wtorek, 10 marca 2015

Rozdział 1.82 - Szczyt Wojownika



Tunele były niskie, co przeszkadzało prawie wszystkim – tylko nie Ellen. Oraz nie Zevranowi, który przewyższał Strażniczkę o bardzo niewiele. Pozostali podczas kluczenia wśród ciemnych alejek musieli uginać karki, a nawet plecy, by nie zaryć głowę w belki stropowe podtrzymujące wydrążoną skałę. W nieczynnej od wieków kopalni panował aksamitny, gęsty mrok, ale Levi przygotował zapas pochodni na wyprawę. Płomień rozjaśniał otoczenie, rzucając wokół migotliwe cienie.
Trudno było oszacować, jak długo maszerowali. Mężczyzna na każdym skrzyżowaniu dróg przystawał i wnikliwie studiował mapę, pozostali natomiast przypatrywali się mu bezczynnie – nie mogli pomóc, bo nie znali tych tuneli, więc Levi pozostawał zdany na siebie. Nie odzywał się do nikogo, tylko mamrotał do siebie, a nikt nie zamierzał go nagabywać o pogawędkę.
Drużyna została minimalnie uszczuplona przed wejściem do nieczynnej kopalni. Ellen zdecydowała się zostawić Shegara w obozie, ponieważ ogar nie odzyskał jeszcze pełnej sprawności i bała się, że coś mogłoby mu się stać. Mabari tylko chwilę skamlał żałośnie, próbując zmienić decyzję właścicielki, ale Strażniczka pozostała nieugięta. W ten oto sposób pies trafił pod opiekę Bodahna oraz Sandala – z czego z tym drugim już pewien czas temu wyraźnie się zaprzyjaźnił, toteż Ellen nie martwiła się, że będzie czuł się samotny. Cała reszta podążyła wraz z nią na podbój Szczytu Wojownika.
Kiedy marsz zaczął się przedłużać, w grupie rozbrzmiały pierwsze ściszone rozmowy. Zevran kilkukrotnie zagadnął Wynne, czarodziejka jednak zignorowała go, nawet nie zwróciwszy w jego stronę spojrzenia. Leliana natomiast, krocząc ze splecionymi na plecach rękoma, wyjątkowo długo przypatrywała się spokojnej, zapatrzonej w dal Shale.
— Dlaczego bardka tak mi się przygląda? — spytał golem, nie wytrzymawszy poświęcanej mu uwagi.
Łuczniczka uśmiechnęła się przyjaźnie, chociaż w półmroku niemalże nie dało się tego dostrzec.
— Myślałam o napisaniu piosenki o tobie — przyznała. — „Posąg o Sercu ze Złota”… czy coś takiego.
Shale posłała jej przeciągłe spojrzenie.
— Myśli, że moje serce jest zrobione ze złota? — mruknęła kpiąco. — To kamień jak cała reszta. Zimny kamień — podkreśliła i wzruszyła ramionami.
— Chodziło mi o to, że masz… dobre serce — wyjaśniła trochę zmieszana. — Tak przynajmniej się wydaje, że masz.
— I ludzie nazywają to „sercem ze złota”? — zdumiała się. — Dlaczego?
— Uch — stęknęła Leliana; przez chwilę wyglądała jak ktoś, kto pożałował, że w ogóle zaczynał temat. — Ponieważ złoto jest cenne i lśniące, i… dobre serce jest równie cenne? — podsunęła bezradnie.
— Lśniące — powtórzyła z powątpiewaniem Shale.
— Można tak powiedzieć.
— Moje serce nie zalicza się do lśniących — parsknęła. — Zabija. Regularnie i nie bez przyjemności — podkreśliła z wyraźnym naciskiem.
— Miałaś ciężkie życie — odparła Leliana, wydąwszy usta. — Głęboko w środku, wewnątrz twojej istoty, jesteś dobrą osobą. Wierzę w to — zapewniła i posłała golemowi pogodny uśmiech.
— Nawet pomimo tego, że nigdy nie pokazałam tej drugiej strony? — mruknęła krytycznym tonem. — Dziwne.
— Nie jesteś tylko z kamienia, Shale — odparła łagodnym głosem. — Wewnątrz ciebie znajduje się osoba.
Golem popatrzył na łuczniczkę z góry, przymrużając lśniące oczy.
— Jeśli tak, to dlatego, że ją zjadłam.
Idąca nieopodal Ellen w tym momencie parsknęła śmiechem, przez przypadek się opluwając. Czym prędzej zasłoniła usta ramieniem, nadal chichocząc, i spróbowała się wytrzeć. Na szczęście ani Shale, ani Leliana tego nie zauważyły – zmieszana łuczniczka zaniechała prób przekonania golema do swoich racji i pozwoliła się wyminąć.
— Z czego się śmiejemy? — zainteresował się Alistair, zerknąwszy na Ellen z rozbawionym uśmiechem.
— A, nie, nic. Taki żart sytuacyjny. Nieważne. — Machnęła ręką.
— Zawsze omija mnie zabawa — poskarżył się wesoło. — Jesteś niedobrą liderką. Faworyzujesz niektórych towarzyszy!
— No chyba nie masz na co narzekać, co? — żachnęła się i zerknęła na szczerzącego zęby towarzysza.
