niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 1.85 - Odkupienie win



— Jak sądzisz, jakie są szanse na sukces, qunari? — odezwała się Shale, przerywając zalegającą w komnacie ciszę.
Siedzący nieopodal nieprzytomnej Wynne Sten zwrócił spojrzenie na golema. Chwilę temu złożyli czarodziejkę na jednej z prycz i okryli starym kocem, by zachowała choć trochę ciepła. Teraz we troje oczekiwali na powrót reszty grupy z wieży maga.
— Dla Szarej Strażniczki? — upewnił się. — Prawie żadne.
— Więc dlaczego za tą podążasz? — zdumiała się, zwracając głowę ku spokojnemu olbrzymowi. — Ja nie ryzykuję śmiercią, ale ten owszem.
— Moje zadanie nie różni się od tego Szarej Strażniczki — westchnął, splatając ze sobą dłonie. — Muszę obserwować to aż do końca.
— Wolałby stracić życie, niż się poddać? — odgadła, w swoim tonie zawierając nutę niedowierzania.
— Dokładnie. Jest honor w byciu uwikłanym w taką misję, bez względu na szanse jej powodzenia — wyjaśnił, kiwając w zadumie głową.
— Honor to ciekawa rzecz — mruknęła Shale. — O wiele lepiej być praktycznym.
— Jaki pożytek z praktyczności, kiedy wiedzie do tchórzostwa i pustki? Lepiej jest umrzeć dobrze, niż żyć — żachnął się Sten, zachował jednak typowy dla siebie spokój.
— Ach, eee… ciekawa teoria — wydusił wreszcie golem.
— Istnieje wartość w twoim życiu, Shale — westchnął, zwracając spojrzenie na kamienną towarzyszkę. — Istnieje wartość, ale tylko, jeśli to życie wykorzystujesz.
Golem przechylił głowę, jakby zastanawiał się nad słowami olbrzyma, ale nie odpowiedział. Po chwili zza zamkniętych drzwi dobiegło ich przeraźliwe, mrożące krew w żyłach zawodzenie – oboje popatrzyli w stronę wejścia, jednak nawet nie drgnęli. Samotna walka z odradzającymi się po porażce demonami byłaby najzwyklejszą w świecie głupotą. Lepiej nie zwracać na siebie zbytniej uwagi, czekając na pozostałych.
Trudno orzec, jak długo tak siedzieli w milczeniu, wsłuchując się w odgłosy wydawane nie tylko przez starą budowlę, ale także przez zamieszkujące ją istoty. Ani Sten, ani Shale nie sprawiali wrażenia zaniepokojonych. Leżąca na pryczy nieruchoma czarodziejka dodawała scenie posągowości, jakby cała trójka została zatrzymana w czasie. Tylko Sten od czasu do czasu mrugał, zaburzając doskonały bezruch.
Wreszcie Wynne drgnęła, stęknęła głucho i spróbowała usiąść. Qunari zwrócił na kobietę spojrzenie, pilnując, by nie zrobiła niczego pochopnego. Nie odwodził jej jednak od dźwignięcia się z posłania. Staruszka pochyliła się nad posadzką, jakby odczuwała nudności, złapała głęboki wdech, po czym rozmasowała skronie.
— Na oddech Stwórcy, moja głowa — mruknęła niezadowolona.
Ani Shale, ani Sten nie odpowiedzieli. Wynne w końcu zorientowała się, że dokoła panowała niecodzienna cisza – przywykła już, że w tej barwnej grupie niemal zawsze ktoś z kimś rozmawiał, dlatego to odkrycie nieco ją zaniepokoiło. Uniosła wzrok, sunąc nim po swoich aktualnych towarzyszach.
— Co się stało? Gdzie inni? — spytała przestraszona.
— Ta zemdlała — poinformowała Shale. — Reszta poszła.
— Słucham? — zdumiała się czarodziejka.
— Strażnicy wraz z pozostałymi udali się do wieży maga — rozwinął wyjaśnienia golema Sten. — My zgodziliśmy się z tobą zostać.
— Dziękuję. — Wynne uśmiechnęła się blado, opuszczając nogi na posadzkę. — To bardzo miło z waszej strony. Dawno temu poszli? — zainteresowała się spokojniej.
Sten kiwnął powoli głową.
— Dość dawno. Powinni niedługo wracać — zawyrokował.
— Albo nie. Jeśli zginęli — zauważyła trzeźwo Shale.
Wynne popatrzyła na golema przestraszona, szybko jednak przypomniała sobie, że kamienna towarzyszka miała makabryczne poczucie humoru. Skinęła głową i potarła ramiona, czując panujący w twierdzy ziąb. Poważnie zaczęła żałować, że nikt nie pomyślał o zabraniu ze sobą zużytych już – ale wciąż trzymających ciepło! – płaszczy zakupionych w Azylu. Przeniosła wzrok na niewzruszonego Stena, marszcząc czoło.
— Nie jest ci chłodno, Stenie? — zagadnęła zmartwiona.
— Chłodno? — zdumiał się. — Nie znam tego słowa.
Czarodziejka westchnęła, zastanawiając się, jak wytłumaczyć tę kwestię nieobytemu z językiem qunari.
— Tam, skąd pochodzisz, jest o wiele cieplej, prawda? Nie czujesz zimna? — mruknęła, wpatrując się w olbrzyma.
— Przypuszczam — odparł bez przekonania, prawie na odczepnego.
— Nie sądzę, byśmy znaleźli kolejny płaszcz w twoim rozmiarze, czyż nie? — westchnęła zatroskana i wsparła brodę na dłoni. — Hmm…
— Co? — spytał Sten, widząc, że Wynne zawiesiła na nim zamyślone spojrzenie.
— Nic. Nic, nie przejmuj się mną. — Machnęła ręką. — Skąd ja teraz wezmę motek dobrej włóczki… — zastanowiła się na głos, mrużąc oczy.
Sten jeszcze chwilę przyglądał się kobiecie, szybko jednak doszedł do wniosku, że było to bezsensowne, dlatego zwrócił spojrzenie z powrotem na drzwi. W komnacie znowu zapadła cisza od czasu do czasu przerywana mamrotaniem niezadowolonej czarodziejki. Ani qunari, ani golem nie zwracali na nią uwagi.
Wreszcie przejście stanęło otworem, a w progu pojawiła się Ellen. Strażniczka obrzuciła opuszczonych towarzyszy uważnym wzrokiem, nie kryjąc niepokoju. Na widok przytomnej Wynne, odetchnęła z ulgą.
— Nic ci nie jest, to dobrze — mruknęła, uśmiechając się.
Czarodziejka skinęła głową.
— I wzajemnie. Coś odkryliście w wieży maga? — zainteresowała się, dźwigając się z pryczy przy pomocy swojego ciężkiego kostura, którego użyła niczym laski.
Couslandka wyraźnie się zmieszała. Wydęła usta, marszcząc czoło, po czym przesunęła się w bok, odsłaniając stojących za jej plecami towarzyszy. Wśród nich Wynne dostrzegła nieznajomego, niezwykle starego mężczyznę. Uniosła wysoko brwi, nie bardzo wiedząc, co powinna o tym myśleć.
— To Avernus — przedstawiła go Ellen. — A my idziemy walczyć z demonami. Możemy załatać Zasłonę — wyjaśniła dodatkowo.
Sten podniósł się z miejsca, w milczeniu zgłaszając gotowość do potyczki. Shale od razu ruszyła do Strażniczki, znudzona bezczynnym tkwieniem w zamkniętej komnacie.
— W takim razie do dzieła — zdecydowała Wynne.
— Jesteś pewna? — spytała od razu Ellen, zanim czarodziejka podeszła do grupy. — Byłaś bardzo słaba.
Staruszka posłała Strażniczce miażdżące spojrzenie, pod ostrzałem którego nieszczęsna liderka grupy aż się skuliła.
— Oczywiście, że jestem pewna. Wypoczęłam i nie zamierzam uciekać ani przed walką, ani przed odpowiedzialnością — poinformowała chłodniejszym głosem.
— Czy spory możecie załatwiać później? — rzucił zirytowany Avernus, przystanąwszy na szczycie schodów prowadzących do sali, w której rozerwano Zasłonę. — Demony z każdą chwilą nabierają siły.
— Jasne. W porządku. Chodźmy — wydukała Ellen i czym prędzej uciekła przed surowym wzrokiem Wynne, dołączając do wiekowego maga.
Alistair wymienił z Lelianą rozbawione uśmiechy, żadne jednak nie skomentowało. Doskonale wiedzieli, że czarodziejka potrafiłaby okiełznać niemalże każdego w drużynie, gdyby się dostatecznie postarała.
Całą grupą zbiegli ze schodów – pochód zamykała Shale, która, z racji swoich gabarytów, nie mogła się aż tak szybko poruszać. Wrócili do niecodziennego pomieszczenia, gdzie unosiła się dziwna, niepokojąca aura. Mimo poczucia zagrożenia nie pojawił się jednak żaden demon. Można by pomyśleć, że istoty zrezygnowały z walki, ale drużyna miała zbyt duże doświadczenie, żeby dać się zwieść.
