środa, 10 czerwca 2015

Rozdział 1.86 - Niecny plan



Z możliwości kąpieli zechciało skorzystać kilka osób, jednak wszyscy woleli to zrobić po kolacji. Kiedy Ellen dołączyła do towarzyszy, nadal czerwona niczym burak, brakowało Zevrana oraz Leliany. Strażniczka popatrzyła po wszystkich skonsternowana, przysiadając na starym krześle; podchwyciła spojrzenie Alistaira i oboje błyskawicznie odwrócili wzrok, nadal mocno zażenowani.
— Proszę — bąknął, podając jej miskę z posiłkiem.
— Dziękuję — odparła równie niewyraźnie. — A… gdzie Leliana i Zevran?
— Poszli się przejść po twierdzy — poinformowała Wynne, uśmiechając się ciepło.
Przeniosła wzrok z młodzieńca na dziewczynę i z powrotem, uniosła brew, po czym zabrała się za posiłek, nie komentując. Alistair pokiwał głową, potwierdzając jej słowa, i rozdał jedzenie także pozostałym – Stenowi, Leviemu, a wreszcie Morrigan. Zaraz wrócił na swoje miejsce i czym prędzej wziął się do pałaszowania, nie patrząc na Ellen.
— Och. Rozumiem. W porządku — wydukała Strażniczka, rozgrzebując gulasz łyżką.
— Stenie, przyniesiesz potem więcej wody? — zwróciła się do qunari Wynne, uśmiechając się do niego życzliwie.
Olbrzym skinął głową, nie przerywając jedzenia.
— Dziękuję — mruknęła staruszka.
— Wynne, powiedz mi… — zaczęła Ellen, chcąc odwrócić myśli od incydentu sprzed kilkunastu minut, który wciąż do niej powracał. — Dlaczego duch zdecydował się udzielić ci pomocy? — zagadnęła, zwracając spojrzenie na kobietę.
Czarodziejka westchnęła, zastygając na chwilę, pochylona nad pełną miską. Uśmiechnęła się blado, jej spojrzenie stało się trochę nieobecne.
— Zawsze pociągały mnie duchy Pustki. Jako dziecko nie obawiałam się snów, bo wiedziałam, że one tam będą — mruknęła i wzruszyła ramionami.
— A co z demonami? — spytała niepewnie Ellen.
Pustka od pewnego czasu kojarzyła się jej tylko z samym złem. Cienie, plugawce, żywe trupy, demony, popielne upiory – wszystko, czego obawiała się najbardziej, pochodziło z tej mistycznej krainy. Utknięcie w niej mogło skończyć się śmiercią, jak już się przekonała, a zaufanie demonowi było niczym strzał w kolano. Na pewno zostanie się oszukanym. Czym mogły się od nich różnić duchy?
— Demony także wyczuwałam i przerażała mnie ich obecność — przyznała Wynne, kiwając głową. — To dobrotliwe duchy Pustki sprawiły, że przestałam się bać. Zawsze potrafiłam wyczuwać ich obecność, nawet jeśli ich nie widziałam — stwierdziła i uśmiechnęła się pogodniej.
Alistair zerknął na staruszkę, również zainteresowany poruszonym tematem. Ellen nie powstrzymała się od spojrzenia na przyjaciela w chwili, w której czarodziejka na moment zamilkła.
— Mój talent rozwijałam w Kręgu, stając się jeszcze bardziej wrażliwa na ich obecność —podjęła wątek Wynne. — Zaczęłam zauważać, że za każdym razem, gdy przebywam w Pustce – czy to we śnie, czy w czasie praktyk magicznych – jestem obserwowana — rzuciła, na moment odchyliwszy głowę, by spojrzeć w ciemne sklepienie.
— Duchy obserwują ludzi w ten sposób? — wykrztusiła zdruzgotana Ellen, szeroko otworzywszy oczy.
— Chyba tak — mruknęła niepewnie. — To właśnie te dobroczynne duchy tworzą w Pustce nasze senne światy — dodała szybko, zauważając niewyraźną minę Strażniczki. — Czasami go widziałam… rozżarzony, mglisty kształt. Najczęściej jednak tylko wyczuwałam jego obecność – łagodną i kojącą, choć w jakiś sposób obcą — zamruczała, opisując istotę, która ją wsparła. — Wydaje mi się, że to Duch Wiary. Nigdy wcześniej ich jednak nie widziano i mogę się mylić, ale coś mi mówi, że mam rację. — Uśmiechnęła się lekko. — Zawsze wydawało mi się, że mam do czynienia z tą samą… istotą. Ten duch był mną zaciekawiony i… strzegł mnie, z braku lepszego słowa — podsumowała, rozkładając bezradnie ręce.
— Masz ogromne szczęście — uznała Ellen.
Niewiele znała osób, którym duchy Pustki podarowały drugą szansę. Sama myśl, że za Zasłoną czaiły się istoty chcące nieść pomoc, próbujące chronić dusze ludzi, dodawała otuchy. Może jeśli kiedykolwiek jeszcze utknie w znienawidzonej krainie, będzie miała lepsze nastawienie do napotkanych stworzeń.
— Zdarzało się, że byłam w Pustce, a on zdawał się przede mną rozciągać, osłaniając mnie, zapewniając bezpieczeństwo — ciągnęła Wynne, skinąwszy dziewczynie głową. — I sądzę, że dawał mi siłę w czasie moich najcięższych bitew, między innymi w Ostagarze.
Zapadła chwila ciszy. Ellen mimowolnie wymieniła spojrzenie z Alistairem, będąc pod wrażeniem usłyszanej historii. Powróciła myślą do starcia z demonem, podczas którego – według opowieści – Wynne straciła życie.
— Uznał pewnie, że nie był to jeszcze twój czas — zawyrokowała.
— Nie wiem, dlaczego zostałam wybrana — przyznała. — Być może wiedział, że mam coś jeszcze do zrobienia. Lubię myśleć, że dostałam rzadką szansę i zamierzam jak najlepiej wykorzystać czas, który mi dano — zapewniła, przysuwając bliżej miskę, bo przez opowiadanie historii zapomniała o kolacji.
Strażniczka uśmiechnęła się szeroko.
— Cieszę się, że podróżowanie ze mną uważasz za rzecz wartą tego, by poświęcić jej swój czas — stwierdziła, przyjrzawszy się czarodziejce z wesołym błyskiem w oku.
— Nie będę leżeć nieruchomo w łożu, przykryta po samą brodę, czekając, aż zabierze mnie śmierć. Nie chcę umrzeć w ten sposób — odparła Wynne. — Stanę więc do walki u boku Szarej Straży i pomogę jej przygotować się do zadania, które ją czeka. — Zerknęła na Ellen, uśmiechając się z przekąsem. — Tak więc lepiej mnie słuchaj, bo przysięgam, jeśli padnę, nim to wszystko się skończy, a ty nadal nie będziesz postępować jak należy, wstanę z martwych i dam ci w skórę — zagroziła, potrząsając palcem, jednak w jej głosie pobrzmiewał śmiech.
— To będzie ciekawy widok — przyznała dziewczyna, powstrzymawszy serdeczny chichot.
— Myślę, że świetnie sobie poradzisz bez mojej interwencji — westchnęła Wynne. — W każdym razie smacznego, Ellen, bo na pewno już wystygło.
— Och, faktycznie — zmartwiła się, spuściwszy wzrok na posiłek. — Smacznego — pożyczyła szybko, zabierając się do pałaszowania.
Strażnik uśmiechnął się, widząc zaaferowanie Ellen jedzeniem, podniósł się i ruszył pozbierać opróżnione miski. Mijając milczącą Shale, skinął jej głową, chcąc okazać trochę serdeczności, ale golem nie zwrócił na niego zbytniej uwagi. Młodzieniec dotarł aż do siedzącej w odosobnieniu Morrigan. Zawahał się, sięgając po naczynie, po czym westchnął i usiadł nieopodal niej.
Ellen wyrażała się o wiedźmie jak o przyjaciółce. Może… może gdyby ją zagadnął… może by mu pomogła w tej przeklętej sytuacji…?
— Powiedz mi coś, Morrigan — zaczął cicho.
Nagle uzmysłowił sobie, co właściwie robił. Do kogo się zwracał. O czym chciał rozmawiać! Tego już nawet nie dało się nazwać desperacją, to było gorsze od głupoty! Potrząsnął głową, podczas gdy wiedźma zwracała na niego ostre spojrzenie.
— Całe życie mieszkałaś w lesie? — wykrztusił szybko.
Morrigan uniosła brew.
— Czasem go opuszczałam, ale niezbyt często. Dlaczego pytasz? — mruknęła, zaciskając pełne usta w wąską kreskę. — To takie dziwne? To był mój dom.
Alistair, postanowiwszy, że nawet podczas najwymyślniejszych tortur nie zdradzi, w jakim pierwotnie celu przysiadł się do swojego wroga, wzruszył ramionami.
— Ale mieszkałyście tam tylko z matką? Nie było nikogo innego? — drążył, obracając w dłoniach brudne miski.
— Matka czasem miewała… towarzystwo — przyznała dziwnym głosem Morrigan, zapatrzywszy się w posadzkę.
Dopiero to przykuło uwagę Strażnika. Aż uniósł głowę, posyłając jej zdezorientowane spojrzenie.
— Co takiego? Towarzystwo? Pewnie nie powinienem pytać?
— Nie, lepiej nie — zgodziła się, uśmiechając się pod nosem.
Alistair otworzył usta, zastanowił się, po czym usta zamknął i czym prędzej wstał, rezygnując ze wszelkich rozmów z wiedźmą. Po prostu nie. Wrócił do Wynne oraz Ellen, obu zabrał miski, bardzo uważając, żeby nie dotknąć przypadkiem dłoni przyjaciółki, i odmaszerował schować naczynia.
— Nigdy nie słyszałam o czymkolwiek zwanym qunari — odezwała się niespodziewanie Shale, zwracając głowę ku zbierającemu wiadra Stenowi.
Olbrzym zastygł, wyprostowawszy się.
— W takim razie nie słuchałaś — zawyrokował. — Nie przybiliśmy do brzegu w zeszłym roku, spędziliśmy tu już stulecia.
— Słuchałam — oburzył się golem. — Nie robiłam wiele więcej, po prawdzie, i mimo to nie pamiętam nikogo, kto by wspomniał o qunari przez te wszystkie lata w wiosce.
— Poleganie na ludziach jako źródle wiedzy nie jest zbyt rozsądne — poinformował Sten.
Wszyscy obecni w komnacie ludzie posłali mu mniej lub bardziej jawnie oburzone spojrzenia. Qunari niespecjalnie się tym przejął.
— Są raczej ignorantami, prawda? — zgodziła się z nim Shale, równie niewzruszona wyrzutami towarzyszy. — Oraz anemiczni. W najlepszych swoich momentach.
Sten przechylił głowę, przypatrując się golemowi.
— Na Par Vollen mamy istoty, które są do nich podobne — stwierdził. — Ludzie nazywają je „małpami”. Są tępym, tchórzliwym robactwem. Wrzeszczą piskliwie, kiedy się przestraszą, i rzucają własnym kałem — opowiedział spokojnie.
Zdruzgotana Ellen, czując się dość urażoną, wymieniła spojrzenie z Wynne oraz Alistairem. Nigdy by nie przypuszczała, że Sten miał o nich aż tak złe mniemanie.
— To doskonałe porównanie — zgodziła się ochoczo Shale. — Zastanawiam się, czy są spokrewnieni?
— Prawdopodobnie — zawyrokował qunari i majestatycznie opuścił komnatę razem z wiadrami.
— A ja mu życie uratowałam — wykrztusiła Ellen.