Alistair odwrócił na moment wzrok i nagle zapanowała między nimi niezręczna atmosfera. Ellen odchrząknęła, odgarniając włosy za uszy; w pierwszej chwili trochę się spłoszyła, ale w drugiej zastanowiła się, czy faktycznie czegoś nie robiła źle.
Nie chodziło o uwagę Strażnika – to był przecież żart. Jednak jak tak się zastanowiła… może naprawdę oczekiwał od niej czegoś innego? Może trochę za długo wymyślała tyle najróżniejszych wymówek? Może wypadałoby porozmawiać i zrzucić ten ciężar z piersi? Tylko się bała, że… wszystko się jej pomieszało.
— Też nie możesz się doczekać wizyty w twierdzy? — odezwał się znów, nie pozwalając jej dojść do jakichkolwiek wniosków.
Zastanowiła się, postanawiając zająć się tymi przemyśleniami później.
— Ciekawi mnie, co tam znajdziemy. Albo same ruiny, albo fascynujące tajemnice — mruknęła i uśmiechnęła się lekko. — Wiesz? Jeszcze pół roku temu myślałam, że smoki wyginęły, a na świecie nie ma niczego, co mogłoby mnie zaskoczyć.
— Cóż, przetrwanie smoków jest trochę niefortunne — stwierdził wesoło. — Naprawdę uważałaś, że świat jest nudny?
— Nie. Nie świat. Historia – owszem. — Roześmiała się. — Po prostu… nie wiem. Wszystko wydawało się takie poukładane oraz oczywiste. Nie sądziłam, że przeżyję jakiekolwiek przygody. Szkoda tylko ich ceny.
Alistair pokiwał głową, uśmiechając się trochę smutno. Zanim jednak nastrój przygnębienia na stałe wkradł się do atmosfery, szturchnął przyjaciółkę w ramię.
— Ale gdybyś żyła poukładanym życiem, nigdy byś mnie nie poznała — zauważył. — To byłoby bardzo niepełne życie wtedy.
Ellen roześmiała się i spojrzała na Alistaira z niedowierzaniem. Młodzieniec od razu błysnął zębami w zawadiackim uśmiechu.
— Nie wiem, jak bym to wytrzymała — mruknęła z przekąsem.
Jednak patrząc na Strażnika, naszła ją prosta myśl – życie bez Alistaira naprawdę wydawało się straszne. Za żadne skarby nie zrezygnowałaby z ich przyjaźni. Z… niego. I chociaż zwykle umiała odsuwać od siebie różne nieodpowiedzialne oraz głupie pomysły, tak teraz uświadomiła sobie jeszcze coś.
To się zaczęło wymykać spod kontroli. Jej serce. Przywiązanie do Alistaira. Emocje, które towarzyszyły ich relacji.
Zająknęła się, czując, że się rumieni. Spojrzała na plecy prowadzącego Leviego, próbując skupić myśli na Szczycie Wojownika oraz związanych z nim tajemnicach. W końcu wyruszali ku zapomnianej wiedzy, prawda? Do siedziby Strażników. Ostatniej tak monumentalnej w Fereldenie. Znów zerknęła na Alistaira.
— Jak się czułeś, będąc Szarym Strażnikiem razem ze wszystkimi innymi? — zagadnęła, zauważywszy, że nigdy o to nie pytała – o ludzi, których nie zdążyła poznać.
Młodzieniec popatrzył na nią zaskoczony, zaraz jednak uśmiechnął się pogodnie.
— Niedługo ich znałem, ale pewnie dłużej od ciebie. Ty w ogóle nie miałaś okazji ich poznać, prawda? — westchnął, na moment odchyliwszy głowę. — Niezła z nich była grupa. Właściwie to tworzyliśmy swego rodzaju rodzinę, bo wszyscy zostaliśmy odcięci od naszego wcześniejszego życia. Więcej się śmialiśmy, niż można by sobie wyobrazić — stwierdził z entuzjazmem. — Pewnego razu… cóż, pewnie nie chcesz słuchać opowieści o osobach, których nie znałaś — zmitygował się nagle.
Ellen zająknęła się, po czym potrząsnęła z oburzeniem głową. Nie wiedziała, skąd to zmieszanie przyjaciela, ale postanowiła się nim nie przejmować.
— Nie było wśród was żadnych kobiet? — zapytała ze szczerą ciekawością.
— Nie wśród Szarych Strażników. I nie wtedy, kiedy ja tam byłem — odparł w zamyśleniu, powoli, jakby próbował sobie przypomnieć. — Kilka widziałem na obrazach, ale żadna nie była tak piękna jak ty.
Jej serce w jednej chwili przyspieszyło, a na policzki wstąpił mocniejszy rumieniec. Zagryzła wargę, w nerwach próbując wymyślić odpowiedź – ale tym jednym zdaniem oczyścił jej umysł ze wszystkiego, co racjonalne czy rozsądne.
Otworzyła usta, jednak Alistair już kontynuował przerwaną opowieść:
— Był pewien Szary Strażnik, który pochodził aż z Anderfels. Jak on się nazywał? Gregor? Grigor? — zastanowił się, by ostatecznie machnąć ręką. — Był krzepkim mężem z najdłuższą, najbardziej kędzierzawą brodą na świecie. A jak potrafił pić. Pił nieustannie, ale nigdy nie był pijany. W końcu zrobiliśmy zakłady, żeby się przekonać, po ilu kuflach zwali się pod stół — stwierdził i uśmiechnął się szeroko do Ellen.