— Musimy działać szybko — stwierdził Avernus, zatrzymując się wśród czterech kręgów przyzywania ziejących szklistą powierzchnią w podłodze. — Demony już rozszarpują wrota swymi pazurami. — Machnął w kierunku konstrukcji przypominającej stare, ciemne lustro. — Zasłona musi zostać załatana.
Ellen energicznie pokiwała głową i napięła mięśnie, rozglądając się w gotowości do działania. Szybko jednak dotarł do niej pewien drobny problem – nie wiedziała, co dalej. Opuściła ręce i spojrzała na Avernusa bezradna.
— Co mamy robić? — spytała, unosząc brwi.
— Odsłonię kręgi przyzywania, które tak dawno temu namalowałem. — Zatoczył łuk dłonią. — Mogą się pojawić fale duchów i demonów. Pozbądźcie się ich.
Strażniczka skinęła głową. Przeniosła wzrok na towarzyszy i uśmiechnęła się do nich, jednocześnie spoglądając po sali. Koniec końców przyjrzała się przestraszonemu Leviemu, który zupełnie nie pasował do aktualnych okoliczności.
— Dobrze. Leliano, ustaw się z tyłu — zdecydowała. — Levi, idź w inną część pomieszczenia, nie będziemy mieć czasu, żeby na ciebie uważać. Morrigan, Wynne, zostańcie na uboczu. Zevran, trzymajmy się razem. Pozostali – atakujcie, ale rozsądnie. Słuchamy Alistaira oraz naszych czarodziejek. — Uśmiechnęła się do Strażnika.
Młodzieniec skinął głową, dobywając miecza. Inni także rozeszli się na swoje stanowiska, przygotowując się do potyczki. Do Ellen dołączył Zevran, przypatrując się podchodzącemu do dziwnego lustra Avernusowi.
— A pomyśleć, że mamy powstrzymać Plagę — mruknął elf. — Tymczasem same demony włażą nam na głowę.
— Obie kwestie są równie istotne — odparła półgębkiem. — I jedno, i drugie potrafi dać się we znaki.
— Może powinniście pomyśleć nad zmianą nazwy bractwa? Stowarzyszenie Walki Ze Złem Wszelkim Oraz Ogólnym? — podsunął zgryźliwie.
Ellen posłała mu miażdżące spojrzenie.
— Zaczynam — ostrzegł w tym momencie Avernus, więc wszyscy się na nim skupili. — Najpierw muszę przyzwać magiczne energie.
Zapadła cisza. Strażniczka wpatrywała się w plecy skupionego maga, szukając jakichkolwiek oznak zagrożenia; od napięcia zaczęła nieznacznie drżeć. Wolałaby, żeby już ich zaatakowano, zamiast trzymać w takiej niepewności.
Rytuał przeciągał się, a jedynym, co uległo zmianie, były kłębiące się za lustrem ciemne obłoki mgły. Ellen wbiła w nie uważny wzrok, podejrzewając, że to stamtąd nadejdą zapowiadane fale demonów.
— Czuję je — sapnął Avernus, z zaskakującą szybkością wkraczając na pierwszy krąg przyzywania. — Nadchodzą! — zawołał, rozłożywszy gwałtownie ramiona.
Ziemia pod stopami wojowników zadrżała, zdradzając zbliżające się niebezpieczeństwo. Ellen przełknęła ślinę, bojąc się tego, co lada moment mogło w nich uderzyć. Nienawidziła walki z istotami Pustki, te natomiast uparcie ją dopadały w najmniej oczekiwanych chwilach.
Tym razem jednak z ziemi podniosły się już raz pozbawione życia trupy. Strażniczka aż odetchnęła z ulgi, widząc dobrze znanego wroga. Opętanych zwłok się nie bała, a – co więcej – walczyć z nimi mogli wszyscy. Machnęła ręką w stronę czarodziejek.
— Wynne, Morrigan, Alistairze, oszczędzajcie siły! — zawołała. — Reszta – do ataku!
Skoczyli na przeciwników z niezwykłą mocą, niemal zwalając najbliżej stojące trupy z nóg. Podczas gdy Ellen i Zevran skupili się na oddzielaniu głów od tułowi, dwuręczny miecz Stena kosił istoty, dosłownie je przepoławiając. Najlepiej ze wszystkich ewidentnie bawiła się Shale, która z niemałą przyjemnością chwytała człapiące ciężko zwłoki i roztrzaskiwała je o siebie nawzajem z nieprzyjemnym chrupnięciem miażdżonych kości. Powietrze od czasu do czasu przecinały strzały posłane przez Lelianę, ułatwiając wojownikom zadanie.
— Victus benfotus ai kaelee — rozległ się zwielokrotniony, dudniący głos Avernusa.
Ellen rozejrzała się, a widząc, że maga już nie było na tym samym kręgu przyzywania, tylko na znajdującym się naprzeciwko, na moment zamarła. Sten w tym czasie zabijał, z pomocą łuczniczki, ostatnie żywe trupy. Na krótką chwilę zapadła przejmująca cisza.
Niespodziewanie z półmroku wyłoniły się sylwetki dobrze znanych Strażniczce istot. Mimowolnie pisnęła, cofając się gwałtownie, podczas gdy do sali wtargnęły cienie. Ellen zająknęła się w przerażeniu, chcąc wydać rozkaz, ale głos odmówił jej posłuszeństwa.
— Cofnijcie się! — wyręczył ją Alistair. — Leliano, celuj w ślepia!
Zevran pociągnął za sobą skostniałą z przerażenia Couslandkę, podczas gdy na polu walki wymieniał ich skupiony Strażnik. Młodzieniec, wspomagany przez dwie czarodziejki, natarł na istoty, a jego lśniący błękitnym blaskiem miecz świsnął w powietrzu, spadając na pierwszego wroga.
Ellen z ulgą wsparła się na ścianie za sobą, łapiąc głębszy oddech. Miała wrażenie, że cienie ją obserwowały, chociaż widziała, że skupiły się tylko na Alistairze. Po skroni Strażnika stoczyła się strużka potu, zdradzając, jak dużym wysiłkiem była dla niego nawet krótka walka z tymi istotami. Couslandka zacisnęła dłonie w pięści i odszukała wzrokiem Leviego – mężczyzna kulił się za fragmentem połamanego blatu, trwożliwie spoglądając na potyczkę.
Powietrze aż trzasnęło od elektryzujących je zaklęć. Jednego z cieni oplotła wiązka błyskawicy, kolejny został zmiażdżony w uścisku złocistych obręczy, które powoli, ale nieubłaganie zamykały się na jego ciemnofioletowym odwłoku. Ellen obserwowała to przedstawienie błyszczącymi oczami, zachwycona widokiem magii.
— Bekon net sythan obresooth nelatep! — zakrzyknął Avernus, zwracając na siebie uwagę zdenerwowanej Strażniczki.
Znajdował się już na innym kręgu przyzywania, a jego ciało oplatały wiązki ciemnej, dziwnie wodnistej mocy. Ellen dopiero po chwili zorientowała się, że była to wirująca krew. Zdrętwiała, otwierając szeroko oczy.
Nie znalazła jednak czasu na rozmyślanie o tym. Ledwie cienie poległy, zostały zastąpione nowymi istotami. Tym razem ukazały się demony gniewu – kilka rozdarło Zasłonę jednocześnie, ruszając do zmęczonego Alistaira. Ich tułów, stworzony z wrzącej lawy, osmalał nawet lity kamień.
Ellen zacisnęła dłonie w pięści, bojąc się, że Strażnik nie wytrzyma kolejnej fali, w pojedynkę stawiając czoła potworom w zwarciu.
— Zabierz go stamtąd — warknęła niespodziewanie Morrigan. — Poradzimy sobie ze staruchą — dodała, widząc zaniepokojone spojrzenie Couslandki.
Wynne skrzywiła się, słysząc określenie, jakim została uraczona, ale nie zabrakło czasu na głupie dyskusje. Zamknęła oczy, skupiając się na pleceniu zaklęcia.
Dziewczynie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wyminęła Zevrana i skoczyła ku przyjacielowi, ledwie zwróciwszy uwagę na demony, które obróciły do niej podłużne łby. Przemknęła niczym błyskawica, schwyciła ramię Alistaira i, wykorzystując siłę rozpędu, porwała młodzieńca na pobliską ścianę, wyciągnąwszy go spomiędzy istot. Strażnik aż stęknął, kiedy gruchnął plecami o mur, a potem jęknął, bo Ellen do niego dobiła, nie zdążywszy wyhamować. Odsunęła się od przyjaciela, posłała mu uśmiech, po czym przeniosła wzrok na zdezorientowane demony gniewu.
