piątek, 10 kwietnia 2015

Rozdział 1.84 - Badania Avernusa



Widok kobiety był szokujący. Ellen, podobnie jak pozostali, znieruchomiała przerażona, próbując pojąć, co właśnie objawiło się jej oczom. Przecież to niemożliwe, by Sophia nadal żyła… prawda? To będzie ponad sto lat! Nikt nie mógłby tak długo kroczyć po tej ziemi. Zwłaszcza że przecież Szczyt Wojownika został zaatakowany oraz zdobyty, zbuntowani Szarzy z pewnością stracili życie. Zatem jakim cudem?
— Zatrzymajcie się, Strażnicy — odezwała się kobieta znajomym, głębokim głosem, uśmiechając się lekko. — Ta tutaj chce z wami pomówić.
W tej chwili rozległo się wściekłe syknięcie Morrigan, które kazało Ellen trzymać się na baczności. Dziewczyna zerknęła na stojącego przy niej Alistaira, szukając wsparcia – młodzieniec jednak wyglądał na podobnie przerażonego.
— Kim lub czym jesteś? — spytała podejrzliwie Strażniczka, mrużąc oczy.
— Ta tutaj to Dryden. Dowódca. Sophia. Jest tym wszystkim — odparła istota, przechyliwszy głowę, a gnijące czarne włosy zakołysały się miarowo.
— B-babcia? — przeraził się Levi i głośno przełknął ślinę.
— Ubiliście wiele demonów, żeby tu się dostać — zamruczała rzekoma Sophia, ignorując słowa swojego praprawnuka. — Ta tutaj chce zaproponować umowę.
— Levi, obawiam się, że twoja praprababka została opętana — mruknęła Ellen.
To wydawało się jedynym sensownym wyjaśnieniem cudu, dzięki któremu kobieta nadal żyła. Możliwe, że zginęła w walce, a potem jej zwłoki zostały opanowane przez potężnego demona – może, jeśli stało się to tuż po zgonie, udało się zachować resztki umysłu, nie tylko samą fizyczność.
— Najprawdopodobniej — mruknął mężczyzna. — Albo jej rozum odebrało. Moja praprababka nie żyje — żachnął się trochę piskliwym głosem. — Nie wiem, co to jest. — Wskazał kobietę.
— Czy ostała się w tobie choć cząstka prawdziwej Sophii? — zwróciła się do demona Ellen, marszcząc czoło.
— Ta tutaj posmakowała jej wspomnień, przejrzała jej myśli i znalazła wszystkie skrytki. Ale jest ona dla tej tutaj tylko pożywieniem, niczym więcej — mruknęła istota, podchodząc do potężnego biurka, za którym stała.
— Dlaczego mielibyśmy ufać demonowi? — wtrącił się Alistair.
— Czymże jest jedna kobieta wobec waszej potęgi? — rzuciła kpiąco. — Zabijcie mnie, jeśli obraziłam was, proponując nieodpowiednie warunki. Głupcem byłaby ta tutaj, gdyby zdradziła Strażników — dodała, znów się uśmiechając.
Ellen zmarszczyła czoło, przez chwilę zastanawiając się, co powinna powiedzieć. Oczywiście – przystanięcie na warunki demona w ogóle nie wchodziło w rachubę. Mimo to chciała dowiedzieć się czegoś więcej, liczyła, że przy dłuższej rozmowie udałoby się coś z istoty wyciągnąć. Z drugiej strony zdawała sobie sprawę z tego, że wdawanie się w dyskusje z mieszkańcami Pustki zwykle kończyło się wielkim nieszczęściem.
Postanowiła zaryzykować.
— Opowiedz o tej „umowie” — poprosiła, siląc się na obojętny ton.
— Chyba nie mówisz poważnie — żachnęła się oburzona Leliana, szeroko otworzywszy oczy. — Z dowódcy Dryden nic już nie zostało. Jest opętana.
— Twoje pisklę powinno znać swoje miejsce w szeregu — warknęła Sophia. — Łagodny, uległy, spokojny — dodała ciszej, bardziej nieuchwytnym głosem.
Ellen popatrzyła na Lelianę karcąco. Zanim zwróciła spojrzenie na demona, zerknęła jeszcze na Alistaira – Strażnik wydawał się zupełnie spokojny, jakby nie przejęła go nieoczkiwana decyzja przyjaciółki. Dziewczyna ze zdumieniem pomyślała, że może zwyczajnie jej zaufał. Znał ją przecież, musiał wiedzieć, że nie poszłaby na współpracę z demonem.
— Ta tutaj odpowie na wasze pytania — zapewniła Sophia. — Ta tutaj jest uwięziona na Szczycie Wojownika. Ta tutaj widziała w pamięci Sophii Dryden tyle ciekawych miejsc – ta tutaj chciałaby obejrzeć świat na własne oczy — westchnęła, zwracając się twarzą do wiszącego na ścianie krajobrazu. — Aby tę tutaj uwolnić, do starej wieży maga pójść musicie i dzieła zniszczenia dokonać. W zamian ta tutaj załata Zasłonę. Nie będzie demonów, wrogów nie będzie. — Obróciła się do milczącej drużyny. — Wasz Szczyt stanie się bezpieczny. Pozwólcie tylko tej tutaj wyjść na świat.
— Qun nie pozostawia wątpliwości, gdy chodzi o demony — wtrącił Sten, w jego głosie pobrzmiewał gniew. — Należy je niszczyć szybko i skutecznie. Dość gadania.
