające do oczu.
Wielokrotnie widziała śmierć, ale nigdy nie oglądała umierania samej duszy. I nie rozmawiała z osobą, która konała z własnej woli, bo postanowiła się poddać.
— Nie obawiam się tego, co nadejdzie. Mówią, że po śmierci powracamy do Stwórcy, a to przecież nie takie straszne — zauważył bardziej pogodnie Niall. — Żałuję tylko, że nie udało mi się uratować Kręgu. Ale wy… wy możecie to zrobić — zmienił temat. — Kiedy wrócicie, zabierzcie Litanię z mego… ciała — znów się zająknął. — To ważne!
— Tak zrobimy — obiecała cicho Ellen.
— Nie jestem… bohaterem. Być może próbując nim zostać, postąpiłem głupio — mruknął Niall, marszcząc w zamyśleniu czoło.
Przed oczami Couslandki stanęły wszystkie chwile od momentu, kiedy do jej sypialni wtargnął gwardzista Howe’a. Nie, ona też nie była bohaterem. A mimo to szła wciąż naprzód i naprzód, podejmowała się wyzwań rzucanych przez los.
Uśmiechnęła się delikatnie.
— Zwykli ludzie są zdolni do wielkich czynów, gdy sytuacja ich do tego zmusza — stwierdziła.
— Mroczne czasy, bohaterskie czyny, co? — rzucił rozbawiony z pełnym przekąsu uśmieszkiem. — Może masz rację — uznał po chwili. — Zanim zostałem członkiem Kręgu, matka powiedziała, że moim przeznaczeniem jest dokonać wielkich czynów, że będę kimś więcej, niż moi przodkowie mogli sobie wymarzyć — przyznał. — Mam nadzieję, że jej nie zawiodłem.
— Nie zawiodłeś jej, Niallu — zapewniła łagodnie, kładąc dłoń na jego ramieniu.
Jej palce nieznacznie zagłębiły się w konturze jego ciała, jakby z każdą chwilą coraz bardziej znikał. Zadrżała, patrząc na to z przerażeniem.
— Pora, by każde z nas poszło swoją własną drogą — orzekł Niall, spoglądając na to zjawisko ze spokojną miną.
Potem przeniósł wzrok na Ellen i uśmiechnął się szeroko.
— Pamiętaj o Litanii Adralli. Teraz liczy się tylko Krąg. Dziękuję i żegnaj… moja droga — wyszeptał, delikatnie ujął jej dłoń w swoją znikającą rękę, a potem wszystko zaczęła ogarniać ciemność.
— Niall! — zawołała jeszcze, nim wątła postać maga zupełnie rozmyła się wśród napierającego ze wszystkich stron mroku.

Otworzyła szeroko oczy i zerwała się z lodowatej posadzki, łapiąc gwałtownie powietrze. W komnacie panował ten sam półmrok, co w chwili, w której do niej wkroczyli, z tą różnicą, że teraz ciało demona leżało nieruchomo na kamieniach. Ellen zadrżała, czując przenikający ją na wskroś chłód, po czym nerwowo potarła ramiona.
— W porządku? — usłyszała obok siebie i spojrzała na kucającego obok Alistaira.
Skinęła z mdłym uśmiechem głową i pozwoliła sobie pomóc wstać, z trudem odzyskując równowagę na drżących nogach.
— Krwawisz — mruknął, wskazując z troską jej szyję.
Niepewnie dotknęła skóry, a czując na niej lepką ciecz, przymrużyła oczy. Najwyraźniej po Pustce zostanie jej jeszcze jedna – tym razem fizyczna – pamiątka. Rozejrzała się po twarzach przyjaciół, którzy podnosili się z posadzki, otrzepywali z krwi oraz brudu i mamrotali przekleństwa. Uśmiechnęła się do nich, po czym potoczyła dokoła uważnym wzrokiem.
Widząc leżące nieruchomo ciało, poczuła bolesny ucisk w sercu. Ruszyła w jego stronę i uklękła obok, zapatrując się w zastygłą w bezruchu twarz. Puste oczy Nialla spoglądały gdzieś w przestrzeń, jego skóra pochlapana była krwią, cały wydawał się o wiele bardziej mizerny niż w Pustce. Westchnęła ciężko, sunąc wzrokiem po jego ciele, aż wreszcie dostrzegła coś wystającego z kieszeni togi.
Ostrożnie sięgnęła po lśniący delikatnym złotym światłem zwój, wzięła go i obejrzała się przez ramię na towarzyszy.
— Czy to Litania? — spytała dla pewności, a kiedy Wynne skinęła głową, schowała ją do niedużej torby tuż obok znalezionej księgi.
Uśmiechnęła się smutno i przeniosła wzrok na twarz Nialla. Delikatnie zamknęła jego oczy, pochyliła się nad nim i złożyła pocałunek na zimnym czole.
— Spoczywaj bezpiecznie w objęciach Stwórcy, Niallu — szepnęła, po czym wstała, prostując się i patrząc na towarzyszy. — Chodźmy. Czas to zakończyć — oznajmiła i skierowała się do widniejących w ścianie drzwi, zostawiając Nialla za sobą.

