wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 1.81 - Niespodziewany gość



Ledwie wbiegli za Ellen do jednej z kamienic, Strażniczka z krzykiem przypadła do narożnika dziwnie wystrojonego pokoju. Zevran z Alistairem, gnający tuż za przyjaciółką, przystanęli na widok dwóch trupów na podłodze. Młodzieniec zerknął na elfa, zaniepokojony wielkością powalonego wojownika – sam poważnie by się zastanowił przed wyzwaniem takiego na pojedynek.
— Tutaj! — krzyknęła płaczliwie Ellen.
Alistair natychmiast podszedł do dziewczyny i ze zmartwieniem spojrzał na skamlącego Shegara. Wokół jego łapy utworzyła się już kałuża lepkiej krwi, zabarwiwszy jasną sierść na ciemnoczerwony kolor. Strażnik uniósł wzrok na dławiącą się szlochem Ellen, z trudem powstrzymując chęć zadania pytania.
— Odsuń się, Alistairze — skarciła go miękkim głosem Wynne.
Młodzieniec posłusznie usunął się w bok, podczas gdy za jego plecami ustawiała się Leliana w towarzystwie równie zaniepokojonego Zevrana. Elf szturchnął łuczniczkę w bok i ruchem brody wskazał trupy, kobieta jednak tylko pokręciła głową.
Czarodziejka tymczasem przyłożyła dłoń do rany ogara, przywołując migotliwy czar. Shegar zawarczał słabo, ale Ellen oplotła ramionami jego szyję, czym uniemożliwiła mu jakikolwiek bunt. Wynne w skupieniu zajęła się zasklepianiem miejsca po dźgnięciu, na jej pooranej zmarszczkami twarzy nie malowały się żadne emocje. Wreszcie cofnęła rękę.
— I? — szepnęła schrypnięta Strażniczka.
— Ostrze ominęło serce. Wyliże się — zapewniła miękko, przenosząc ciepły wzrok na roztrzęsioną dziewczynę. — Trzeba go tylko stąd przenieść.
— Zevranie, pobiegnij po Bodahna — zdecydowała od razu Leliana i popchnęła elfa, kierując go ku drzwiom. — Niech tu podjedzie wozem, Alistair albo Sten podniosą Shegara.
Skrytobójca nieznacznie się zawahał, zerknął na zachłystującą się powietrzem, zapłakaną Ellen, po czym z ciężkim westchnieniem ruszył wykonać polecenie. Niedługo potem pomieszczenie opuściła Wynne, a tuż za nią Leliana, sztywno odwróciwszy się plecami do dwóch trupów.
Została tylko chlipiąca cicho Strażniczka w towarzystwie zakłopotanego, bardzo bezradnego Alistaira. Młodzieniec podrapał się po głowie, spoglądając na rozhisteryzowaną przyjaciółkę z niepokojem. Chciał pomóc, ale nie był pewien, co powinien zrobić – odzywać się, po prostu dotrzymać towarzystwa, poklepać po ramieniu?
— Wynne powiedziała, że będzie dobrze. Nie płacz już. Patrz, nawet merda ogonem — dodał szybko, kiedy Shegar faktycznie słabo uniósł ogon, jakby chciał nim zamachać, by rozweselić Strażniczkę.
Niestety, ledwie Ellen spojrzała w tamtą stronę, ogon natychmiast opadł. Alistair westchnął ciężko.
— A przynajmniej merdał — mruknął niezadowolony.
— Chciała mi poderżnąć gardło — powiedziała niespodziewanie Strażniczka, wpatrując się w dyszącego ciężko psa. — Nie mogłam niczego zrobić.
Alistair popatrzył na nią przerażony; zaraz zerknął na przygniecioną rosłym wojownikiem kobietę, domyśliwszy się, że to o niej mówiła Ellen. Zmełł kolejne pytanie w ustach, nie chcąc dziewczyny nękać.
— Shegar skoczył, żeby mnie obronić. I go dźgnęła. Pierdolona suka — dodała niższym głosem, opuszczając głowę.
Strażnik przyjrzał się przyjaciółce, ale zaraz uśmiechnął się łagodnie. Dotknął ramienia Ellen i zacisnął na nim dłoń.
— To dzielny pies. Wyliże się — stwierdził miękko.
Nie był przygotowany na to, co zrobiła. Niespodziewanie objęła go za szyję, mocno się przytulając, a potem znów się rozpłakała, tylko bardziej rozpaczliwie, trochę jak dziecko, które nie mogło już dłużej powstrzymywać szlochu. Alistair od razu przygarnął ją do siebie i pogłaskał po plecach, pozwalając się wypłakiwać na swoim ramieniu. Usiadł wygodniej, kołysząc ją delikatnie oraz mrucząc uspokajająco. Mimo to łkanie Ellen nie ustawało.
Do pokoju zajrzała zaniepokojona Leliana, a widząc, że nie działo się nic złego, uśmiechnęła się pod nosem prawie rozczulona. Alistair, zakłopotany sytuacją, w jakiej go ze Strażniczką przyłapano, machnął na łuczniczkę ręką – i dopiero wtedy zauważył, że miał na dłoni więcej krwi niż wcześniej. Zapominając o zawstydzeniu, chwycił Ellen za biodra i posadził prosto, by móc się jej przyjrzeć. Dziewczyna zachłysnęła się zduszonym łkaniem, mrugając szybko w próbach pozbycia się łez z oczu.
— Ty… ty… Wynne! — krzyknął przestraszony, widząc cieknącą po boku przyjaciółki krew. — Wynne!
— To nic — szepnęła Ellen, nerwowo próbując zasłonić rękoma ranę.
— Sama jesteś nic! — zdenerwował się. — Wynne!
— Już idzie — stwierdziła Leliana, przepuszczając czarodziejkę w progu.
Kobieta, widząc, co wskazywał Alistair, załamała ręce. Zaraz potem zakasała rękawy i zbliżyła się do kolejnej pacjentki, zaciskając usta.
— Trzymaj ją, Alistairze — poleciła Strażnikowi, więc ten bezceremonialnie przyjaciółkę objął, żeby nie mogła uciec. — Same z wami problemy. Gdyby nie ja, już dawno wykrwawilibyście się na śmierć gdzieś na trakcie.
— Właśnie — burknął z wyrzutem, spoglądając karcąco na Ellen.
— To się tyczy również ciebie, młodzieńcze.
Alistair spochmurniał bardziej, nieszczęśliwy z powodu nieuczciwego oskarżenia. Uważał, że Ellen o wiele mniej o siebie dbała niż on, te wszystkie oskarżenia były bezpodstawne.

