wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 1.70 - Znikający most


Czy tylko jej się wydawało, czy nagle w świątyni zrobiło się znacznie zimniej?
Przełknęła ślinę, wpatrując się wielkimi ze strachu oczami w rozciągającą się kawałek dalej przepaść. Kiedy wyminęła ją Morrigan, przypadkowo potrącając ramieniem, i ustawiła się wraz z pozostałymi na krawędzi, Strażniczka próbowała się otrząsnąć z odrętwienia.
Lęk przed wysokością zawsze ją nękał i podejrzewała, że tym razem zapatrzenie się w tę wszechogarniającą pustkę nie pomoże. Przez chwilę, z pewnym zgorzknieniem, myślała o tym, że cała Próba została przygotowana tak, by ją złamać, jednak szybko się za to skarciła. Próba zrównywała wszystkich, ona po prostu miała pecha. Jak zawsze zresztą.
Zmusiła się, by podejść kilka kroków do krawędzi, stanęła jak najbliżej Leliany i cicho, choć bardzo głęboko, odetchnęła, splatając ręce na wysokości piersi. Nie chciała, żeby ktoś zobaczył, jak drżały. Musiała także pilnować nóg, bo kolana zdradliwie się pod nią uginały. Nie wyobrażała sobie jednak wyznania przyjaciołom słabości. Już dość ich widzieli, a ona musiała być silna, aby ich dalej prowadzić.
— W porządku? — mruknęła łuczniczka, widząc nienaturalne napięcie Ellen, zupełnie jakby szykowała się do szaleńczego skoku w przepaść.
Strażniczka nie miała szansy odpowiedzieć. Odezwali się pozostali, prezentując, że mieli już dość tych zagadek oraz wszelkiej maści duchów, których dziś widzieli w nieprzyzwoitych ilościach.
— Ojej — westchnął Alistair, pocierając w skonsternowaniu kark. — Słabo radzę sobie z łamigłówkami — przyznał, krzywiąc się znacząco.
— Kolejna przeszkoda? — parsknęła Morrigan, wywracając z irytacją oczami. — To już się staje nie do wytrzymania.
— Wierzę w swych przyjaciół — mruczał tymczasem Zevran, nawiązując do słów ducha, które chwilę temu rozbrzmiały dokoła. — Wierzę, że pewnego dnia wbiją mi nóż w plecy — uściślił, uśmiechając się szyderczo.
— Powiedz, co mam zrobić, kadan, a zaraz się tym zajmę — zwrócił się do Ellen Sten, przenosząc na nią spokojne spojrzenie.
Strażniczka poczuła się nagle bardzo malutka, kiedy qunari tak popatrzył na nią z góry, jakby była nic nieznaczącym pyłkiem.
— Może po prostu tę przerzucę? Nie będziemy potrzebować mostu — wymyśliła z beztroską Shale i wzruszyła kamiennymi ramionami, przyglądając się elementowi Próby bez większego przejęcia.
Propozycja golema przyprawiła Ellen o lodowaty dreszcz, ciarki przemknęły wzdłuż kręgosłupa, paraliżując ją. Zaśmiała się nerwowo i odgarnęła włosy za uszy, przenosząc spłoszone spojrzenie na wielkiego golema.
— Myślę, Shale, że to jednak nie o to chodzi — wydusiła przez ściśnięte gardło, usilnie skupiając wzrok na drugiej stronie przepaści.
— Jak tam ta chce — burknęła Shale.
— Żarty na bok, zastanówmy się na poważnie — zdecydowała opanowanym głosem Ellen, uniósłszy wyżej głowę.
— To było na poważnie — uświadomiła jej Shale, co widocznie dziewczyny nie ucieszyło; znowu zdrętwiała, wstrzymując oddech.
— Zastanówmy się bez brania pod uwagę pomysłu Shale — uściśliła Strażniczka, zacisnąwszy dłonie w pięści, by się uspokoić. — Musi być jakiś sposób, by tędy normalnie przejść — stwierdziła z irytacją.