8 komentarzy:

  1. Błahaha nadeszła sądna godzina! Nie spodziewałaś się mnie tak szybko, co? Przyznam szczerze, że kiedyś już brałam się za Ellen, ale doszłam gdzieś w okolice 10 rozdziału i stwierdziłam, że zwyczajnie nie dam rady (może i było ciekawie, ale ciągle tylko po głowie chodziły mi uwagi, przez co byłam rozproszona). Jakoś później widziałam wzmiankę o poprawie rozdziałów, ale jakoś nie naszła mnie ochota na czytania i dopiero recenzja na Barze sprawiła, że przypomniało mi się o Ellen.
    Co tu dużo mówić – całkiem przyjemnie się czyta. Co prawda czasami opko za bardzo przypomina poradnik do gry, w którym robisz po kolei wszystkie questy, ale wtedy łapię facepalma i się śmieję. Bywa, że stosujesz dialogi prosto z gry (nie wiem, czy czasem ich nie przepisujesz…) albo to po prostu ten schemat wrył ci się w głowę (chodzi o wypytywanie npc o wszystko). Numer z krokami w tył po zakończeniu rozmowy to chyba mój faworyt, bo zupełnie się tego nie spodziewałam w tworze pisanym, za to pojawia się często w grach. Aha, bo nie powiedziałam – nie grałam w Dragon Age, więc nie znam za bardzo świata (ale akurat przedstawienie realiów idzie jak najbardziej dobrze, bo nigdy nie miałam poczucia totalnego zagubienia). Dość śmiechowe jest też to, że tak naprawdę nikt nie może zostać dłużej ranny – czy w ogóle poważniej ranny – i nawet cięższe bitwy kończą się tym, że główna nieśmiertelna paczka wychodzi cało z opresji (szczególnie mam na myśli walkę z truposzami podczas wieczornego szturmu).
    Za to bohaterowie mniej lub bardziej przypadli mi do gustu. Zdecydowanie są różni i ciekawi (trochę naspoilerowałam sobie niestety, noale…) oraz w większości przypadli mi do gustu. Zaniepokoiło mnie, że Ellen czasami łapie tryb Aithne, która totalnie mi nie podchodziła, więc wolałabym, żeby raczej nie wchodziła w opcję „szalona wariatka zabijająca wszystko, co się rusza”. W ogóle masz pojęcie ile razy Ellen łapie Alistaira za rękę albo odwrotnie? Normalnie czasami kilka razy na rozdział tylko wymieniają uściski :P. Rozumiem, że tró lof i te sprawy, ale bez przesady, bo łapki kiedyś im się skleją i już tak zostaną. A no właśnie, skoro przy Alistairze jesteśmy – jest pocieszny, naprawdę podoba mi się jego charakter i rozmowa z psem (chociaż nie widzę w tym nic dziwnego :D). Czasami tylko podpada chamskimi odzywkami do Morrgan, ale to chyba tylko raz czy dwa było nietajne, bo w większości przypadków raczej się odcina. Za to wciąż nie wiem, czy lubić Morrigan – zazwyczaj to ona burczy na Alistaira i właściwie robi to chyba tylko dlatego, że niemal został templariuszem (bo serio nie widzę innego powodu). O ile Alistair raczej próbuje być zabawny, Morrigan z reguły jest po prostu wredna, a po pewnym czasie zaczęło mnie to lekko irytować. Leliana jest całkiem intrygująca, a akurat jej historii nie znam, więc sądzę, że w przyszłości mnie zaskoczy. Sten to mruk, jednak całkiem fajny z niego mruk ^^.
    Hitem były ciasteczka w połączeniu ze zdaniem „Ręka rękę myje”. Po prostu parsknęłam śmiechem i padłam – i jeszcze tłumaczenie Stena! Mistrzostwo!
    W opowiadaniu widziałam chyba wszystkie możliwe kombinacje „coś tam się być”, co mnie mocno zdziwiło. A to coś tam wydaje się być, okazało się być i różne takie. W Legendzie tego nie ma, wiec skąd tutaj taki natłok?