Dziewczyna milczała kilka chwil. Jej myśli jeszcze zaprzątał komplement, który Strażnik tak beztrosko wplótł w ciąg wypowiedzi. Odniosła wrażenie, że nawet nie oczekiwał jej reakcji. I trochę ją to zaniepokoiło – przede wszystkim dlatego, iż uzmysłowiła sobie, że sama nie wiedziała, czego chciała. A czego chciał on.
Dlaczego w ogóle musiała się przejmować takimi sprawami w samym środku Plagi?
— Wygląda na to, że świetnie się bawiliście — mruknęła i uśmiechnęła się ładnie, trochę tylko zmartwiona, że gdzieś coś zrobiła źle, skoro teraz czuła się naprawdę niedobrze.
— Czasami. Byliśmy rodziną w pewnym sensie — zgodził się z nią, kiwnąwszy głową. — Wszyscy przeszliśmy rytuał Dołączenia, więc wiedzieliśmy… Przecież nie trzeba cały czas być śmiertelnie poważnym — westchnął. — Tak czy siak, zakład nie został rozstrzygnięty. Powiedział, że wypije kufel na każdą połowę wypitą przez nas. Kiedy my już padliśmy, on nadal trzymał się na nogach. Mówiono mi, że kiedy wszedł Duncan, zobaczył nas leżących pokotem od ściany do ściany i nadal pijącego Gregora. Śmiał się tak, że prawie… że… — zająknął się i ucichł.
Z ust Ellen natychmiast zszedł szeroki uśmiech. Spojrzała na Alistaira zaniepokojona, w myślach plując sobie w brodę, że poruszyła ten temat. Strażnik przecież nie wypytywał o Wysokoże, prawda?
— Przepraszam — bąknęła od razu. — To musi być dla ciebie trudne.
— Tak… chyba tak — westchnął. — Myślałem, że mam to już za sobą, ale… Uderzyło mnie po prostu to, że nie mam żadnej pamiątki po Duncanie — przyznał, rozkładając ręce. — Nic a nic. Nie ma ciała, nie ma żadnego przedmiotu, który mógłbym… zabrać ze sobą. To musi… wydawać się naprawdę głupie, nie?
Dziewczyna pokręciła głową.
— Masz wspomnienia o nim — zauważyła cicho.
— Chciałbym po prostu mieć coś, co należało do niego, to wszystko — powtórzył, najwyraźniej nieprzekonany do jej pomysłu. — Cóż, chyba nie ma sensu o tym jęczeć, prawda? On nie żyje.
Gorycz, która rozbrzmiała w głosie Alistaira, była naprawdę bolesna. Ellen zająknęła się, próbując znaleźć słowa otuchy, ale zanim chwyciła dłoń przyjaciela, do drużyny odwrócił się Levi, uniesieniem pochodni dając znać, by się zatrzymali.
— Na końcu tego korytarza znajduje się wyjście — poinformował.
— W takim razie się pospieszmy — zaproponowała Strażniczka, przepchnąwszy się do przodu. — Dość czasu zmarnowaliśmy na te tunele.
Levi skinął głową i podjął marsz. Pozostali podążyli za nim, wszystkie rozmowy ucichły, raz tylko rozległo się przekleństwo Stena, który najwyraźniej nie zauważył jednej z niżej zawieszonych belek i uderzył w nią głową.
Po kilkudziesięciu metrach kupiec naparł na stare, wysłużone drzwi. Ponieważ te ani nie drgnęły, z pomocą nadszedł Alistair. Potem dołączył się Zevran. Ellen zmarszczyła czoło, obserwując wysiłki drużynowych bohaterów.
— Nie pomożesz im? — zwróciła się do Stena, zerknąwszy na niego.
— Niech się trochę wysilą — mruknął ze spokojem.
Strażniczka zacisnęła usta, żeby się nie roześmiać. Nadal zaskakiwało ją to, jak złośliwy potrafił być qunari. Nie naciskała jednak na interwencję, zwłaszcza że trzej panowie uporali się z zapiekłymi zawiasami i otworzyli drzwi.
Do tunelu wpadły płatki śniegu, pchane przez silny wiatr hulający po górze. Ellen natychmiast zaszczękała zębami, widząc białe zaspy otulające zmarzniętą ziemię. Jedynym akcentem koloru były rosnące na zboczach drzewa iglaste oraz malujące się na czerwień zachodzącego słońca niebo. Zmarnowali całe popołudnie na przeklętą kopalnię.
— O cholera — mruknął Zevran, widząc śnieg. — Nikt nie ostrzegał przed ochłodzeniem.
— Nie wiedziałem, że będzie tu zimno — zapewnił Levi i wzruszył ramionami.
— No nic, trzeba zacisnąć zęby — stwierdziła Ellen. — Chodźmy.
— Możemy się też poprzytulać — zaproponował od razu elf, po czym rozłożył ręce, wyciągając je do Strażniczki.
— Może nie — odparła ze śmiechem i jako pierwsza ruszyła zasypaną drogą.