Poczuła zbierający się w powietrzu chłód. Chwilę potem wokół stworów rozpętała się prawdziwa śnieżna burza, pełna lodowych odłamków, formułując się w coś na kształt tornada, które pochłonęło tylko demony. Kształty istoty zostały zniekształcone przez wirujący śnieg.
Strażniczka spojrzała na utrzymujące zaklęcie czarodziejki, widząc, jak wielkim wysiłkiem było dla nich zapanowanie nad żywiołem, nawet pomimo tego, że działały we dwie. Spoglądała to na Morrigan i Wynne, to na zamknięte w potrzasku demony. Avernus, ślepy oraz głuchy na walkę rozgrywającą się za jego plecami, dalej żonglował przywołaną magią.
W chwili, w której tornado opadło, ukazując puste pomieszczenie, jakby demonów nigdy tu nie było, mężczyzna po raz kolejny zmienił krąg przyzywania.
— Co się stało, zostało naprawione. Ceną była przelana krew! — ryknął zmienionym, o wiele głębszym głosem.
Ellen mimowolnie osłoniła się ramieniem, kiedy ciemne lustro roztrzaskało się na drobne kawałki. W zapadłej po potyczce ciszy rozległ się zgrzyt, posadzka zadrżała, a potem wybrzuszyła się dziwnie, pozbawiając równowagi zaniepokojonych wojowników. Strażniczka zachwiała się, znów wpadła na Alistaira, a potem oboje gruchnęli na ziemię, nie będąc w stanie ustać. Młodzieniec objął ją mocno, żeby przypadkiem wstrząsy ich nie rozdzieliły.
Po kilku chwilach kręgi przyzywania zniknęły. Na ich miejscu pojawił się taki sam kamień, jakim wyłożona była cała posadzka. Avernus opuścił uniesione ramiona, schylił głowę i, niczym na umówiony sygnał, w tym momencie zadrżała chyba cała twierdza. Ellen usłyszała zaniepokojony okrzyk Leliany, sama schowała twarz w ramieniu Alistaira, czując, jak powietrze dziwnie się naciąga.
I nagle wszystko minęło.
Couslandka odetchnęła głęboko, ogarnęła ją niespodziewana lekkość umysłu. Atmosfera w sali stała się niemalże przyjemna w porównaniu do ciężkiej aury, która panowała tu wcześniej. Roztrzaskane odłamki lustra wyparowały i nie został po nich nawet najmniejszy ślad. Tylko stojący na środku komnaty Avernus nie uległ żadnej zmianie.
— Już po wszystkim — odezwał się normalnym, ale bardzo zmęczonym głosem. — Zasłona jest teraz mocna. A przynajmniej mocniejsza niż wcześniej.
Drużyna pozbierała się z ziemi, na którą gruchnęli niemal wszyscy – poza Shale. Zbliżyli się do Avernusa chwiejnymi krokami, nawet Levi do nich dołączył, rozglądając się dokoła z oszołomieniem wypisanym na twarzy. Ellen uśmiechnęła się blado do kupca, zaraz zwracając spojrzenie na milczącego maga.
— Mówiłem, że poddam się osądowi, i tak się stanie — zapewnił, skłaniając głowę. — Czy mogę teraz w spokoju prowadzić swoje eksperymenty?
Strażniczka zawahała się. Powinna już przywyknąć, a mimo to stawianie ją w podobnych sytuacjach zawsze wprawiało ją w przerażenie. Nie umiała podejmować ważkich decyzji, za każdym razem wątpiła. Poszukała wzrokiem Alistaira, pamiętając, że to nie była tylko jej sprawa – chodziło w końcu o Szarego Strażnika, ich bractwo natomiast straciło komendanta. Nie zanosiło się na to, by szybko go odzyskało.
Młodzieniec uśmiechnął się ciepło, patrząc na nią. Bezgłośnie wymówił „ufam ci”, co wywołało w Ellen mieszane uczucia. Poczuła uderzające w policzki gorąco, jednocześnie zimny dreszcz na plecach. Czyli jednak wszystko na jej barkach – cała odpowiedzialność.
Przeniosła spojrzenie na cierpliwego Avernusa. Rozważania maga ją fascynowały, ale sposób, w jaki dążył do udowodnienia swych tez, obrzydzał.
— Musisz odkupić swe winy. Postaraj się pomóc Strażnikom — zdecydowała. — Ale działaj etycznie.
Avernus posłał jej pełne zaskoczenia spojrzenie – i prawdopodobnie nie tylko on. Dla niej jednak liczyło się tylko to, że, zerknąwszy na twarz Alistaira, nie dostrzegła dezaprobaty. Dopiero wtedy zdołała się rozluźnić.
— Tak uczynię. Poświęcę na to czas, który mi jeszcze pozostał. Mogą minąć całe miesiące lub nawet lata, nim moje badania wydadzą owoce — zastrzegł, uśmiechnąwszy się powściągliwie. — Gdy to w końcu nastąpi, poślę po was. Dziękuję ci, Strażniczko.
Ruszył, chcąc wyminąć grupę, Ellen jednak go zatrzymała.
— Avernusie, chcielibyśmy tu odpocząć. Miałbyś coś przeciwko temu? — zagadnęła.
Mag pokręcił głową, zwracając się przodem do dziewczyny.
— Oczywiście, że nie. Kiedy będziecie gotowi — posłał wymowne spojrzenie przestępującemu z nogi na nogę Leviemu — udajcie się schodami w górę. Zaczekam na was — obiecał.
Ellen skinęła głową. W milczeniu poczekali, aż mężczyzna oddalił się poza zasięg wzroku oraz słuchu, nim przenieśli spojrzenia na Leviego. Kupiec odruchowo skulił się pod ostrzałem tylu par oczu, zaraz jednak zapanował nad niepokojem.
— Udało się wam, Strażnicy — westchnął, uśmiechając się. — Szczyt Wojownika znów jest bezpieczny. — Rozłożył ramiona, jakby próbował objąć ogrom twierdzy. — Moim zdaniem ten stary pierdziel Avernus zasługuje na szubienicę, ale… ludzie gotowi są robić dziwne rzeczy, by pozostać przy życiu — mruknął krytycznie.
Couslandka nie zareagowała na komentarz, doskonale wiedząc, że nie tylko on w grupie mógł nie pochwalać jej decyzji.
— Jeśli będzie prowadził badania – bez ofiar, magii krwi i tak dalej – może osiągnie jakieś sensowne rezultaty — dodał pospiesznie Levi. — Nie udało się znaleźć dowodów, z których pomocą można by przywrócić mojej rodzinie dobre imię — poskarżył się smutnym głosem, zwieszając głowę.
Ellen zacisnęła usta. Znowu musiała pocieszać? Co za podły los!
— Co do twojej babki nie mam pewności, ale ty jesteś dobrym człowiekiem — zapewniła, uśmiechając się z zakłopotaniem.
Leliana zachichotała cicho, widząc skonsternowaną minę kupca.
— Cóż, eee… dzięki, Strażniczko — wykrztusił, drapiąc się po karku. — Tak długo skupiałem się wyłącznie na przeszłości. Tak długo szukałem odpowiedzi — zamruczał zgaszonym głosem. — Ale myślę, że lepiej by było, gdybym został w domu — zamilkł na chwilę. — Dość już tego, bo zaczynam się gubić. Masz teraz do swojej dyspozycji całą fortecę. A ja powinienem chyba wrócić do uprawiania swego fachu — zmienił temat, podpierając się pod boki.
— Dokąd się udasz? — zainteresowała się z czystej grzeczności.
— Być może Szczyt stanie się moją bazą. Tylu wokół bandytów, ale żaden nie odważył się tu zajrzeć. Dobre miejsce na składowanie towarów — zawyrokował, kiwając głową. — Wy, oczywiście, możecie u mnie liczyć na pokaźny rabat!
Ellen uśmiechnęła się z wdzięcznością i skinęła głową.
— Może zatem odpoczniesz razem z nami, zanim ruszymy we własne strony? — zaproponowała pogodnie.
— Kusząca propozycja — przyznał kupiec.
Kiedy skierowali się do schodów, chcąc opuścić komnatę, Morrigan na moment się zatrzymała. Ellen stanęła przy niej, zaniepokojona nieobecnym wyrazem twarzy wiedźmy.
— Bariera pomiędzy światami wytrzyma — zamruczała kobieta. — A rany z czasem się zabliźnią.
Couslandka uśmiechnęła się blado i dotknęła łokcia Morrigan, wyrywając ją z zamyślenia. Skinęła głową ku stopniom.
— Chodźmy lepiej. Co za dużo pracy, to niezdrowo — zaproponowała miękko.
Po chwili obie dołączyły do pozostałych, wspinając się do części sypialnianej dawnych Szarych Strażników.