— Powinniśmy sprawdzić te kładki — uznała Wynne, wskazując wystające z posadzki płyty. — Możliwe, że są rozwiązaniem naszej zagadki — zauważyła i ruszyła w stronę jednej z nich.
Jej ramię chwyciła Leliana i pokręciła głową, powstrzymując czarodziejkę od pochopnego czynu. Staruszka spojrzała na nią pytająco.
— To może być pułapka — wyjaśniła łuczniczka, puszczając rękę kobiety.
— Zwykle podejrzanie wyglądająca podłoga, zwłaszcza z elementami nienaturalnie ruchomymi, jest pułapką. A w pułapki lepiej nie wchodzić — przypomniał Zevran, przyglądając się poczynaniom czarodziejki.
— To co teraz? — zadał najważniejsze pytanie Alistair, rozkładając bezradnie ręce.
Popatrzył wyczekująco na Ellen, odruchowo uznawszy, że będzie im w stanie pomóc.
— Musimy… — zaczęła dziewczyna, rozglądając się po sali.
Miała wrażenie, że wszyscy dokładnie widzieli, jak trybiki w jej mózgu obracały się z zawrotną prędkością. A przynajmniej słyszeli, na przykład zgrzyty oporów, kiedy mechanizmy natrafiały na poważny problem.
— Musimy… — powtórzyła dzielnie, odetchnąwszy. — Pomyśleć — dokończyła jedynym, co przyszło jej do głowy.
— W przypadku niektórych może to być trudne — zauważyła Morrigan i niechcący machnęła ręką w stronę Alistaira, wydymając wargi.
— Się wyzłośliwiła wywłoka bagienna — syknął Strażnik, mordując czarownicę wzrokiem.
Bardzo zadowoloną z siebie czarownicę.
— Akurat na tak niskim poziomie, byś zrozumiał, prawda? — odparła bez zająknięcia i rozciągnęła usta w nieprzyjemnym uśmiechu.
— Ty też lubisz mu dokuczać? — zdziwił się Zevran i potrząsnął głową z oburzeniem. — Czemu mi nie powiedziałaś?!
— Dałam ci czas, żebyś się tym nacieszył, elfie — stwierdziła. — Równie miło jest na to patrzeć z boku, co brać w tym udział — wyjaśniła zwięźle.
— Nie żebym się wtrącał, ale ja dalej tu stoję — wycedził zdenerwowany Alistair.
— No tak, dokuczanie naszemu templariuszkowi to nie zajęcie — uznał Zevran, zignorowawszy młodzieńca. — To styl życia — ogłosił natchnionym głosem, przyciskając dłoń do piersi.
— Się dobrali, zawszona Wiedźma z Głuszy i zniewieściały elf — prychnął wściekle Strażnik, czując, że w obliczu tego przymierza był na przegranej pozycji.
— Zniewieściały? — oburzył się Zevran i potrząsnął głową, jakby nie dowierzając w to, co usłyszał. — Odezwał się templariusz z obsesją na punkcie fryzu… — zauważył przytomnie, jednak jego komentarz został bardzo ekspresyjnie zagłuszony.
Bo dla Ellen było tego, delikatnie mówiąc, już dość.
— AARGH! — wrzasnęła, łapiąc się za głowę, i zacisnęła powieki, czekając na ciszę.
Nie musiała czekać długo.
— Dziękuję — mruknęła, na powrót się prostując.
Nikt nawet nie pisnął.
— To był ciężki dzień, ja wiem. Dla mnie też — zaczęła bardzo łagodnym głosem. — Ale, do jasnej cholery, jak mówię, że mamy myśleć, to myślimy, a nie skaczemy sobie do oczu! Możecie więc zamknąć twarze i zastanowić się nad aktualnym problemem, a nie nad swoim stylem życia?! Będę zobowiązana — dokończyła spokojnie, opuszczając uniesione w gniewie ramiona.