W półmroku zapadającego zmierzchu nie widziała, czy trafili do dobrego miejsca, czy Levi wywiódł ich w pole. Przez pierwszych kilka chwil szli w niepewności, słuchając skrzypiącego pod butami śniegu oraz dzwonienia zębów niektórych towarzyszy – w tym Leliany oraz Zevrana. Ellen podejrzewała, że Morrigan też było zimno, zważając na jej strój, ale nie dawała tego po sobie poznać.
Kiedy minęli zakręt, ich oczom ukazała się monumentalna bryła twierdzy tonąca wśród wirujących na wietrze płatków śniegu. Ellen aż się zatrzymała, oszołomiona ogromem budowli. Wyglądała pięknie oraz groźnie zarazem. Wprost idealna dla Szarych Strażników, którzy w dodatku cenili sobie spokój, odcięcie od świata, by móc zachować całkowitą neutralność w oczekiwaniu na Plagę.
— No i… jesteśmy — westchnął Levi, podparłszy się pod boki. — Szczyt Wojownika. Mówiłem, że dzięki tej mapie przedostaniemy się przez tunele — dodał bardzo z siebie zadowolony, wymownie uderzając w pergamin.
Ellen spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, mimowolnie się zastanawiając, czy nie było mu zimno. Miał na sobie dość cienką kurtę, którą teraz szarpał wiatr. Na całe szczęście zbroja dawała trochę więcej osłony przed warunkami atmosferycznymi.
— Przyznaj się. Kilka razy się zgubiłeś — rzuciła z przekąsem, zwróciwszy spojrzenie na monumentalny zamek.
— Nie zgubiłem się – tylko mapa trochę zamokła — żachnął się urażony, zacisnął usta i schował pergamin. — Uff, dotarliśmy. No więc… — urwał na moment. — Będę szedł za tobą. W pewnej odległości — postanowił, robiąc jej miejsce. — Czuć tutaj odór śmierci. Spodziewam się, że czekają nas kłopoty.
Ellen skinęła powoli głową. Faktycznie, teraz należało już zachować czujność. Koniec radosnych pogawędek. Przeniosła wzrok na Alistaira, podchwytując jego uważne spojrzenie; bez słowa doszli do tych samych wniosków i Strażnik ustawił się obok niej. Ellen obejrzała się na pozostałych.
— Stenie, Shale, trzymajcie tyły. Reszta niech zostanie w środku grupy. Levi, idź pomiędzy Wynne oraz Lelianą — zdecydowała, palcami wskazując miejsca, które mieli zająć.
Dopiero kiedy wszyscy ustawili się podług wskazówek Ellen, podjęli marsz. Wspinali się w milczeniu, nasłuchując, ale wokół rozlegał się jedynie gwizd wiatru. Strażniczka poczuła wstępującą na ramiona gęsią skórkę, która niewiele miała wspólnego z zimnem. Zagryzła wargę, wpatrując się w wyłaniającą się spośród śniegu kamienną bramę. Wrota stały otworem, zapraszając na zasypany dziedziniec.
— Szczyt Wojownika — westchnął Alistair, ledwie grupa znów przystanęła, ostatecznie przytłoczona ogromem twierdzy. — Wydaje się, że miał lepsze dni. No, może raczej wieki — dodał z przekąsem, przypatrując się opuszczonym budynkom.
— Kiedyś Strażnicy rozkwitali, ich szeregi były pełne, a standardy pewne. Teraz przyjmują nawet takich ludzi jak ty, Alistairze — wtrąciła z typową dla siebie zgryźliwością Morrigan.
— Hej! — obruszył się młodzieniec.
— To tutaj mieszkali i szkolili się Strażnicy? — zdziwił się Sten, zignorowawszy drobne złośliwości wymieniane przez towarzyszy. — Wyobrażałem sobie, że będzie to coś w rodzaju wielopiętrowego uukluka. Tymczasem nic z tego. Zamek jak każdy inny — mruknął krytycznie, mrużąc oczy.
— Głowa do góry, Stenie — wtrącił rozbawiony Zevran, kładąc dłoń na łokciu qunari, bo wyżej nawet nie sięgał. — Na pewno uda nam się znaleźć dla ciebie jakieś czaszki do zmiażdżenia.
Ellen wywróciła oczami, uśmiechając się. Zaraz jednak spoważniała – odetchnęła głęboko i popatrzyła na oszołomionego Leviego. Wyglądał, jakby nigdy nie widział tak wielkiego zamku; twierdza mogła spokojnie konkurować z Fortem Drakon górującym nad Denerim. Dziewczyna poklepała kupca po ramieniu.
— Ruszajmy. Czekają nas tajemnice do odkrycia — mruknęła i jako pierwsza podjęła marsz; zaraz za nią podążył Alistair.
Kiedy znaleźli się w cieniu rzucanym przez arkadę bramy, Strażników dogonił podekscytowany Levi. Ellen zamierzała mężczyznę skarcić, upominając, że nie wiedzieli, co tu się czaiło, więc powinien zostać w środku grupy, ale nagle świat zafalował.
Niespodziewanie zrobiło się jej słabo, przed oczami zamigotały czarne plamy, powstrzymała odruch wymiotny. Zachwiała się na ugiętych nogach, jednak gdy uniosła wzrok, by zlokalizować powód złego samopoczucia, ujrzała coś przedziwnego. Oraz strasznego. Na rzeczywistość współczesnego Szczytu nałożyła się jeszcze jedna – wyblakła, falująca oraz migocąca, pozbawiona barw, wyrwana jakby z kontekstu, przypominająca echo, jednak echo obrazu. Ellen znieruchomiała, szeroko otwartymi oczami obserwując biegające po dziedzińcu cienie nieżyjących już zapewne wojowników.