— Współpracuj z tą tutaj, wojowniku, a pokrzyżujesz plany wielu tej tutaj podobnym — zamruczała Sophia, zwróciwszy spojrzenie na qunari.
Ellen potrząsnęła głową i chwyciła ramię Leviego, przyciągając go bliżej siebie.
— Przychodzę w imieniu Leviego — stwierdziła. — Opowiedz nam o Sophii Dryden.
— Ta tutaj wie wszystko, ale powie dopiero, gdy wieża zostanie zniszczona — postanowiła demonica i wzruszyła ramionami ze chrzęstem poruszanej zbroi.
Strażniczka zmarszczyła nos, niezadowolona z odpowiedzi. Liczyła, że natrafili na bardziej naiwną istotę, która zdecyduje się zdradzić trochę tajemnic, zanim się jej pozbędą. Nie tym razem, niestety. Nie zawsze mogło iść z górki.
— Dziwi mnie, że ta przestaje z demonami — odezwała się Shale.
Golem raczej niewiele interesował się rozgrywającymi się wokół wydarzeniami – przede wszystkim pochłaniała go walka, a delikatne kwestie magii, Strażników czy całej reszty nie zaprzątały jego myśli. Ellen czasami zazdrościła towarzyszce tego podejścia.
— Czyż nie są one złem wcielonym? — podsunęła jeszcze Shale.
— Ludzie bywają dużo gorsi od tej tutaj i jej podobnych, golemie — żachnęła się demonica. — Zawarta z nią umowa mogłaby posunąć naprzód twoją sprawę.
Strażniczka, zirytowana tymi ciągłymi próbami przekupstwa, pchnęła Leviego w pierś, by cofnął się między jej towarzyszy. Wykrzywiła usta, spoglądając na Sophię Dryden – czy raczej jej gadatliwe oraz ruchliwe zwłoki.
— Nie ma mowy, żebym zawarła z tobą jakąkolwiek umowę — stwierdziła, kończąc tę bezsensowną – oraz bezowocną – przepychankę.
Demonica zawyła w furii, jej zamglone oczy niespodziewanie rozbłysły, zupełnie jakby ujrzały świat ukryty za zasłoną. Jakby zajrzała do samej Pustki.
— Jesteś więc głupia! — wrzasnęła.
Sophia natarła na nich z zaskakującą szybkością, Ellen ledwie zdążyła uskoczyć przed silnym ciosem dwuręcznego miecza. W gabinecie nie było zbyt wiele miejsca, a ich zebrała się spora grupa – demonica mogłaby skosić ich ostrzem niczym zboże. Musieli jak najszybciej umożliwić Alistairowi oraz czarodziejkom interwencję.
— Pod ścianę! — pisnęła spłoszona Ellen, jednocześnie musząc kucnąć, gdy broń ponownie świsnęła na wysokości jej szyi.
Wojownicy wykonali polecenie, Sten pociągnął za sobą także oszołomionego Leviego, którego chaos walki za każdym razem dezorientował. Strażniczkę ocalił Zevran, chwyciwszy ją pod ramiona i szarpnąwszy za biurko, dzięki czemu miecz Sophii zazgrzytał na posadzce, nie zbroi Ellen.
— Dzięki — sapnęła, wspinając się po jego ramieniu.
— Zawsze do usług — zapewnił z lekkim uśmiechem.
Alistair skoczył na demonicę, osłaniając się tarczą przed jej zajadłymi atakami. Jego błękitny miecz rozżarzył się mocniej, kiedy znalazł się bliżej przyszłej ofiary – Sophia zawarczała wściekła, odsuwając się od przeciwnika. W jej oczach zamigotał obłęd.
— Przydałaby się pomoc! — stęknął Strażnik, gdy dwuręczniak gruchnął na jego tarczę, wgniatając ją na obrzeżu.
— Morrigan, Wynne! — zawołała Ellen, dobywając własnej broni.
Czarodziejki skinęły głowami, nie patrząc na siebie – wiedźma zamknęła oczy, mrucząc zaklęcie, Wynne natomiast wyciągnęła dłonie do mocującego się z Sophią Strażnika.
— Co ci chodzi po głowie? — spytał Zevran, chwyciwszy łokieć Couslandki.
— Leliana, strzelaj! Tylko nie traf w nas! — postanowiła w międzyczasie dziewczyna, zanim przeniosła wzrok na elfa. — Odwrócenie uwagi.
— W porządku. Osłaniam cię.
Skinęła głową, uśmiechnęła się do niego, a potem ruszyła biegiem do biurka, które oddzielało ich od walczących. Z rozpędu wbiegła na blat, nie spuszczając wzroku z rozjuszonej Sophii. Odbiła się i runęła prosto na plecy demonicy, nie tyle pozbawiając ją równowagi, co dosłownie rzucając na posadzkę. Sama także poleciała w przód, przekoziołkowała i usiadła dopiero pod przeciwległą ścianą.
— To przestańcie się miotać! — warknęła zirytowana Leliana, która w ostatniej chwili powstrzymała się od wypuszczenia strzały mogącej przypadkiem ugodzić ruchliwą Strażniczkę.
— Nie ma sprawy! — stęknęła Ellen, zbierając się z ziemi.