    Na pochwałę zasługuje opisanie pustki i wszystkich zadań, jakie musiała wykonać Ellen, by uwolnić siebie oraz przyjaciół. Tutaj praktycznie nie czuć było poradnika dla gracza (no z wyjątkiem końcówki, gdzie pojawiały się mini bossy), za to byłam pod sporym wrażeniem opisów i tego jak zgrabnie wszystko się łączyło – właściwie przypomniał mi się Mały Książę i zrobiło mi się strasznie miło. Także w tym momencie klimat pierwsza klasa!
    Dobra, bo przede mną dużo rozdziałów i może jeszcze coś mi się zmieni :).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie uważałam tego za dzieło godne przesadnej uwagi, a pisane jest wyłącznie dla zabawy oraz nieustannego treningu stylu. To na Strażniczce najbardziej rozwinęłam warsztat, czego na pewno nie da się nie zauważyć, brnąć przez ten tasiemiec. Dlatego też nic dziwnego, że ci się nie podobała - pierwsze rozdziały były pisane przez gimnazjalistkę i to gimnazjaliści przeważnie je czytali.
      Moim zamysłem od początku powstawania fika i aż do jego końca było to, że zamierzałam opisać dokładnie grę. Część dialogów - między postaciami w drużynie czy też innymi pobocznymi - jest, owszem, żywcem wyjęta z gry. Inne są całkowicie mojego autorstwa. Jeśli istnieje problem ze wskazaniem, które to które, nawet jeśli tylko momentami, to najwyraźniej idzie mi dość dobrze. Na początku (nah, do sześćdziesiątego rozdziału nawet) mechanika gry jest doskonale wyczuwalna i na pewno także w tych nowszych się od tego nie uwolniłam. Ale jakoś zupełnie nie spędza mi to snu z powiek. Nigdy nie chciałam pisać z kijem w dupie - a tego się nabawiłam, gdy na moment zostawiłam Szarą i skupiłam się na słuchaniu spadającej zewsząd na resztę moich tekstów krytyki. Szara pomaga mi zachować swobodę oraz lekkość warsztatu, bo tutaj kija w dupie na pewno nie mam. I skrupulatnie pozbywam się go też z pozostałych tekstów.
      Ellen to Ellen. Nie Aithne. Może i obie miały traumę, może i obie walczą z nienawiścią w sercu, ale Ellen nie jest psychopatką. Aithne już wchodzi w te granice. I Ellen będzie sobą aż do końca tekstu, bez względu na to, co kto o niej pomyśli. W końcu gdzież córka szlachcica, w dodatku drugiego najważniejszego po królu, przejmowałaby się czyjąkolwiek opinią.
      Nie wszystkie chochliki byłam w stanie wyłapać. Rozdziały powstawały na przestrzeni tygodni, ostatecznie lat - nie zawsze pamiętam wszystko i takie pierdoły zwyczajnie mi umknęły.
      Cieszę się, że jestem w stanie w miarę dobrze oddawać pozostałe postaci. Ja akurat pałam sympatią do wszystkich, akceptując ich razem z wadami oraz zaletami. Wystarczyło każdego lepiej poznać, żeby zrozumieć motywacje i zachowanie. A co do frontu Alistair-Morrigan... prawdę mówiąc, nigdy do końca nie zostało to wyjaśnione. Historia o templariuszu pasuje, może też łagodny charakter Alistaira aż tak frustrował Morrigan, w grę wchodzi też pierwsze niechciane zauroczenie. Tak czy siak, potem na przestrzeni lat rzecz się zmienia - i to naprawdę wypada uroczo.
      Właśnie dlatego tak szaleńczo kocham tę grę. Jest perfekcyjna moim zdaniem.
      Tak jak mówiłam, tutaj rozwijałam styl. Rozwijałam go przez siedem lat, więc nic dziwnego, że konstruowanie zdań w rozdział do 40. różni się od tych w Legendzie. Legenda jest młodsza od Szarej, a początki Strażniczki powstawały na przełomie drugiej oraz trzeciej gimnazjum. Tutaj stopniowo docieramy do początków liceum. Rozdziały podczas poprawek nie były przepisywane na nowo, więc nie zmieniałam całego stylu.
      Z biegiem czasu zauważałam, ile pola do popisu mam i jak swobodnie, w gruncie rzeczy, mogę w tego typu zdarzenia ingerować. Myślę, że powoli takie rozwiązania będą pojawiały się częściej, zważając na to, ile fabuły nadal przede mną.