Denerim opuścili w niezbyt radosnych nastrojach. Ellen jechała na wozie Bodahna, dotrzymując towarzystwa śpiącemu Shegarowi, a tuż za pojazdem maszerowała zdenerwowana Taika, która nie dała się prowadzić nikomu z drużyny. Pozostali trzymali się w pewnej odległości od krasnoluda, rozglądając się po okolicy albo przyglądając się mijanym ludziom. Nadzwyczaj pochmurna była Leliana, zupełnie jak nie ona, natomiast przy rozpaczy Ellen oraz niezadowoleniu Alistaira atmosfera wychodziła pogrzebowa. Nawet Zevranowi odechciało się dokuczać towarzyszom.
Prawie nikt nie rozmawiał – tylko raz Morrigan zwróciła się do zadumanego Strażnika, przyuważywszy, że przyglądał się jej pustym wzrokiem. Wiedźma natychmiast posłała mu miażdżące spojrzenie.
— Uważaj, gdzie patrzysz, Alistairze — wycedziła.
Nikt nie zwrócił na nią uwagi – w pierwszej chwili nawet sam Strażnik. Zaraz jednak otrząsnął się z zadumy i popatrzył na kobietę nieco przytomniej.
— Tak, cóż, nie martw się — mruknął. — To nie to, co myślisz. — Przeniósł wzrok przed siebie, w okolice skrzypiącego wozu.
— Rozumiem — parsknęła kpiąco.
— Patrzyłem na twój nos — pospieszył z wyjaśnieniami.
— I cóż cię tak w moim nosie fascynuje?
— Tak sobie po prostu myślałem, że wygląda dokładnie tak jak nos twojej matki — skwitował.
— Tak bardzo cię nienawidzę — wymamrotała Morrigan, pokraśniawszy na twarzy.
— Co? — spytał, zerkając na kobietę.
— Nieważne — warknęła wściekła i czym prędzej odjechała nerwową Entaine byle dalej od zdezorientowanego młodzieńca.
Alistair uniósł brwi, wzruszył sam do siebie ramionami i zdecydował się zbliżyć do wozu Bodahna. Pieczołowicie ominął zdenerwowaną Taikę, zrównał Kreoisa z lewą burtą, po czym posłał Ellen pokrzepiający uśmiech. Dziewczyna odwzajemniła się tym samym, choć bez większego przekonania. Zapadła cisza.
Obóz rozbili w rozsądnej od stolicy odległości, a przygotowaniami zajęli się Zevran w towarzystwie Alistaira. Sten został oddelegowany do pomocy Bodahnowi przy rozdzielaniu naprawionego sprzętu, ponieważ Shale nie obchodziło, która część pancerza trafi do kogo. Wynne zajęła się ranną Strażniczką, potem Shegarem i zjawiła się przy ognisku, kiedy to zostało już rozpalone. Morrigan swoim zwyczajem zaszyła się na uboczu, a Leliana, zupełnie jak nie ona, odsunęła się od wszystkich i usiadła na osobności. Obowiązki zwykle dzielone po równo między wszystkich skupiły się na Alistairze – który dość szybko odnalazł się w nowej sytuacji, co i rusz dopytując, jak czuła się Ellen.
Ellen czuła się lepiej. Gdy Wynne kazała jej zostawić śpiącego ogara w spokoju i kilkukrotnie zapewniła, że wyjdzie z tego, dziewczyna wreszcie zdecydowała się opuścić stanowisko przy zwierzaku. Rozejrzała się po obozowisku, a widząc, że wszyscy radzili sobie bez jej asysty, uśmiechnęła się z ulgą. Z czystym sumieniem udała się do Morrigan, potrzebując chwili ciszy, którą zawsze dało się odnaleźć w pobliżu kobiety.
Przysiadła obok wiedźmy i zapatrzyła się w płomienie jej małego ogniska. Morrigan tylko na nią zerknęła – nie powiedziała niczego, po prostu wracając do przerwanego na moment zajęcia.
— A więc Flemeth nie żyje — westchnęła Ellen, nie odrywając wzroku od żywiołu. — Co teraz?
— Teraz? — powtórzyła, zerknąwszy na dziewczynę. — Teraz wystarczy mi czasu na przestudiowanie grimuaru matki, żeby uniemożliwić jej przejęcie mojego ciała w przyszłości. — Podłapawszy zdumione spojrzenie Strażniczki, uśmiechnęła się ponuro. — Ponieważ ona kiedyś wróci. Któregoś dnia. Nie mam co do tego wątpliwości. A jeśli nie będę w stanie się ochronić, wyśledzę ciało, które przybierze… i zginie ponownie. I jeszcze raz, jeśli zajdzie taka potrzeba — stwierdziła, nie odrywając wzroku od oczu towarzyszki.
Ellen powoli skinęła głową, nadal jeszcze przerażona uczuciami, jakie Morrigan żywiła do własnej matki. Z drugiej strony Flemeth na pewno nie należała do najlepszych opiekunów w całym Thedas.
— Lecz na razie nie musimy rozmawiać o takich sprawach — mruknęła wiedźma. — Chcę… podziękować ci za ratunek, więc wracajmy do kwestii pomiotów, dobrze? — dodała szybko, widocznie skrępowana okazaniem uczuć.
Strażniczka uśmiechnęła się lekko, ucieszona słowami Morrigan. Wiedziała, że większość w drużynie – na pewno z naciskiem na Alistaira – nie do końca kobiecie ufała. Mimo to uważała, że wiedźma była sympatyczną osobą, jeśli tylko dać jej szansę. Skinęła głową, nie spuszczając wzroku z towarzyszki.
— Wiesz, że zawsze możesz na mnie polegać, prawda? — rzuciła cichym głosem.
— Ty… — zaczęła zdumiona Morrigan, zapatrzywszy się na Ellen w szoku. — Zbyt wiele może się niedługo wydarzyć, żeby… składać takie obietnice. Jestem ci jednak wdzięczna — stwierdziła.
Dziewczyna zaśmiała się cicho, trochę ochryple od długiego płaczu, więc odchrząknęła ciut nerwowo. Morrigan rzuciła jej przeciągłe spojrzenie, powracając do przerwanej pracy. Znów zapanowało między nimi milczenie, ale nie było niezręczne – już od dawna Strażniczka nie czuła się przy wiedźmie niekomfortowo.
— Jak się czuje pchlarz? — spytała niespodziewanie kobieta, nie odrywając wzroku od sortowanych ziół.
Ellen zająknęła się, zaskoczona zainteresowaniem, po czym uśmiechnęła się z wdzięcznością.
— Dobrze. Śpi. Wynne mówi, że nic mu nie będzie. Stracił trochę krwi, ale rana nie była bardzo poważna. Szybko zareagowaliśmy — opowiedziała, wyrzucając z siebie słowa tak szybko, jakby mogło ich zabraknąć.
Wiedźma pokiwała głową, dopiero teraz unosząc wzrok na towarzyszkę.
— A ty?
Strażniczka zgarbiła się, uciekając spojrzeniem w bok. Milczała kilka chwil, wyginając sobie palce w różne strony.
— Też. Dźgnięcie było proste, nie pod kątem. I ostrze nie weszło zbyt głęboko. Zbroja się sprawdziła. — Zaśmiała się bez przekonania.
— To dobrze — mruknęła Morrigan. — Bo po aferze, jaką zrobił ten półgłówek, można było pomyśleć, że konałaś.
Ellen zachichotała nerwowo i bezwiednie odgarnęła krótkie włosy za uszy. Zaraz powróciła do wykręcania sobie palców, nie odważywszy się spojrzeć na wiedźmę.
— Przesadza. Zawsze przesadzał, nawet w Ostagarze — stwierdziła, uśmiechając się do siebie. — Po prostu bardzo się martwi. Trudno mu się dziwić, ciągle się w coś pakuję.
Morrigan przypatrywała się Couslandce kilka chwil, zanim od niechcenia sięgnęła po kolejny wiecheć ziół.
— Niebywałe — skomentowała dość szorstko.
— Co? — Poderwała głowę.
— Głupi zawsze ma szczęście — odparła, wzruszając ramionami.
Ellen znowu się roześmiała i machnęła ręką.
— Daj spokój. Przecież jestem coraz ostrożniejsza, prawda? Może nadejdzie dzień, w którym nikt mnie nie zaskoczy? — rzuciła pogodnie.
Wiedźma popatrzyła na nią przeciągle, po czym pokręciła głową. Dziewczyna już otwierała usta, by spytać, skąd się wzięła ta dezaprobata – powstrzymało ją jednak ciężkie westchnienie towarzyszki. Speszona, skuliła ramiona i spojrzała na swoje stopy, nie wiedząc, czym tak rozczarowała Morrigan.
— To ja już… — bąknęła, nie mając pomysłu na pożegnanie.
— Dobrej nocy, Ellen — weszła jej w słowo kobieta, nie unosząc wzroku.
— Dobrej nocy.
Podniosła się z miejsca i ruszyła wolnym krokiem z powrotem do pozostałych. Skinęła głową mijanemu Stenowi, pomachała Shale, która nie zareagowała na pozdrowienie, po czym przysiadła się do ognia. Westchnęła zadowolona, zamknęła oczy i wsłuchała się w przyjemną ciszę obozowiska.