Alistair rzucił za Strażniczką zmartwione spojrzenie i byłby przypłacił to życiem, gdyby natura nie odpowiedziała na zaklęcie Morrigan – spod kamieni wyrwały się potężne pędy, które oplotły się wokół kończyn biorącej zamach Sophii i szarpnęły ją ku wolnej ścianie. Demonica wrzasnęła wściekła, upuszczając miecz, którego nie mogła utrzymać w zdrętwiałej dłoni. Strażnik odetchnął, skinął wiedźmie głową w podzięce, po czym ruszył ku przeciwniczce.
— Głupcy! — zawyła Sophia.
Jej oczy raz jeszcze rozbłysły, podłoga zadrżała. Alistair przystanął, rozglądając się czujnie, nie zauważył jednak odrywających się od ściany sztyletów wiszących tam w formie ozdoby. Pozostali także nie zwrócili na to uwagi, póki krótkiej ciszy nie przerwał okrzyk Leliany:
— Uważaj!
Nie było czasu, by powiedzieć cokolwiek więcej, dlatego łuczniczka posłała w ramię demonicy pierwszą strzałę w nadziei, że to ją zniechęci. Broń jednak nie opadła, śmignęła do zdezorientowanego Strażnika. Alistair cofnął się pół kroku ułamki sekund przez przyjęciem ciosu, a wtedy sztylety znieruchomiały.
Przed młodzieńcem zamigotała świetlista bariera, w której zagłębiły się ostrza. Wynne zmarszczyła z wysiłkiem czoło, utrzymując osłonę jeszcze kilka chwil, póki Strażnik nie skoczył w bok. Dopiero wtedy pozwoliła zaklęciu się rozpłynąć; wypuściła wstrzymywane powietrze, przykładając dłoń do zroszonego potem czoła.
— Wynne? — spytała zaniepokojona Ellen.
Alistair natarł na unieruchomionego demona, którego nadal trzymała niczym w imadle Morrigan, i ciął świetlistym mieczem. Ostrze przeszło między płytami ciężkiej zbroi, zagłębiło się najpierw w brzuchu, a potem w gardle – Sophia zacharczała przeraźliwie, walcząc i z zaklęciem, i ze Strażnikiem, jednak jej wzrok coraz bardziej gasł. Leliana zasłoniła Leviemu oczy, zdjęta zmartwieniem, że mordowanie babki mogło nim wstrząsnąć.
Kiedy krew polała się na posadzkę, a ciało Sophii Dryden zwisło bezwładnie w uścisku pędów, niespodziewanie Wynne osunęła się nieprzytomna. Ellen krzyknęła cicho i opadła na kolana przy kobiecie. Ułożyła sobie jej głowę na udach, tocząc po towarzyszach zaniepokojonym spojrzeniem. Alistair szturchnął ostrzem zwłoki demonicy, obejrzał się przez ramię i czym prędzej dołączył do przyjaciółki, w równym stopniu zaniepokojony stanem czarodziejki.
— Co jej jest? — spytał cicho Levi, ledwie Leliana odsłoniła mu świat.
— Morrigan? — zwróciła się do wiedźmy Ellen, zagryzłszy wargę.
Kobieta przyklękła obok czarodziejki i przyłożyła dłoń do jej klatki piersiowej. Przez kilka chwil milczała, zachowując kamienną twarz, aż wreszcie odsunęła się, przenosząc wzrok na Ellen. Strażniczka pochyliła się do wiedźmy, zniecierpliwiona oczekiwaniem.
— Nic jej nie jest, żyje. Ale walka bardzo ją osłabiła — wydała wyrok Morrigan.
Ellen odetchnęła, rozluźniając mięśnie. Mimowolnie wsparła się na siedzącym obok Alistairze, na co Strażnik spojrzał na nią zaskoczony. Zaraz jednak odwrócił wzrok.
— To dobrze. Bardzo dobrze — mruknęła. — Niech odpocznie. W tamtych sypialniach, które znaleźliśmy — postanowiła.
— Nie możemy zostawić jej samej — żachnęła się Leliana.
Couslandka od razu przyznała przyjaciółce rację, kiwając głową. Popatrzyła po zebranych z uwagą, nie chcąc żadnego z nich zmuszać do opuszczenia drużyny. Nawet nie zauważyła kręcącego się przy biurku Zevrana.
— Któreś z was mogłoby…? — zaczęła nieśmiało.
— Ja zostanę — zdecydował Sten. — Pozostała wam jeszcze wieża maga do sprawdzenia, prawda? Nie powinniście zatem rezygnować z wiedźmy.
— Nawet nie zamierzałam zostawać — prychnęła Morrigan, krzyżując ręce na piersiach.
— Dziękuję, Stenie. Naprawdę — wychrypiała z ulgą Ellen.
— Ja ją zaniosę — wtrąciła Shale. — I też mogę popilnować. Cała ta magia zupełnie mnie nie bawi, nienawidzę magów.
Strażniczka skinęła głową i pozwoliła golemowi podnieść Wynne. Kobieta nagle wydała się zaskakująco drobna w ramionach kamiennej statuy, prawie jak dziecko. Gdy Ellen wydała pozwolenie, w towarzystwie Stena ruszyła do drzwi. Dziewczyna nie oderwała wzroku od ich pleców, aż nie zniknęli z pola widzenia.
— Spójrzcie, co mam — odezwał się niespodziewanie Zevran. — Niewiele jest czytelne…
Ellen dźwignęła się z klęczek, spojrzała na podnoszącego się Alistaira, po czym oboje zbliżyli się do pochylonego nad blatem elfa. Skrytobójca od razu się cofnął, robiąc miejsce dla Strażników. Pozostali otoczyli mebel półokręgiem, czekając na wieści. Najbardziej podekscytowany zdawał się Levi, który prawie nie mógł ustać spokojnie w miejscu.