Nieopodal w polu widzenia pojawił się bogato odziany mężczyzna – prawdopodobnie dowódca albo ktoś ze szlachty. Zamachał ręką, wpatrując się w uzbrojonych ludzi.
— Cofnąć się. Cofnąć się wreszcie — warknął, na co jego podwładni odstąpili od obleganych schodów prowadzących do wrót zamku.
— Zdobycie Szczytu nie będzie łatwe, panie — poinformował jeden z wojowników, który podbiegł do zdenerwowanego mężczyzny.
— Dałem Strażnikom szansę na honorową śmierć. Oni tymczasem kryją się jak tchórze — wycedził szlachcic, niemalże plując każdym słowem. — Skorzystamy więc z rady króla. Weźmiemy ich głodem.
Wojownik powoli pokręcił głową, oglądając się przez ramię na twierdzę.
— Na Szczycie mają zapasów na wiele miesięcy — zauważył.
— A więc zaczekamy. Gdy będą zbyt słabi, by unieść broń, poślemy ich na sąd ostateczny — syknął, uśmiechając się z krwiożerczą satysfakcją.
Obraz ponownie zafalował, rozmazał się, natomiast przed oczami Ellen pojawiły się te same migotliwe plamy. Musiała na moment zacisnąć powieki i kiedy znów je uchyliła, wszystko wróciło do normy. Tajemnicze sceny rozmyły się, dokoła unosił się jedynie szarpany na wietrze śnieg.
— C-co to było? — wykrztusił Levi, zanim ktokolwiek inny doszedł do siebie. — Przez chwilę zrobiło mi się słabo. Chyba nie oszalałem, co? Wy też to widzieliście? — zapytał, przenosząc wzrok na stojących przy nim Strażników.
Ellen nie obejrzała się na pozostałych towarzyszy, ale dziwnym trafem domyśliła się, że większość by przytaknęła. Zmarszczyła czoło, wymieniła spojrzenie z Alistairem; młodzieniec wydawał się zaniepokojony.
— To było jak sen na jawie — mruknęła, kręcąc głową z niedowierzaniem.
— Słyszałam na ten temat orlesiańską balladę — wtrąciła Leliana. — Piękność uwięziona we śnie. W pieśni Bellissa nigdy się nie budzi — dokończyła nieco ciszej, jakby dopiero teraz się zorientowała, że nie było to na miejscu.
— Twoja śliczna przyjaciółka działa mi na nerwy, Strażniczko — wychrypiał przerażony Levi, posławszy Ellen zdruzgotane spojrzenie.
Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami.
— Jak to w ogóle możliwe? To miejsce naprawdę musi być nawiedzone — zaniepokoił się mężczyzna, teraz przyglądając się dziedzińcowi.
— Zasłona jest tutaj cienka… — zamruczała Ellen, mrużąc oczy. — W wieży Kręgu było podobnie. — Obejrzała się na pozostałych towarzyszy, a kiedy Morrigan nieznacznie skinęła głową, poczuła się pewniej.
— Zasłona? — zdumiał się Levi; jako prosty kupiec miał pełne prawo nie wiedzieć, czym też było to zjawisko.
— To właśnie ona oddziela nas od Pustki i demonów — pospieszył z wyjaśnieniem Alistair, jednak powiedział to dość niedbałym tonem, bardziej skupiony na obserwowaniu okolicy.
— D-demony? — przeraził się nieszczęsny Levi. — Dzięki niech będą Andraście, że się zjawiliście, Strażnicy — dodał nerwowo. — Ty przodem — zwrócił się do Ellen.
Dziewczyna już zamierzała ruszyć, ale poczuła zaciskającą się na łokciu dłoń. Spojrzała na Alistaira, chcąc się żachnąć, jednak gdy dostrzegła powagę na jego twarzy, zrezygnowała. Podobnie wyglądał podczas przeprawy w zamku Redcliffe.
— Nie ma mowy — poinformował zwięźle i sam poszedł jako pierwszy.
Ellen nie oponowała. Podążyła śladem przyjaciela, rozglądając się z uwagą. Najważniejszym kompleksem niewątpliwie była sama twierdza, jednak w obrębie murów znajdowało się kilka innych budynków, prawdopodobnie o gospodarczym przeznaczeniu. Dziewczyna zapatrzyła się na niesamowitą rzeźbę zawieszoną nad jednymi z drzwi – została wykonana z kości i przedstawiała kilkugłowego smoka. Strażniczka tak bardzo się zagapiła, że nie zauważyła gwałtownego zatrzymania Alistaira.
Wpadła w plecy przyjaciela i aż się od nich odbiła, wchodząc w stojącą za nią Lelianę. Kobieta ją przytrzymała, ale w żaden sposób nie skomentowała niezdarności. Zresztą Ellen też zaraz straciła ochotę na przepraszanie, kiedy ujrzała powód niespodziewanego postoju.
Śnieg zaczął się wybrzuszać, jakby coś się spod niego podnosiło. Zaspy zafalowały niczym żywe organizmy, dokoła rozległ się niewyraźny chrobot oraz dziwny, rzężący odgłos. Ellen mocniej zmarszczyła czoło, mając wrażenie, że już kiedyś to słyszała. Ledwie dotarł do niej duszący smród rozkładu, zrozumiała.