Marsz przez twierdzę był zaskakująco przyjemny. Odkryli wiele zakamarków zapomnianych przez świat, piękne dzieła sztuki oraz urocze drewniane figurynki. Leliana zainteresowała się zwłaszcza tymi ostatnimi i Zevran musiał ją powstrzymywać od zabrania ich ze sobą. Maszerowali zatem dalej, a kobieta powoli zaczęła się zastanawiać, po co elf wyciągnął ją na tę przechadzkę. Nie zaprzyjaźnili się zbytnio podczas tych podróży, zatem jego motywy zdawały się mało jasne.
— Wydaje mi się, że minęło trochę czasu, Leliano — zagadnął niespodziewanie, uśmiechając się szarmancko.
Skręcili, kierując się na schody, by zejść na parter. Łuczniczka posłała Zevranowi uważne, przeciągłe spojrzenie, marszcząc czoło.
— Minęło trochę czasu? Nie wiem, o czym mówisz — mruknęła powoli.
— Minęło trochę czasu, od kiedy ostatnim razem kogoś ujeżdżałaś, powiedzmy. Dopiero oswobodziłaś się z klasztornego życia, prawda? — wyjaśnił z typową dla siebie bezpośredniością, zupełnie niezmieszany podjętym tematem.
Leliana aż się zakrztusiła.
— Oczywiście, że minęło trochę czasu. Są ważniejsze rzeczy w życiu niż „ujeżdżanie kogoś” , Zevranie — upomniała skrytobójcę, zapatrzywszy się przed siebie, by uniknąć przebiegłego spojrzenia towarzysza.
— Och, nie będę się z tym spierał — zapewnił, unosząc obronnie ręce. — Po prostu chodzi mi o to, że ciało ma swoje potrzeby, potrzeby darowane nam przez Stwórcę. Twoje muszą być… poważne — uznał spokojnym, prawie zatroskanym głosem. — Po całym tym czasie.
— To bardzo osobiste pytanie — poinformowała ostrzej.
Zerknęła na Zevrana miażdżąco, skręcając do korytarza prowadzącego do kuchni. Elf wiernie maszerował przy jej boku, niezmiennie lekko się uśmiechając, zupełnie niezrażony nieprzyjemną reakcją Leliany.
— Nie miałem na myśli niczego złego — pokajał się szybko. — Zwyczajnie oferuję swoją pomoc, gdybyś kiedykolwiek czuła potrzebę… ulżenia sobie — wyjaśnił pokornym głosem.
Powieka łuczniczki drgnęła nerwowo, kiedy kobieta usłyszała puentę całego dochodzenia. Wypuściła powietrze przez nos i uśmiechnęła się przesadnie słodko, zwracając spojrzenie na zadowolonego z siebie Zevrana.
— Niech no się zatem zastanowię — zamruczała. — Gdyby wszyscy mężczyźni w Fereldenie niespodziewanie umarli, mógłbyś nawet mieć szansę. — Przyspieszyła gwałtownie, docierając do zakrętu korytarza, na którym chciała towarzysza zgubić.
— A-ha! — zawołał triumfalnie Zevran, doganiając ją bez trudu. — Postęp!
Niespodziewanie elf złapał Lelianę za łokieć i szarpnął w swoją stronę. Kobieta pisnęła zduszonym głosem, siłą rozpędu wpadając przez otwarte drzwi. Znaleźli się w cichej, zaniedbanej kuchni, a za jej plecami rozległo się skrzypienie zawiasów. Niewiele myśląc, łuczniczka chwyciła zawsze noszony przy sobie sztylet i wymierzyła nim w nos Zevrana.
— Ho-ho-ho, spokojnie, zakonnico! — Poderwał ręce, śmiejąc się cicho. — Nie zamierzam ulżyć ci na siłę — zapewnił i czubkiem palca odsunął od siebie ostrze. — Zabrałem cię w innym celu.
Leliana zmrużyła podejrzliwie oczy, ale ustąpiła. Schowała broń, oparła się o blat, skrzyżowała ręce na piersiach i skinęła głową, pozwalając elfowi mówić.
— Widzisz, nie tylko ty musisz tu sobie ulżyć z powodu Zakonu — zaczął bez ogródek Zevran, posyłając łuczniczce uśmiech. — I w tej sprawie cię tu wezwałem, moja droga.
Kobieta zmarszczyła czoło, przez kilka chwil zastanawiając się, o kim mówił elf. Gdy spłynęło na nią olśnienie, szeroko otworzyła oczy.
— Chodzi ci o Alistaira? — zgadła zdruzgotana.
— Zabiera się do Strażniczki jak pies do jeża, nie uważasz? — przytaknął zadowolony z siebie.
— To nie jego wina, Ellen też jest… no, to Ellen — wybrnęła niezręcznie, przeczesawszy palcami włosy.
— Gdzie tam. Równie łatwa robota, co z każdą wstydliwą — parsknął elf. — Po prostu templariuszynie brakuje odwagi, bo w grę wchodzą uczucia, one zawsze komplikują. Dlatego im pomogę — zawyrokował i ruszył do zamkniętych kredensów.
Leliana odprowadziła go spojrzeniem, szczerze zaniepokojona tym, co skrytobójca mógł mieć na myśli. Przez głowę przebiegły jej najróżniejsze możliwe scenariusze – żaden się jej nie podobał. Zagryzła wargę, obserwując przeszukującego półki elfa.
— Co planujesz? — spytała niepewnie.
— Zobaczysz. Tylko musisz mnie wesprzeć. Namówimy ich na wesoły wieczór — postanowił Zevran, obejrzawszy się przez ramię. — A potem mnie nie powstrzymasz. Bo to nie twoje zadanie.
Leliana zmrużyła oczy, analizując wszystko, co powiedział. W następnej chwili na jej twarzy wymalowało się zrozumienie; uśmiechnęła się lekko, skinęła głową, po czym sama przykucnęła przy elfie, by zabrać się do roboty.
Skoro jej do tej pory nie udało się ich do siebie ośmielić, nie zamierzała nie korzystać z nadarzającej się okazji oraz oferowanej pomocy.