— To wygląda na dziennik — mruknęła Ellen.
— 21 Eluviesta: Stało się — zaczął czytać Alistair, przechyliwszy trzymane woluminy w swoją stronę. — Szlachta opowiedziała się po stronie Arlanda – smarkacza, który nauczył się chodzić w wieku pięciu lat, Arlanda, którego dwa lata temu jeszcze odciągano od cycka mamki. Przynajmniej tak mówią. Zdaniem… — urwał, nie mogąc rozczytać.
— …teyrnów i arlów jest on łatwowiernym prostakiem, lecz w jego wzroku dostrzegłam coś przerażającego — dokończyła za niego Ellen, uśmiechnąwszy się do przyjaciela.
— 10 Moriolis — podjął Strażnik. — Obserwowałam uroczystość letniego przesilenia zamknięta wysoko w Forcie Drakon. Regent oskarża mnie o zdradę, lecz jedyną moją winą jest wierność swej ojczyźnie i sercu. Pierścień z rubinem rozwiązał strażnikowi język i dowiedziałam się, że bannowie walczą o złagodzenie wyroku. Modlę się za ich powodzenie, lecz obawiam się, że czeka mnie szafot — zakończył, marszcząc czoło.
— Brzmi jak dziennik samej Sophii — zauważył Zevran, wskazując wyblakły tekst.
Ellen skinęła głową, przewracając stronę.
— 2 Ferventis — zaczęła, znalazłszy następny czytelny wpis. — Wywar był niczym płynny ogień, lecz przeżyłam. Opłakujcie mnie, przeżyłam bowiem. Gdyby tylko zabili mnie od razu. Powinnam była umrzeć jako dama, największa z Drydenów, a nie żyć i stać się tym potwornym niczym! — urwała, blednąc.
Wymieniła spojrzenie z Alistairem, domyśliwszy się, o co chodziło w tym wpisie. Ze wstydem pomyślała, że sama także nie chciała oferowanej przez Straż szansy. Wolała umrzeć. Czuła się martwa. Jeszcze chwilę wpatrywała się w oczy przyjaciela, po czym spuściła głowę. W milczeniu położył jej dłoń na ramieniu, jakby zrozumiał, jakie myśli ją ogarnęły.
— Jaki wywar? — zastanowił się na głos Levi.
— Nie jest napisane — skwitowała zimno Morrigan, tym samym wyręczając Strażników od mętnego tłumaczenia.
W końcu nie mogli dopuścić, by tajemnica Dołączenia wyszła na jaw.
— 19 Matrinalis — powrócił do czytania Alistair, nie puszczając ramienia Ellen. — Dość tego. Nie będę dłużej tracić czasu na to żałosne babskie biadolenie. Śmierć przychodzi łatwo, lecz los postanowił mnie zachować, a ja wykorzystam tę szansę. Szara Straż stanowi armię, a stary komendant jest słaby – to już cień człowieka. Poderwę Strażników do walki, a Arland pożałuje dnia, w którym mnie oszczędził — dokończył, przejrzał następne strony, ale nic już nie było czytelne. — Wygląda na to, że twoja babka była zasadniczą kobietą — skomentował z przekąsem.
Levi wzruszył ramionami.
— Robiła, co musiała — mruknął trochę urażony.
— My też powinniśmy — zauważyła Ellen, odkładając dziennik na miejsce, w którym wcześniej leżał. — Chodźmy do tej cholernej wieży.

Za ostatnimi drzwiami, które pozostały do sprawdzenia, czekał most. Oblodzony, ośnieżony most zawieszony nad ostrymi niczym brzytwy skałami, wśród zamieci, zimna oraz pustki. Ellen, ledwie stanęła w progu, znieruchomiała. Potoczyła dokoła przestraszonym spojrzeniem, poważnie rozważywszy zrezygnowanie z przeprawy. Po drugiej stronie widziała majaczące wśród zasp kontury poszukiwanej wieży.
— Uwaga, jest bardzo ślisko! — zawołała Leliana, przekrzykując świst wiatru, i ruszyła przodem.
Ellen wzdrygnęła się, pozwalając się minąć pozostałym towarzyszom.
— Jest bardzo wysoko — poprawiła przyjaciółkę, wymamrotała przekleństwo, po czym podreptała na sztywnych nogach.
Wbiła wzrok w cel szaleńczej wędrówki – słabo widoczne w zamieci drzwi. Próbowała nie myśleć o tym, ile metrów nad ziemią się znajdowała oraz co by się stało z jej ciałem, gdyby się poślizgnęła i runęła w przepaść. Nikt inny najwidoczniej nie borykał się z tym problemem, bo wszyscy szli raźno, ale rozważnie. Ellen miała wrażenie, że usiądzie i się rozpłacze.
Nikt nie zauważył jej rozterek, a Strażniczka zdołała dotrzeć na drugą stronę bez żadnego uszczerbku na zdrowiu – przynajmniej fizycznym. Z ulgą wślizgnęła się przez otwarte drzwi do osłoniętego hallu i odetchnęła głęboko, na moment opuszczając ramionami. Nawet nie chciała myśleć o tym, że będzie musiała wrócić tą samą drogą, kiedy już przeszukają budynek. Co za podły, podły los!
— Chodźmy — mruknęła niewyraźnym głosem i tym razem to ona poszła przodem, jeszcze przez kilka chwil wspierając się dłonią na chłodnych, ale stabilnych ścianach.