      Usuń
    2. Nie podobało mi się przed poprawkami, teraz jest całkiem, całkiem (chociaż siostrzeniec Ellen wciąż mnie zastanawia... Czyżby Fergus zmienił płeć? xD).
      Nie no spoko - właściwie tak bardzo jak mogłaś pomyśleć mi to nie przeszkadza. W sumie to całkiem fajne doświadczenie, bo mogę szukać w opku takich typowych gierczanych numerów (z których raczej się śmieję, niż zgrzytam zębami, więc jest ok). Gdyby to było na poważnie, czepiałabym się, ale tak... bez przesady. Wiesz, tu faktycznie dostrzega się lekkość i takie niewymuszenie i to to głównie wpływa na odbiór tekstu.
      Jak wspominałam - to była tylko jedna scena (czy dwie), która mnie zaniepokoiła i tyle. Skoro Ellen ma być kochana i pomocna to jeszcze lepiej :D.
      A to chętnie będę czytać o nich, bo mnie zainteresowałaś. Ale o jakie pierwsze niechciane zauroczenie chodzi?
      O, właśnie - jestem ciekawa właściwie jaka to część gry: okolice środka, jakoś później? Bo słyszałam, że są jakieś dalsze części ^^

      Usuń
    3. Kurna, NADAL nie wszędzie poprawiłam?! W gimnazjum nie miałam bladego pojęcia o istnieniu bratanków i jakoś mi się wbiło do łba, że wszystko to siostrzeniec. Jak gdzieś ujrzałam to w tekście, już na przełomie liceum/studiów, dostałam zawału. Musiałam przeoczyć. Ja pieprzę. Za rok kolejne poprawianie.
      No, Ellen nie nazwałabym kochaną i pomocną (ale Kevę albo Cirrille już tak). Jest dość twardą, konkretną, nieco nerwową osobą, która całkiem łatwo daje się wyprowadzić z równowagi, ale przy tym chce pomagać, szukając złotego środka dla sprawiedliwości w swoich decyzjach. Jest taka... chaotycznie dobra?
      Jest teoria wśród fanów (oraz mojej mamy, która bardzo lubiła Strażniczkę), że Morrigan skrycie się w Alistairze podkochiwała i dlatego tak na niego najeżdżała, bo ją wkurwiał, że poleciała na kogoś takiego. Tak czy siak nie zostało to potwierdzone ani zdementowane i pogłoski pogłoskami pozostaną. Ewentualnie Morrigan zwyczajnie naprawdę nie może go strawić (bo Alistair zdecydowanie NAPRAWDĘ jej nie lubi. Jedyny raz, jak nazywa kogoś suką, to mówi o Morrigan. Kocham go).
      To jest Dragon Age: Origins. Jeśli chodzi o moment gry, to ficzek na blogu jest tak tuż przed połową fabuły, ja w napisanych rozdziałach dotarłam tak gdzieś do połowy.
      Potem jest Dragon Age: Awakening (krótki pudełkowy dodatek), Dragon Age: Witch Hunt (DLC jeszcze krótsze), Dragon Age 2 (pełnowymiarowa gra, o ile można tak powiedzieć o naprawdę naprędce robionym produkcie), na samym końcu Dragon Age: Inquisition. Do wszystkiego będę pisać ficzka, jestem nienormalna. Skończę po śmierci, nie czekajcie na mnie.