W grobowej ciszy, która zapadła po słowach Ellen, niektórzy bali się nawet oddychać. Najpewniej nikt nie sądził, że dziewczyna tak szybko dojdzie do siebie po załamaniu przeżytym chwilę temu. Sama Ellen w każdym razie była zaskoczona lekkością, jaką odczuwała. Cały gniew, nękający ją ból oraz nienawiść dręcząca na każdym kroku – to wszystko zostało wreszcie ukierunkowane w dobrą stronę.
W stronę Rendona Howe’a i Loghaina mac Tira, prawdziwych winnych masakrze w Wysokożu. Nie ona wydała rozkazy i nie ona zabiła. Ona stała się w tym wszystkim ofiarą.
A teraz ofiara była gotowa rozpocząć polowanie.
— Rzekła przywódczyni! — zawołała uradowana Leliana, uśmiechając się szeroko.
— Może most jest niewidzialny — podsunęła Wynne, widząc, że nikt nie kwapił się, by podsunąć rozwiązanie. — W końcu to sprawdzian wiary… prawda?
Ellen przytaknęła w zamyśleniu, podeszła do czarodziejki i wzięła do ręki jej karacenowy kostur. Uniosła go, przyglądając się mu, po czym oddała właścicielce, kiwając do samej siebie głową.
— Zbadaj nim tę przestrzeń — poprosiła, wycofując się. — Sten, asekuruj ją, żeby nie spadła — dodała, przenosząc wzrok na wielkiego qunari.
Zaraz jednak uciekła pod samą ścianę, jakby coś ją tam ciągnęło.
Pozostali wymienili spojrzenia, zdumieni jej zachowaniem. Zwykle trudno ją było powstrzymać od działania, zwyczajnie wszędzie pchała się pierwsza, bez zastanowienia. A teraz? Czyżby coś ją przestraszyło?
Wynne uśmiechnęła się do Stena, zbliżając się do przepaści. Zatrzymała się na jej skraju, poczekała, aż qunari chwyci ją za ramię, i dopiero wtedy wyciągnęła kostur w dół, sprawdzając, czy nie natrafi na żaden opór. Kiedy nie odnalazła niewidzialnej materii, razem ze Stenem przeszła wzdłuż krawędzi, ale niczego to nie dało.
— Może reaguje tylko na ludzkie ciało? — podsunęła Leliana, ująwszy się za brodę.
— Może lepiej nie… — zaczęła niepewnie Ellen, domyśliwszy się, co jej towarzysze zaraz zrobią.
Na samo wyobrażenie tego zadrżała.
— Stenie, mógłbyś? — spytała Wynne, potwierdzając przypuszczenia Strażniczki.
Qunari skinął głową, chwycił staruszkę pod ramiona i ostrożnie opuścił za krawędzią przepaści, żeby zbadała nogami przestrzeń. Ellen pisnęła zduszonym głosem, ale zaraz zatkała sobie usta dłonią, wielkimi ze strachu oczami obserwując całą niebezpieczną operację. Na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem – oprócz tego, że mostu rzeczywiście nie było tam, gdzie być powinien.
Wynne wróciła na posadzkę, otrzepała się z kurzu, podziękowała Stenowi i spojrzała z powagą na towarzyszy, kręcąc głową.
— Jakieś inne pomysły? — spytała Ellen, odetchnąwszy dla uspokojenia.
Rozejrzała się z nadzieją po pozostałych.
— Nadal mogę tę przerzucić na drugą stronę — przypomniała lojalnie Shale.
Strażniczka wzdrygnęła się, sycząc przez zęby.
— Jakieś inne, mniej kreatywne pomysły? — powtórzyła z naciskiem.
— Zbadajmy ściany — podsunął Zevran, rozkładając ręce. — Może ukryto w nich jakiś mechanizm?