Z ponurego, właściwie pustego pomieszczenia przeszli do większej sali, w której pod jedną ze ścian stał stół. Blat pokrywały plamy krwi, poustawiano na nim mnóstwo najróżniejszych fiolek, a wśród nich leżały porzucone notatki. Ellen w pierwszej chwili chciała się zbliżyć do mebla, ale coś ją tknęło – przeniosła wzrok na Morrigan i dopiero gdy wiedźma skinęła głową, podeszła. Ujęła pożółkłe kartki i przebiegła treść spojrzeniem.
— Alistairze — odezwała się zaniepokojona.
Kiedy Strażnik stanął przy niej, podzieliła się z nim zapiskami. W zgodnym milczeniu zaczęli czytać wyblakły tekst.
Skażenie pozwala nam wyczuwać pomioty. Im dłużej przeżyjemy mimo skażonej krwi, tym bardziej przybiera ono na sile. Niestety spaczenie to w końcu weźmie górę nad Strażnikiem; z biegiem lat pożerając ciało i umysł, nie pozostawiając niczego. A gdyby rozwój skażenia dało się zatrzymać lub w jakiś sposób ograniczyć? Gdyby Strażnik mógł nabrać większej mocy, która by go przy tym nie zabiła? Jak wielka byłaby to moc? Czy wystarczyłaby do powstrzymania demonów?
Rytuał Dołączenia jest bardzo prymitywny. Bierzemy w siebie krew pomiotów w najbardziej oczywisty sposób. Większość rekrutów ginie na miejscu z powodu skażenia; w końcu ta krew jest trucizną. Na pewno istnieje jakiś sposób na ulepszenie Dołączenia, na wyizolowanie prawdziwej mocy krwi pomiotów i oddzielenie jej od zła, które nas zabija.
Czuję, jak skażenie zaczyna pochłaniać moje ciało. Nie mogę mu się poddać. Mam zbyt wiele do zrobienia. Dzięki swej magii zdołałem spowolnić jego nieuchronny rozwój, lecz nie całkowicie. Zaczynam słyszeć różne rzeczy, nawet na jawie: głos, piękniejszy od wszystkich innych, wzywający mnie z głębi. W swoich snach widuję Czarne Miasto, które mnie przyciąga. W nim coś jest, odpowiedź na pytanie, czym jest skażenie, które dzielimy z pomiotami…
Strażnicy wymienili zaniepokojone spojrzenia, skończywszy czytać. Ellen dostrzegła w oczach Alistaira odbicie własnych uczuć – przestraszyła się tego, czego się dowiedziała. Ogrom tajemnicy, tajemnicy pełnej grozy, którą zawierały te notatki, był przytłaczający. Zupełnie jakby myślała, że stała obok kałuży, a kiedy się odwróciła, popatrzyła na bezkresny ocean. Do czego dążył tutejszy mag? I co osiągnął? Nagle Ellen uzmysłowiła sobie, że w jego przemyśleniach czaiło się dużo racji.
Pytanie brzmiało, czy powinno się ruszać tę sferę tajemnicy. Czy nie lepiej byłoby zostawić Szarą Straż taką, jaką była?
— Co to jest? — zainteresował się Zevran, czym wyrwał Strażników z zadumy.
Alistair zabrał notatki poza zasięg rąk elfa. Żadne z nich nie mogło pozwolić, by ktoś postronny dowiedział się czegoś o Dołączeniu, o którym było tu dość sporo.
— Nic dla ciebie — burknął Strażnik, chowając kartki.
— Tam też coś jest — mruknęła Morrigan, zwracając wzrok na leżącą w kącie porzuconą księgę, która wyglądała na całą.
Ellen od razu do niej podeszła i przyklękła na jedno kolano.
— Kolejne zapiski — poinformowała, przesunąwszy palcami po żółtych stronach.
— Przeczytasz? — spytał Alistair, odwróciwszy się plecami do zaglądającego mu do torby Zevrana.
Elf wywrócił oczami.
— Dzień 32. Obiekt nie reaguje na jakiekolwiek bodźce. Sprawdzanie progu bólu nie dało żadnych rezultatów. Pozostały tylko trzy obiekty. — Zmarszczyła czoło. — Dzień 82. Gdyby tylko udało mi się powtórzyć niezwykły sukces z poprzedniej nocy. Energia elektryczna to wyłącznie katalizator. Kluczowe znaczenie ma krew. Dzień 97. Energia i krew. Kolejne przypadki ich stosowania zaowocowały duplikacją rezultatów. Przypuszczam, że sukces osiągnąć można za pomocą metod alchemicznych. Nie ma już jednak więcej obiektów. Gdyby tylko udało mi się zdobyć jeszcze jeden. Albo tuzin. Jakich wspaniałych rzeczy mógłbym dokonać — zakończyła mniej pewnym głosem.
— Mag krwi. Prawdopodobnie Avernus — mruknął Alistair, przerywając ciszę.
— Szaleniec! — parsknęła oburzona Leliana. — On eksperymentował na żywych, prawda?
— Co więcej, na ludziach — uściśliła Morrigan. — Krew zwierzęcia jest bezużyteczna.
— Dobrze dla zwierząt — skwitowała ponuro Ellen, odsunęła się od księgi i skierowała kroki do kolejnych zamkniętych drzwi.