      Usuń
    4. Hehe - całkiem niezłe miałaś ułatwienie w gimbazie :P. No przy pierwszym czytaniu chyba to przelało czarę goryczy, teraz tylko facepalmnełam i poszłam dalej.
      Jest kochana! Brat ją kocha (o ile żyje), Alistair ją kocha (o ile się przyzna) i Taika ją kocha (kiedy jej nie nienawidzi). Poza tym Ellen wszystkim potrzebującym pomaga, więc musi być pomocna, a że przy tym zgrywa twardą i czasami pokazuje zadziorny charakterek... zdarza się :P. Chaotic good... geeez Gilgamesh jest taki, a zapewniam, że Ellen nie przypomina go w żadnym calu (w ogóle te śmieszne kwadraciki z ułożeniem postaci zawsze mnie rozbrajają).
      A to ci teoria! W sumie kto tam wie, co się stało zanim Ellen się obudziła - może wtedy Alistair zrobił coś głupiego (w domyśle zranił uczucia Morrigan, ale nawet nie zaczaił, że to zrobił)? Swoją drogą ciekawe, co Morrigan zrobiła, żeby go aż tak wkurzyć...
      Jak po śmierci?! Przecież ja chcę poznać zakończenie - będziesz żyć dopóki nie skończysz! :D

      Usuń
    5. Muszę znaleźć tego babola przy okazji następnych poprawek, bo mnie krew zaleje.
      Nie no, Ellen jest kochana, bardzo nie lubi mrocznych pomiotów, jest impulsywna i nerwowa, ale stara się być sprawiedliwa, rozsądna, niekoniecznie jednak zawsze altruistyczna. Prawdę mówiąc, gdyby miała wybierać między bliskimi a dobrem ogólnym, prawdopodobnie wybrałaby bliskich. I potem miałaby wyrzuty sumienia, ale ona nie myśli, kiedy robi. Czy tam robi, kiedy nie myśli.
      W fandomie jest tyle zawrotnych teorii, że niektórych nawet kijem nie tykam. Ale tutaj mogłoby to nawet pasować - Morrigan prawdopodobnie łatwiej też było nawiązać kontakt z człowiekiem, będąc paskudną, bo to dla niej najbardziej naturalna reakcja. Taki wiek, aż mi się chce powiedzieć, bo jak się trochę baba postarzeje, to się mądrzejsza robi. Alistair po prostu nie trawi tego typu człowieka, mam takie wrażenie. Denerwuje go ta bezpodstawna podłość oraz pozowana nieczułość Morrigan. A Morrigan tylko to podsyca. Więc mają wesoło.
      O matko, będę nieśmiertelna.

      Usuń
    6. Użyj wyszukiwarki w wordzie - pójdzie szybciej ^^ (siostrzeniec straszy na pewno w połowie trzeciego rozdziału).
      No i jak to jej nie lubić? xD No nie da się - nie dziw, że prawie cała ekipa na nią leci :P (chyba że Wynne i Shegar też...).
      O, a podziel się jakąś! Chętnie bym się pośmiała ;). Wiesz, im dalej w tekst, tym bardziej mam wrażenie, że Alistair zapytał Morrigan, czy jest kobietą... Leliana była, Wynne była - brakuje jeszcze Ellen i Morrigan :P. O właśnie, ale Leliana też jest świetna!
      Ale ja nie będę! Bez przesady - masz dead(A.)line.

      Usuń
    7. Wiem, że gdzieś na początku. Mam rozdziały osobno zapisane, będę musiała je sobie przejrzeć, bo przy okazji trzeba ogarnąć inne błędy.
      Yyy. Prawie cała? Doliczyłam się Alistaira.
      Pamiętam aktualnie tylko te dotyczące Inkwizycji, a to trochę spoilerowanie, więc raczej nie. No i Alistair z Morrigan nie będzie o takich sprawach rozmawiał, weź w ogóle. Też Lelianę lubię, ale jestem jedną z niewielu.

      Usuń