Avernus wpuścił ich do najlepiej zachowanej komnaty, gdzie było dużo nadających się do użytku łóżek. Mag zapewnił, że mogli się czuć jak u siebie, w końcu należeli do Straży – albo Strażnikom towarzyszyli. Sam zdecydował się udać do swojej wieży i nikt go nie zatrzymywał. Ellen nie pałała do niego ani sympatią, ani nienawiścią, i podejrzewała, że podobny stosunek mieli pozostali.
Zgodnie z propozycją mężczyzny rozgościli się w komnacie. Pierwszym, co zrobili, było przebranie się w swobodniejsze ubrania, by dać odpocząć zmęczonym ciałom. Problemem jednak stała się kwestia kolacji – po przedyskutowaniu sprawy Wynne doszła do wniosku, że mogłaby spróbować Alistairowi pomóc w drodze wyjątku, jednak posiłek raczej nie będzie zbyt ciepły.
Ellen wzruszyła ramionami, inni nie zgłosili sprzeciwów i klamka zapadła. Strażniczka razem z łuczniczką ruszyła na rozeznanie po komnacie, znudzone oczekiwaniem na jedzenie. Wtedy też odkryły kufer – był zamknięty, ale Leliana szybko temu zaradziła. Po uchyleniu wieka okazało się, że w środku znajdowała się dobrze zachowana zbroja Szarej Straży. Couslandka aż się zachłysnęła ze zdumienia.
— Dasz wiarę? — zwróciła się do przyjaciółki. — Alistairze! — zawołała zaraz.
— Może znajdziemy coś na was! — zauważyła podekscytowana łuczniczka, wyciągając zawartość kufra na posadzkę.
— Na oddech Stwórcy, czy to…? — mruknął młodzieniec, widząc, co jego towarzyszki znalazły.
— Tak — odparła na jego niewypowiedziane pytanie Ellen. — To wygląda na twój rozmiar — dodała, wskazując jeden z pancerzy.
Kolejną godzinę spędzili na przeglądaniu znalezionego ekwipunku. Udało im się skompletować zbroje na nich oboje, co szczerze ucieszyło Couslandkę. Postanowiła, że oddadzą sprzęt do przeglądu Bodahnowi, kiedy tylko wrócą do obozowiska. Tymczasem Alistair powrócił do pilnowanej przez Wynne kolacji.
Ellen, kierowana nudą, postanowiła sprawdzić także pozamykane drzwi. Jedne prowadziły do sąsiedniej sypialni, drugie natomiast – do niewielkiej łazienki. Aż westchnęła z zachwytu na widok balii na wodę i czym prędzej zdecydowała. Poprosiła Stena o pomoc, wspólnie udali się na zewnątrz, by odszukać zamkową studnię.
Qunari wyglądał na zmęczonego, dlatego Strażniczka go nie zagadywała. Znaleźli kilka nadal całych wiader ukrytych w zdewastowanej zbrojowni, zabrali je, po czym opuścili twierdzę. Ellen zaskoczona osłoniła oczy ramieniem, odkrywszy, że na zewnątrz królowało słońce. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że do Szczytu Wojownika dotarli wieczorem – na walce musieli spędzi całą noc.
Wspólnymi siłami odnaleźli studnię, Sten uruchomił zamarznięty łańcuch i zdołali napełnić wiadra wodą. Podzieliwszy się po równo, zawrócili do twierdzy. Ellen co prawda kroczyła chwiejnie, z nietęgą miną, ale nie chciała dać tego po sobie poznać. Po powrocie zostawiła jedno wiadro pozostałym, resztę natomiast bezczelnie sobie przywłaszczyła. Wlała ich zawartość do balii, podparła się pod boki, oceniając efekt pracy, po czym zawołała Morrigan.
— Co znowu wymyśliłaś? — westchnęła wiedźma, zaglądając do pokoju.
— Jestem bardzo próżnym człowiekiem i zamierzam się umyć w gorącej wodzie. Pomogłabyś? — spytała, szczerząc zęby.
Kobieta uniosła brew.
— No proszę. A woda skąd? — zainteresowała się, podchodząc do balii.
— Na dziedzińcu jest studnia. Możemy się potem przejść po więcej, gdybyś też potrzebowała — zaproponowała pogodnie.
Wiedźma dotknęła ścianki balii, wymamrotała bezgłośnie zaklęcie i przymknęła na moment oczy. Po chwili przeniosła wzrok na czekającą cierpliwie Ellen.
— Prawdopodobnie znajdziesz wielu chętnych — skwitowała, cofając rękę.
Strażniczka ze zdumieniem spojrzała na unoszącą się z tafli wody parę. Uśmiechnęła się szeroko i pokiwała głową.
— Dziękuję. Podzielę się odkryciem z innymi, kiedy się umyję — stwierdziła.
Morrigan przytaknęła, posłała Ellen lekki uśmiech, po czym bez słowa opuściła niewielką komnatę, zostawiając Strażniczkę samą. Couslandka odetchnęła głęboko i szybko zabrała się do zdejmowania lnianych ubrań. Chłód panujący w twierdzy ukąsił jej nagie ciało, ale niespecjalnie się tym przejęła.
Od tak dawna nie miała okazji porządnie zmyć z siebie brudu podróży! Nie pamiętała już, kiedy ostatnio kąpała się w ciepłej wodzie – do tej pory musiała zadowalać się chłodnymi jeziorkami lub rzekami. Teraz jednak była u siebie, więc mogła sobie pozwolić na odrobinę luksusu. Raz na kilka miesięcy wolno, czyż nie?
Z rozkosznym pomrukiem wsunęła się do ciepłej wody i rozsiadła się wygodnie w balii, zamykając oczy. Gorąco przyjemnie rozluźniło napięte mięśnie, sprawiając, że Ellen odniosła wrażenie, jakby zaraz miała się dosłownie roztopić. Z westchnieniem zadowolenia zabrała się do obmywania ciała, by pozbyć się z niego brudu.
Straciła poczucie czasu w kąpieli. Donikąd się nie spieszyła, dając się rozleniwić luksusowi. Miała wrażenie, jakby odcięła się na ten moment od wszystkich problemów, jakby wreszcie mogła naprawdę, z czystym sumieniem, całkowicie zapomnieć. Jednak taka chwila przyjemnej samotności nie potrwała zbyt długo.
Niespodziewanie drzwi się otworzyły, sprawiając, że Ellen zamarła w zdumieniu. W progu stanął Alistair, jak gdyby nigdy nic mówiąc:
— Wiedźma zapewniała, że tu jesteś, a kolacja już… — urwał jednak gwałtownie, gdy odkrył, w jakiej sytuacji przyjaciółkę zastał.
Strażniczka błyskawicznie osunęła się niżej pod wodę, otwierając szeroko oczy. Poczuła, że na policzki wstępuje jej rumieniec spowodowany nie tylko wyższą temperaturą kąpieli. Alistair także pokraśniał na twarzy i natychmiast odwrócił się do niej plecami.
— Prze-przepraszam — wykrztusił. — O tym nie wspomniała.
— Nic się nie stało — wymamrotała tuż nad taflą Ellen, wpatrując się w wodę.
— Jedzenie. Przyjdź. Potem. Idę — wydukał, zaraz potem trzasnęły drzwi.
Strażniczka natychmiast zanurzyła się aż po czubek głowy, jakby chciała zmyć z siebie zawstydzenie. Kiedy wydostała się spod powierzchni, odgarnęła krótkie włosy i westchnęła głośno, poklepując swoje policzki.
— No i masz — mruknęła do siebie.
Czym prędzej wyszła z balii i zabrała się do wycierania, postanowiwszy, że to widomy sygnał, iż powinna już wracać. Nie mogła jednak pozbyć się szkarłatnych rumieńców z twarzy. Liczyła, że pozostali uwierzą w rozgrzewający wpływ kąpieli.