Pchnęła zbutwiałe deski, wspięła się po kilkunastu stromych stopniach, po czym niespodziewanie znalazła się w olbrzymiej, wprost zapierającej dech w piersiach sali. Na samym jej końcu piętrzyło się otoczone balustradą podwyższenie, za którym widniały olbrzymie okna. Spod sklepienia zwisały łańcuchy oraz klatki, wszędzie walały się niepokojące przyrządy przypominające narzędzia do tortur. Ellen dostrzegła mnóstwo krwi zalegającej na posadzce, metaliczny odór uderzył w jej nozdrza, mieszając się ze smrodem zgnilizny. Zatkała usta ręką, czując ogarniające ją mdłości.
— Na Stwórcę, co to za miejsce? — jęknęła Leliana.
— Musiała być niezła zabawa — mruknął Zevran, przyglądając się zakrwawionym łańcuchom. — Ellen, ja też chcę zostać Strażnikiem.
— Nie ma sprawy, powiesimy cię pierwszego — burknął Alistair.
Powoli ruszyli w głąb sali, przyglądając się złowieszczym przedmiotom z niepokojem. Ellen nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, do czego to wszystko mogło służyć.
— Uwaga, coś jest nie tak z Zasłoną — ostrzegła niskim głosem Morrigan, kiedy znaleźli się bliżej podwyższenia.
Strażniczka zauważyła na nim coś w rodzaju ołtarza, trochę dalej kilka stołów zastawionych niezliczoną ilością fiolek, a także…
— Słyszę was… — rozległ się głos mężczyzny.
Znad jednego z blatów wyprostował się pochylony do tej pory nieznajomy, na tle wielkich okien sprawiający niemalże mistyczne wrażenie. Drużyna zgodnie stanęła, zaniepokojona widokiem kolejnej żywej osoby.
— Pozwólcie mi się skoncentrować — zażądał.
W półmroku rozpostarł ramiona, na co Morrigan natychmiast się napięła, przygotowując do interwencji. Trwało to kilka chwil, podczas których nikt nie śmiał się ruszyć, czekając na tragedię – ale ta nie nastąpiła. Nieznajomy opuścił ręce i odwrócił się do zebranych.
Obszedł ołtarz i zszedł kilkoma stopniami na poziom Strażników, ukazując łysą czaszkę, skórę pokrytą plamami, spierzchnięte usta. Tylko jego oczy, bystre oraz lśniące, wydawały się niemalże młodzieńcze, jakby w ciele starca zamknięto duszę chłopca. Jego duże, odstające uszy obwisły, dodając całej postaci komizmu.
— Nawet w tej chwili demony próbują uzupełnić swoje szeregi — poinformował, wiodąc wzrokiem po zebranych. — Czy to wam należy dziękować za to mile widziane, acz tymczasowe, zachwianie równowagi?
Ellen, przyglądając się rysom twarzy mężczyzny, zdała sobie sprawę, że gdzieś je już widziała. Otworzyła szeroko oczy.
— Szary Strażnik, mag? — wyrzuciła z siebie. — Ty jeszcze żyjesz?
Nie sądziła, że spotkają Avernusa. Z drugiej strony ostatnim, czego się spodziewała, był chodzący trup Sophii Dryden.
— Ledwo — skwitował mag. — Zostało mi bardzo mało czasu.
— Ostrożnie — rzuciła Leliana, w jej głosie pojawiła się ostra nuta. — Ten… człowiek zajmował się sprawami zakazanymi przez Stwórcę. Może i wygląda na słabeusza, ale ja mu nie ufam — stwierdziła.
— A więc Stwórca ci o tym powiedział, tak? — niespodziewanie naskoczył na łuczniczkę, wwierciwszy się w nią krytycznym spojrzeniem. — To ludzie, w swej krótkowzroczności, zakazali badań, które prowadzę, nie bóg. Dość tego — zirytował się i pokręcił głową. — Co tu robicie? Co zamierzacie?
— Przybywamy, aby odzyskać bazę Szarej Straży — poinformowała Ellen, machnąwszy ręką na oburzoną Lelianę.
— Godny podziwu cel — przyznał Avernus. — Ale aby go osiągnąć, demony muszą zostać od nas na zawsze odcięte.
Strażniczka zerknęła na stojącego obok Alistaira. Młodzieniec, oderwawszy przeszywające spojrzenie od starego maga, skinął głową. Uśmiechnęła się do niego w podzięce, miło zaskoczona porozumieniem, jakie między nimi powstało.
— Chcę poznać odpowiedzi na kilka pytań — zwróciła się do Avernusa.
— Zastanawiam się, o co może chodzić — mruknął z westchnieniem. — Pytaj.
Ellen otworzyła usta, ale natychmiast zorientowała się, że nie miała żadnego pomysłu. Bezradna przyciągnęła do siebie skulonego wśród jej towarzyszy kupca.
— Sprowadził nas tutaj prawnuk Sophii. Levi, mów — ponagliła mężczyznę.
Nieszczęsny Levi przełknął ślinę, przenosząc wzrok na zainteresowanego Avernusa.
— Panie magu, moje rodowe nazwisko od ponad stul lat nic nie jest warte — zaczął drżącym głosem. — Czy masz jakieś dowody na to, że Sophia była bohaterką?
Avernus niespodziewanie się ożywił, patrząc na spłoszonego kupca.
— Chłopiec, który stawił czoło mgłom. A więc jednak wysłuchałeś mojego wołania. — Roześmiał się chrypliwie, nieco świszcząco. — Jesteś jednym z Drydenów? Wszechświat ma jednak poczucie humoru.
Strażniczka zmarszczyła czoło.
— Co masz na myśli? — spytała niepewnie.
