poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 1.79 - Zasłużony odpoczynek


Świtało na drugi dzień wędrówki. Równomierny dźwięk uderzających o ziemię kopyt niespodziewanie się urwał, a cały świat przestał się kołysać, wyrywając podróżników ze swego rodzaju odrętwienia, w które popadli na czas długiej drogi powrotnej.
Ellen natomiast wyrwało z siodła.
Strażniczka, wyczerpana wszystkim, co ich spotkało od opuszczenia obozu, kiedy tylko Taika stanęła przy pierwszych namiotach i zwiesiła szyję, zdradzając własne zmęczenie, straciła równowagę i cichutko zsunęła się z grzbietu. Do tej pory leżała na kłębie klaczy, policzek wtuliwszy w szorstką grzywę, i tak trwała w specyficznym półśnie, usiłując się zregenerować; teraz nawet nie zauważyła przerwania wędrówki.
Cichość całego zajścia skończyła się w momencie, kiedy bezwładne ciało dziewczyny zwaliło się na ziemię. Narobiła hałasu, który w aktualnych warunkach zbudziłby nawet umarłego – towarzysze podróży podskoczyli w siodłach, natomiast śpiący obozowicze wyskoczyli z namiotów, chwytając za broń. Taika stuliła uszy, bez najmniejszego wahania stając tak, że Ellen znalazła się między jej nogami, i opuściła łeb, machając ze świstem ogonem. Strażniczka uczepiła się długiej grzywy i z pomocą niezastąpionego zwierzęcia podniosła się, postękując żałośnie.
Jeśli wcześniej myślała, że bolało ją wszystko, to teraz odkryła istnienie kilku innych zakamarków ciała, o których nie miała pojęcia.
Pierwszy oprzytomniał Shegar – nim ktokolwiek rzucił się mordować potencjalnych wrogów, ogar zamerdał ogonem, zapiszczał, a potem ruszył biegiem do pańci, przed zdenerwowaną Taiką przypadając brzuchem do ziemi. Podczołgał się grzecznie, tuląc uszy, ostatecznie wywalając się na grzbiet, by zaprezentować, jaki to z niego kochany, milusi zwierzaczek do przytulania. Klacz spojrzała na niego z góry, po czym ze zdegustowanym parsknięciem odwróciła wzrok.
— Hej — wychrypiała Ellen do zastygłych w półmroku świtu sylwetek, unosząc niemrawo dłoń. — Was też dobrze widzieć.
— No proszę, a jednak żyją — rozległ się głos Zevrana i jedna z obecnych osób schowała broń. — Gdyby ktoś się ze mną założył, wygrałbym.
— Nierozsądnie — skomentował bezlitośnie Sten, najwyższa z widocznych sylwetek, także opuszczając miecz.
— Teraz mi to mówisz — żachnęła się Ellen, uśmiechając się ze znużeniem do zebranych, chociaż nie miała pojęcia, czy ktoś to widział. — Napotkaliśmy nieprzewidziane trudności, stąd przedłużenie.
— A w jakim właściwie celu nas opuściliście? — zainteresował się Zevran, chcąc do Strażniczki podejść, by pomóc jej dotoczyć się do zgaszonego ogniska, jednak Taika kłapnęła na niego paszczą.
Zrezygnował, nie wiedzieć dlaczego.
— Takie tam. Stare porachunki — mruknęła dziewczyna.
— Nigdy więcej — uściślił ponuro Alistair, kończąc ściąganie sprzętu ze swojego ogiera i rzucanie rzędu końskiego gdzie popadnie, byle na ziemię.
— Wszystkim nam przyda się sen — zgodziła się Wynne, przyjmując pomoc Leliany przy zsiadaniu. — Na wyjaśnienia możecie poczekać.
— W porządku. Zajmę się bałaganem ze Stenem. Prawda? — rzucił przez ramię elf, napotkał jednak kamienne spojrzenie qunari. — Albo i nie.
Ellen już się nie odezwała, ściągnęła siodło oraz ogłowie z Taiki, potem puściła ją luzem. Klacz z ulgą otrząsnęła się niczym pies z wody, przestąpiła dostojnie nad nadal wijącym się ulegle Shegarem, po czym pomaszerowała w swoją stronę.
— Żałosną mają ludzie kondycję — skomentowała życzliwie Shale, szybko tracąc zainteresowanie zamieszaniem.
— Życzę ci, żeby ciebie też przeciągnęła przez całą Głuszę Korcari w taki mróz — burknął Alistair, odkopując siodło gdzieś na bok.
— Może mam kogoś zgnieść na miazgę? — zainteresował się golem, znacząco rozprostowując kamienne palce.
— Won spać albo won cokolwiek — warknęła mało przytomnie Ellen, unosząc głowę znad Shegara, którego właśnie bardzo wylewnie drapała po brzuchu.
— Szefowa rzekła — mruknął Zevran i pierwszy posłusznie odmaszerował, za nim natomiast niemalże wszyscy się rozeszli.
Alistair, nim skierował się do namiotu, na moment przystanął przy Strażniczce. Dziewczyna szybko uchwyciła jego spojrzenie, starając się nie poczuć nieswojo, i posłała mu przepraszający uśmiech.
— Idź, muszę zrobić jedną rzecz — poprosiła, podnosząc się z klęczek.
Młodzieniec skinął głową, zająknął się, jednak zaraz grzecznie zniknął w swoim namiocie tak samo jak Leliana oraz Wynne. Ellen odetchnęła, zagryzła na krótką chwilę wargę, po czym zlokalizowała spojrzeniem jedyną sylwetkę, która od początku milczała i od początku nie zmieniła pozycji.
Podniosła się z ziemi, poklepała Shegar po łbie i podeszła do Morrigan, wyciągając z torby nieporęczną księgę. Targała cholerstwo od chaty Flemeth i była przekonana, że miała już posiniaczony cały bok przez twarde wykończenia okładki. Bez słowa wyciągnęła zdobycz do wiedźmy i zajrzała jej w oczy, po cichu wierząc, że wyjaśnianie sytuacji nie będzie potrzebne i kobieta sama zrozumie.
Morrigan przyjęła księgę, obróciła ją przodem do siebie i przyjrzała się okładce, lekko mrużąc powieki, jakby się nad czymś zastanawiała. Zerknęła przelotnie na zmęczoną Ellen, nim w ogóle postanowiła się odnieść do sytuacji:
— To prawdziwa księga matki, prawda? — spytała, zgrabnie uzyskując dzięki jednemu pytaniu dwie odpowiedzi.
Strażniczka skinęła głową, potwierdzając przypuszczenia wiedźmy.
— Cieszę się, że jednak udało ci się ją znaleźć. Dziękuję. Zaraz zacznę ją studiować, by wydobyć drzemiącą w niej moc — obiecała i uśmiechnęła się kącikiem ust, bardzo lekko, niemalże niewidocznie, ale za to przyjaźnie.
Taka nagroda na ten moment zdecydowanie Ellen wystarczała. Przytaknęła ponownie, nie mając siły wydobywać z siebie żadnych dźwięków, zawróciła i niezbyt dostojnym krokiem doczłapała do namiotu. Tam padła na kolana, ledwie wczołgała się na posłanie i legła niemalże bez życia, wydając z siebie prawie ostatnie, a na pewno bardzo przejmujące tchnienie.
Zaraz za nią do środka wczołgał się Shegar, zapiszczał cicho i zwinął się w kłębek przy nogach pańci, zapadając w sen prawie równie szybko, co Strażniczka.