18 komentarzy:

  1. Walka walką, Avernus Avernusem.... Ale Alistair i Ellen to mają szczęście xD Morri się popisała, nie ma co xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OJTAM OJTAM xD Morrigan ma wyrąbane po całości w przeciwieństwie do Ellen czy Alistaira, więc xD

      Usuń
    2. O nie... jak mogłaś?! ;_; pisząc "ojtam" i to dwa razy zabiłaś dwa jednorożce ;-; Cirillo, dobrze że tego nie widzisz ;-;
      Morri xD czasem jej tak bardzo nienawidzę, a czasem uwielbiam. Właśnie przez to jej podejście xd

      Usuń
    3. Yyyy.
      Ja zawsze ją uwielbiam, a co xD Zwłaszcza po Inkwizycji ma miłość jest silna.

      Usuń
    4. Nie pytaj o te jednorożce. Ktoś mi to powiedział i od tamtej pory to za mną łazi.
      Morrigan... ma gadane. I charakterek. Ale czasem po prostu przeginała xd chociaż jak ją postawię obok Vivienne... ehem. Morrigan, I love you.

      Usuń
    5. Nie przeginała D: Jest cudowna. A Vivienne jest dziwna. Nie lubię, jak traktuje moją Kevę z pobłażaniem, to takie denerwujące. I ta czapka. Kto nosi takie czapki. Orlais cholerne.