— Był ledwie chłopcem, gdy zapuścił się w głębiny rozciągających się pod Szczytem tuneli. Serce miał czyste i pewien był swego — opowiedział, nieobecnie uśmiechnięty. — W snach dałem mu niezbędne klucze. Miał być moim wybawicielem.
— Po prostu odpowiedz na pytania Leviego — wtrącił nieco zirytowany Alistair.
— Twoja praprababka była najlepsza spośród nas — zwrócił się do kupca, zignorowawszy Strażnika. — Odważna, charyzmatyczna, zapalczywa. Bezgranicznie oddana sprawie. Mimo to przegraliśmy. — Westchnął ciężko. — Ale dowody? Nie ma żadnych dowodów.
Ellen dotknęła ramienia kupca.
— Przykro mi, Levi.
— Ja… miałem nadzieję — przyznał Levi, uśmiechając się smutno. — Ale dziękuję wam, Strażnicy.
— Opowiedz o tym, co się tutaj stało — poprosiła od razu Ellen, znów zwracając spojrzenie na cierpliwie czekającego Avernusa.
— Co by komu przyszło po opowieściach? Tyran Arland od dawna już nie żyje. Podobnie jak wszyscy spiskowcy biorący udział w przygotowaniach do rebelii. Ciało Sophii porusza się i mówi, ale i ona jest martwa. — Wzruszył ramionami.
— Król Arland był tyranem? — od razu podchwyciła Ellen.
— Rządził za pomocą strachu i trucizny — przyznał Avernus, kiwając głową. — W swej perfidii skłócił ze sobą całą szlachtę, która starła się w przerażającej bitwie. Uważaliśmy go za potwora. Zgromadziliśmy sprzymierzeńców i zorganizowaliśmy powstanie. Ale wraz z upływem czasu nasza porażka poszła w zapomnienie, prawda? — rzucił z goryczą. — Wtedy zdawało nam się, że to sprawa niecierpiąca zwłoki, tymczasem królestwo nadal istnieje.
— Co się stało z rebelią? — zainteresował się Alistair, zerknąwszy na równie zafascynowaną opowieścią Ellen.
— Zbyt wiele ust, które trzeba by zamknąć. Nawet magia nie da sobie z tym rady — mruknął, spuściwszy wzrok. — Tak więc spotkaliśmy się z teyrnem Couslandem. Z nim u swego boku mieliśmy szansę na zwycięstwo. Stało się jednak inaczej, wpadliśmy w zasadzkę zastawioną przez królewską gwardię. Dowodząca nami Sophia Dryden i ja ledwie uszliśmy z życiem — opowiedział jeszcze bardziej ponurym głosem.
— Couslandowie o mało co się nie zbuntowali? — zdumiała się Ellen. — To moja rodzina.
— Tak? — spytał równie zaskoczony Avernus. — Tamtego dnia utraciłaś wielu członków rodziny. Widziałem głowę teyrna na stole. Z jabłkiem w ustach.
Strażniczka wzdrygnęła się, odwracając wzrok. Najwyraźniej jej ród od wieków miał okrutnego pecha, jeśli chodzi o sojuszników oraz konflikty. Co wojna, wyżynano ich we własnej posiadłości. Co za podła ironia losu.
— Rzeźnicy Arlanda wymordowali dość Couslandów, by uczynić ród… podatnym na wpływy — dokończył oględnie Avernus.
Alistair dotknął ramienia Ellen w geście pocieszenia. Kiedy dziewczyna uśmiechnęła się blado, chcąc go uspokoić, przeniósł wzrok na maga.
— Musiałeś zdawać sobie sprawę z tego, że przyzwanie tak wielu demonów to czyn ryzykowny — stwierdził ze słabo ukrywanym wyrzutem.
— Być może — mruknął. — Ale chodziło o przetrwanie. To była dla nas ostatnia deska ratunku. Przez całe miesiące przygotowywałem kręgi przyzywania, badałem najmroczniejsze głębiny Pustki — opowiedział, a w jego głosie pojawił się zaskakujący entuzjazm. — Była to chwila triumfu demonicznej wiedzy. Dziesiątki demonów przyzwanych moimi rękoma. Ale, biorąc pod uwagę, ile było zmiennych, nie dało się uniknąć błędów w obliczeniach — skwitował, gasnąc. — A tak mało brakowało.
— To ty jesteś za to odpowiedzialny — rzuciła niespodziewanie Ellen, zacisnąwszy usta. — Pewnych rzeczy się po prostu nie robi.
Alistair poparł ją skinieniem głowy, dlatego dziewczyna wyprostowała się z większą śmiałością.
— Mocne słowa, tym bardziej, że padają z ust Strażniczki — mruknął Avernus, uciekając wzrokiem w bok. — Taki zmęczony, taki stary. Pozwólcie mi naprawić moje największe błędy. Pozwólcie mi oczyścić to miejsce — poprosił cicho. — A wtedy… przyjmę karę, jaką mi wymierzycie.
— Sophia Dryden wiedziała o demonach? — spytała Ellen, postanowiwszy nie odpowiadać na jego prośbę tak od razu.
— Wydała rozkaz — stwierdził, wzruszając ramionami. — Ale ja i tak przyzwałbym demony. Badania nad magią mogą być kontynuowane tylko pod kuratelą Strażników. To szansa na ponowne odkrycie zapomnianych tajemnic starożytnego Imperium Tevinter.