Rzeczywistość wróciła trochę za szybko, niż sobie tego Ellen życzyła. Aczkolwiek przynajmniej nie uderzyła w nią niczym grom z jasnego nieba, toteż przyzwyczajenie do brutalnej prawdy następowało stopniowo, wraz z wracającą świadomością nie tyle całego obolałego ciała, co również obowiązków oraz konieczności wznowienia podróży.
Jęknęła słabo i spróbowała zakryć twarz, by uchronić się przed światem, ale niewiele to dało. Już słyszała różne dźwięki, czuła wyraźnie zapachy, nie dało się dalej spać ze świadomością, że inni pracowali. Albo robili cokolwiek pożytecznego, podczas gdy ona próbowała zginąć oraz przepaść.
— Czemu muszę ratować świat? — spytała żałośnie, niechętnie uchylając powieki i spoglądając w materiał namiotu. — Nie mógłby mnie ktoś zastąpić na parę dni, żebym się wyspała?
— Śpiąca szlachcianka chyba się przebudziła — dobiegło z zewnątrz, głos niewątpliwie należał do Zevrana.
Ellen zapragnęła elfa zabić natychmiast, dlatego poszukała wokół siebie chwilowo wolnego buta. Nie znalazła takowego, toteż musiała się zadowolić rzuceniem pod adresem skrytobójcy kilku niezbyt przyjemnych określeń. Potem zwlekła się z koca i postanowiła się ubrać, ale odkryła, że zasnęła tak, jak padła, nawet się specjalnie nie przebierając.
— Mniej roboty — skwitowała burkliwie pod nosem i wyczołgała się z namiotu, by ogarnąć spojrzeniem zmrużonych oczu świat.
O ile dobrze szacowała, był środek dnia. Przyjaciele krzątali się przy codziennych robotach bądź też się nie krzątali, korzystając z kolejnych godzin lenistwa. Nie widziała Morrigan oraz Wynne – ta pierwsza prawdopodobnie studiowała księgę, ta druga może nadal odpoczywała. Alistair starał się coś ugotować, w czym przeszkadzał mu Zevran w towarzystwie Shegara, natomiast Leliana usiłowała zabawić rozmową Stena. Shale usiadła nieopodal wozu Bodahna, majstrując coś przy pobliskiej florze.
— Dzień dobry! — ożywiła się od razu łuczniczka, posyłając przyjaciółce uśmiech. — Wyspałaś się? — zainteresowała się życzliwie.
Ellen nie namyślała się długo nad odpowiedzią.
— Nie — stęknęła, wydostając się do końca z namiotu.
Przeciągnęła się z cichym pomrukiem i podreptała do pozostałych, by zasiąść dumnie przy ognisku i podciągnąć kolana pod brodę. Chwilę jeszcze milczała, przypatrując się płomieniom, ostatecznie ziewnęła.
— Ale trzeba ruszać do Denerim. Jaka to właściwie pora dnia? — spytała, odchylając lekko głowę, by spojrzeć w niebo.
— Będzie bliżej wieczoru — zawyrokował Zevran, odbierając Alistairowi łyżkę i osobiście mieszając w zupie. — Chyba straciłem apetyt.
— To won — mruknął niezadowolony Strażnik, odbierając swoją własność.
— W takim razie wyruszymy rano. Mam dość podróżowania po nocy — westchnęła Ellen i zajrzała do garnka, zwabiona całkiem przyjemnym zapachem jedzenia.
Zbyt długo nie miała w ustach niczego pożywnego, jej żołądek wyraziłby zgodę na posiłek każdej jakości, nawet tej najpodlejszej.
— A w Denerim szukamy czego? — spytał ostrożnie Alistair. — Z Redcliffe bliżej nam było do Orzammaru.
— Ale nasz sprzęt jest w takiej kondycji, że jeszcze jedna łatka w wykonaniu kochanego Bodahna, a wszystko się rozpadnie — mruknęła, wzruszając ramionami. — Nadłożymy trochę drogi, jednak powinno nam to wyjść na dobre.
— Niech będzie. Trochę więcej tłuczenia się po całym Fereldenie, hura — podsumował Alistair, nabierając na łyżkę trochę zupy. — Spróbuj. Ale uważaj, gorące — przypomniał usłużnie, żeby znowu się nie poparzyła.
Ellen spojrzała na przyjaciela nieco urażona, dmuchnęła w porcję w nadziei, że dzięki temu trochę się ostudzi, po czym ostrożnie siorbnęła zawartość łyżki. Wzdrygnęła się – nadal było gorące – i pospiesznie przełknęła, krzywiąc się lekko.
— Nienawidzę cię — wyznała niezadowolona.
Alistair zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową.
— Czymże sobie zasłużyłem na tak gorące uczucia?
— Gorącą zupą.
Zevran uśmiechnął się w niepokojący sposób, skrzyżował ręce na torsie, chwilę przypatrując się Strażnikom, po czym bez słowa wyjaśnienia dał susa do Leliany oraz Stena, siadając po drugiej stronie rosłego qunari. Tym samym stworzyły się dwa obozy przy ognisku – Strażników oraz rozmawiających właściwie o niczym wojowników.
Ellen spojrzała zdumiona na przyjaciół, nie rozumiejąc, dlaczego wszyscy uciekli, ostatecznie jednak wzruszyła ramionami. Rozłożyła się na chłodnej trawie, ustawiając się jednak tak, by leżeć głową do Alistaira, na wypadek gdyby zaczęli pogawędkę.
Kiedy uświadomiła sobie, że niewiele wiedziała o tym, jak przyjaciel został zaciągnięty do Straży, szybko postanowiła naprawić to niedopatrzenie.
— No więc jak zostałeś Szarym Strażnikiem? — spytała od niechcenia, przekręcając się z pleców na brzuch, żeby móc oprzeć głowę na dłoniach i spojrzeć na Alistaira.
— Tak samo jak ty — mruknął zdawkowo, zerknąwszy na nią. — Wypijasz trochę krwi, dławisz się nią i tracisz przytomność. Chyba jeszcze tego nie zapomniałaś?
— Ha-ha. Bardzo śmieszne.
— Staram się z całych sił — zapewnił pogodnie, wzruszając ramionami.
Ellen nie spuściła z niego czujnego, pełnego wyrzutu spojrzenia, dlatego młodzieniec po krótkiej chwili westchnął ciężko i skapitulował.
— Co mogę powiedzieć? Zobaczmy, wcześniej byłem w Zakonie. Przez wiele lat szkoliłem się na templariusza. To tam zdobyłem większość moich umiejętności — przypomniał w skrócie, machnąwszy łyżką dla podkreślenia słów.
Strażniczka uśmiechnęła się lekko.
— Nie wydajesz się być religijną osobą — zauważyła, przechylając głowę.
— Jasna sprawa — prychnął z oburzeniem. — Nie umiałbym zliczyć, ile razy odsyłano mnie do kuchni, do szorowania garów. A to oznacza, że takich sytuacji musiało być naprawdę dużo, bo liczyć umiem dość dobrze — zastrzegł z rozbawieniem i pogroził dziewczynie palcem.
Ellen uniosła brwi w uprzejmym powątpiewaniu, jednak postanowiła nie komentować głośno, żeby Alistair przypadkiem się nie obraził i nie przerwał opowieści. Gra nie była warta świeczki, droczyć się mogli zawsze, nie zawsze dało się porozmawiać o przeszłości.
— Wielka kapłanka nie chciała mnie puścić. Prawda jest taka, że Duncan zmuszony był mnie zwerbować, a kiedy to zrobił, wpadła w szał. Myślałem, że każe nas obu aresztować. Miałem szczęście — dodał, przechodząc do sedna historii.
Dziewczyna uniosła brwi jeszcze wyżej, chwilę zastanawiając się, co mogło kobietą kierować. Na co jej taki Alistair, kiedy miała tylu chętniejszych do służby templariuszy?
— Dlaczego wielka kapłanka chciała cię zatrzymać? — wypowiedziała na głos wątpliwości, uśmiechając się lekko.
— Sam się nad tym zastanawiałem — przyznał. — W sumie niezbyt wysoko mnie ceniła. Myślę, że nie chciała po prostu dawać czegokolwiek Szarej Straży. Zakon niewiele stracił — stwierdził niedbale.
Znowu pochylił się nad zupą, na chwilę przerywając opowieść. Ellen poruszyła się niecierpliwie, układając się odrobinę wygodniej.
— A mnie się wydaje, że więcej zdziałam, walcząc przeciwko Pladze, zamiast siedzieć bezczynnie w jakiejś świątyni — westchnął wreszcie. — Zawsze będę wdzięczny Duncanowi za to, że mnie zwerbował. Gdyby nie on, to wiesz… nigdy bym… nigdy bym nie… — urwał, marszcząc czoło, w jego oczach pojawił się cień.
Ellen szybko usiadła i wyciągnęła dłoń do ramienia Alistaira, zmieszana, że poruszyła ten temat. Po prawdzie on jej nie wypytywał o rodzinę oraz Wysokoże, ona natomiast co chwila nawiązywała do bolesnych wspomnień jego życia.
Nie odważyła się jednak go dotknąć, samej nie wiedząc, dlaczego dokładnie.
— Przepraszam — mruknęła, spuszczając wzrok.
— Nie, tylko… przepraszam — odpowiedział z ciężkim westchnieniem. — Nie powinienem… już dobrze — zapewnił i uśmiechnął się do przyjaciółki smutno. — Zginął jak bohater. Wszyscy tak zginęli.
Dziewczyna skinęła głową i odsunęła się trochę od młodzieńca, znów podciągając nogi pod brodę. Poczucie winy nie dawało jej spokoju, dlatego, nim Zevran dołączył do nich, by zacząć wszystkich wyprowadzać z równowagi, podniosła się z ziemi.
Bez słowa skierowała się do pasących się w ciszy koni, uznając, że powinna zająć się Taiką. Wystarczająco długo ignorowała dzielną klacz, która przecież uratowała jej życie. Shegar także wstał i potruchtał za pańcią, kołysząc leniwie ogonem.