— Nie daj się prosić! — jęknęła Leliana, chwytając dłonie zmieszanej Ellen. — Tak rzadko sobie odpuszczamy! Chociaż raz!
Strażniczka skrzywiła się bezradna, unikając spojrzeniem i łuczniczki, i towarzyszącego jej Zevrana. Czuła na sobie wzrok także pozostałych i miała wrażenie, że wywierana przez wszystkich presja zaraz ją zmiażdży. Zagryzła wargę, wahając się z odpowiedzią.
— Musimy odpocząć, jutro wyruszamy dalej. Do Orzammaru — żachnęła się i spróbowała oswobodzić się z uścisku przyjaciółki.
— Daj spokój! Jeszcze nigdy nie usiadłyśmy razem i się nie napiłyśmy! — zdenerwowała się łuczniczka, prawie tupnąwszy nogą.
— A w „Rozpuszczonej Księżniczce”? — przypomniała sobie Ellen. — Piłyśmy.
Leliana wywróciła oczami.
— Daj spokój, było drętwo, nie znałyśmy się jeszcze najlepiej! No i teraz posiedzimy też z Zevranem i Alistairem! — poinformowała zirytowana.
— Ze mną? — zdumiał się spokojny do tej pory Strażnik.
— Oczywiście, templariuszyno! Jesteś moim ulubionym druhem. — Zevran objął ramiona młodzieńca, chociaż musiał stanąć na palcach, żeby dosięgnąć, i wyszczerzył zadowolony zęby.
— Bez wzajemności — burknął Alistair.
— Poszedłbyś z nami? — spytała niespodziewanie Ellen.
Leliana wymieniła spojrzenie z elfem, podczas gdy zmieszany Strażnik tarmosił swoje krótkie włosy. Niepewnie nawiązał kontakt wzrokowy z przyjaciółką, skrupulatnie omijając wspomnienie balii pełnej gorącej wody, wilgotnych kosmyków dziewczyny, gęsiej skórki na jej… omijając wszelkie wspomnienia. Zająknął się.
— Mógłbym — przyznał wreszcie.
— To może… — westchnęła Couslandka.
Łuczniczka już wyciągnęła do Zevrana dłoń, żeby ukradkiem przybić sobie piątkę, kiedy ich misterny plan znów zachwiał się w posadach.
— Ale będziemy przeszkadzać pozostałym — zauważyła Ellen i popatrzyła na szykujących się do snu towarzyszy.
— Gdzież! — żachnął się elf. — Pójdziemy do drugiego pokoju. Reszta może spać jak niemowlęta, zaręczam, nikomu nie przeszkodzimy!
— Nie dajcie się dłużej prosić! Ellen, proszę! — jęknęła Leliana, ciągnąc przyjaciółkę do drzwi.
Strażniczka przeszła kilka opornych kroków, stanowczo się zatrzymała, a potem popatrzyła na Alistaira, jakby szukała ratunku. Uśmiechnęła się niepewnie.
— Idziemy? — spytała cicho.
— Niech stracę — mruknął, posyłając jej uśmiech. — Najwyżej będę żałował do końca świata i o jeden dzień dłużej.
— Pesymiści! — prychnął Zevran, ale czym prędzej otworzył przed towarzyszami drzwi, zachęcając ich do zmiany pomieszczenia.
— Dobrej nocy! — zwróciła się do pozostałych Ellen, zanim została dosłownie wciągnięta do drugiej, pustej aktualnie sypialni.
Zevran zajął się organizacją zabawy. Rozlał znaleziony w kuchni alkohol, rozsadził towarzystwo – dziwnym trafem Alistair wylądował możliwie daleko od Couslandki – a potem zaczął zagadywać. Ellen, podobnie jak Strażnik, z początku była dość zmieszana, ale z pomocą Leliany oraz po wypiciu części zawartości swojego kubka trochę się rozluźniła. Niedługo potem śmiali się z żartów elfa, prosząc o kolejne historie, a do opowieści dołączyła także łuczniczka.
Gdy rozgorzała drobna sprzeczka między Zevranem a Alistairem, Leliana poklepała Ellen po ramieniu. Zarumieniona Strażniczka oderwała wzrok od warczących na siebie towarzyszy, przenosząc go na pogodną kobietę.
— Pamiętasz naszą rozmowę? — zagadnęła łuczniczka, wspierając się na Couslandce barkiem.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
— Tak, oczywiście — odparła grzecznie.
— …prawda, Ellen? — rozległ się oburzony głos Alistaira.
— Pewnie! — rzuciła do przyjaciela.
— Widzisz? — triumfował Strażnik, znów skupiony na nachmurzonym Zevranie.
Leliana roześmiała się pogodnie, kręcąc głową. Chwilę poświęciła zastanowieniu nad tym, jak bardzo jej przyjaciele byli ze sobą zgrani, zupełnie tego nie zauważając. To się zaliczało chyba do wyższego poziomu nierozgarnięcia.
— Chciałam tylko powiedzieć, że przemyślałam twoje słowa i… miałaś rację — westchnęła, wracając do podjętego tematu. — Mimo tego, co mówiła Marjolaine, nie jestem taka jak ona. Teraz to wiem. Stwórca dał mi spokój ducha, nic tego nie zmieni — zapewniła z mocą. — Poszłam za tobą, by uczynić świat lepszym miejscem, i póki będę o tym pamiętać, nie zawiodę. Czasem potrzeba drugiej osoby, by pokazała nam prawdę, którą sami ukrywamy przed sobą — westchnęła i przymknęła oczy, obracając kubek w dłoni.
— Przyjemność po mojej stronie — obwieściła Ellen i wzniosła toast do nikogo, szczerząc zęby.
Łuczniczka roześmiała się serdecznie.
— Cieszę się, że odeszłam z Lothering z tobą — przyznała, przymrużywszy powieki. — Okazałaś się prawdziwą przyjaciółką i dziękuję Stwórcy, że mi ciebie zesłał.
— Zaraz tam Stwórca — parsknęła Ellen, wyciągając przed siebie nogi. — Plaga raczej.
— Ty to zawsze umiesz powiedzieć coś pokrzepiającego. — Leliana zachichotała, wzniósłszy oczy do sklepienia.
— …tak było, nie? — rzucił w przestrzeń Zevran.
— Nie, a co? — odparła natychmiast Strażniczka.
— Ha! — wykrzyknął triumfalnie Alistair.
Zevran spojrzał na Ellen z wyrzutem, krzyżując ręce na torsie.
— …och, miałam przytaknąć? — zmartwiła się dziewczyna, wytrzeszczywszy oczy.
Leliana znów zaniosła się śmiechem. Przechyliła się, by sięgnąć do butelki, i polała wszystkim następną kolejkę. Trochę, co prawda, rozlała, bo Alistair siedział za daleko, ale nie przejęła się tym zanadto.
— Zev? — odezwała się Strażniczka. — A jak można zostać skrytobójcą?
— Żadnych takich po alkoholu, Ellen! — skarciła ją rozbawiona łuczniczka, rozciągnąwszy się na podłodze niczym zadowolony, rozleniwiony kot.
— Cóż, Kruki powiedziałyby, że to bardzo złożony proces, który trwa całymi latami i zawiera wiele prób wytrzymałości i wytrwałości — mruknął Zevran, krzyżując nogi w kostkach. — Jeśli przetrwasz ten proces, to może, być może, uznają cię za wystarczająco dobrego, by należeć do nich. Jednak w rzeczywistości wystarczy tylko chęć zarabiania na życie zabijaniem ludzi. Zadziwiające, jak można się na tym wzbogacić — podsumował zadowolony i wyszczerzył zęby.