      Usuń
    6. Vivienne jest pierwszą postacią w mojej historii gier, z którą ni cholery nie umiem się dogadać. Znaczy... już nawet nie próbuję xD Czuję, że wyleci z Podniebnej Twierdzy z hukiem. Miałam nawet myśl, żeby jej nie werbować. No nienawidzę jej no xD

      Usuń
    7. Ja się z nią w sumie niejako dogaduję, ale mam taką postać, która ją denerwuje. No i nic na to nie poradzę. Poza tym - po prostu nie mój typ człowieka xD

      Usuń
  2. Yay, nocia nowa w moje urodziny - lubię to ;P A teraz na poważnie!
    Nie skomentowałam poprzedniego rozdziału, bo nie za bardzo miałam pomysł, jak ująć w słowa to, co chodziło mi po głowie. Ot, przeczytałam i tyle. Nie wiem, przeszedł chyba w moim odczuciu bez echa. I w sumie po raz pierwszy od dawien dawna w tamtym rozdziale poczułam, że czytam powieść na podstawie gry komputerowej. Normalnie tego nie czuję, a w tamtym to było jakoś tak... mocniej odczuwalne.
    Anyway - aktualna notka! Bardzo szybciutko ją przeczytałam, fajne zwolnienie akcji i chwila oddechu pod koniec - chyba było to potrzebne, bo aż za dużo tych demonów i potyczek :P A zresztą jak są przerwy i drużyna odpoczywa, to wychodzą śmieszne sytuacje, jak na przykład ta z wkroczenie Alistaira do komnaty, gdzie się Ellen radośnie pluskała ;P Wiedźma specjalnie nie mówiła, że Elka się kąpie, mały konspirator z niej, ha ha :P Aż jestem ciekawa, jak to się odbije echem w nadchodzących rozdziałach, bo na pewno taka rzecz nie przejdzie obojętnie dla nich :>
    Do następnego! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkiego najlepszego! <3
      No, powieścią bym Szarej w ogóle nie nazywała w pierwszej kolejności, bo to tylko ficzek, żadna powieść. No a co do mechaniczności... hm. Nie wiem, może wyjątkowo intensywnie o tym myślałaś, bo akurat ostatnio mocno odchodzę od tego, co gra oferuje, poza tą główną, stabilną osią wydarzeń, i piszę na wesoło. Na wydechu mogę wskazać ci około 30 rozdziałów wcześniejszych, które wymagają przepisania od nowa z powodu mechaniczności, ale poprzedni raczej by się wśród nich nie znalazł ^^
      Czy ja wiem? Trzy walki w nawiedzonym zamku to nic wielkiego, generalnie! Normalnie w każdym pokoju masz walkę, patrz, jak cięłam budżet! Och, zobaczysz, zobaczysz, zaplanowałam bardzo złe rzeczy, hue hue hue.

      Usuń
  3. Ha przeczytałam wszystko! Tempo miałam naprawdę godne podziwu, bo musiałam się podleczyć po strasznie złej książce i Szara całkiem dobrze spełniła swoje zadanie.
    Poziom opowiadania faktycznie skoczył gdzieś w okolicy 60 rozdziału i wtedy zrobiło się najprzyjemniej – rozdziały znikały mi jak świeże bułeczki. Później tak gdzieś przy 80 coś się sknociło i przynajmniej dwa rozdziały były bardzo dziwne (to te z rannym Shegarem – właściwie nie załapałam, skąd ta panika, skoro dostał w łapę… Później wyszło na to, że koło serca, a ostatecznie przecież każdy wie, że nie zabijesz psa, bo ma największy fanklub. No i przez to zupełnie nie czułam napięcia, a wydawało mi się, że to jeden wielki żart – w dodatku mało śmieszny. I skąd nagle ta pańcia?). Po ostatnich rozdziałach widać, że znów wracasz na dobry kurs, więc ogólnie jest spoko.
    Nie łapię, dlaczego z takim uporem nazywasz Ellen Couslandką… Couslandka kojarzy mi się z krainą geograficzną albo państwem, ale na pewno nie jakimkolwiek rodem (wtedy wszelkie –ówny). Na początku strasznie mnie to myliło, później przyzwyczaiłam się, jednak i tak wydaje mi się to dziwne i jakieś takie niezręczne. A skąd amazonka też nie wiem (znaczy podejrzewam, że to ma jakiś związek z Taiką, która jest totalnie nieprzewidywalna, a skoro Ellen jej dosiada…). W każdym razie zastanawia się, czy w świecie DA amazonki w ogóle istniały…
    Droga do zaistnienia Eamona w opowiadaniu była tak długa, że już zaczęłam wątpić, że biedak kiedykolwiek się obudzi. Mam wrażenie, że po drodze Ellen zrobiła wszystkie zadania poboczne i zupełnie nie interesował ją upływ czasu (swoją drogą właśnie po tym, jak mija czas najlepiej zauważyć, że opowiadanie jest na podstawie gry). Chociaż nie powiem, bo w okolicy 60 rozdziału jakoś mniej (albo nawet wcale) odczuwalne były wpływy z gry – wszystko zrobiło się płynniejsze i granice właściwie się zatarły, co się chwali. Jak tak teraz pomyślę, że ekipa ma jeszcze udać się do krasnoludów i elfów oraz porównam to z czasem, jaki pochłonęło ratowanie Eamona… chyba w tym życiu się nie doczekam. Znaczy, żeby nie było, zauważyłam, że w tych ostatnich rozdziałach akcja przyspieszyła (szybkie rachu-ciachu z Marjolaine – czy jak to się tam pisze – myk z Ostagarem, Flemeth i Szczytem Wojownika), wiec jakaś tam nadzieja jest.
    Właśnie, skoro już jesteśmy przy Szczycie Wojownika, historia bardzo mi się podobała. Znaczy przypuszczam, że jest z gry, ale mimo wszystko była bardzo fajnie opowiedziana. Z jednej strony pojawiła się oficjalna wersja, wersja nieoficjalna, a wersja prawdziwa była zupełnie inna i to było świetne. Poza tym tam opisy znów mocno się wybijały na tle opowieści – zazwyczaj, gdy przychodzi do nieco bardziej złożonych opisów, wychodzi ci naprawdę świetnie, wiec nie powiem, żeby to było jakieś zaskoczenie, niemniej pochwała się należy. A Sophia była creepy!
    Jeżeli idzie o walkę z Flemeth, właściwie całkiem przyjemnie ją poprowadziłaś, bo po takim opisie oczywistym jest, że Wiedźma z Głuszy wcale nie została zabita, a raczej mogła się pobawić, bo jej się akurat nudziło ;). Chociaż zaczynam mieć powoli dosyć tego, że Ellen skacze z różnym miejsc na wroga i dzięki jej jakże wspaniałej i niespodziewanej interwencji tyłki wszystkich obecnych zostają cudownie uratowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję tempa, rozdziałów w końcu dość sporo.
      Możliwe, że się sknociło, bo zacząć coś pisać po ponad rocznej przerwie to jednak wyzwanie, żeby płynnie weszło w tok opowieści, która toczyła się przez 79 poprzednich rozdziałów. Pies został ranny, bo tak, bo mogłam go zranić. Panika dlatego, że to ukochane zwierzątko, ja bym chyba stanęła na głowie. Rozumiem, że może cię to dziwić i w ogóle. A to, że przeżyje - cóż, dla ludzi, którzy mnie znają, nie było to aż tak oczywiste. Bo może i piszę na podstawie gry, ale w samej grze dało się wybrać wiele opcji działania. Mogłam być zołzą. Prawdopodobnie po prostu nie odpowiada ci mój współczesny styl, co się zdarza.
      Couslandka powstała w gimnazjum i zdecydowałam, że już tak zostanie, bo odmiana nazwisk była dopiero rok później i wtedy się dowiedziałam. Ale sama nawykłam, ludzie nawykli, trudno. Można to uznać za pseudonim, nie krainę geograficzną. Swoją szosą coraz rzadziej tego używam, chyba tylko w podbramkowych synonimicznie sytuacjach.
      Cóż, nie piszę o Amazonkach, tylko o amazonkach. Nie wiedziałam, że to aż tak branżowy żargon - kobiety jeżdżące konno to nie jeźdźczynie, tylko amazonki właśnie. Nie dlatego, że mamy cycki na wierzchu (ale niektóre mają), tylko dlatego, że tak się przyjęło. Niewiele wspólnego w tych czasach ma to z mordowaniem wrogów, świecąc ciałkiem. Ponieważ język polski nie ma dodatkowego słowa na kobietę jeżdżącą konno, nie bardzo czułam się w upoważnieniu tworzyć neologizmy wyłącznie z powodu historycznego zgrzytu.
      Cóż, kanon informuje nas o bardzo zdumiewającym tempie Strażnika, jeśli brać pod uwagę wszystko, co zrobił po drodze. Nie mówię, że dobrze oddaję czas - bo nie mam spiny. Chciałam opisać tę historię, więc od siedmiu lat sobie dłubię, raz się nad czymś bardziej rozwlekam, kiedy indziej mam lepszy pomysł nad skondensowaniem wydarzeń. Odnoszę wrażenie, że jest tylko coraz lepiej, ale to dopiero przed nami. W każdym razie ja zamierzam to dokończyć, cokolwiek by się nie działo po drodze. Skoro wróciłam do tego po rocznej przerwie, wszystko jest możliwe.
      Szczyt Wojownika był bardzo ładnym DLC i niech wszyscy żałują, którzy nie zagrali. Cieszę się, że moje plątanie się w zeznaniach było zrozumiałe - zwłaszcza że niektóre momenty wymagały sporej gimnastyki umysłowej, żeby to połatać bez robienia dziwnych dziur.
      Przy Flemeth było to akurat mocno uzasadnione fabularnie, że tak powiem, ale w szerszym kontekście uzasadnione, więc pewnie tego nie widać. A co do włażenia Ellen w różne dziwne miejsca, cóż. Zauważyłam, że niscy ludzie tak mają. Czasami natomiast to kwestia tego, że nie do końca czuję to, co pisałam trzy lata temu, a co i rusz sobie odświeżać te pierdoły to szkoda życia. Więc cóż.