Kiedy wróciła, już zmierzchało. Cicho otrzepywała ręce z kurzu oraz błota, które wyczesała z sierści Taiki, i przysiadła przy ognisku, czując, że ziąb wieczoru trochę jej dokuczył. Odetchnęła głęboko i znowu rozejrzała się dokoła, szukając wzrokiem przyjaciół.
Większość gdzieś się zaszyła, w oddali dostrzegła sylwetkę spacerującego Stena, Shale dalej siedziała przy wozie. Natomiast na rozgrzanym od ognia kamieniu zauważyła miskę z porcją jedzenia. Uśmiechnęła się lekko, nie mając komu podziękować za pamięć, i zabrała się do pałaszowania obiadokolacji, w głowie powoli układając na nowo plan działania.
W takich chwilach przestawało do niej docierać, że niosła na barkach przyszłość nie tyle Fereldenu, co całego Thedas. Ot, po prostu robiła to, czego od niej oczekiwano, a ponieważ te drobne kroki nadal jej nie przerosły, szła przed siebie. Całkiem możliwe, że wreszcie trafi na przeszkodę, której nie przebędzie, ale wtedy po prostu podda się ze świadomością, że zrobiła wszystko. Może przynajmniej to, co osiągnęła do tej pory, pomoże tym, którzy przyjdą po niej, by naprawiać.
Walczyć przeciwko Pladze. W liczbie dwóch Szarych Strażników i z bandą najdziwniejszych osobowości, jakie Ferelden widział. Dlaczego nie, właściwie. Jak umierać, to z poczuciem humoru, prawda?
Usłyszała za plecami kroki i odwróciła głowę, by ujrzeć zbliżającą się powoli Wynne. Czarodziejka uśmiechnęła się lekko i usiadła koło Ellen, na co dziewczyna skinęła starszej kobiecie głową, wyjmując z ust łyżkę. Nim powróciła do jedzenia, także uniosła kąciki ust.
— Znasz dawne opowieści o Szarych Strażnikach? — spytała niespodziewanie Wynne, usadowiwszy się wygodnie na trawie.
Ellen spojrzała na nią zaskoczona, po czym zamyśliła się nad zadaną kwestią, odświeżając w pamięci lekcje historii z Aldousem. Lubiła temat Straży, bo zawsze opowieści o niej brzmiały bardziej jak baśni oraz legendy niż suche fakty z rzeczywistości. Niesamowite osiągnięcia, epickie bitwy…
— Wiem, że latali wśród chmur na gryfach — mruknęła, decydując się na aspekt, który zawsze wzbudzał w niej, kiedy była małą dziewczynką, zazdrość.
Teraz te stworzenie już wymarły, jednak miło pomyśleć, że w tej sytuacji miałaby szansę na poznanie gryfa. Może nawet dotknięcie! Uśmiechnęła się z niedowierzaniem, uzmysławiając sobie, że stała się kimś, kogo w dzieciństwie podziwiała.
— Gryfy! — powtórzyła dziwnym głosem Wynne. — To chyba jedyna rzecz, którą ludzie zapamiętali – potężne gryfy, na których Szara Straż ruszała do walki — mruknęła nieco marudnie, najwyraźniej spodziewając się dojrzalszej odpowiedzi po Ellen.
— Też bym chciała gryfa — westchnęła w odpowiedzi, nie zamierzając ratować swego autorytetu w oczach czarodziejki.
Odłożyła pustą miskę obok pozostałych brudnych i spojrzała na Wynne z lekkim uśmiechem, przechylając głowę.
— Niestety, wszystkie trafiły z powrotem w ręce Stwórcy, więc twoje życzenie pozostanie niespełnione — przypomniała trochę kwaśno czarodziejka, na moment milknąc.
Ellen już sądziła, że to oznacza spokój bez moralizowania kobiety – chociaż bardzo ceniła jej zdanie, to czasami pouczanie stawało się męczące – jednak okazało się, że Wynne po prostu zbierała siły na podjęcie tematu.
— Mówiło się, że sam widok Strażników na białych gryfach potrafił napełnić zmęczone serca nową otuchą i pokrzepić nawet zmęczonych starców. Szarzy Strażnicy byli potężni – szanowano ich i bano się ich – ale byli też wzorem dla prostych ludzi. Pamiętam taką opowieść sprzed wielu lat… — zaczęła, odchyliwszy lekko głowę, a jej ton już sugerował, że rozmowa za szybko się nie skończy.
Strażniczka zmrużyła nieznacznie oczy, powstrzymując uśmieszek.
— Czy w tej opowieści będą gryfy? — zainteresowała się niefrasobliwie, robiąc okrągłe, pełne nadziei oczy; miała cichą nadzieję, że to trochę Wynne zniechęci.
— Na litość Stwórcy, jak dziecko! — obruszyła się czarodziejka i skarciła Ellen przeszywającym spojrzeniem.
— No więc będą gryfy czy nie? — nie poddała się, teraz używając głosu bardziej marudnego, jak u obrażonego malucha.
— Tak… będą gryfy — parsknęła Wynne, skrzywiła się, ale dzielnie kontynuowała temat: — Plaga od miesięcy pustoszyła te ziemie, a armie potężnych królów zebrały się do decydującej bitwy. Gdy słońce wyjrzało zza czarnych, skotłowanych chmur, oświetliło nieprzebrany rój żądnych krwi pomiotów, z samym arcydemonem na czele — rozpoczęła opowieść. — I właśnie wtedy – gdy zdawało się, że cała nadzieja przepadła, a pozostały jedynie rozpacz i śmierć – właśnie wtedy przybyli Strażnicy. Wśród łoskotu skrzydeł groźniejszego od wojennych bębnów pojawili się na polu bitwy i stanęli na czele ludzkich wojsk — opowiedziała, jej głos stał się lekko rozmarzony.
Ellen nie powstrzymała złośliwego uśmiechu.
— Gryfy? — spytała z uporem maniaka, nie kryjąc satysfakcji.
— Tak… gryfy — wycedziła Wynne, znów miażdżąc dziewczynę spojrzeniem. — A teraz słuchaj uważnie, nie skończyłam — dodała groźnie. — Szara Straż pomaszerowała naprzód w posępnym milczeniu, cały czas pozostając pomiędzy resztą armii i nadciągającymi pomiotami. Utworzyli mur z własnych ciał i utrzymali tę linię tak długo, aż sam arcydemon poległ, a ostatnie niedobitki pomiotów zostały rozgonione — ciągnęła bardziej poważna, przypatrując się Ellen. — Potem, nie żądając ani nagrody, ani podziękowania, Strażnicy odeszli. Kiedy wiatr w końcu rozwiał chmury, a słońce padło na strudzoną ziemię, potężni królowie ujrzeli, że żaden z nich nie stracił ani jednego żołnierza, że żaden z nich nie stracił ani kropli krwi — zakończyła nieco tajemniczo.
Strażniczka westchnęła. Wsparła się rękoma za sobą i spojrzała w niebo, dłuższą chwilę milcząc, jakby nie zauważyła, że Wynne przestała mówić. Jednak w istocie zastanowiła się, czy mogli być skuteczni, będąc tylko we dwoje. Dwóch Szarych Strażników przeciwko całej Pladze, dwóch Szarych Strażników broniących całego Fereldenu.
— Lubię szczęśliwe zakończenia — stwierdziła nieco zgaszonym głosem.
— Nie jest to opowieść o żadnej z bitew, które stoczyli Strażnicy, a mimo to mówi o nich wszystkich — zastrzegła karcąco Wynne. — Zawsze bronili nas przed pomiotami. Ponosili straty, żebyśmy my nie musieli nikogo poświęcać. Być może przez te wszystkie stulecia ludzie o tym zapomnieli, ale nic się nie zmieniło. Wiedza ta była niegdyś błogosławieństwem i przekleństwem wszystkich Strażników. Teraz będzie twoim — oznajmiła z mocą i wyprostowała się, by spojrzeć na Ellen z góry.
Dziewczyna uśmiechnęła się krzywo, przytaknęła grzecznie i podniosła się z ziemi, straciwszy ochotę na pogawędkę z kobietą. Zupełnie jakby nie miała dość przekleństw do targania za sobą, naprawdę. Zacisnęła usta i bez słowa wyjaśnienia udała się do siebie, nie zamierzając jakkolwiek czarodziejki zranić niemiłym słowem.
Usiadła przed namiotem, sięgnęła po sztylety i zajęła się czyszczeniem ich, co pewną chwilę zerkając na obóz, w którym na nowo pojawili się jej przyjaciele. Alistair wrócił z nowym drewnem do ogniska, Zevran zwyczajnie usiadł ni stąd, ni zowąd koło Wynne, postanawiając dotrzymać jej – ku jej rozpaczy – towarzystwa, Leliana natomiast przysiadła przy płomieniach z notatnikiem oraz ołówkiem, pochylając się nad swoją pracą.
Okazało się, że panowała cisza wystarczająca, by Strażniczka wychwyciła specyficzny dialog, jaki jej przyjaciółka postanowiła przeprowadzić z drzemiącym przy ognisku psem. Kiedy tylko Shegar uniósł łeb, Leliana uśmiechnęła się do niego ładnie.
— Od jakiegoś czasu spisuję historię naszych dokonań i zastanawiałam się, w jaki sposób opisać ciebie. Niepodobny jesteś do jakiegokolwiek zwierzęcia, z jakim miała do czynienia — przyznała, wzruszając bezradnie ramionami. — Pod względem inteligencji dorównujesz ludziom. No więc zobaczmy… — zawiesiła głos, zerkając na bardzo zadowolonego ogara. — Jesteś lojalny, tak? To akurat oczywiste. Bardzo, bardzo mądry… co do tego także nie można mieć wątpliwości. Jesteś przerażający, gdy zajdzie taka potrzeba, ale czasami także delikatny i łagodny jak gołąbek. Bywasz także swawolny… czasami żarłoczny… — ciągnęła.
Shegar stulił uszy i zaszczekał kilka razy, krótko oraz ostro, jakby zdecydowanie się nie zgadzał z wystawioną mu przed chwilą opinią.
— Nie? — zdziwiła się kobieta, unosząc brwi. — W takim razie dlaczego tak żebrałeś o resztki jedzenia?
Nieszczęsny mabari zaskomlił żałośnie, składając pysk na łapach.
— No dobrze. Nie jesteś żarłoczny. Po prostu… lubisz dobre jedzenie. Może być? — wymyśliła po krótkim zastanowieniu łuczniczka i znowu się uśmiechnęła.
Shegar zaszczekał ponownie, tym razem z zadowoleniem, i zamerdał ogonem, w spokoju wracając do przerwanej drzemki, pewny, że już nic nie zniekształci jego wizerunku w opowieści Leliany.
Ellen uśmiechnęła się rozbawiona i skupiła się na aktualnej pracy, kręcąc głową. W takich momentach wydawało się jej, jakby byli tylko grupą przyjaciół szukających przygód, nie wybrańców zdeterminowanych, by uratować świat.
Nie usłyszała zbliżających się kroków, a kiedy zorientowała się, że ktoś przyszedł, było już za późno. Spojrzała spłoszona na siadającego obok Alistaira, próbując opanować niespodziewany ucisk w żołądku.
— Z samego rana do Denerim? — zagadnął przyjaźnie, uśmiechając się do niej.
Skinęła bezmyślnie głową, wbijając wzrok w ostrze sztyletu.
— Czyli wracamy do dziennej rutyny niewyspania — mruknął po części marudnie, po części żartobliwie, opierając się rękoma za sobą, przez co ich ramiona się zetknęły.
Na moment zdrętwiała, usiłując się opanować. Nie wiedziała, dlaczego czasami była przy nim normalna, a kiedy indziej zupełnie jej odbijało. Wolała, żeby odbijało jak najmniej. I gdy nikt nie widział. Zwłaszcza on.
— Możemy cię tu zawsze zostawić — zauważyła niedbale.
Alistair zaśmiał się cicho i z wyczuciem szturchnął ją palcem w policzek, uśmiechając się z przekąsem. Ellen w jednej chwili poczerwieniała na twarzy i wzniosła modły do Stwórcy, by nie było tego widać w półmroku.
— Zrobiłaś się podła, Cousland — poinformował pogodnie.
— Wy zrobiliście mnie podłą — żachnęła się, wzruszając ramionami.
— A mnie się wydaje, że byłaś taka od początku, tylko czekałaś, aż uśpi się nasza czujność. I teraz nas zniszczysz — przedstawił własną wersję wydarzeń.
— To by mi się nie opłacało. Macie dla mnie zabić arcydemona w pierwszej kolejności — przypomniała, uśmiechając się trochę niemrawo, ale już swobodniej.
— W dodatku nas wykorzystasz. Zaczynam się ciebie bać, Strażniczko — westchnął rozbawiony, przypatrując się jej.
Nieco zbyt intensywnie jak dla biednej dziewczyny.
— To trzeba było mi nie oddawać przywództwa. Albo porzucić w przydrożnym rowie, kiedy nie wróciłam jeszcze do samodzielności — wytknęła, przymrużając oczy, ale nie odważyła się na przyjaciela spojrzeć.
— Że też wcześniej na to nie wpadłem, cholera — mruknął niezadowolony.
Ellen nie znalazła na to dobrej odpowiedzi, dlatego wzruszyła nieporadnie ramionami i pozostała milcząca, skupiona na aktualnie czyszczonej broni. Słyszała równy oddech Alistaira i czuła jego ciepło, i to wszystko… to było za dużo. Zwłaszcza że przez cały ten wypad do Ostagaru, jak się jej wydało, oddalili się od siebie. A wcześniej przecież…
— Nic ci się nie stało? — spytał nagle.
Strażniczka wyprostowała się gwałtownie, zdezorientowana.
— Żyję i mam się dobrze — odparła niepewnie, dopiero teraz przenosząc wzrok na młodzieńca.
— To wpakowanie się na łeb smoczycy… cudem nie gruchnęłaś na ziemię — uściślił, pochmurniejąc trochę.
— Coś trzeba było zrobić — mruknęła wymijająco, nie chcąc dzielić się przeczuciem, że mimo tej heroicznej oraz głupiej postawy, nie pozbyli się Flemeth.
— Czemu to zawsze musisz być ty? — spytał niespodziewanie zły.
Zerknęła na niego krótko.
— To zawsze musi być ktoś — zauważyła ostrożnie.
— Może następnym razem ktoś inny zaryzykuje życiem, czemu to ty zawsze nadstawiasz karku?
— Bo nikt inny jakoś się nie spieszy — burknęła, garbiąc ramiona w irracjonalnym poczuciu winy; dlaczego robił jej wyrzuty, tak właściwie?
— No właśnie. Zawsze wszystkich ubiegniesz. Uważaj na siebie bardziej, dobrze? — poprosił nieco spokojniej, westchnąwszy.
— Przecież nic mi się nie stało — żachnęła się urażona, znów przenosząc wzrok na Alistaira.
Strażnik tylko się uśmiechnął, sięgnął do jej twarzy i przesunął dłonią po zarumienionym częściowo od złości, częściowo od zażenowania policzku. Ellen otworzyła szeroko oczy, zająknęła się i zamarła, rozpaczliwie próbując przywrócić umysł do zwyczajnej pracy, podczas gdy młodzieniec spokojnie się podnosił.
— No dobrze, trzeba się zbierać do snu. Dobrej nocy — pożyczył jej z uśmiechem i odszedł jakby nigdy nic, zaraz dając się wciągnąć w rozmowę przez Lelianę.
— Jasne — mruknęła nieco pustym głosem. — Spać.
Potrząsnęła głową, odłożyła broń i pospiesznie wczołgała się do namiotu, nerwowo zastanawiając się nad tym, co się właściwie działo. A działo się coś na pewno, pytanie, czy powinna się tym martwić.
Powinna się martwić jutrzejszą pobudką, to na pewno. Westchnęła ciężko, zakrywając głowę kocem, by odciąć się od całego podłego świata.

40 komentarzy:

  1. Kurde. Przeczytałam rozdział i pojawiła się chęć na podjęcie ponownej próby zagrania zwłaszcza, że mam rozpoczętą akcję Couslandką xD

    Uwielbiam nieogarnięcie Ellen xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja muszę to DAO zainstalować. Ale to po maturach, bo mnie zjedzą ludzie ._. Ech xD

      Bo Ellen... ona... to znaczy... no bo o co mu chodzi! xDD

      Usuń
  2. Przeczytałam, a jakże! I nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, w ogóle czekam na rozwinięcie akcji, bo lubię sposób, w jaki to wszystko opisujesz :D Mój miszczu! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo, będzie na przełomie maja i czerwca jak nic - no bo trzeba grę zainstalować, to raz, dwa, napisać, trzy, spiąć dupę xD

      No i bez przesady z tym miszczem. Napisałam ten tak szybko tylko dlatego, że... akcji nie było xD Ale no, ogarnę się, obiecuję xD

      Usuń
  3. Nie było mnie tu całe wieki jak i Ciebie! Jak narazie nie czytam z braku czasu, ale cieszę się, że wróciłaś i jak narazie nic sobie nie spoiluję! Chociaż też ciężko Cię było znaleźć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no, rok mnie nie było, karygodne. Ale się wzięłam w garść - aktualny przestój jest z takiego powodu, że nie mam DAO zainstalowanego, muszę czekać, aż odzyskam płytkę od znajomej ^^
      Ciężko? Napisałam na wersji onetowej, dokąd uciekam :< Więcej zrobić, w sumie, już nie mogłam xD

      Usuń
  4. WRÓCIŁAŚ!! cieszę się ^^ zaraz nadrobię zaległości i poczytam co stworzyłaś :DD
    (Antivanczyk ;3)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróciłam <3
      I nie mogę znaleźć płytki z DAO, pożyczyłam komuś, a dostałam nowy komputer jakiś czas temu, i mam tylko DA2 xD Zabijcie mnie, serio.

      Usuń
    2. ojj.. niedobrze ;c to szukaj po znajomych, bo to grzech w oczach Stwórcy zgubić tak zacne dzieło BioWaru :D Trzymam kciuki za Twoje umiejętności poszukiwacza, w tym wypadku niekoniecznie przygód :D

      Usuń
    3. Ja ich miałam dwie sztuki nawet! Ale jestem dupa wołowa, generalnie xD
      Gdzieś są w szufladach. Tylko ja mam lenia irytującego - póki się za coś nie zabiorę, nie chce mi się, jak się zabiorę, okazuję się, że się dało xD

      Usuń
  5. Zawsze możesz pisać z pamięci, albo odejść trochę od zarysu z gry :)
    <3 czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to by było przykre, tak ni z tego, ni z owego zmienić zamysł opowiadania xD Po prostu muszę się odważyć i otworzyć biurko, to wykracza poza moje możliwości ._.

      Usuń
    2. Nie mówię by tak kompletnie odchodzić od fabuły gry, no ale nie zaszkodzi tak troszeczkę się oderwać od niej :)

      Usuń
    3. Założenia nie zmienię, a ubarwień coraz więcej wprowadzam ^^ Jak kiedyś dotrzemy do arcydemona, to w ogóle się okaże, że różne pierdółki wprowadziłam fajne xD

      Usuń
  6. To się okaże, że Arcydemon to króliczek playboy'a Błahahahh :)
    No dobra... cóż, zostaje czekać na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę mam w głowie, że trzeba to napisać :< Ale jestem taaaaakim leniem :<

      Usuń
    2. Dasz radę :P wierzę w ciebie :P

      Usuń
    3. Najpierw pewnie coś doskrobię do mojej powieści, żeby nie mieć znowu tyłów, zanim się za Szarą wezmę. Bo Szara dla zabawy, Legenda bardziej na poważnie ^^

      Usuń
  7. Bogowie, jak to dużo minęło jak nie wchodziłam na twojego poprzedniego bloga. Przekierowałam się tutaj i nawet nie wiesz jak wielką radochę z tego mam. :3
    A w międzyczasie sama zaczęłam pisać do szuflady opowiadanie na podstawie Dragon Age tylko że II części.
    Tak czy siak czekam niecierpliwie aż historia potoczy się dalej. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieeem, jestem regularna i punktualna jak nasze PKP xD Po prostu ciągle znajduję rzeczy, które sprawiają mi więcej frajdy niż Strażniczka. I ją sobie odkładam, wiedząc, że zawsze mogę do niej wrócić.
      Och! Ja będę szła chronologicznie, zanim skończę DAO, pewnie już będziemy mieć DA5 xD

      Usuń
    2. Ale wiesz, DAO to jedna historia a DA2 to niby kontynuacja, ale jednak zupełnie inna historia z nową postacią. Gorzej jakbyś opisywała historię z Mass effectu. :D Jak przechodzi się wszystkie cześci jedną psotacią to dopiero byłoby opisywania jej losów. :D

      Usuń
  8. Ja tu już kiedyś się odzywałam? A nie, teraz sobie mgliście przypominam, że nie. Aha, znalazłam Cię! Brawo dla mnie xD. Dobra, bo powoli robi się z tego mojego bełkotu niezły chaos. Więc może znaczę od początku. Nie wiem czy pamiętasz niejaką Shetani, jak nie to miło poznać, nieważne. Stwierdziłam, że tak czy inaczej warto się odezwać i powiedzieć, że czytam, czytam tę Twoją "szaloną" historię ze świata Dragon Age. Naprawdę świetnie jest spojrzeć na to wszystko z nieco innej perspektywy i poprzypominać sobie jak to fajnie było zabić Flemeth, zejść na Głębokie Ścieżki, rozmawiać z tą całą dziwną paczką towarzyszy i krzyczeć do nich przez drugą stronę ekranu, że mają ruszyć dupy, bo wszyscy zaraz zginiemy. Ah, od tego wspominania aż zachciało mi się ponownie wrócić do gry. Więc pisz i pisz, nawet raz na trzy miesiące, ale nie porzucaj tego i nie poddawaj się, bo zaszłaś już daleko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj nie, ale pamiętam Cię z Onetu ^^
      No, terminowość u mnie leży, nie da się ukryć. Bardziej skupiam się na Legendzie czy Granicach - pierwsze to ambicja, drugie to niezła frajda, ot i wsio. Ale pewnie będę tu wracać jak bumerang, prędzej czy później xD

      Usuń
  9. Witam :) Trafiłam przypadkiem na Twojego bloga mając niedosyt po zakończeniu gry dragon age. Właśnie czegoś takiego szukałam! Dokładnie takiego uzupełnienia całości było mi trzeba.
    Musze napisać,że Twoja wizja całej historii z DA:O jest bardzo wciągająca a wykreowana przez Ciebie strażniczka bardzo przypadła mi do gustu. Świetnie opisujesz emocje towarzyszące istotnym wydarzenią- chociażby część nawiązujaca do prób w światyni z prochami Andrasty. Ukazanie całego bólu który dusiłą w sobie Ellen po tym jak wymordowano jej rodzine- mistrzowski fragment. Czytając go mogłam sama niemalże poczuć jej złość i cierpienie.
    Rozmowy towarzyszy te których fragmenty znane są już z gry z pod Twojej ręki nabierają nowego oddzwięku.

    Mam ogromną nadzieje, że mimo dużej przerwy powrócisz tu by dalej nadawać "życia" tej powieści. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, szalenie dziękuję za wszystkie ciepłe słowa, bardzo mi miło, że nadal są ludzie, którzy przychodzą na tę stronę, czytają, a w dodatku się im to podoba.
      Nie wiem jednak, czy powrócę do pisania tego. Jestem zakopana po uszy w moich autorskich projektach, które, nie ukrywam, stanowią jednak priorytet. I to już nawet nie kwestia braku czasu na wszystko, czym chcę się zajmować - mam wrażenie, że moje pisarstwo trochę już wyrosło z fan fików. Dużo dzięki Szarej osiągnęłam, wiele się nauczyłam, ale... wszystko musi mieć swój koniec, cóż.

      Usuń
    2. Nie kocham cię już :c Znowu.

      Usuń
    3. No stara, wolisz Legendę i Granice czy zwykłego fika? xD

      Usuń
    4. Ja kocham tego fika, przez niego na ciebie trafiłam i w trakcie zaczęłam czytać Legendę i Granice ._. I wyłącz weryfikację.

      Usuń
    5. Jest weryfikacja?! Omg. Już wyłączam, nawet nie wiedziałam.
      Och. Hm. No dobra, też mam sentyment, ale... dlaczego miałabym pisać coś na siłę?

      Usuń
    6. Szkoda, że do Oghrena nie doszłaś w swoich zmaganiach z tym ficem. Najlepsze rozmowy przez to uciekły heh. Ciekawa jestem reakcji Twojego ficowego Aliego przy rozmowie o "pucowaniu broni" czy coś takiego bylo :P
      Pozdrawiam Kamena.

      Usuń
    7. No cóż, najpewniej się nie dowiemy. Tak czy siak, choćbyście mnie spalili na stosie, nie zmuszę się do pisania, bo mi tylko zniszczy radość z tego, co kocham. A jakkolwiek chciałabym być pomocna i miła dla ludzi, na to sobie nie pozwolę ^^

      Usuń
    8. Kurde rozgryzłaś moja próbę wywarcia na Tobie presji heh ;) Szykujcie widły trzeba ją zagonić na stos! Tak btw mogłabyś mi z grubsza nakreślić fabule legendy i granicy bo korci mnie żeby się za nią zabrać, ale potrzebuje lekkiego po pchnięcia.
      Kamena

      Usuń
    9. No cóż, jestem złym człowiekiem, so ^^
      Zarys dla Legendy:
      W życiu często dzieje się tak, że kiedy wali się jedno, zaraz za tym sypie się wszystko.
      W czasach, gdy każdy dzień może nieść ze sobą brutalną śmierć, napad, gwałt lub rabunek, w czasach, gdy nie sposób być pewnym, co kryje się w cieniu, jedna tragedia może przesądzić o całym pozostałym jeszcze życiu. Kluczem do zwycięstwa może być jednak walka – rozpaczliwa, zdawałoby się, że z góry przesądzona, ale uparta.
      Właśnie to pozostaje niezależnym od siebie osobom, kiedy okrucieństwo świata, w jakim przyszło im żyć, spada na ich głowy niczym ostrze gilotyny. W rozpaczliwej ucieczce podejmują decyzję, by stawić czoła niebezpieczeństwu, a gdy przychodzi czas działania, okazuje się, że ktoś już wyznaczył im role do odegrania.
      Można myśleć, że tajemnica wygranej oraz przegranej, że prawda o tym, co czeka cały świat, kryje się wśród ruin Sennarille, niegdyś potężnego państwa.
      Czego tam jednak szukać, skoro ród Exilesów, jedynych, którzy mogli coś zdziałać przeciwko tyranii, został bezlitośnie wymordowany?

      Zarys dla Granic:
      Lostar to świat wprost wrzący od krążącej tuż pod ziemią magii. To ona jest siłą, która napędza tamtejsze życie, definiuje losy prostych ludzi oraz wpływa na każdy, nawet najdrobniejszy aspekt codzienności. Nie każdy jednak zdaje sobie z tego sprawę.
      Magia, szukając ujścia, grozi kolejnym – trzecim już – Wielkim Wybuchem. Uczeni magowie mają powody sądzić, że to uderzenie może być ostatecznym, takim, które zniszczy cały Lostar, a na pewno całe życie na tych ziemiach. Potrzeba cudu, by powstrzymać zagładę, natomiast do spełnienia cudu niezbędni są śmiałkowie kpiący sobie z niebezpieczeństwa.
      Gdy trafia się taka grupa, nadworny mag nie zastanawia się zbyt długo – zaczyna wcielać w życie swój ryzykowny plan, wierząc, że w Lostarze istnieją takie siły, których egzystencji jeszcze nie zgłębiono, a które mogą mieć wpływ na losy świata.
      Czy zdołają wygrać wyścig z czasem, nie tracąc przy tym życia?

      Usuń
  10. Wielka szkoda, ale rozumiem. Sama kiedyś pisałam podobne fan fice więc wiem, że jak się przerwie to ciężko potem się odnaleźć i mieć w sobie na nowo zapał. Te autorkie projekty to wszystkie te linki które umieszczone są po lewej stronie? Podoba mi się Twój styl więc jak będę szukała nowej ciekawej lektury to już będę wiedziała gdzie szukać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie kwestia wybicia z rytmu - raczej wypalenia. To już mnie więcej nie bawi, więc po co zawracać sobie tym głowę? Nie chcę się wypalać dalej, skoro mogę się rozwijać przy czymś przyszłościowym ^^
      Nie, nie wszystkie. Piszę Legendę Sennarille (tu dużo nadrabiania) i Granice Chaosu. www.legenda-sennarille.blogspot.com oraz www.chaosu-granice.blogspot.com
      Serdecznie zapraszam!

      Usuń
  11. Hejka.
    Szukałam spamownika, ale go nie znalazłam, więc muszę napisać tutaj.
    Złamałas mi serce. Zabrałam się za legendę i co? Dotarłam do trzynastego pergaminu i du... blada. Zablokowałas. Chlip, chlip. Wiem, nie pisałam komentarzy, zawsze je tworzę po zakończeniu lektury.
    Zastanawiam się, czy jest sens zabierać się za jakiekolwiek inne opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszędzie, gdzie mogłam, upychałam informacje o zamierzonej blokadzie i mówiłam, gdzie pisać, żeby uzyskać zaproszenie do czytania. Zebrała się garstka osób, myślałam, że już nikt więcej bloga nie czyta, ot i wsio.

      Usuń
    2. Taaa, tylko ja ostatnio pracuję po szesnaście godzin ( nie cierpię uczyć narybku, ale zawsze spada to na mnie) i pewnie nie dojrzałam ( czas chyba na okulary, albo nowy mózg).

      Usuń
    3. Wisiało to ponad tydzień, ale przecież nie mówię, że sprawa zamknięta. Tylko bez danych nie wyślę tego zaproszenia przecież...

      Usuń
    4. Chyba wystarczy adres.
      dweina73@gmail.com

      Usuń