— Nie potrzeba żadnych specjalnych umiejętności? — zdumiała się dziewczyna, wysoko unosząc brwi.
— Twoje umiejętności są bardzo wyjątkowe, zwłaszcza metoda wyczuwania pomiotów — wtrącił Alistair, sięgając do włosów Ellen, żeby je rozczochrać.
Strażniczka fuknęła zła, niezdrowo zarumieniona, i spróbowała pacnąć przyjaciela w dłoń, ale nie trafiła, skutkiem czego walnęła się w głowę. Aż sapnęła ze złości, podczas gdy Alistair dusił chichot przez rękaw koszuli.
— Nic mi o tym nie wiadomo. Widzę to tylko jako inny zestaw umiejętności niż u zwykłego zabójcy — odparł Zevran, rzuciwszy Alistairowi krytyczne spojrzenie. — Skrytobójca specjalizuje się w ataku z zaskoczenia i maksymalnym wykorzystaniu pierwszego ciosu. Jeśli osłabisz swego wroga trucizną lub raniąc go w którąś z kończyn, reszta walki staje się o wiele prostsza — podsumował.
— To brzmi przydatnie — burknęła dziewczyna, próbując ułożyć potargane włosy.
— Widzisz? Nie chodzi tu o zapłatę za zlecenie. Bycie skrytobójcą jest raczej taktyką, a nie stylem życia — ucieszył się Zevran i sam dolał do swojego kubka. — Oczywiście Kruki lubią udawać, że ich umiejętności stanowią wiedzę tajemną, zakazaną i owianą nimbem tajemnicy. Niech więc to pozostanie między nami, dobrze? — Zachichotał wesoło.
— W drodze wyjątku — zgodziła się Ellen, pozwalając Lelianie nalać sobie następną kolejkę. — Ale teraz mam na ciebie haczyk!
— O nie, co ja teraz zrobię! — teatralnie przeraził się Zevran, wytrzeszczając oczy.
— Najlepiej umrzyj — poradził mu nieco chmurnie Alistair, odsunąwszy własny kubek od ust, żeby posłać elfowi mało przychylne spojrzenie.
— Ranisz moje serce, Alistairze!
— Ty nie masz serca, Zev — mruknęła Leliana.
— Alistairze, nie krzywdź Zevrana — karciła tymczasem przyjaciela Ellen, wsparłszy głowę na dłoni z rozmarzonym wyrazem twarzy.
— Twoja mina jest straszna — stwierdził zaniepokojony Strażnik.
— Śliczna! — pocieszył ją elf.
Alistair spojrzał przeciągle na zadowolonego z siebie Zevrana, co nie umknęło uwadze Leliany. Kobieta uśmiechnęła się pod nosem i położyła głowę na nogach przyjaciółki, obserwując sytuację z satysfakcją. Jedyną nieświadomą niczego była Ellen – wyszczerzyła zęby do łuczniczki i pogłaskała ją po włosach jak ulubionego zwierzaka.
Spędzili tak jeszcze długie chwile, śmiejąc się, dokuczając sobie i pijąc – aż zaczął się kończyć alkohol. Szybko okazało się, że Strażniczka miała słabą głowę, za to upijała się na wesoło, dlatego najczęściej było słychać właśnie ją. Godziła Zevrana z Alistairem, szeptała teatralnie do Leliany, po czym sama prowokowała sprzeczki, szczerząc przewrotnie zęby. Łuczniczka nie podejrzewała, że mogła się przy Ellen aż tak dobrze bawić – dopiero kiedy dziewczyna puściła w niepamięć całą odpowiedzialność, która na niej ciążyła, całkowicie się rozluźniła.
W pewnym momencie Leliana zauważyła, że Zevran spogląda na Alistaira czujnie. Domyśliła się, że zbliżała się pora zero – dlatego czym prędzej odczołgała się od Ellen pod pretekstem sprawdzenia wszystkich pustych butelek. Elf bez wahania zajął miejsce po niej, siadając bardzo blisko Strażniczki, która z emfazą licytowała się z Alistairem, kto zabił więcej pomiotów. Leliana zajęła strategiczne miejsce i przyssała się do swojego kubka, zaciekawiona, co Zevran planował.
Skrytobójca, słuchając przekomarzań Strażników, położył dłoń na kolanie Ellen. Zaaferowana dziewczyna nawet tego nie zauważyła, więc swobodnie przesunął rękę w górę jej uda, unosząc brew. Dopiero wtedy zorientowała się, co się działo – trochę później nawet od Alistaira.
— Przestań — żachnęła się niespecjalnie przejęta i odepchnęła dłoń elfa, powracając do przerwanego wątku. — Tylko że ty zwykle biegasz za mną z tarczą! Nie masz czasu na pomioty — wytłumaczyła powód, dla którego wygrywała w tym rankingu.
Zevran zupełnie się nie zraził. Wcisnął rękę na to samo miejsce, drugim ramieniem obejmując dziewczynę w talii. Ellen syknęła zniecierpliwiona i spróbowała go od siebie odsunąć, nie odrywając spojrzenia od Alistaira – Alistair natomiast zapatrzył się zdruzgotany na skrytobójcę. Leliana przestała sączyć swój trunek, zaniepokojona możliwymi scenariuszami.
— No i jak wyskoczyły te wrzeszczące, czy jak im tam… — ciągnęła Ellen, usiłując odepchnąć od siebie nachalnego towarzysza.
— No nie bądź taka chłodna — zamruczał, muskając ustami jej ramię, potem szyję.
Dopiero wtedy wytrzeszczyła oczy i obróciła do niego głowę, jakby dotarło do niej, co tu się właśnie wyrabiało. Zająknęła się oburzona.
— Puść mnie! — fuknęła zirytowana w momencie, w którym ujął jej brodę w dłoń, przyciągając do swoich ust.
Nie zdążył jednak pocałować zdezorientowanej Strażniczki, bo brutalnie go od niej oderwano. Na moment zawisł w powietrzu i zdążył zobaczyć tylko bardzo niezadowolonego Alistaira, zanim jego pięść bezlitośnie osiadła na twarzy elfa. Zevran, puszczony przez młodzieńca, po ciosie przewalił się na plecy i aż się nakrył nogami. Leliana z wrażenia ugryzła kubek, Ellen natomiast krzyknęła cicho, zasłaniając usta dłońmi.
Nie zdążyła się zmartwić stanem skrytobójcy, bo Alistair złapał ją za łokieć, postawił do pionu, po czym posłał cichej łuczniczce miażdżące spojrzenie.
— Na dziś wystarczy. Dobrej nocy — poinformował oschle i pociągnął jąkającą się Strażniczkę do drugiego pokoju.
Trzasnęły za nimi drzwi, zapanowała cisza. Leliana powoli odstawiła kubek i podczołgała się do Zevrana, który jedynie opuścił nogi, rozkładając ramiona na całą szerokość. Zapatrzył się w sklepienie, nie mówiąc niczego. Łuczniczka wsparła głowę na rękach i spojrzała na towarzysza żywo zainteresowana.
— Było warto?
Zevran przewrócił się na bok, podpierając policzek na zwiniętej w pięść dłoni. Pod jego okiem rysowała się coraz wyraźniejsza, brzydka śliwa.
— Jeśli w ciągu tygodnia nic się nie stanie, będę bardzo złym Antivańskim Krukiem — mruknął.
Zaraz syknął zły, kiedy zapiekła go rozcięta warga. Starł z niej krew, marszcząc czoło. I tak nikt potem nie doceni jego dzisiejszego poświęcenia.