      Usuń
    2. Nie no jasna sprawa – tak tylko mówię, żebyś wiedziała, bo ogólnie opowiadanie raczej ładnie trzyma się w całości. Wcale nie musiałaś ranić Shegara! :P Pewnie chciałaś się na kimś wyładować i pies padł twoją ofiarą ^^.
      Aha, a to nie wiedziałam. O pseudonimie nie pomyślałam, bo kto normalny brałby za pseudonim lekko przekształcone nazwisko? W sumie teraz już też się przyzwyczaiłam, tylko na początku strasznie mnie to myliło.
      No chyba jednak jest z tego żargon, bo nigdy nie słyszałam, że tak nazywa się babeczki, które jeżdżą konno :P. Poza tym dziwi mnie, że amazonka to tylko Ellen, nigdy Leliana, Wynne czy Morrigan.
      Jasne – rozumiem, po prostu jako czytelnik wypatrywałam spotkania z Eamonem, a tu przyszło mi czekać chyba z pięćdziesiąt rozdziałów O.O Ale faktycznie teraz akcja znacząco przyspieszyła i jak na razie utrzymuje całkiem zacne tempo.
      Mówisz do człowieka, który nie grał w podstawkę DA :P. Ale plan zakłada naprawienie tego i granie w wakacje ;).

      Usuń
    3. Nah, akurat wtedy miałam dobry humor. Ale tak mi podeszło natchnienie, bo wszyscy obstawiali "ludzkich" członków drużyny, to ja jak na złość, a co. Nie wiem, czy to będzie się częściej zdarzało, zależy od okoliczności walki.
      No, właśnie z powodu tego przyzwyczajenia - czytelników, nie mojego - zdecydowałam się to zostawić. A pseudonim pasuje jako wytłumaczenie na mój debilizm, ech. To się nazywa fail życia.
      Hmm, nigdy nikt nie był zaskoczony. Niektórzy jeszcze mówią "dżokejka", od czego zęby mi zgrzytają z częstotliwością przemieszczającej się góry lodowej, wszyscy zawsze rozumieli słowo "amazonka". Co do tego, to po prostu rzadziej te panie opisywałam dokładnie wierzchem, w sensie nigdy nie zabrakło mi synonimów do nich podczas takich akcji złożonych jeździeckich.
      Nie miałam jak tego cholerstwa poukładać. Wydaje mi się, że wybrałam jedną z najbardziej logicznych opcji, aczkolwiek pewnie gdybym usiadła do tego na nowo, ogarnęłabym to inaczej. Ale nie będę siadała na nowo, zdecydowanie nie.
      Ale fabularnie, czyli to będzie widać w szerszej perspektywie opcia, nie gry... w grze to wyglądało jeszcze inaczej.

      Usuń
  4. Stopień średniego obrywania również wzrósł. Tylko że to zawsze jest Ellen… Znaczy raz oberwał Zevran, kiedyś Leliana i ostatnio Wynne pada (przez to leczenie mam ochotę, żeby padła na dobre, bo przez nią nikt nie może wpaść w prawdziwe opały), ale tak naprawdę to zawsze Ellen pcha się na pierwszą linię i dostaje po tyłku. Dziwi mnie, że właściwie ani razu nie dostał żaden z wojowników, którzy przecież walczą najwięcej. Ogólnie jest poprawa, ale poprosiłabym o różnorodność i nieco dłuższe odchorowywanie (coby było nieco bardziej wiarygodnie).
    Niestety nie mogę powiedzieć, że kogoś nie lubię, bo oni są tak sympatyczni, że się chyba ich nie da nie lubić :D. Chociaż niezmiennie zastanawia mnie, jakim cudem Zev żyje… Przecież jedyne co on robi, to dokucza innym i naprawdę nie ogarniam, jak to się stało, że kolega sympatyczny nie zadźgał go w nocy przez przypadek. W dodatku czasami, gdy Zevran rzuci jakąś uwagą, zastanawiam się, czy się śmiać, czy płakać (zazwyczaj pozostaję zażenowana jego „geniuszem”). Aaa w ogóle, skoro nie podoba mu się kuchnia Alistaira, czemu sam nie zacznie gotować? :P Albo zawsze może sam sobie coś skombinować, zamiast zatruwać innym życie swoimi żalami.
    Ellen i AIlistair to jest dopiero duet! Rany, gdy zaczynałam i widziałam ile jeszcze rozdziałów przede mną, myślałam, że przez ten czas nawet przy poziomie ich ogarnięcia, coś tam ruszy… Ale ja byłam naiwna. Jeszcze Alistair to pół biedny, bo może się zasłonić templariuszowym wychowaniem, ale Ellen? Przecież ona miała mieć męża i matka totalnie jej nie przygotowała na jakieś interakcje z potencjalnym adoratorkiem? Naprawdę za każdym razem rozbraja mnie, jak niby coś tak się klei, a później któreś z nich w pięknym stylu rujnuje nastrój (wręczanie kwiatka było chyba największym facepalmem w tej kwestii). No i z tego względu strasznie mi szkoda Leliany, która chciała te niezdary wyswatać, ale chyba jej witki opadły (jakoś się jej nie dziwię). Może teraz Morrigan zabierze się do ogarnięcia kochanych strażników, bo i jej chyba skończyła się cierpliwość :P. A ja tam mam wrażenie, że z tego nic nie będzie, bo to przypadek beznadziejny…
    Jeżeli już o samą Ellen chodzi, jestem nieco zagubiona. Po wizycie w świątyni Andrasty, po tym, jak wydawało się, że wreszcie zostawiła przeszłość za sobą i nie wracać do tego, a przy tym dojrzała. I naprawdę podobało mi się to, że wreszcie może będzie doroślejsza, bo na to najwyższy czas, ale nie. Później przyszły rozdziały z psem, mapą i innymi zachowaniami, które pokazywały regres… no, łapki mi opadły – takie krok do przodu i dwa w tył.
    Strasznie mnie zdziwiło, że gdy Eamon chciał wrobić Alistaira w królowanie (mam wrażenie, że chłopak liczy na to, że nie dożyje Zjazdu Możnych, dlatego tak łatwo to przełknął) oprócz Ellen nikt nic nie powiedział. A tak liczyłam, że przynajmniej Zevran zapyta o etat albo Morrigan strzeli jakimś komentarzem (a tak się kłócili wcześniej o mamuśki – można było rozwinąć do tatusiów :P). Cóż, coś mi się wydaje, że w grze nie było dialogów na ten temat i stąd reszta ekipy nic nie powiedziała (albo na moment wszyscy ogłuchli).
    Za to muszę przyznać, że naprawdę uwielbiam to opowiadanie za te wszystkie suchary! Bardzo dobrze działają na poprawienie humoru ;).
    O i jeszcze mi się przypomniało: w kodeksie ta cała masa wpisów to dodatki, fragmenty z gry, czy coś twojego?
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam, jak to wygląda w następnych rozdziałach, miałam sporą przerwę od Szarej ostatnio na rzecz innej głupotki. Wydaje mi się, że robi się ciekawiej. Niemniej niektóre momenty fabularnie wymagać będą, żeby to jej spuścić łomot... a ja po prostu uwielbiam katować własną bohaterkę. Mogę. (reszty mi zwyczajnie szkoda, bo ich lubię).
      Cóż, Zevran nie narzeka po to, żeby zrobić za kogoś, tylko dla samej sztuki. Nie zamierza gotować, skoro inny osioł dał się w to wpuścić. No i ratuje go tylko to, że Alistair jednak jest dość łagodny i co najwyżej wyzwie go od podłych elfów, bo muchy by nie skrzywdził z taką premedytacją.
      Ellen była oporną uczennicą, ku rozpaczy matki. Zresztą była raczej gotowa na opcję "cześć. Cześć. Będę twoim mężem. O, chujnia, trudno". Kiedy w grę wchodzą uczucia, bardzo jej się wszystko sypie we łbie. W dodatku bardzo nie chce się przyznać do tych uczuć, bo przecież to nieodpowiedzialne, nie powinna. Tak.
      Cóż, trudno jest panować nad bohaterem przez siedem lat. Dla mnie najważniejsze jest to, że przestała być aż tak Mary Sue - bo to było straszne. Teraz z opinii zaufanej osoby wiem, że da się przełknąć, niniejszym zamierzam spokojnie, kroczek po kroczku, przystąpić do dalszego szlifu. Mam na to sto lat i nikt mi nie powie, że mam to zrobić inaczej, bo kij wam w oko, generalnie, robię, co mogę, żeby to się dało czytać. Uważam, że i tak Ellen wygląda teraz lepiej, niż wyglądała. Trudno z głównej postaci gry komputerowej nie zrobić sto pro Mary Sue, a chyba mi się udało, więc.
      Rozmowy będą, ale na razie to jest takie u wszystkich "spoko, i tak kojfniemy po drodze". Dopiero gdy widmo tej sytuacji się przybliży, zaczną się komentarze. Taki miałam plan. Alistair też nie miał śmiałości sprzeciwić się Eamonowi, który go wychował, a teraz Ferelden potrzebuje jego politycznego poświęcenia.
      Bo ta gra ma cudowne poczucie humoru (akurat na moim poziomie, te żarty dla mnie nie są suche, ale ja po prostu jestem bardziej sucha, niż ustawa dopuszcza).
      Kodeks jest elementem gry. Zbiera się wpisy i można czytać. To jedno z moich ulubionych zajęć.

      Usuń
    2. Nie to, żebym chciała odmawiać Ellen dostawania po tyłku, ale czasami fajnie byłoby gdyby dostał ktoś inny – tak dla pozoru. Chociaż trochę usprawiedliwia ją fakt, że z takim uporem chce wszystkich chronić, że zapomina o sobie.
      Narzekać dla narzekania? A to ja myślałam, że chce zmusić Alistaira, żeby zaczął gotować coś innego :P. Swoją drogą Alistair ładnie dał się wrobić… A Wynne już nie ^^.
      … to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Ellen faceta sobie nie znajdzie choćby wlazł jej do łóżka. Ale małżeństwo wg Ellen naprawdę wyglądałoby pociesznie – już samo intro jest mocne :P.
      No nie jest źle – przecież nie powiedziałam, że jest. Po prostu przez tą przerwę jakoś się tak rozjechała i stąd moje marudzenie. I nie jest aż tak Maryśkowata, wiec nie przesadzaj.
      Nie ma to jak wiara w sukces…
      Znaczy, że w kodeksie nie znajdę dodatkowych opowiadań? Chlip, bywa.

      Usuń
    3. Inni też będą dostawać. Możliwe, że dawniej bardziej Ellen nie lubiłam, a teraz wydaje mi się już dość naprawiona, więc pewnie nie będzie obrywała bez przerwy. Co nie zmienia faktu, że uwielbiam ją turbować.
      Nah, Zevran jest za dużym leniem, żeby coś zrobić samodzielnie, skoro ktoś inny to robi. Alistair jest zbyt poczciwy, Wynne tylko stwarza takie pozory! Dlatego ją uwielbiam.
      Hehehe, to się da. I oni odkryją, jak to się da, spokojnie. Prawdę mówiąc, zamierzałam wszystkich katować dłużej, ale kumpela (pozdro, Dencio) bardzo intensywnie płakała, więc zmieniłam ciut scenariusz.
      Była cholernie i dalej mam ten paskudny posmak, ilekroć nią piszę. Bardzo skrupulatnie dłubałam teraz w jej kreacji i wydaje mi się, że wyszła na prostą i ma cechy, które mogą ją udynamicznić. Czy coś. W sensie, rozwinę ją trochę.
      Nie, informacje o świecie. Kiedyś miałam tam jakieś opcia, ale wypieprzyłam to w pizdu przy sprzątaniu.

      Usuń