Couslandka od razu się skrzywiła. Wiedziała, że magistrowie z Imperium dopuszczali się przeraźliwych nadużyć z udziałem magii krwi, krzywdząc setki, a nawet tysiące niewinnych osób. To oni, wedle legendy, wtargnęli do Złotego Miasta, za co ukarał ich Stwórca. I to z powodu Imperium Tevinter powstał Zakon, który zajął się kontrolą magów.
— Pamiętasz chyba, jak to wszystko się skończyło? — wypowiedział na głos jej myśli Alistair. — Czarne Miasto? Mroczne pomioty?
— To wszystko kłamstwa, które Zakon rozpowszechnia, by podporządkować sobie magów — warknął wściekły Avernus. — By byli mu posłuszni.
— Skąd wiesz, że Zakon się myli? — spytała podejrzliwie Ellen.
— A skąd ty wiesz, że ma rację? — odparował natychmiast. — Jego wiara nakazuje wiele rzeczy grzecznie przełknąć, ofiarując w zamian niewielkie pocieszenie.
Za plecami Strażników rozległo się pełne kpiny prychnięcie z pewnością należące do Leliany. Łuczniczka jednak nie podjęła dyskusji, potulnie zachowując milczenie zgodnie z prośbą Couslandki.
— Jak przetrwałeś te wszystkie lata? — zainteresowała się jeszcze Ellen.
— Zakon postępuje głupio, zakazując korzystania z magii krwi – jest tyle tajemnic do odkrycia — westchnął Avernus. — Moje ciało zaczęło się rozkładać, ale znalazłem sposób, by ten rozkład spowolnić. Wszystko ma jednak swoje granice.
— Jaki jest cel twoich eksperymentów? — dodał Alistair, skrzywiwszy się na wzmiankę o rozkładzie.
— Powstrzymać demoniczną falę — odparł precyzyjnie. — Naprawić błędy przeszłości. Źródłem magii krwi są demony. Potrafiły przeciwstawić się wszystkiemu, co przeciw nim rzucałem. Jednakże zaraza mrocznych pomiotów to dla nich rzecz nieznana. Moc, której nie potrafią pokonać.
Ellen wymieniła spojrzenie z przyjacielem, czując ucisk w brzuchu.
— Co to za moc? — spytała cicho, przypomniawszy sobie notatki schowane przez Alistaira.
— Strażnicy używają jej do wykrywania mrocznych pomiotów. Taki banał — parsknął z kpiną. — Moje badania ujawniły dużo więcej. Ta wiedza mogłaby nie tylko ocalić Szczyt Wojownika – dzięki niej Strażnicy mogliby stać się jeszcze potężniejsi!
Dziewczyna miała wrażenie, że fascynacja, która ją ogarnęła, była niepoprawna, a nawet niezdrowa. Przez chwilę wahała się, czy się do niej przyznać przed pozostałymi, uznała jednak, że nie powinna aż tak przejmować się tym, co o niej pomyślą. Zresztą jeszcze ich nie zawiodła, prawda?
— Możesz przekazać nam to, czego się dowiedziałeś? — spytała.
— Zapoznaliście się już z moimi badaniami — poinformował i zrobił znaczącą pauzę, pozwalając Strażnikom zrozumieć, co miał na myśli. — Ale z czasem, korzystając z odpowiednich materiałów, mógłbym dowiedzieć się dużo więcej.
Ellen otworzyła szeroko oczy – chodziło mu o obiekty do eksperymentów, prawda? Takie, o których pisał w księdze. A z czego mógłby korzystać w bazie ich bractwa?
— Tylko potwór poświęciłby innych Strażników — wycedziła, przerażona wizją torturowania towarzyszy broni.
— To było konieczne — skwitował Avernus. — Niezbędne. Kilka marnych lat, jakie mieli spędzić uwięzieni w tej wieży, było niczym wobec ostatecznego celu. Nadałem sens ich śmierci — dodał z drobną irytacją. — Moja jedna prośba: jeśli kieruje wami pragnienie sprawiedliwości lub zemsty, wstrzymajcie się do czasu, aż załatwimy sprawę demonów.
Strażniczka westchnęła, patrząc chmurnie na starego maga. Czuła do niego obrzydzenie, ale drobna cząstka jej zgadzała się z równie drobną cząstką jego przemyśleń. Chciała go zabić i jednocześnie chciała, by odkrył więcej tajemnic ich bractwa. Westchnęła, wiedząc, że wszyscy oczekiwali decyzji.
— Dopóki ostatni demon nie padnie martwy, jesteśmy sprzymierzeńcami — poinformowała uroczyście.
— Na razie musi nam to wystarczyć. Musimy udać się do wielkiej sali. Tam naprawię szkody, które tak dawno temu wyrządziłem. — Wyminął ich, ruszając do drzwi. — Będzie niebezpiecznie. Zaatakują nas demony. Chodźmy.
— Od razu sprawdzimy, co u pozostałych — mruknęła Ellen.
Machnęła ręką na towarzyszy, kierując się śladem zaskakująco energicznego Avernusa. Kiedy jednak uzmysłowiła sobie, że na zewnątrz czekał na nią zdradliwy most wysoko nad ziemią, aż jęknęła cicho. To był cholernie ciężki dzień, bez dwóch zdań.

1 komentarz:

  1. Heh... Taka leniwa. A potem zapomniała. Ale czytałam rozdział gdy tylko się pojawił! Według moich obliczeń kolejny w niedzielę... więc w niedzielę się zjawię. I może nawet coś mądrego napiszę xd

    OdpowiedzUsuń