Ellen odzyskała głos dopiero po kilku krokach postawionych w drugim pokoju. Wyglądało na to, że wszyscy już posnęli, dlatego kiedy się odezwała, spróbowała zapanować nad tonem i utrzymać go w teatralnym szepcie. Uczepiła się prowadzącego ją Alistaira.
— Alistairze — syknęła, zatrzymując go.
Spojrzał na nią – w jego oczach nadal czaił się gniew, wiedziała jednak, że nie był skierowany do niej, więc nawet się nie przejęła. Pociągnęła go za rękaw, robiąc przejętą minę.
— Nie możemy pozwalać mu pić — zdenerwowała się, szarpiąc nieszczęsną koszulę przyjaciela.
— Co? — wykrztusił.
— Nie możemy pozwalać mu pić — powtórzyła z przejęciem. — Nie możemy. Robi wtedy głupie rzeczy! Nie wolno Zevranowi pić.
Alistair, wpatrując się w nią ze zdruzgotaniem, zająknął się kilkukrotnie. Dziewczyna brzmiała tak, jakby mówiła o swoim dziecku, a nie o napalonym elfie, który właśnie się do niej dobierał. Strażnik potrząsnął głową z niedowierzaniem, po czym ujął jej twarz w dłonie, bo już zaczynała się dekoncentrować i spoglądać na boki.
— O czym ty mówisz, Ellen?
Wyglądało na to, że z całej ich grupy to przede wszystkim ona nie powinna pić. Nie robiła się szkodliwa po alkoholu, ale zachowywała się jak dziecko. Irracjonalne. Całkowicie, nieskazitelnie niewinne. Poprzysiągł sobie, że nigdy nie spuści jej z oczu, jeśli jeszcze kiedyś się przy nim napije. Na pewno wpakowałaby się w tarapaty, zwłaszcza przy tak niegodnych zaufania towarzyszach. Oraz podejrzanych. Pieprzony elf.
W następnej chwili jednak Ellen ujęła jego nadgarstek, zaraz potem dotykając jego policzka. Na twarzy Alistaira wymalowało się jeszcze większe zdumienie – zanim zareagował, dziewczyna wspięła się na palce i wpiła się w jego usta. Tak po prostu. Nagłość tego wydarzenia sprawiła, że Strażnik zaraz przyjaciółkę od siebie odsunął, mrugając szybko, żeby odzyskać przejrzystość myśli. Zawirowało mu w głowie i już nie wiedział, czy to od alkoholu, czy od jej zachowania.
— Ellen — wykrztusił, wpatrując się w nią w szoku.
Skuliła ramiona, jakby ją skarcił, i uciekła wzrokiem w bok.
— Źle zrobiłam? — wymamrotała, purpurowiejąc na twarzy.
Alistair zająknął się bezradnie, nie mogąc zebrać myśli. Po pierwszym zdumieniu nadeszła nadzieja, a teraz – był gotów porwać ją w ramiona, jednak powstrzymywała go niepewność oraz troska. Nabrał powietrza, czując bijące szybko w piersi serce.
— Nie — wychrypiał, przesuwając kciukiem po jej czerwonym policzku. — Ale… ale ty nie będziesz niczego pamiętać jutro, prawda? — uświadomił sobie zrezygnowany.
Ellen spochmurniała. Dotknęła jego dłoni, pogłaskała go, chyba bezwiednie, zamyślona nad postawioną przed nią kwestią. Alistair poczuł, że jego samego też oblewa szkarłatny rumieniec. Może to i lepiej, żeby nie pamiętała? Zupełnie nie panował nad sytuacją, nie tak to miało wyglądać, gdyby kiedykolwiek wyglądało!
— Ale ty będziesz pamiętał, tak? — spytała zaniepokojona, unosząc wzrok na jego oczy.
Skołowany skinął głową, nie mogąc oderwać od niej zachwyconego spojrzenia. Dziewczyna w jednej chwili się rozluźniła, uśmiechając się z ulgą.
— W takim razie wszystko uratowane — zawyrokowała swobodnie.
Alistair nabrał bardzo głębokiego wdechu, starając się zapanować nad emocjami. Musiał się nią zająć. Musiał pozostać odpowiedzialny. Nie wolno mu było oszaleć ze szczęścia.
— Idziesz spać — postanowił i pociągnął ją do najbliższego wolnego łóżka.
Próbując ją posadzić, poległ – Ellen szarpnęła go za sobą, przez co opadł na materac obok niej. Uśmiechnęła się do niego nieśmiało, tak cudownie zakłopotana, że nie mógł oderwać od niej wzroku nawet na chwilę. Co i rusz zapominał o oddychaniu. I wtedy jeszcze objęła go, wtulając się ufnie w jego ramię, schowała twarz w sfatygowanej koszuli, po czym westchnęła głęboko. Nie powstrzymał się, przygarnął ją do siebie, przeczesując palcami jej krótkie włosy.
— Nigdy mnie nie zostawisz, prawda? — spytała cicho, przechyliwszy głowę tak, żeby na niego spojrzeć.
Westchnął, dotknął jej zarumienionego policzka, na moment zapatrzywszy się na rozciągnięte w uśmiechu usta. Powstrzymał się od ucałowania ich, wypominając sobie w duchu, że Ellen była pijana. Nie mógł wykorzystać tej sytuacji z taką podłością. Nie będzie przecież za wiele pamiętała.
— Nie zostawię — obiecał, mocniej ją obejmując, i pocałował ją w czubek głowy, kołysząc w ramionach. — Nigdy. Przyrzekam. Ale teraz idź spać, Ellen. Nie wyśpisz się.
Wypuściła zrezygnowana powietrze i posłusznie wgramoliła się pod koc, pomrukując z niezadowoleniem. Przypatrywał się jej przez cały ten czas, aż położyła się grzecznie. Drgnął, gdy podchwycił jej spojrzenie, zająknął się i już chciał wstawać, ale ujrzał, że wyciągnęła do niego ramiona. Zawahał się, niepewny, czego oczekiwała.
Dopiero w momencie, w którym poruszyła znacząco dłońmi, pojął, o co jej chodziło. Nachylił się, pozwalając się objąć za szyję i raz jeszcze przytulić. Pogłaskał ją po włosach, musnął ustami czoło, a potem wstał. Zanim odwrócił się, by odejść, ujrzał jej szeroki, spokojny uśmiech. Potem ułożyła się na boku, zwinęła się w kłębek, podłożywszy dłonie pod głowę, i ziewnęła.
Alistair natomiast ruszył do wyjścia. Potrzebował świeżego powietrza. Mnóstwa świeżego powietrza. Musiał sobie wszystko poukładać. Musiał ochłonąć.
Musiał wymyślić, co zrobić z tym, że Ellen najpewniej niczego nie będzie pamiętała.

17 komentarzy:

  1. No nie, a człowiek już liczył, że friendzone pozostanie na wieczność nienaruszony (może w rozdziale numer 200 moooże), a tu takie bum w twarz. Jak ty tak mogłaś rozbić poukładany świat kochanej ekipy (w końcu co tam jakaś Plaga...)?
    Ale i tak, gdy Zevran tak się narzucał Lelianie zaczęłam podejrzewać, że postanowiłaś z przytupem olać Ellen i Alistaira i zaserwować totalnie inny romans. W ogóle Zevran osiągnał jakiś wyższy level desperacji, skoro zdecydował się na taki krok. No, ale ten plan Zevrana na początku wyglądał, jakby Zev chciał zorganizować jakiś czworokąt (Zevran i Leliana bi, a reszta niech się buja do rytmu :P). Chyba sesja za bardzo zżarła mi mózg...
    W każdym razie wreszcie coś było! (A w ogóle lol ze Stena i jego postrzegania ludzi – chyba nikt nie wie czy to na serio czy to jakiś suchar.) Ellen ma strasznie słabą głowę albo Alistair mocną (bo Leliana i Zevran to pewnie tylko moczyli usta), bo popłynęłaaa... I tak była urocza ;). Chociaż, gdy tak Zevran zaczął się do uroczo zaabsorbowanej Ellen rozmową dobierać, zaczęłam mieć wątpliwości. I Zev chyba też mocno się zdziwił, że Ellen na tyle mu pozwala... I z takim poświęceniem zarobił limo i rozciętą wargę – biedny, taki sukces, a tam sobie leży i jeszcze pewnie Alistair będzie się na niego boczył (a może znów bezlitośnie pobije, chlip).
    A najlepiej to miała Ellen, która se popiła, została pododrywana i jeszcze se pocałowała kogo chciała – taka to ma życie xD. Ale i tak zapłaci za to kacem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A CO. Ale pamiętajmy, że sprawa nadal nie jest załatwiona, w końcu pijana Ellen raczej nie będzie pamiętać ekscesów z wieczora.
      To by było ciekawe, ale na dłuższą metę nierealizowalne, tych dwoje by się nie dogadało ze sobą poza łóżkiem. A Leliana taka nieco nawrócona się zrobiła i dopiero się "odświęca". To by było bardzo w stylu Zevrana - ale Ellen już mu dała do zrozumienia, że zupełnie nie jest nim tak zainteresowana, więc po prostu postanowił posprzątać ich bałagan, a co.
      Nie, to Ellen jest bardzo wrażliwa na alkohol. Małe szlachcianki nie zapijają się, a ona była zajęta czymś innym, na przykład uczeniem się walki, no i właśnie. Ellen też na tyle pozwoliła, bo zupełnie nie czuła zagrożenia, a styki jej w mózgu wolniej łączyły.
      Alistair na pewno będzie się boczył. Nie żeby wcześniej się nie boczył.
      Ha, głupi ma szczęście! Ale nie będzie tak dobrze przez całą wieczność, co to, to nie.

      Usuń
    2. Czyli wszystko wraca do normy, bo nikt nie wierzy w to, że Alistair opowie Ellen co wyrabiała po pijaku. Biedny Zev - chyba jednak będzie tym bardzo złym antivańskim krukiem.
      Oj tam - dogadywaliby się tylko w łóżku najwyżej, a poza tym udawali, że się nie znają ^^. Może Leliana potrzebuje terapii szokowej, żeby się szybko odświęcić?
      Ach, biedna Ellen powinna była ćwiczyć odporność na alkohol, bo teraz ma takie efekty...
      A w ogóle grzebałam trochę po dziwnych teoriach z DA (bo ktoś nie chciał nic powiedzieć!) i oprócz Cailana masterminda znalazłam coś, co mnie totalnie zdziwiło - że niby Alistair i Morrigan to rodzeństwo (+ pomyśl o rytuale). Taaaa, chyba nie chcę wiedzieć więcej.

      Usuń
    3. Pomyśleć, że Zevran ma jakieś większe zgryzoty poza romansem Strażników, nie? Ale nie, first things first, oczywiście. No i tak, jak to zostanie rozegrane, zobaczysz. Hue.
      Terapię szokową to ma na przestrzeni następnych części, chociaż niewiele ma to wspólnego z rozkładaniem nóg. I szczerze wątpię, czy by się dogadali w łóżku, oboje mają... specyficzne temperamenty w moim odczuciu.
      No cóż, mądry... Fereldeńczyk po szkodzie!
      JEZUS CO? O tym nie słyszałam... ale to jak oni to sobie wyobrażają, lololol? Flemeth była już starą kobietą, kiedy Maric do niej trafił w Głuszy (sam miał coś pod dwudziestkę, czy coś). Albo ktoś nie czytał "Utraconego tronu", albo, eee, widzieli dwudziestolatka trzaskającego kilkusetletnią kobietę. Nie wiem, co gorsze.
      Nigdy więcej nie chodź w tę stronę internetów.

      Usuń
    4. ma?! Przecież Zev to zawodowa swatka! Przecież oni na trzeźwo nie przejdą do rzeczy... Udowodnili to już tyle razy, że ręce mi opadły i sama zaczęłam na nich patrzeć jak na tylko i wyłącznie przyjaciół.
      A bo to wszystko twoja wina, bo powiedziałaś, że DA ma fajne teorie, a nie chciałaś powiedzieć jakie! Deal jest taki, że oni przeczytali „Utracony tron” i stąd to wzięli – bo, słuchaj uważnie, Maric coś obiecał Flemeth i wszedł z nią do chatki sam. No co innego mogli tam robić? XD A prawda jest taka, że ktoś chyba puknął starą Flemeth, bo Morrigan raczej nie wykluła się z jajka (nie kręciła się blisko, ani raczej wolno nie starzała, a Flemeth stara już była). Znaczy, widziałam jeszcze inne teorie (w tym taką, że Morrigan nie została urodzona przez Flemeth – tego nie ogarniam; jakiś Anders jest trzecim synem Marica w sensie, że tym od Fiony, a Alistair jest od służki z Redcliff; niejaki Hawke – a podobno można wybrać płeć, więc tym bardzie lol z tej teorii – romansuje z siostrą; OGB przejmuje władzę nad światem, ale w sumie to PLiO ma bardziej zakręcone teorie, więc jakoś bardzo nie zryło mi psychy).
      Za późno... A, jak myślisz, gdzie polazłam, gdy zobaczyłam „nie idź w tę stronę internetów” :P? Taa, dokładnie.

      Usuń
    5. Ojtam, ojtam, po prostu musisz wierzyć, wiara czyni cuda. Patrz, Alistair wierzył tak długo, udało się! Prawie! Ale zawsze coś!
      Ale to było wyjaśnione, co jej obiecał. To było chyba w "Powołaniu". Pamiętam, że to wyjaśnili. Nie pamiętam, jakie było to wyjaśnienie, ale wiem, że to na pewno nie seksy były. Flemeth w ogóle straszne rzeczy mu naopowiadała.
      Co do tego, jak powstała Morrigan - wiadomo, że seksami. Tylko rozchodziło mnie się o to, że zaręczony dwudziestolatek starszej pani by nie puknął. Flemeth, jeśli wierzyć legendom, najczęściej bawiła się z Chasyndami. No i w którymś momencie jednak przejmowała ciała swoich córek, więc była fizycznie młodsza - ale nie wtedy, gdy Maric do Flemeth trafia. Morrigan musiała być już w brzuchu u niej albo w jakiejś kołysce, jeśli dobrze na szybko policzyłam.
      Anders? ANDERS?! Ten psychopata? Hell no. Znaczy, ja bardzo lubię Andersa, ale no. Hehe. Nie.
      Kuuurde, ale przecież w "Powołaniu" jak wół stoi, że Alistair jest Alistairem. Jezu, nie umieją czytać ze zrozumieniem, źli ludzi.
      Incest to jakoś popularny ostatnio jest, to akurat mech.
      Yyy. W takim razie: idź w tę stronę internetów?

      Usuń
    6. Prawie robi wielką różnicę :P Zanim się doczeka na trzeźwo minie jeszcze ze sto rozdziałów :P.
      Nie czytałam książek (znaczy teraz zaczęłam „Utracony tron”), a wcześniej tylko szukałam przez imiona tych fragmentów. Znaczy, że wyjaśnione to mówisz o przepowiedni (że Maric nie dożyje piątej Plagi)? Już jakiś czas temu przeglądałam, więc może to nie o to biega...
      Nom, też nie wydaj mi się, żeby dwudziestolatek (chyba miał 18, albo mi się wydaje, nie mam pamięci do jakichkolwiek cyfr) miał ochotę zaliczyć babcię pod siedemdziesiątkę na trzeźwo i bez środków uzależniających. Skąd wiesz, ile lat ma Morrigan? Bo patrzyłam kiedyś na wiki i było chyba tylko o Alistairze, a reszta to na oko.
      Nie znam, czytałam, że mag krwi, któremu może odbić (ale czy zawsze odbija, nie mam pojęcia), ale tak takie teorie chodzą. Głównie ze względu na magię i że podobny do Alistaira i Marica (nie sprawdzałam, nie chciało mi się). W ogóle w świecie DA są jakieś zasady dziedziczenia mocy magicznej?
      No nie, nie stoi, bo nie pada jego imię (a sprawdzałam!). Ale chyba w jakimś wywiadzie autor powiedział, że to jest Alistair, więc kłótnie właściwie są o nic.
      Hehe i teraz już nie będę grzebać, dziękuję ^^.
      A w ogóle to jak to jest z Marikiem? Znaczy chodzi mi o uznawanie komiksów, bo z filmika na yt dowiedziałam się, że gość jest trup, ale zauważyłam, że sporo osób w to nie wierzy i jest przekonanych, że nagle wyjdzie zza krzaka w następnych częściach.

      Usuń
    7. Ya never know!
      Też, ale cośtam gdzieś było, pamiętam. Nie pamiętam dokładnie, bo czytałam to lata temu, ale wiem, że to wyjaśnili. Może w "Powołaniu"? Możliwe.
      No, na oko oszacowałam. Nie mam pewności, ale wydaje mi się, że to nie dy rydy. Zresztą umówmy się, żadnych podobieństw z Marikiem nie ma, ani zewnętrznych, ani wewnętrznych.
      Nie był magiem krwi, tylko apostatą, to różnica. No i, eee, tak jakby był plugawcem, ale wciąż nie magiem krwi, co czyniło z niego wyjątkowy płatek śniegu. Odbiło mu, owszem, ale bez magii krwi. Ze smoczym moczem, czy coś takiego *heheszki* Podobny, bo blondyn z brązowymi oczami? (a w dodatku chyba niebieskimi, więc lol). LOL jeszcze większy. No, niemniej, dziedziczność jest taka, że jak rodzice są magiczni - albo jedno z rodziców - to dziecko może, ale nie musi. Jak u Hawke'ow, z bliźniąt tylko Bethany jest czarodziejką, Carver nie (fuck you, Carver).
      Nie stoi imieniem, ale jasna dupa, wszystkie znaki na niebie i ziemi to wskazują. Alistair w dodatku jest niesamowicie podobny do Marika. Z charaktery tysz, w sensie.
      W komiksy się nie bawiłam, jakoś nie mogłam ogarnąć idei, no i są trudno dostępne w Polsce. Słyszałam tylko, że podobno wynika z nich, że Alistair i Maric mają jakąś smoczą krew, która uodparnia ich trochę na Plagę, ale wtf, to nie wiem. Maric jes trup, bo gdyby nie był, już by miał jakiś większy comin' back w kanonie gierczanym moim zdaniem. Ale wiesz, niektórzy wierzą, że Cailan też żyje, chociaż nam pokazali, jak mu kręgosłup łamią wpół. Fandom jest straszny.

      Usuń
    8. Podobieństw wewnętrznych? Hm, jasne, że są - mają całkiem podobne narządy :P Serio, nie wiem, skąd to się bierze, ale wymyślają to ludzie, którzy mają zdecydowanie za dużo czasu.
      A to przepraszam za pomyłkę, ale nie ogarniam tej drugiej części zupełnie, to i mogłam poprzekręcać. Dla mnie to oni wszyscy mają ciemne oczy (z wyjątkiem Morrigan), bo mi się nie chce przylumpiać... No, ale zasadniczo właśnie ze względu na wygląd i władanie magią (że po Fionie). Magiczny rodzic daje większe szanse na zostanie magiem? Czy wszystko jest losowe i nie ma znaczenia, czy masz magów w rodzinie czy nie?
      Hehe powiedz to tym od teorii. Poza tym im chodzi chyba o to, że Alistair bardzo przypomina Marica, ale praktycznie wcale Fiony.
      No właśnie też nie mogłam znaleźć całości i widziałam tylko filmik sumujący na yt... Ale mój zonk po czytaniu mang i przerzutce na komiksy był bezcenny (czyta się od innej strony). Właśnie w komiksie Alistair biega sobie z Varrikiem i piratką na A (zapomniałam) i dowiadują się o tej smoczej krwi przy okazji znajdując Marica (ale on sobie później umiera, bo ciało ma do kitu i takie tam). No i pojawia się siostra Morrigan (też mag).
      Piękne są obrazki porównujące kanon i fanon ^^.

      Usuń
    9. Ops piratka to Isabella Mała wtopa...

      Usuń
    10. To nawet nie pomyłka, po prostu jego sytuacja naprawdę była skomplikowana. Apostaci to magowie, którzy nie są w Kręgu - ale nie muszą być maleficarum. Maleficarum to każdy mag, który używa magii krwi - czy w Kręgu, czy poza nim. A kwestia splugawienia Andersa to już zupełnie inna zabawa.
      Tak, chyba nie zdarza się, żeby bez magicznego przodka znienacka rodził się ktoś władający magią. Nie musi to być jednak dziedziczenie w głównej linii chyba.
      Zdarza się tak. Chociaż gdy Gaider opisywał Fionę w książce, chyba znalazłam jakieś podobieństwa... ale not sure, generalnie. Po prostu pamiętam wrażenie, że "to do siebie pasuje!".
      Hm. Nie wiem, mam jakieś takie poczucie, że to jakby spoza kanonu jest. W sensie, no bo Alistair może być też królem, gdzie by biegał. A Varrik może być w Inkwizycji. I nigdy się o tym nigdzie w innych miejscach nie wspomina. Generalnie mech.

      Usuń
  2. Ostatnio żyję jakoś poza czasem :/ Dopiero teraz ogarnęłam, że 10 była publikacja nowego rozdzialiku! W każdym razie dowlokłam się ostatkiem sił do laptopa (mamy straszne upały tutaj w stolicy, ale podejrzewam, że Wy macie niezły Mordor ;P) i przeczytałam. Och, cóż za konspiracja! Ale, cholera, w końcu! Matko, sądziłam, że biedak nigdy się nie odważy, serio... Cóż, i tak Ellen nic nie będzie pamiętać, ale co tam xD Ważne, że jakiś krok został poczyniony :D Choć podejrzewam, że teraz będzie dosyć zabawna atmosfera - Ellen obudzi się z potwornym bólem głowy i nie będzie niczego pamiętać, Alistair zamieni się w regularnego buraka, a Zevran i Leliana będą sobie co chwila przybijać piątki, zaś reszta drużyny nie będzie ogarniać, o co chodzi xDD Matko, już chcę to zobaczyć! :P
    W ogóle to muszę się pochwalić, że zagrałam w Dragon Age'a - zaczęło się od tego, że potrzebowałam oderwania od sesji i tak doszłam już do posiadłości Howe'a i odbicia królowej, ale teraz gram mniej, bo zaczęłam znowu pisać, so... Już wszystko wiem, hue hue xD Ale i tak coś mi nie pasuje w tym, jak ją przeszłam, bo nie znalazłam Shale, a jakimś dziwnym trafem gra mi wyświetla, że przeszłam dopiero niecałe 20% gry czy jakoś tak... I know nothing.
    Anyway, mam nadzieję, że w końcu usiądę do pozostałych Twoich blogasków. Coś ciężko mi idą granice, nie wiem czemu... :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo, u nas raz dobiło do czterdziestu stopni, a byłam wtedy na zawodach, więc generalnie było świetnie. :D Ja żyję sesją, przynajmniej udaję, że nią żyję. I tak nie mam planów na wrzesień...
      Taak, będzie mocno awkward, to na pewno. Co z tym Alistair zrobi, to już od niego zależy, no bo Ellen choćby chciała - a mogę zdradzić, że trochę będzie chciała! :D - to nie dy rydy. Zevran za to będzie złym Antivańskim Krukiem, ot i wsio. Zły, zły Zevran.
      Ha, wszystkich zmuszam do grania w to! xD Chyba każdy mój znajomy, który sięgnął po ten tytuł, zrobił to z mojego powodu. Skończy się na tym, że nawet Małgo będzie trzaskać DA (dla romansów, ale to nic). Huehue. Wiesz, pamiętaj, że w grze jest mnóstwo ścieżek wyborów, nigdy nie masz pewności, co Ellen zrobi. :D
      Shale jest w DLC. No i pewnie nie porobiłaś zadań pobocznych, a tych jest od groma. Pamiętaj też o zadaniach z tablic kantora. Naprawdę musiałaś sporo pominąć, skoro już w Denerim masz 20%. Ja przy pierwszym przejściu, kiedy szłam tylko głównym wątkiem, przy Denerim miałam jakieś 30-40%.
      Wiesz, może to nie jest twój typ literatury. ^^ To jednak nie jest high fantasy, nie do końca, na pewno nie heroic (a to są dwie szufladki, do których wciskałabym twoją Wojnę). Już prędzej Legenda jest w klimacie heroic, ale też nie do końca.

      Usuń
    2. O matko, wyobrażam sobie! Okropność! >< Hahahahaha, zajebiste podejście xD Ja już tylko praktyki zawodowe (bardzo luźne, bo tylko raz w tygodniu) i drugi kierunek, ale to teraz miałam po 3 godzinki, a za 2 tygodnie wyjeżdżam, więc mogą mnie cmoknąć xD Wysyłam z jednego przedmiotu zaliczenie, a z drugim to nie wiem, mają na uszach stanąć i coś wymyślić, żeby wyznaczyć drugi termin, bo połowy ludzi nie będzie. Więc mam w sumie luzik :)
      Hahahahaha, to będzie się działo! :D Aż sobie wyobrażam twarze tych postaci podczas tych wszystkich awkward situation xD
      Nooo, jak dawali za darmo w Origin, to mam, a co! I stwierdzam, że wiele podoba mi się rozwiązań technicznych, których próżno szukać w NVN i pd wieloma względami DA jest o wiele lepsze. Ale Ty już piszesz o tym historię, więc ja zostaję z moim bajzlem xD
      Och, ileż jak się nawkurzałam, gdy skrzętnie dobierałam wszystkie wypowiedzi i podejmowałam decyzje, a tu nagle Alistair się ze mną nie zgodził xD W ogóle to największy mindfuck w grze miałam podczas ratowania syna arla z łap demona. Nie wiem, jakim cudem poprowadziłam rozmowę z matką tak, że go zabiłam... Do tej pory nie wiem, serio xD I 20 punktów u Alistaira poszło się... kokosić xD
      Och, to tłumaczy, dlaczego jej nie znalazłam - a ja, głupia, szukałam próżno w każdym zakątku Orzammaru xD No właśnie nawalone mam ich od groma! Ale na ten przykład jeden quest będę mieć nieskończony, bo pieprzony elf z Lasu Brecilian nie chce ode mnie przyjąć cholernej skóry wilkołaka dla ukochanej, usilnie twierdząc, że sam już może upolować. I wisi mi to zadanie jak ten cioł, do tej pory :c Ja to mam i z kolektywu magów, i z nieregularnych, i z kantoru, nawet kruki zaczęłam robić! Ale muszę jutro zrknąć, ile faktycznie mam aktualnie tych procent, bo jak niedawno patrzyłam, to serio było jedynie 20% i byłam zdziwiona, bo już fchuj godzin wyrobiłam. A tak btw to znalazłam poradnik w Internetach, jak mniej więcej grę przejść i nie ominąć ważnych rzeczy, ale najwyraźniej ten poradnik jest niepełny.. Muszę to sprawdzić xD
      Znaczy się - ciężko mi idzie czytanie tego na bieżąco. Na ten przykład Szarą mam na bieżąco i nie mam problemów, by raz w miesiącu zajrzeć tutaj i przeczytać oraz skomentować, a Legendę i Granice zawsze opuszczam w którymś momencie i robią mi się kilometrowe zaległości xD Nie wiem, od czego to zależy ;P

      Usuń
    3. Wiesz, napisać fika o DA jak najbardziej możesz, jeśli chcesz, przecież monopolu na to nie mam. Jest wiele ścieżek i oryginalnych możliwości. Tylko wiesz, znam twój słomiany zapał, jakby nie patrzeć. :D
      Hmm, nigdy mi się nic takiego nie zdarzyło. W sensie, zawsze wychodziło tak, jak chciałam, żeby wyszło. No i rzadko robiłam coś, co wkurwiało Alistaira, chyba że z premedytacją. Tylko z Morrigan miałam trudniej, ale znalazłam na nią sposób i jest git. A tak... ach, moje początki z Zevranem były trudne, ale na szczęście znaleźliśmy wspólny język. :D
      Bo to trzeba wiedzieć, w jakiej kolejności te zadania robić! Niemniej, nie wiem, dlaczego masz taki niski procent. Może liczy ci razem z DLC...? Nie wiem. Ja chyba na jakieś 60% ukończyłam grę, nie przechodząc wszystkiego-wszystkiego, ale większość pierdół. I prawie wszystkie DLC, jakie wyszły. No i w sumie jeszcze trochę w Denerim przed tobą jest, chyba, więc może też o to chodzi. Ja przechodziłam bez poradnika i większość pierdół znalazłam, więc się da. :D
      Mówię, może po prostu ci to jako tekst nie leży. Szara jest pisana z mocnym przymrużeniem oka, może nie piszę jakoś ciężko i w ogóle. Różnie to bywa. Więc broń cię borze zielony, nie zmuszaj się do czytania, bo to nie o to chodzi. ^^

      Usuń
  3. Omg. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam.
    P.S Zawsze wiedziałam, że Zevran jest tak naprawdę pomocny i kochany xd Takie poświęcenie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, niespodzianka!
      Zevran jest wredna szuja, ale ma dobre serce. :D

      Usuń