— No, to do dzieła — zdecydowała Ellen, jako pierwsza zabierając się do pracy.
Im dalej od przepaści, tym lepiej.
W komnacie znów zapadła cisza, wszyscy skupili się na aktualnym zadaniu, uważnie przyglądając się gładkim kamieniom. Kiedy Ellen ich dotknęła, odkryła, że były w istocie chropowate i nierówne, bez trudu można by się skaleczyć, jeśli ktoś miał delikatniejszą skórę. Ale, przede wszystkim, żaden z nich nie okazał się ruchomy.
— Może jednak… — zaczęła powoli, odsunąwszy się od ściany o krok. — Sprawdzimy te płyty? Chyba że coś znaleźliście — dodała, unosząc sceptycznie brew.
— A jeśli to rzeczywiście pułapki? — mruknął zrezygnowany Alistair, marszcząc czoło. — Sprawdzanie ich może być niebezpieczne, coś się może komuś stać… chyba lepiej nie — uznał, kręcąc głową.
— W takim razie co proponujesz, templariuszyno? — parsknęła Morrigan, miażdżąc Strażnika spojrzeniem. — Czekamy na przebłysk twego geniuszu, który niewątpliwie nas ocali. Jeśli nastąpi — zaznaczyła dobitnie.
— Starczy, Morrigan, dziękuję — przerwała złośliwości Ellen, uśmiechając się do czarownicy z sympatią, aczkolwiek nieco sztuczną. — Ktoś musi je sprawdzić, sądzę, że zrobię… — przeszła do konkretów.
— Ja. Ja pójdę — weszła jej w słowo Leliana. — Mam większe doświadczenie z pułapkami, poradzę sobie.
Ellen uniosła palec, chcąc oponować, ale nie dano jej szansy.
— Co? — oburzył się Alistair. — Nie ma mowy, a jeśli coś ci się stanie? Lepiej, żebym to ja poszedł — zdecydował, marszcząc czoło.
— Ty? Nie masz żadnego doświadczenia z takimi mechanizmami, grozi ci większe niebezpieczeństwo niż mnie. Poza tym jesteś Strażnikiem, musimy cię oszczędzać — sprzeciwiła się Leliana, kręcąc głową z dezaprobatą.
— Nie pozwolę, byś tak ryzykowała, nie ma mowy!
— Nie bądź już taki rycerski, Alistair, na oddech Stwórcy!
Ellen uznała, że to wszystko mijało się z celem. Odetchnęła, przymknęła oczy, po czym zamachała energicznie rękoma, by ją zauważono podczas tej kłótni.
— Pójdzie Zev — zdecydowała, spoglądając znacząco na elfa.
— Proszę? — obruszył się Zevran, wytrzeszczając oczy. — Dlaczego ja? Oni chcą, to niech idą, nie będę im zabawy odbierał — uznał, cofając się pół kroku od Strażniczki.
— Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta — podsumowała Ellen, uśmiechając się z dozą złośliwości. — Zresztą nawet oboje razem wzięci nie dorównają ci umiejętnościom, nie daj się prosić.
Zevran zaśmiał się krótko i machnął ręką, kręcąc z rezygnacją głową. Poprawił rękawice na dłoniach, westchnął, po czym ruszył raźno do jednej z płyt.
— Nie ma co, Strażniczko, coraz lepiej idzie ci dowodzenie ludźmi — skwitował, zatrzymując się nad podejrzanie wystającym z posadzki kafelkiem. — Poznałaś prawie wszystkie chwyty — zakończył, pewnym krokiem stając na płycie.
Wszyscy – niemal wszyscy – wstrzymali oddech, uprzednio ze świstem wciągnąwszy powietrze. Sam Zevran zrobił nietęgą minę, kiedy kwadratowy wielki kafelek drgnął pod jego ciężarem, a potem osunął się w dół. Elf poruszył się, jakby chciał uskoczyć w tył i uratować się przed strasznym losem czekającym na każdego, kto wejdzie w tę pułapkę.