Żywe trupy.
Mimowolnie zachłysnęła się powietrzem, patrząc, jak spod śniegu wygrzebują się ciała niegdysiejszych mieszkańców Szczytu. Ich szczątki zostały przeżarte przez czas oraz robactwo, nie dało się rozpoznać płci ani tym bardziej tożsamości sięgających po broń potworów, ale zachowały się elementy ubioru. Ellen dostrzegła tarcze z nieznanym herbem, napierśniki pokryte obcym zestawieniem barw, a wreszcie – symbol Szarej Straży, wspinającego się srebrnego gryfa na granatowym tle.
Dawni wrogowie ramię w ramię ruszyli na grupę, postękując ciężko. Śnieg przestał się wybrzuszać, ale przeciwników powstało wystarczająco, by dać się drużynie we znaki. Ellen obejrzała się na towarzyszy – większość wyglądała na zaskoczoną. Tylko Leliana po początkowym niepokoju stała się czujna oraz uważna, doskonale wiedząc, z czym mieli się lada moment zmierzyć.
— Shale! — zawołała Strażniczka. — Pilnuj Leviego!
Golem chwycił przerażonego kupca za kurtę i przyciągnął do siebie jak niesfornego psiaka. Mężczyzna nawet zapiszczał niczym skarcony pupil. Ellen skinęła w podziękowaniu głową i dobyła broni.
— Poślijmy je w cholerę — warknęła, szturmując na pierwszego wroga.
Można było się domyślić, że walka okaże się bardzo nużąca pomimo wyrównania sił. Żywe trupy charakteryzowały się zaskakującą wytrzymałością i najłatwiej się ich pozbywało poprzez zmiażdżenie głowy – te jednak wykazywały się także zdumiewającą bojową zaradnością, co utrudniało eliminowanie bestii. Z drugiej strony były tak samo powolne jak w Redcliffe, w dodatku nie przybywało ich regularnie.
Ostatecznie potyczka nie sprawiła im problemu, ale zajęła dużo czasu. Kiedy ostatnie ciało legło z powrotem w śnieg, wzbijając w powietrze drobinki puchu, dokoła zapadł mrok. Niczego nie było widać, choć oko wykol. Ellen, nagle przestraszona ciemnością, chociaż nigdy się jej to nie zdarzyło, rozejrzała się za którymś z przyjaciół. Najgorsze, co mogło się jej aktualnie przytrafić, to potknąć się o zwłoki i upaść w śnieg. Aż się wzdrygnęła.
Na szczęście Morrigan szybko pozbyła się tego problemu – nad jej głową zamigotała kula jasnego światła, które rozproszyło mrok nocy. Strażniczka odetchnęła z ulgą i czym prędzej dołączyła do czekających w zwartej grupie towarzyszy. Obrzuciwszy ich uważnym spojrzeniem, doszła do wniosku, że nikt nie ucierpiał w walce. Skinęła im głową.
— Powtórka z rozrywki? — zagadnęła ponuro Leliana, zakładając łuk z powrotem na plecy, ale nie ściągnęła z niego cięciwy.
— Na to wygląda. To chyba… — zaczęła Ellen.
— Ci, którzy tu walczyli lata temu. Najprawdopodobniej — weszła jej w słowo Morrigan, zacisnąwszy usta.
— Pustka jest tu bardzo blisko naszego świata. Granica jest cienka — wtrącił Alistair, spoglądając na Ellen z troską. — Musimy być ostrożni. Na pewno roi się tu od… najróżniejszych dziwactw.
— Chodzi ci o demony, prawda? — przeraził się Levi, nadal wpatrując się w nieruchome trupy zalegające w śniegu.
— Przecież mówi — zauważył Zevran. — Parszywe dziwactwa. Kto to widział, żeby dobrowolnie przyczepiać się do nieboszczyka.
— Alistairze, jesteś w stanie… panować nad sytuacją? — Ellen zwróciła się do przyjaciela, posławszy uśmiech pozostałym.
— Tak. Ale nie dam sobie rady z tymi wszystkimi istotami — mruknął i zacisnął zdenerwowany usta.
— Nie jesteś sam, Alistairze. Wszyscy mamy już wprawę w walce z demonami — wtrąciła Wynne, uśmiechając się łagodnie.
— Chciałabym, żebyście połączyli siły — poprosiła niespodziewanie Ellen. — Ty, Alistairze, i Morrigan. Najlepiej znacie się na kwestiach Pustki — dodała, widząc ich niedowierzające spojrzenia.
Zawahała się, spodziewając się sprzeciwu.
— Proszę?
— Jak tu odmówić tym oczom! — rzucił z przekąsem Zevran, posławszy Alistairowi wymowne spojrzenie.
Strażnik łypnął wściekły na elfa, zaraz jednak zmierzył pełnym niechęci wzrokiem Morrigan. Wiedźma nie pozostała mu dłużna.
— W porządku. Skoro ci zależy — mruknął niezadowolony młodzieniec.
— Jesteś pewna? — warknęła Morrigan, popatrzywszy na Ellen. — Wiesz przecież, że…
— Wiem, że jesteście kompetentni. I że mnie nie zawiedziecie. Ruszajmy, cholernie tu zimno — postanowiła, potarła zziębnięte ramiona i skierowała się do schodów górujących nad dziedzińcem, które prowadziły do głównych wrót.
Wspięli się po oblodzonych stopniach i stanęli przed wielkimi, ciemnymi drzwiami. Ellen przyjrzała się starym deskom, zastanawiając się, co ich czekało w środku. Czy przypadkiem nie porywali się z motyką na słońce? Ale skoro Duncan złożył obietnicę i mogło się to przysłużyć Strażnikom…
— I jak? — zwróciła się do Alistaira oraz Morrigan.
— Nie czuję zagrożenia — stwierdził Strażnik.
— Coś jest nie tak, ale nie jest to niebezpieczne — przytaknęła wiedźma.
— No to świetnie — mruknęła Ellen. — W takim razie o…
— Ja — przerwał jej Zevran i prześlizgnął się tak, żeby oddzielić ją od wejścia; uśmiechnął się szelmowsko. — Ja je otworzę. To takie ładne drzwi. Szkoda, żebyś je otwierała.
Ellen spochmurniała i skrzyżowała ręce na piersiach, ale pozwoliła elfowi czynić honory. Wkroczyli do pogrążonego w ciemności pomieszczenia, kula światła Morrigan na moment rozproszyła mrok, po czym zamigotała i przygasła. Zanim zareagowali, Strażniczkę ogarnęło znajome uczucie mdłości oraz zawrotów głowy. Wsparła się na pobliskiej ścianie, nawet nie zwracając uwagi na bijący od kamieni chłód.
Na rzeczywistość nałożył się dodatkowy obraz, migotliwy, niewyraźny, z którego wyłoniły się kolejne sylwetki. Oczom drużyny ukazała się kobieta w pełnej, ciężkiej zbroi, z gryfem na napierśniku. Jej twarz była niewyraźna, nie dało się rozpoznać rysów, ale ewidentnie patrzyła na stojącego przy niej mężczyznę. Odział się w typową dla magów szatę, nie miał jednak kostura.
— Morale ludzi jest niskie — poinformował kobietę schrypniętym głosem. — Moje zaklęcia są tutaj bezużyteczne.
— Czary nie wystarczą, by dowodzić ludźmi, Avernusie — odparła, kręcąc głową, jej głęboki, mocny głos wypełnił całe pomieszczenie. — Przypomnę im, że są Strażnikami.
Zostawiła maga w tyle, wychodząc na środek sali, a postać Avernusa zamigotała i rozmyła się wśród wyblakłych kolorów. Kobieta tymczasem rozejrzała się dokoła, przesuwając niewidzącym spojrzeniem po znieruchomiałej drużynie.
— Żołnierze, nie będę was okłamywać. Sytuacja jest niewesoła — stwierdziła, mówiąc jeszcze mocniej i pewniej niż przed chwilą. — Przeciwnik ma przewagę liczebną, a my puste brzuchy. I coraz mniej serca do walki. Ale jesteśmy przecież Strażnikami — dodała, prostując się.
W jej stronę zbliżyły się najróżniejsze postaci. Im dłużej kobieta przemawiała, tym więcej się ich pojawiało, jakby budziły się wraz z jej słowami.
— Mroczne pomioty czmychają, gdy słyszą dźwięk naszych rogów. Arcydemony padają martwe, gdy damy im posmakować naszych ostrzy. A więc mamy paść na kolana przed jakimś despotą? Nic z tego! — zakrzyknęła, wyrzucając zaciśniętą w pięść dłoń nad głowę. — Ja nigdy się nie poddam. Nie poddam się i nie zatańczę na szubienicy Arlanda. Proponuję przeto tu i teraz, w tych uświęconych korytarzach, gdzie całe pokolenia naszych braci czuwały gotowe, by stanąć do walki przeciwko mrocznym pomiotom i wszelkiemu złu… Proponuję, byśmy posłali temu tłustemu bękartowi wiadomość — wycedziła z satysfakcją, na co dokoła rozbrzmiał dziwny stłumiony dźwięk kojarzący się z pełnym aprobaty pomrukiem. — W tym świętym miejscu stawiali wrogowi czoło dumni, silni ludzie. Prędzej umrę, niż poddam się tyranii!
Ciszę wypełnił krzyk z dziesiątek gardeł Strażników, a zaraz potem obraz rozpadł się, rozmył w przestrzeni i została tylko ponura, smutna rzeczywistość. Ellen zamrugała szybko, chcąc się pozbyć mroczków, po czym przeszła kawałek w przód. Dokoła zalegały połamane barykady, skrzynie, manekiny, najróżniejsze meble. Było szalenie brudno, zupełnie jakby przeszedł tędy huragan. I ani śladu duchów. Westchnęła skołowana.
— Dzielni, nawet gdy morzył ich głód — westchnął niespodziewanie Levi. — Razem z nimi stała moja praprababka.
Ellen popatrzyła na mężczyznę, domyśliwszy się, że kobieta musiała być rodziną kupca. Skinęła powoli głową, zaraz znów marszcząc czoło. Przywołała w pamięci świeże wspomnienie przemowy Sophii Dryden.
— Czy król Arland był tyranem? — spytała niepewnie, teraz patrząc już na wszystkich, nie tylko na Leviego.
— Niewiele wiadomo na jego temat — odparł sam kupiec. — Wojna o sukcesję, która wybuchła po jego śmierci, to było dopiero coś. Trwała blisko dziesięć lat, a w jej toku Denerim oraz królewski pałac o mało co nie zostały spalone do gołej ziemi. Utracono wiele historycznych zapisów — stwierdził zasmucony. — Być może w środku znajdują się odpowiedzi na dręczące nas pytania — dodał, uśmiechając się blado. — Dość już tej mojej paplaniny. Prowadź.
Strażniczka przytaknęła, przenosząc wzrok na stojące otworem przejście przed nimi. Światło Morrigan nie sięgało progu, dlatego zionęła stamtąd zimna ciemność, szczerze dziewczynę niepokojąca.
Miała wrażenie, że wtargnęli do miejsca opanowanego przez moce, których nie rozumieli. To nigdy nie było mądre.

11 komentarzy:

  1. Nie grałam w Twierdzę (wstyd się przyznać ;_;), więc dzięki Tobie nadrobię braki. Hurra! xD
    Do samej treści jak zwykle brak zastrzeżeń. Wczoraj wydawało mi się tylko że jakaś kropka się wkradła w nieodpowiednim miejscu, ale dziś już jej nie widzę. Pewnie zwidy xd
    P.S Alistair jaki gentelman ^.^. Tak, próbowałam napisać jakiś sensowny komentarz. Tak, wiem, nie wyszło mi :3 A jak tu doczekać teraz do kwietnia ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NO WIESZ CO? xD To jest takie zacne DLC! Jak mogłaś!
      Może to była plama na monitorze? xD Ale całkiem możliwe, że coś mi umknęło, bo ja tu nawet bety nie mam, która by mi rozdzialiki sprawdzała. Może Dencio uda mi się namówić...?
      Nie no, dobrze jest! I nie tak do końca do kwietnia, jeszcze chwilę wcześniej zapraszam, o xD

      Usuń
    2. No wiem, zła fanka Dragon Age'a ze mnie ;_; Ale to siła wyższa! gra nie chce współpracować, mam quest w dzienniku, ale gostek się nie pojawia :c Kiedyś raz się pojawił, ale odłożyłam to na później, potem odinstalowałam grę no i mam teraz :c Zupełnie jak Zevran i jego buty xD
      Kropka to tam mały szczególik xD Ja posiadam swoją betę, ale błędów jako takich za wiele nie znajduje. Albo słabo szuka, albo faktycznie ich nie ma o.O
      Wiem, zauważyłam już :3 Po dodaniu komentarza :D Oczywiście się zjawię, a co!

      Usuń
    3. Oesu xD To może popytaj na forach, co z tym zrobić, może ktoś ci pomoże? No bo u mnie działało bez zarzutu, jak już się zorientowałam, jak - do jasnej cholery - instalować te DLC z Początku xD
      A kto ci betuje? Tak się składa, że zajmuję się tym na dość szeroką skalę i raczej nie polecam brania bet, których nie sprawdziłam, bo zwykle odwalają tragiczną fuszerkę i krzywdzą pisarzy. Takie bardziej bezpieczne są na betowanie.blogspot.com, nie wiem, czy to stamtąd sobie wzięłaś xD
      No, to dobrze!

      Usuń
    4. Ja już straciłam nadzieję na znalezienie sposobu na to xd Poza tym nie mam czasu! Muszę tworzyć, bo mnie rozsadza xd
      Betuje mi znajoma, ale coś się spóźnia mocno z ostatnim tekstem. Przeczuwam, że jej się już nie chce ;_;

      Usuń
    5. Bez sensu. Szczyt to bardzo fajne DLC, leniu! xD
      No bo tak to jest, jak się znajomym oddaje. Zwykle po prostu chcą szybciej przeczytać opeńko, a nie zwracają faktycznej uwagi na błędy - chyba że walniesz gura abo cherbata.

      Usuń
    6. Da. Widziałam wiele złych rzeczy w swojej "karierze" redaktora/bety.

      Usuń
    7. Na oddech Stwórcy... A do tej pory byłam przekonana, że nic mnie już nie załamie xD
      Może to podstawówka ? ;_;

      Usuń
  2. Przyszłam dać komcia! Miał być wcześniej, ale jak to zwykle bywa, ciągle zapominam *zła ja*
    Czytało mi się... strasznie szybko. Po prostu ot... było i minęło xD To taka fajna, lekka lekturka, że aż żal, że jestem na bieżąco z rozdzialikami i muszę czekać co miesiąc na kolejny! xD
    Podoba mi się motyw tych wizji/wiraży (ciężko mi stwierdzić, jak to nazwać) - to coś nowego, innego. Świeżego.
    A tak na marginesie, to by się mogli w końcu pocałować, bo nie zniesę! xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niebywałe, Sen Chu ruszyła cztery litery i skomciała coś, jestem pod ogromnym wrażeniem. I wcale nie zapomina, tylko jest leniwa, nie żeby ktoś ci na gg ciągle przypominał xD
      To nadrób Granice i zostaw Szarą w spokoju, może dostaniesz w plecy trochę materiału xD Innego wyjścia nie widzę. Zła babo.
      Prędzej wizje, bo to było, jeno w przeszłości, winc. Takie jaja za Zasłoną xD
      ...hehehehehe :3

      Usuń