Niespodziewanie przerwał ją ostry głos Wynne:
— Alistairze, co to jest?
Zbliżyła się do pochylonego nad gotowaną kolacją Strażnika, wymachując kawałkiem materiału, który trzymała w zaciśniętej pięści. Młodzieniec przyjrzał się mu, unosząc brwi.
— Skarpeta? — podsunął.
— Brudna skarpeta — poprawiła go Wynne, nadal potrząsając nieszczęsnym fragmentem garderoby. — Jak niby trafiła do mojego koca?
— Może cię lubi? — zaproponował pogodnie, znów zapatrzywszy się na posiłek. — Skarpety są bardzo przebiegłe. W każdym razie nie jest moja. — Wzruszył ramionami.
— Są wyszyte na niej twoje inicjały — poinformowała coraz bardziej napiętym głosem czarodziejka, zacisnąwszy usta w wąską linię.
— Och. — Zapadła chwila krępującej ciszy. — Ha-ha. Ha. Część szkolenia templariuszy, jeszcze z Zakonu — wydusił i spojrzał na zdenerwowaną Wynne ze skruchą. — Mężczyźni… zawsze mylili swoje skarpety. W każdym razie, uch, przepraszam za to. Już ją biorę. — Zabrał kobiecie materiał i strzepnął go, uśmiechając się z zadowoleniem. — Jedna z moich skarpet i tak już przemokła. Zmiana nie będzie zła.
— Zamierzasz ją ubrać? — oburzyła się Wynne, która już szykowała się do odejścia. — Jest brudna!
— Ale sucha — wytknął spokojnie. — Nie opływamy tu w luksusy.
— Co za ohydne zwyczaje — parsknęła zdenerwowana i odmaszerowała sztywnym krokiem, zmierzając do namiotu.
Strażnik odprowadził ją zdumionym wzrokiem, wzruszył ramionami, wcisnął skarpetę za pas, po czym powrócił do gotowania.
Ellen uśmiechnęła się rozbawiona, układając policzek na podciągniętych pod brodę kolanach. Przez kilka chwil obserwowała gotującego przyjaciela, nim nie przyłapała się na tym bezsensownym zajęciu – szybko odwróciła wzrok i aż zachłysnęła się powietrzem, gdy ujrzała siedzącego tuż obok Zevrana. Nawet nie zauważyła, kiedy elf się zbliżył!
— Cześć — przywitał się skrytobójca, szczerząc zęby.
— Cześć — odparła zmieszana.
— I co tam?
— Nic. Żyję. Mój pies też. I jestem głodna — wyliczyła spokojnie.
— To doskonale. Słuchaj, tak sobie myślę… — zaczął, wcale jej nie słuchając.
— Tak?
— Chyba powinnaś porozmawiać z Lelianą. Nie wygląda dobrze. Nakrzyczała na mnie — poskarżył się ze zbolałą miną.
Ellen wywróciła oczami, uśmiechając się wymownie.
— Bo pewnie mówiłeś jakieś sprośne głupoty — upomniała go.
Mimo wszystko przeniosła wzrok na przyjaciółkę. Kobieta faktycznie sprawiała wrażenie wyjątkowo zasępionej, wpatrywała się w ziemię, zasiadłszy na samotnym pniaku nieopodal namiotów. Ellen poczuła ucisk w piersi; łuczniczka prawdopodobnie zadręczała się całym niefortunnym spotkaniem z Marjolaine.
— Nigdy nie mówię głupot! — obruszył się Zevran.
— Ale zawsze są sprośne — odparowała Strażniczka, podnosząc się z miejsca.
— Z mądrością nie mogę się kłócić — skapitulował i uśmiechnął się szarmancko.
Ellen popukała się wymownie palcem w czoło, zanim odeszła do przyjaciółki. Zbliżyła się do niej wolnym krokiem, przyjrzała się jej czujnie, po czym usiadła obok, niczego nie mówiąc. Wsparła głowę na dłoni, od czasu do czasu zerkając na kobietę.
— O, witaj — zdumiała się Leliana, wreszcie zauważywszy przybycie Strażniczki. — Chciałaś o czymś pomówić?
— Wyglądasz, jakby coś chodziło ci po głowie — zagadnęła Ellen, uśmiechając się łagodnie.
— To… nic takiego. Nic mi nie jest — zapewniła szybko. — Po prostu się zastanawiam.
— Chcesz się czymś podzielić? — nie dała za wygraną i uniosła pytająco brwi.
— Nie potrafię przestać o tym myśleć — przyznała po krótkim wahaniu. — Spędziłam w Lothering całe lata, a ona i tak sądziła, że spiskuję przeciwko niej. Nie ufała mi. Może nigdy mi nie ufała — dodała z goryczą. — Kiedy mogła mną manipulować, wykorzystać mnie… wtedy mnie kochała. A teraz chciała tylko mojej śmierci. Tak naprawdę nigdy jej nie znałam. To… przykre.
Ellen westchnęła ciężko. Skrytobójcze zatargi zawsze były jej obce, tu natomiast dodatkowo chodziło o aferę wagi państwowej. Wagi orlesiańskiej. Nie wiedziała, co powinna powiedzieć, by nie rzucić żadnej głupoty.
— Mogę ci jakoś pomóc? — mruknęła zasępiona.
— I tak już pomagasz. Nie masz pojęcia, jak bardzo — zapewniła szybko Leliana. — Wiedziałam, że Marjolaine jest bezwzględna, ale nie miałam pojęcia, że posunie się aż tak daleko. Była samolubna, okrutna… wykorzystywała ludzi, a potem odrzucała ich na bok, ale tylko w ten sposób potrafiła przetrwać. A co… — urwała, w jej oczach pojawił się cień strachu. — Co, jeśli ma rację? Jeśli jesteśmy takie same? Powinnam… powinnam była zostać w Zakonie — wyszeptała.
— Ale mówiłaś, że Stwórca chciał, byś odeszła — przypomniała.
Co prawda jeszcze pewien czas temu ją to śmieszyło, teraz jednak nie miała nastroju na złośliwości. Poza tym – Leliana sobie nie zasłużyła.
— Mogłam się pomylić co do Stwórcy! — wykrzyknęła zdenerwowana. — Wiem, że… czasami mi nie wierzysz — stwierdziła, zniżywszy głos.
Ellen poczuła, że się rumieni ze wstydu. Odwróciła wzrok, przytłoczona własnym brakiem lojalności. Przyjaciele nie powinni się tak zachowywać.
— Może… może masz rację! Może po prostu powtarzam sobie, że on gdzieś tam jest, żeby się pocieszyć. Żeby mieć kogoś, kto nade mną czuwa. Żeby myśleć, że nie jestem sama — wyliczała w nerwach, wpatrując się w ziemię.
— Nie jesteś sama, Leliano — szepnęła Ellen, przerażona myślą, że przyjaciółka mogła się czuć odtrącona.
— Ale byłam… kiedy uciekłam do Fereldenu, byłam samotna, zrozpaczona — westchnęła, trochę się uspokoiwszy. — Poszłam tam, gdzie wiedziałam, że nie zawrócą mnie z progu. Kiedy byłam w klasztorze, zapomniałam o swoim poprzednim życiu. Czułam się bezpiecznie. Nie musiałam cały czas być ostrożna. Nie rozumiesz? — tchnęła, przenosząc wzrok na Ellen. — To dlatego Marjolaine stała się tym, kim była. To ją zniszczyło. I zniszczy też mnie. To już się stało — jęknęła i ukryła twarz w dłoniach. — Kiedy ją zabiłyśmy… podobało mi się to. Cieszyłam się, że już nie żyje.
— To ludzkie, nic więcej — bąknęła, przytłoczona ogromem jej wątpliwości. — Nie obwiniaj się.
— To żaden powód, żeby cieszyć się z jej śmierci. Ona by się cieszyła. Ja nie chcę taka być — żachnęła się, opuściwszy ręce. — To, co robimy… co robiliśmy – ściganie ludzi, zabijanie ich – jest taka część mnie, która to uwielbia. Dodaje mi to sił… a jednocześnie przeraża — szepnęła, zaciskając powieki. — Ja… nie wiem już, kim jestem.
— Jesteś dobrą osobą — odparła natychmiast, wbijając wzrok w przyjaciółkę. — Zawsze będziesz.
— Skąd wiesz? — spytała zgaszonym głosem.
Ellen milczała dłużej, zastanawiając się nad odpowiedzią. Przeniosła wzrok na oddalone ognisko, zapatrzyła się w płomienie. Leliana czekała, obserwując jej profil. Wreszcie Strażniczka uśmiechnęła się blado.
— Zło nie miewa wątpliwości — mruknęła cicho.
Łuczniczka uniosła zdumiona brwi i zająknęła się.
— To… prawda — wykrztusiła. — Zawsze potrafisz pokazać mi sprawy z innej perspektywy. Dziękuję. — Zapadła cisza. — Chciałabym zostać przez chwilę sama. Mam wiele do przemyślenia. Dziękuję, że mnie wysłuchałaś.
Ellen posłusznie wstała, skinąwszy głową. Posłała przyjaciółce uśmiech, zanim wróciła do ogniska, przy którym zebrało się męskie grono obozu – Zevran już dokuczał Alistairowi, natomiast Sten w milczeniu jadł swoją kolację. Strażniczka pokręciła głową i dosiadła się do nich, czując ulgę dzięki możliwości rozluźnienia się.

Obudziły ją wczesne promienie słońca. Pierwsze, o czym pomyślała, to samopoczucie Shegara – zanim jeszcze pozbyła się resztek snu, już wstawała i narzucała na ramiona cieplejszą koszulę (chyba nie była jej. Ale nie miała pojęcia, co robiła w jej namiocie. Mniejsza z tym), żeby pójść odwiedzić pupila. Na dworze faktycznie panował charakterystyczny chłód poranka, nad ziemią unosiła się mgła. Ellen westchnęła, poprawiła naciągnięte na stopy buty, po czym poczłapała na przełaj do wozu, na którym przygotowali posłanie dla rannego mabari.
Spędziła z ogarem sporo czasu, przemawiając do niego cicho, głaszcząc i całując w zmęczony pysk. Pies merdał ogonem, jakby próbował właścicielkę uspokoić, ale nie wstawał – zresztą bandaż i tak mu to uniemożliwiał. Ellen na wszelki wypadek tysiąckrotnie go upomniała, by nawet nie nosił się z zamiarem podnoszenia czy dołączenia do wszystkich przy ognisku. Dopiero upewniwszy się, że zakaz dotarł do pupila, postanowiła zostawić go w spokoju.
Zamiast tego poszła dręczyć pasącą się Taikę. Klacz zastrzygła uszami na widok amazonki, ale nie oderwała pyska od soczystej trawy. Strażniczka poklepała wierzchowca po szyi, zamruczała kilka pochlebnych słów, potarmosiła długą grzywkę opadającą na czoło. Taika znosiła wszystkie pieszczoty z godnym podziwu spokojem, grzecznie stojąc przy dziewczynie. Kiedy jednak poranne powitanie zaczęło się przeciągać, wreszcie się zirytowała. Parsknęła i bezceremonialnie odmaszerowała od opiekunki.
— Ja ciebie też — mruknęła kwaśno Ellen, trochę urażona zachowaniem wierzchowca.
Odwróciła się, pocierając pokryte gęsią skórką ramiona, i zauważyła pochylającego się nad dogasającym żarem Alistaira. Strażnik próbował na nowo wzniecić ogień, by podgrzać zawartość zawieszonego nad ogniskiem gara. Dziewczyna uśmiechnęła się pogodnie i ruszyła do przyjaciela, szczęśliwa, że już się obudził.
Nie zwrócił uwagi na jej przybycie albo nawet jej nie zauważył, mamrocząc pod nosem oraz złorzecząc niepokornym płomieniom. Couslandka powstrzymała cisnący się na usta chichot i cicho usiadła za młodzieńcem. Wsparła się plecami o jego plecy, zadzierając głowę, by spojrzeć w bezchmurne niebo. Poczuła, jak Alistair drgnął nerwowo.
— Dzień dobry — przywitał się półgłosem.
— Dzień dobry — odparła wesoło, obejrzawszy się przez ramię. — Wyspany?
— Wyśpię się po śmierci — stwierdził, dostrzegła, jak kącik jego ust się uniósł. — Nie można się wyspać, kiedy wstaje się tak wcześnie.
— Nikt nie kazał ci się zrywać o świcie — żachnęła się. — Zamierzałam dać wam trochę pospać. Niedługo zacznie się gonitwa do Orzammaru.
— Łaskawa pani, a mogła zabić — mruknął z przekąsem.
Zaraz roześmiał się, kiedy Ellen szturchnęła go łokciem w żebra. Sięgnął ręką za siebie i dźgnął ją palcami w brzuch, co sprawiło, że dziewczyna podskoczyła z cichym piśnięciem. Natychmiast trzepnęła go po dłoni.
— Następnym razem cię zabiję — ostrzegła lojalnie.
— Nie może być, masz łaskotki? — zdumiał się rozbawiony. — Od tego momentu należysz do mnie. Znam twój sekret, zrobię z tobą wszystko.
Ellen wydęła usta, powstrzymując się od uśmiechu. Nawet nie zdążyła się przejąć kłującym w policzki gorącem.
— Chciałbyś — parsknęła.
— Zdecydowanie.
Strażniczka wsparła się na ręku i przechyliła, by spojrzeć przyjacielowi w twarz. W jej spojrzeniu czaiło się tyle śmiertelnej powagi, że Alistair, ujrzawszy tę minę, parsknął śmiechem. Dźgnął patykiem żarzący się węgielek.
— Spokojnie, to byłyby same przyjemne rzeczy — zapewnił swobodnie.
Ellen zmarszczyła mocniej czoło i, nie zmieniwszy wyrazu twarzy, powoli się wycofała na poprzednią pozycję. Nie znalazła na te słowa żadnego komentarza, co sprawiło, że Strażnik roześmiał się głośniej.
— Uważaj, bo obudzisz resztę i z twoich niecnych planów nici — rzuciła zgryźliwie.
— Coś wymyślę, spokojnie — odparł radosnym głosem i wreszcie zakończył bój z ogniskiem; z cichym westchnieniem wsparł się na plecach siedzącej za nim Ellen.
Dziewczyna tylko się uśmiechnęła. Na kilka chwil zapanowało między nimi milczenie, Strażniczka przesuwała spojrzeniem po majaczącym w oddali horyzoncie. Próbowała myśleć o ich następnych poczynań, ale skupienie ciągle się rozpraszało, myśli natomiast wędrowały w najróżniejsze strony.
— Alistairze? — nie wytrzymała wreszcie.
— Hm?
— Mogę zadać pytanie? — spytała, prostując nogi.
— Właśnie je zadałaś — zauważył.
Natychmiast zarobił kolejnego kuksańca.
— Dobrze, dobrze, już, bestio — mruknął rozbawiony, chwytając jej łokieć, żeby odsunąć od siebie zgrabną rąsię. — Mów. Co cię gryzie?
— Tak się zastanawiam… jak zmienia się osoba poddana rytuałowi Dołączenia? — zagadnęła, puściwszy w niepamięć nieodpowiednie zachowanie przyjaciela.
— Poza tym, że staje się Szarym Strażnikiem? — odparł ze stoickim spokojem, na wszelki wypadek jednak chwycił łokieć dziewczyny.
Ellen stęknęła głucho niemalże w rozpaczy.
— Chodzi mi o zmiany fizyczne — sprecyzowała.
— Hmm — zamruczał, odchylając głowę, przez co wsparł ją o głowę Strażniczki. — Wiesz, też pytałem o to Duncana, ale w odpowiedzi usłyszałem tylko: „przekonasz się”.
— Tylko spróbuj tego tekstu ze mną — zdenerwowała się, przygotowana na najróżniejsze docinki ze strony wypoczętego towarzysza.
— Dla ciebie mam inne teksty, możesz mi wierzyć — stwierdził.
Dziewczyna zająknęła się, po części zakłopotana tym, co powiedział, a po części przerażona, że w ogóle pomyślała, iż mogło się w tym czaić drugie dno. Na szczęście Alistair mówił dalej, niepomny na zażenowanie przyjaciółki:
— Nie chodzi o to, że Duncan chciał utrzymać coś w tajemnicy. Szarzy Strażnicy po prostu o tym nie rozmawiali. Domyślam się, że nie jest to dla nich przyjemny temat — skwitował. — Pierwszą zauważoną przeze mnie zmianą był wzrost apetytu. Zrywałem się w środku nocy i przypuszczałem atak na zamkową spiżarnię. Wydawało mi się, że umrę z głodu. Każdy obiad pochłaniałem, jakby miał być tym ostatnim, całą twarz miałem umazaną sosem.
Ellen z niepokojem pomyślała, że od teraz należało uważniej kontrolować stan obozowych zapasów.
— Kiedy podnosiłem wzrok znad miski, inni Szarzy Strażnicy gapili się na mnie… i zaśmiewali się do łez — kończył tymczasem opowieść Alistair.
Dziewczyna milczała kilka chwil, marszcząc czoło. Nie była nigdy niejadkiem, ale rzeczywiście ostatnio zjadała więcej niż w Wysokożu po intensywnych treningach. Jednak wykonywała też większy wysiłek fizyczny, zatem prawdopodobnie było to coś całkowicie normalnego.
— Niczego takiego nie odczułam — burknęła, zacisnąwszy usta.
— Naprawdę? — zamruczał rozbawiony. — Bo obserwowałem któregoś dnia, jak rzucasz się na jedzenie, i pomyślałem sobie: „jak to dobrze, że ona dużo ćwiczy”.
Ellen zająknęła się kilkukrotnie i natychmiast się wyprostowała, uciekając od Alistaira. Obróciła się na kolana, wspierając się dłonią na wilgotnej ziemi, po czym popatrzyła na przyjaciela zdruzgotana.
— Chcesz powiedzieć, że jem jak świnia?! — wykrzyknęła.
— W żadnym razie. — Pokręcił głową, śmiertelnie poważny. — Nie widziałem świni, która tak by się rzucała na jedzenie. Nigdy.
W następnej chwili parsknął śmiechem, osłaniając się ramieniem, kiedy Ellen uderzyła go pięścią w ramię. A potem w tors. W żebra. W czubek głowy. Strażnik wolną ręką spróbował powstrzymać przyjaciółkę od dalszych aktów przemocy.
— Żartuję! Żartuję! — zawołał, rechocząc. — Daruj mi życie! — poprosił, wreszcie zapanowawszy nad zdenerwowaną dziewczyną. — Och… i były jeszcze koszmary — mruknął, puszczając nadgarstki Ellen. — Duncan powiedział, że są związane z tym, jak wyczuwamy obecność mrocznych pomiotów. Łączymy się z ich… nie wiem, jak to nazwać. Z ich „grupową świadomością” — wybrnął. — Podczas snu jest jeszcze gorzej. Po jakimś czasie nauczysz się to ignorować, ale z początku będzie ciężko. Podobno w przypadku tych, którzy dołączają podczas Plagi, jest dużo gorzej. Jak jest z tobą? — Spojrzał na nią, przechyliwszy głowę.
Zacisnęła usta, pochmurniejąc.
— Koszmary… tak — westchnęła. — Wiem, co masz na myśli.
— Bywają tacy, którzy nie mają z tym większych kłopotów, ale to rzadkość — stwierdził, wzruszając ramionami. — Inni już do końca życia nie mogą spokojnie zasnąć. Przypuszczam, że są po prostu bardziej wrażliwi — urwał na moment i spochmurniał. — Wszystkich jednak czeka ten sam koniec. Po osiągnięciu pewnego wieku pojawiają się prawdziwe koszmary. Wtedy Szary Strażnik wie, że nadszedł już jego czas.
— Złe wieści, jak mniemam? — mruknęła, przypatrując się przyjacielowi.
Kiedy Alistair milczał dłuższą chwilę, wywróciła oczami. Z powrotem oparła się o jego plecy.
— Wyrzuć to wreszcie z siebie — poprosiła zirytowana.
— Nie zdążyliśmy ci o tym powiedzieć, prawda? — westchnął ciężko. — Cóż, oprócz wszystkich innych wspaniałych rzeczy związanych ze wstąpieniem w szeregi Szarej Straży, nie musisz się martwić o to, że umrzesz ze starości. Zostało ci trzydzieści lat. Mniej więcej. — Znowu przerwał, jakby czekał na reakcję, Ellen jednak milczała. — Zaraza… to wyrok śmierci. W końcu twoje ciało przestaje ją tolerować. Gdy nadejdzie ten moment, większość Szarych Strażników udaje się do Orzammaru, by zginąć w walce, zamiast… czekać. To tradycja — zakończył cicho.
— Jak miło — podsumowała z przekąsem.
Wizja takiej śmierci nie przerażała jej – jeszcze nie. Wydawała się nadal dość abstrakcyjna, w końcu po drodze była Plaga oraz całe zamieszanie z wojną domową. Zdawała sobie jednak sprawę, że pewnego dnia obudzi się i ogarnie ją przerażenie przed nieznanym.
— Teraz już wiesz, dlaczego Dołączenie utrzymywane jest w tajemnicy przed nowymi rekrutami — dodał Alistair.
— Nigdy się nad tym nie zastanawiałam — przyznała, kiwając głową. — Rozumiem.
— Wiesz, Duncan… — podjął bardziej zgaszonym głosem. — Znów zaczął miewać koszmary. Powiedział mi o tym na osobności. Zdradził, że nie minie wiele czasu, a sam będzie musiał udać się do Orzammaru. Dostał chyba to, czego pragnął — mruknął ciszej. — Żałuję tylko, że nie odszedł w sposób bardziej godny.
Ellen westchnęła zmartwiona i znów się obróciła. Objęła przyjaciela za szyję, przytulając się do jego pleców, i wsparła policzek na jego rozczochranych włosach. Młodzieniec w pierwszej chwili drgnął zaskoczony.
— On nie zostanie zapomniany, Alistairze — szepnęła, zaciskając powieki. — Ani pozostali.
— Wiem — odparł, dotykając jej dłoni splecionych na wysokości jego mostka. — Koniec Plagi… ma sprawić, że to wszystko będzie mieć jakiś sens, prawda?
Skinęła głową, jeszcze chwilę się od przyjaciela nie odsuwając. Bliskość wydała się, zupełnie niespodziewanie, całkowicie naturalna. Nie poczuła się skrępowana ani zakłopotana, ogarnął ją spokój oraz ulga, że Alistair poradził sobie ze smutkiem. Sama w końcu walczyła z nim nieprzyzwoicie długo. Westchnęła, zamykając oczy.
Moment bliskości przerwał trzask łamanej gałęzi. Strażnicy w jednej chwili od siebie odskoczyli, zaniepokojeni, że zostali przyłapani przez kogoś z drużyny. Na widok nieznajomego mężczyzny o drobnej budowie, który szedł w ich stronę, Ellen zerwała się na równe nogi. Alistair podążył w jej ślady i zmarszczył czoło, mierząc przybysza nieprzychylnym wzrokiem.
— Kto to? — mruknął.
Dziewczyna pokręciła w odpowiedzi głową.
— Niełatwo was znaleźć! — wykrzyknął mężczyzna, zbliżywszy się do Strażników; na jego pociągłej twarzy widać było trudy podróży.
Kiedy ani Ellen, ani Alistair nie zareagowali na wylewne powitanie, odchrząknął zakłopotany, czochrając półdługie brązowe włosy.
— Gdzie moje maniery? Nazywam się Levi. Levi Dryden — przedstawił się. — Czy Duncan kiedykolwiek o mnie wspominał? O Levim Monecie? O Levim Kupcu?
Dziewczyna wymieniła spojrzenie z przyjacielem, unosząc brew. Alistair pokręcił głową, krzywiąc się lekko.
— Jestem Ellen, a to Alistair — odezwała się, przenosząc wzrok na Leviego. — Nigdy o tobie nie słyszeliśmy.
— Naprawdę? — zmartwił się. — Nigdy nie mówił wam o starym Levim? Znaliśmy się wiele lat — westchnął. — Rozgadałem się, a wy macie przecież Plagę do powstrzymania. Nie chcę zajmować wam czasu. — Machnął ręką.
Strażniczka pomyślała, że mieli przyjemność z niezwykle dziwnym człowiekiem. Nie spróbowała jednak zatrzymać Leviego, co sprawiło, że zakłopotał się jeszcze bardziej.
— Ale widzicie, Duncan obiecał, że razem zajmiemy się pewną sprawą, która jest dla Strażników bardzo ważna. I dla mnie też — wyjawił wreszcie. — Tyle że biedny Duncan… cóż, nie żyje. To tragedia. Wiem jednak, że chciałby, aby ktoś kontynuował jego dzieło. I dotrzymał złożonego przez niego przyrzeczenia.
— Jaką obietnicę złożył ci Duncan? — spytała od razu, ponownie zerknąwszy na równie zdezorientowanego Alistaira.
— Jak wiecie, moja rodzina ma w kręgach szlacheckich zszarganą reputację — rozpoczął opowieść, uśmiechając się nieśmiało. — Moja praprababka, Sophia Dryden, była ostatnim komendantem Strażników w Fereldenie, dawno temu, w czasach, gdy uważano ich za darmozjadów. Tak więc król Arland wygnał Strażników, a ziemie oraz tytuły rodu Drydenów przywłaszczył sobie — stwierdził i skrzywił się z niesmakiem.
— Co się stało później? — mruknęła w nadziei, że historia dokądś zmierzała.
— Trudno powiedzieć — skwitował. — Po śmierci króla Arlanda wybuchła wojna domowa dużo gorsza od tej, która toczy się teraz. Nasza rodzina musiała uciekać, ścigana przez swych wrogów – nie miała na świecie ani jednego przyjaciela. — Pokręcił zatroskany głową. — Ale Drydenowie są twardzi. Stanęliśmy na nogi, zostaliśmy kupcami. Nigdy nie utraciliśmy swej dumy.
Strażniczka nacisnęła palcami nasadę nosa, powstrzymując się od wyraźniejszego okazania dezaprobaty. Alistair uśmiechnął się lekko, widząc jej irytację.
— No więc o jaką przysługę poprosiłeś Duncana? — spytała umęczonym głosem.
— Poprosiłem go, by wyjawił mi prawdę. Moja rodzina otacza Sophię Dryden nabożną czcią. Wiemy, że zginęła w starej bazie Szarej Straży, na Szczycie Wojownika. Chcemy zdobyć dowody, które oczyściłyby jej imię — wyjaśnił, żywo gestykulując. — Nie odzyskamy w ten sposób naszych ziem ani tytułów, ale honor – jak najbardziej.
Tym razem to Alistair zainicjował kontakt wzrokowy. Ellen popatrzyła na niego z podobną miną, dzięki czemu upewniła się, że myśleli o tym samym.
— Nigdy nawet nie słyszeliśmy o Szczycie Wojownika — poinformowała śmiało.
— Cóż, od czasów króla Arlanda nikt nie odwiedzał tego miejsca. A przynajmniej nikt stamtąd nie powrócił — mruknął Levi, wzruszając ramionami. — Całe lata poświęciłem na sporządzenie mapy tuneli pod szczytem. I kilka lat temu udało mi się znaleźć prowadzącą na wierzchołek drogę. Udałem się więc do Duncana i powiedziałem mu, że może odzyskać dawną bazę Strażników, a moja rodzina odzyska przy okazji honor.
— Dlaczego Duncan ci nie pomógł? — nie wytrzymał Alistair, najwyraźniej równie znużony skomplikowaną opowieścią, co Ellen.
— Mroczne pomioty pojawiły się w południowym Fereldenie. Duncan musiał zająć się rekrutacją nowych Strażników i spotkaniami z dobrym królem Cailanem. Powiedział, że mi pomoże po bitwie pod Ostagarem, że na Szczycie mogą znajdować się jakieś użyteczne rzeczy. Ale nie miał okazji wywiązać się ze swojego przyrzeczenia — zakończył smutno, na moment spuszczając wzrok.
— W jaki sposób odzyskanie Szczytu pomoże Straży? — wtrąciła Ellen.
— Szczyt Wojownika ma znaczenie zarówno strategiczne, jak i symboliczne. Duncan mówił, że warto się o niego starać. Miał także nadzieję, że uda się odzyskać utraconą historię Strażników i może parę starych reliktów. Nikt nie wie, co się tam teraz znajduje — poinformował Levi, rozkładając ramiona.
— Daj nam… chwilę — poprosiła Strażniczka, odwróciła się do Alistaira i pchnęła go w tors, zmuszając, żeby obszedł ognisko, gdzie mężczyzna nie mógł ich podsłuchać.
Dopiero wtedy się odsunęła, skrzyżowała ręce na piersiach i zerknęła w stronę zniecierpliwionego gościa.
— Co o tym myślisz? — spytała szeptem.
— Nigdy go nie widziałem. To dziwne, że Duncan niczego nie mówił — mruknął, nachyliwszy się nad nią. — Sam nie wiem.
— Cała sprawa brzmi ciekawie. Przydałby nam się jakiś stabilniejszy dach nad głową — zauważyła. — Musimy gdzieś gromadzić sojuszników, przecież nie będziemy ich ciągać po całym Fereldenie, prawda?
— Ze Szczytu mogło niewiele zostać. Albo z innych powodów nie nada się do naszych celów — zauważył przytomnie.
— Wiem, ale… przyznaj się, ciebie też to ciekawi, co? — wytknęła, uśmiechając się z przekąsem.
Alistair zająknął się, w pierwszej chwili chcąc oponować, ale zaraz wypuścił z rezygnacją powietrze przez nos. Pokręcił głową, pochyliwszy ją, i rozczochrał swoje włosy.
— Chyba trochę za dobrze mnie już znasz — poskarżył się rozbawiony.
Ellen od razu się rozpromieniła.
— Co poradzisz, Alistairze? — rzuciła, wyszczerzyła zęby, po czym zawróciła do czekającego na werdykt Leviego.
Zatrzymała się przed mężczyzną, poważniejąc. Ostatecznie skinęła głową, pozwalając sobie na blady uśmiech.
— Ruszajmy na Szczyt Wojownika.

34 komentarze:

  1. No, dotrwałam do kolejnego rozdziału. Powiem Ci, że autentycznie śmiałam się w głos, kiedy czytałam rozmowę Strażników xD aż sama sobie zagram w Początek, a co. (Antivanka. Shepard-Komandor. Moonlightgirl. Więcej nie zmieniam nicku xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak wgl... jakie flirty ^.^ mało niewinne xD

      Usuń
    2. To się cieszę <3 Najwyraźniej moje suche poczucie humoru nie jest aż takie złe.
      Mało niewinne? Toż to sam środek głębokiego friendzonu jest! Biedny Alistair xD
      W sumie Początek, czy raczej jego graficzne tekstury, wyglądają zabawnie w zestawieniu z Inkwizycją. Ale i tak kocham całym sercem <3

      Usuń
    3. Co do grafiki to fakt. Ale jedno jest pewne - sam Alistair wyglądał najlepiej w Początku xd
      Wyobrażam sobie Alka broniącego się przed Ellen i muszę uważać żeby nie parsknąć śmiechem. W autobusie jestem ;-;

      Usuń
    4. Ten w Inkwizycji też jest spoko! A już na pewno w królewskiej wersji. Nadal me gusta xD Podejrzewam, że w DA2 miał jakiś cięższy dzień, może na kacu przyjechał... xD
      Nah, to Alistair jest w friendzonie właśnie! Ale ja to naprawię. Hehehe. Zobaczysz :3

      Usuń
    5. Ja w to nie wątpię :d Czekam na płomienny romans, że tak powiem xd nie żebym naciskała, nie nie :3 Ale kwiatek jednak trochę zobowiązuje xd
      Na kacu? Mało powiedziane xd W Inkwizycji był znośny, ale to nie to jednak. W Szarej Straży go nie zostawię. Nie kiedy się dowiedziałam jaki wybór wtedy jest ;_;

      Usuń
    6. Płomienny romans w ich wykonaniu prawdopodobnie będzie przypominał niezłą komedię xD Albo i tragikomedię. Gdyby ta Ellen chociaż była ogarnięta, ech.
      W Inkwizycji bardzo mi się podoba. Znaczy, no zwłaszcza jak weźmie się pod uwagę, że minęło z dziesięć lat. Jako król wygląda bardzo me gusta, jako Strażnik nieco młodziej, ale i tak spoko ^^
      Ja na szczęście od początku w swoim kanonie miałam inną wizję, więc nie miałam większego problemu na tym etapie :3

      Usuń
    7. Musi być zabawnie ^.^ Zaraz inaczej się czyta wtedy taką historię :3
      Wyobraź sobie, że Twoja Ellen i tak jest bardziej ogarnięta ode mnie. Wiesz przez co ja codziennie przechodzę? xd
      Alistair... taaaak. U mnie też plan na pierwszą rozgrywkę był wygodny. W kolejnej planowałam go zostawić wśród Szarych, ale szybko z tego planu zrezygnowałam. Pozmienia się coś w historii, na pewno romans xd Cullena na Solasa zamienię, a co. No i w fabule sporo. Ale odchodzę od tematu, znowu. Wybacz mi moje bredzenie :3

      Usuń
    8. No, niektórzy na jej nieporadność narzekają xD Ale to tylko Ellen, dziewczę o bardzo małym rozumku.
      Ja mam zwykle jeden kanon w głowie, dlatego trudno mi przechodzić grę na inne sposoby. Oh well, just Natalka. Coooo. Cullena na Solasa?! Pfff... Albo to i lepiej, bo ja Cullena tak łatwo nie oddam, o!

      Usuń
    9. Nie ciesz się tak, w obecnej sytuacji (Dorian gejem ;-;) Cullen jest najlepszy :D tylko interesuje mnie jak będzie wyglądać rozgrywka, jeśli zmienię pewne rzeczy w keep i podejmę inne decyzje w samej Inkwizycji. A jeszcze cała ta akcja na końcu mnie nakręca na jajogłowe Solasiątko xD A i tak Fenris is my love no1 xD

      Usuń
    10. Dorian jest BFF mojej Inkwizytorki xD Meh, patrząc po wyglądzie, to tak. Ale za to jak to jest pięknie skonstruowana postać, ach <3 Pokochałam go za jego historię i całokształt, nie za przystojną twarz i zniewalający uśmiech. Serio.
      A Solasa nie lubię. Znaczy, może inaczej, mam mieszane uczucia. Kev go bardzo nie lubi xD Znaczy, o ile Kev może kogoś nie lubić. Po prostu ciągle się kłócą.
      Ile ja fików popełniłam, to w ogóle osobna historia, lol xD

      Usuń
    11. Wyobraź sobie, że ja mam podobnie odnoście Doriego ^.^ No może trochę przez ten powabny wąs xd Czułam, że się z nim dogadam, chociaż w pierwszej chwili, wstyd się przyznać, skreśliłam go za pochodzenie. Po jakimś czasie dopiero jak więcej się o nim dowiedziałam to zmieniłam nastawienie. O 180 stopni xd
      Solas? Myślałam, że będzie dla mnie nudną postacią. Pomyliłam się, wszędzie go zabierałam chyba. Miał sporo do powiedzenia, rozległą wiedzę, potrafił się odgryźć (serio xd). Pozytywnie mnie zaskoczył ^.^
      Za to Madame De Fer nie cierpię ;_; Z nią się nie dogadywałam xd

      Usuń
    12. Hahaha, Dorian na pewno miał takie "mech, kolejna..." xD Ja go od razu polubiłam, nawet pomimo wąsa, bo wąsy mi się generalnie nie podobają. Ale Dorian to jest cudo <3
      Ja osobiście mam mocno mieszane uczucia do Solasa, wpieniał mnie trochę tym, że gardził prawie wszystkimi. A moja Inkwizytorka nie umiała się z nim dogadać, bo też była elfką. I się cały czas kłócili. Biedna Kev, ona nie umie się kłócić xD
      Vivienne jest, eee... cóż. Dość powiedzieć, że ona też Kevy nie lubiła xD

      Usuń
    13. Dorian uwiódł mnie sarkazmem, że tak powiem xd
      Solas raz tylko na mnie nakrzyczał, po misji w świątyni Mythal (tak apropo Mythal to WTF o.O). Nie licząc tej małej sprzeczki żyli w zgodzie ^.^
      Viv? Żadna postać w żadnej grze mnie tak nie irytowała jak ta kobieta. Serio. Chętnie bym ją zamieniła nawet na Merril z DA2 ;_;

      Usuń
    14. Mnie całokształtem. Coś pięknego xD
      Zajebiiiisty jest ten wątek! A na Kevę ciągle krzyczał. Bo Keva unika mordowania jak ognia i zawsze stara się unikać tych złych decyzji. I jeszcze ją hejtuje, bo Dalijka. Nie wiem dlaczego, w końcu Solavellan jest popularne, ale Kev hejcił xD Zwłaszcza jak mu powiedziała, że pewnie jest uczulony na halle.
      Nah, to u mnie nie jest tak źle. Może trochę bardziej niszczy mnie Sera. Ale generalnie domyślam się, że gdybym spróbowała ją trochę lepiej poznać i zrozumieć, bez pryzmatu mojej postaci, polubiłabym ją xD

      Usuń
    15. Heh, może u Ciebie Solas miał jak u mojego brata Zevran? Taki bug? U niego Zev się wgl nie pojawił xd U Ciebie Solasiątko jest nastawione anty ^.^
      Sera? Przy pierwszym spotkaniu najpierw zrobiłam takie oczy ---> O.O, a potem złapałam się za głowę i powiedzialam "Co za wariatka..." xd Bałam się z nią rozmawiać bo nie wiedziałam co mnie czeka xd

      Usuń
    16. Albo to po prostu kwestia tego, że Keva jest jedyna xD Jako jedyna Dalijka wkurwia Solasa. A co.
      Ja się ciągle wahałam między "lubię ją!" a "ja pierdolę". Ostatecznie dalej nie wiem, bo chociaż momentami potrafię ją zrozumieć, to zwykle mnie doprowadza do szału. Po prostu jest irytująca. A u Kevy straciła wszystkie punkty, jak tak po prostu zamordowała randomowo człowieka, z którym Kev rozmawiała. No. Więc dużo niesnasek w tej części xD

      Usuń
    17. A Blackwall? To dopiero oszustwo! Wgl o DA jako takim mogłabym godzinami rozprawiać. Historię Thedas znam lepiej niż Polski (wstyd się przyznać xD). Wciągaja ten świat :D

      Usuń
    18. Blackwall zniszczył mi system. Ale przynajmniej wiadomo, dlaczego wydawał się taki zajebisty w obliczu wszystkiego xD Mech.
      Ja prawie znam na pamięć Kodeks. Zwłaszcza jak się go co i rusz przepisuje, żeby na blogaska wrzucić xD

      Usuń
    19. A ja poznaję język elfów i planuję też qunari, bo wspomagam naszą polską wiki Dragon Age. To już na pewno uzależnienie xD

      Usuń
    20. Ja generalnie z powodu pisania fików z Kevą bardzo dokładnie zgłębiłam język elfów i jestem w stanie konstruować całkiem pokaźne zdania xD Ale korzystam z wiki angielskiej.

      Usuń
    21. To jak się nauczę to bedziemy na blogspocie rozmawiać po elficku. Hah :D
      Znaczy ja polską wiki wspomagam, bo są tacy co angielskiego nie znają. I myślę sobie "dlaczego mają być pokrzywdzeni". Tyle dobroci dla innych <3 A jak jakiś obcy odważy się napisać (na gg) to jestem ... jakby to nazwać... mało przystępna xd

      Usuń
    22. Ma nuvenin, lethallan!
      Nah, mnie się nie chce. Jak wchodzę na tę polską wiki i widzę, ile błędów tam nasiali, jak ubogie te artykuły, jakie to wszystkie biedne, to mnie żałość chwyta i czym prędzej wychodzę. Ani ksiunszek nie biorą pod uwagę, ani dialogów z gier, ani nic, takie o, co chłopek-roztropek zapamiętał z przejścia DAO sto lat temu. Nóż się w kieszeni otwiera.

      Usuń
    23. Jeden z administratorów ostro działa, żeby poprawić ten stan rzeczy :3 Na forum gamewalk zwrócił uwagę na problem i wtedy się bujnęło. Osobiście na razie bawię się w tłumacza. O ile mam czas xd Może nasza wiki będzie miała ręce i nogi w końcu :D
      Zaczęłaś z tym elfickim i teraz zamiast rozwijać się artystycznie idę studiować. Ma serannas for that <3 łamany elvhen language xD

      Usuń
    24. No cóż, obawiam się, że problem będzie istniał tak długo, póki nie znajdą kogoś, kto faktycznie zna się na języku polskim. No bo znać się na grze to nie problem, ale oni nawet pisać nie potrafią... xD
      Elfi w Thedas jest dość prosty. W sumie. ostatecznie. Zasady są przyjemnie płynne i niewiele gramatyki xD

      Usuń
    25. Bo większość została zapomniana xd lepiej (patrz: łatwiej) dla nas, szarych człowieczków ^.^
      Can't sleep? Let's write something!

      Usuń
  2. Przeczytałam! :D Wczoraj w nocy przed snem lektura idealna, ha ha :P W każdym razie, co mnie lekko razi, to wypowiedź tej osóbki nowej pod koniec rozdziału.
    Mówi: "Jak zapewne wiecie moja rodzina..." - i tutaj lekki zgrzyt, bo przecież kilka linijek wcześniej ustalili, że totalnie człeak nie znają i go w ogóle nie kojarzą, a tutaj mówi to w taki sposób, jakby znali jego albo chociaż nazwisko, jednak nasi bohaterowie jasno dali do zrozumienia, że za bardzo to nie ogarniają ;P
    Ogółem to kamień z serca, że pieseł będzie żyć! Serio, tylko na tę informację czekałam, hahaha xD Ale ogółem mega szybciutko poszła mi lektura, nim się obejrzałam puf! - i po czytaniu :P Więc teraz muszę czekać aż kolejny miesiąc, żeby poczytać coś nowego... Niech będzie :D
    Niestety jestem na końcówce sesji, nie wiem, jak się nazywam, więc nie będzie mega długiego i mądrego komentarza, ale... jakiś jest, a to już coś :P
    Pozdrawiam cieplutko, kochana! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo dla cię!
      Znaczy, bo to bardziej w wymiarze losów rodu szlacheckiego. Nie jego konkretnie, a rodu szlacheckiego Drydenów xD No i trudno było mi to zmienić - albo BioWare nie przemyślało dialogu, albo znowu nasz tłumacz położył pracę na całej linii.
      Gdzież bym mogła Shegara trwale uszkodzić, taki kochany piesek! No i jak szybko, to chyba dobrze. Taki fikowy Zmierzch, zero wysiłku przy lekturze, mało mądre, mało ambitne xD
      Mów mi. Został mi jeszcze jeden egzamin, a raczej poprawka, i wreszcie spokój. I wracamy na czwarty semestr xD

      Usuń
  3. Bardzo uroczy blogasek <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ....kuuuurwa, Gośka x2, głupi blogspot xD

      Usuń
  4. A już myślałam, że porzuciłaś :D

    Joaneska

    OdpowiedzUsuń