Ellen przygryzła wargę, robiąc taki ruch, jakby zamierzała Zevrana własnoręcznie stamtąd ściągnąć.
— I… nic — podsumował skrytobójca, prostując się na powrót zadowolony ze wszystkiego, a przede wszystkim z samego siebie.
— No nie — jęknęła Ellen, nie wierząc, że wszystko miało się skończyć nad przeklętą przepaścią w środku wielkiego nigdzie.
— Och, spójrzcie na to — odezwał się Alistair, wskazując coś, co najwyraźniej znajdowało się tuż za krawędzią posadzki.
Zawisł tam kontur. Kontur betonowej płyty, ledwo widoczny, półprzezroczysty, z pewnością nie materialny, jednak się pojawił. Ellen wytrzeszczyła oczy, przyglądając się tym dziwom w niemym szoku. Jak to się stało? Dlaczego? Bo Zevran stanął na płycie?
— Chyba nie jest wystarczająco solidne, żeby na tym stać, ale na początek wystarczy — dodał Strażnik, uśmiechając się do towarzyszy pokrzepiająco.
— Dziękujemy za informację, Kapitanie Oczywistość — prychnęła Morrigan, przyglądając się Alistairowi z dezaprobatą.
— Och! Droga sprawia wrażenie prawdziwej, ale tak naprawdę jest pułapką! Chcę mieć coś takiego! — zawołał Zevran, uśmiechając się szeroko.
— Teraz nie czas na sprzeczki — zirytowała się Ellen, gromiąc czarownicę spojrzeniem. — Musimy ustalić, jak zmaterializować pozostałe fragmenty mostu i jakoś się przeprawić. Leliano, sprawdź po kolei resztę płyt, nie można wykluczyć, że któraś jest pułapką — zwróciła się do przyjaciółki.
— Tak jest! — zawołała łuczniczka, zasalutowała i ruszyła wykonać polecenie.
Stawała po kolei na każdej ruchomej płycie; raz pojawiał się inny fragment mostu, także niematerialny i znacząco oddalony od ich krawędzi, zatem całkowicie zbędny, czasami nie działo się nic, ale żadna platforma nie okazała się pułapką. Ellen uważnie obserwowała kolejność pojawiania się kładek, próbując to zapamiętać, jednak szybko zorientowała się, że nic z tego, dlatego przestała się starać.
I kiedy Leliana stanęła na następną płytę, z cichym zgrzytem niematerialny fragment tuż przy przepaści, na który mogliby wejść, zmienił się w kamienną kładkę.
— To jest to! — zawołał rozentuzjazmowany Alistair. — Prawdziwy fragment mostu! Jeżeli uda nam się zmaterializować wszystkie części, będziemy mogli przedostać się na drugą stronę! — ogłosił, przenosząc wzrok na pozostałych.
Morrigan znowu mruknęła coś o „Kapitanie Oczywistości”, jednak komentarz pozostawiła dla siebie.
— Ta część wygląda na solidną — zgodził się powoli Zevran. — Ale może ktoś powinien pójść pierwszy? — podsunął zaraz, patrząc po towarzyszach.
Ellen zacisnęła dłonie w pięści, odetchnęła głęboko, po czym zamknęła oczy. Musiała im zaufać. Most był materialny, z pewnością da radę na nim stanąć, jednak fragment mógł zniknąć, kiedy błędnie zejdą z płyt. Jeśli kamień spod jej stóp się zdematerializuje…
Zadrżała, dusząc pisk w gardle.
Musiała zaufać. To jej przyjaciele, z pewnością wszystko będzie dobrze, uda się im, nie pozwolą, by spadła. Otworzyła oczy, uśmiechnęła się blado i ruszyła na drżących nogach przed siebie, do przepaści.
— Ja pójdę — oznajmiła, stając na skraju płyty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz