niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział 1.97 - Kartel



Morrigan poprowadziła ich do wysuniętego najbardziej na uboczu domostwa. Ellen, zadarłszy głowę, zobaczyła, że na pierwszym piętrze brakowało kilku ścian oraz, co za tym szło, kawałka dachu. Mimo to parter sprawiał wrażenie solidnego, w dodatku był pozamykany na cztery spusty, nawet okna zasłonięto deskami. Strażniczka zmarszczyła czoło, przypatrując się drzwiom z podejrzliwością.
— Dużo ich tam jest? — zagadnęła wiedźmę, kiedy zatrzymali się u progu budynku.
— Kilku. Nic, z czym byśmy sobie nie poradzili — poinformowała, zwracając spojrzenie na zafrapowaną Ellen. — Wchodźmy. Nie wiem, czy nie ma tam tylnych wyjść. Jeśli nam uciekną…
— W porządku, zrozumiałam — mruknęła, wywróciła oczami, po czym śmiało sięgnęła do klamki, chcąc przekroczyć próg.
— Poczekaj — żachnął się Alistair, ujmując jej nadgarstek. — Pójdę przodem — zdecydował, zanim cokolwiek powiedziała.
Odsunął ją ze swojej drogi i, nie czekając na odpowiedź, po prostu otworzył drzwi. Wkroczył do środka pierwszy, ale Ellen poszła od razu za nim, nie zamierzając zostawiać go samego. Znaleźli się w niewielkim, nisko sklepionym pomieszczeniu, w którym panował półmrok. Strażniczka zza pleców Alistaira dostrzegła tylko stół – wstało zza niego kilka osób, zwracając w ich stronę spojrzenia. Wszyscy byli uzbrojeni, a na ich kościach policzkowych ciągnął się ciemny, geometryczny tatuaż kurzalców.
— Patrzcie no, kogo my tu mamy… — zamruczał jeden i uśmiechnął się przewrotnie, prezentując liczne braki uzębienia.
— Jarvia mówiła, że szukacie guza — stwierdził inny krasnolud, występując przed pozostałych. — Gratulacje, znaleźliście go.
Wojownicy, rechocząc paskudnie, sięgnęli po broń. Natarli na nieoczekiwanych gości jedną bezładną, ale gwałtowną falą – Alistair zatrzymał kilka ciosów na tarczy, dzięki czemu Ellen mogła prześlizgnąć się za jego plecami i obejść przeciwników, by zaatakować ich pod dogodniejszym kątem. Kiedy jednak do potyczki włączył się Sten i zamachnął się dwuręcznym mieczem, krasnoludy zaczęły przegrywać. Shale nawet nie musiała interweniować, a Zevran zdążył zabić ledwie jednego, zanim grupa Kartelu została niemalże wybita do nogi.
Ich przywódca wpadł na ścianę, dysząc ciężko, zacisnął dłoń na krzywym sztylecie, który mu jeszcze został, i popatrzył z obłędem w oczach na zbliżającą się do niego Ellen. Za plecami Strażniczki, pomiędzy nią oraz jej towarzyszami, ścieliły się trupy kurzalców.
— N-nie zabijaj mnie! — pisnął wysokim głosem, wciskając głowę w ramiona. — Na skutwionych przodków, czego was tam uczą na tej powierzchni? — jęknął, kiedy dziewczyna się zatrzymała, z niewzruszoną miną czekając na dalsze słowa. — Walczycie jak jakieś cholerne arcydemony! Na pieprzony Kamień, popatrz na nich! — dodał słabo.
Ellen nie obejrzała się na trupy, uznawszy, że to mogła być pułapka. Gdyby straciła czujność, krasnolud błyskawicznie by ją dźgnął – a leczenie poważnej rany pod nieobecność Wynne było ostatnim, czego potrzebowali.
— Gadaj, gdzie znajdziemy Jarvię, bo do nich dołączysz! — warknęła, przytykając sztylet do gardła kurzalca.
Krasnolud przełknął ostrożnie ślinę, zwracając błędne spojrzenie na niewzruszoną Strażniczkę.
— Kryjówka jest pod miastem — sapnął. — M-możecie przejść przez ścianę w trzecim domu na tej ulicy. Włóż tę kość w dziurę, to się otworzy. — Wygrzebał z kieszeni żeton, o którym opowiadała Nadieżda, i podał jej drżącą ręką. — Pu-puścisz mnie teraz?
Dziewczyna schowała zdobycz do sakiewki, bez pośpiechu, jakby teraz miała już bardzo dużo czasu. Uniosła wzrok z powrotem na przerażonego, spoconego krasnoluda.
— Nie — stwierdziła zimnym głosem. — Zdychaj razem z resztą zbójów Jarvii.
— Nie! — wykrzyknął, zanim zadławił się własną krwią.
Sztylet Strażniczki bez najmniejszego problemu przeszył gardło krasnoluda, odbierając mu życie. Kolejny trup zwalił się na podłogę, a z otwartej rany wylało się więcej posoki, tworząc ciemną kałużę na kamieniach. Ellen wytarła broń o ramię zabitego i zawróciła do pozostałych, którzy w milczeniu czekali.
— Idziemy. Jeśli nie kłamał, zaraz dostaniemy się do celu — stwierdziła, machnęła ręką na towarzyszy, po czym wspólnie opuścili budynek.
W Kurzowisku nikt nie zauważył wymordowania oddziału Jarvii. W uliczce, w której się znajdowali, przebywało kilku bezdomnych oraz żebraków, spotkali także jedną prostytutkę – zaproponowała im swoje usługi, zastrzegłszy, że golema nie bierze pod uwagę, co wprawiło w stupor nawet Zevrana. Czym prędzej oddalili się do wyznaczonego domu, a Ellen zastanowiła się, czy po prostu nie było słychać walki, czy coś takiego stanowiło tu codzienność. Westchnęła, przenosząc wzrok na mijane budowle, by doliczyć się tej konkretnej, której potrzebowali.
Odnaleźli ją bez problemu. Wejściem jednak nie okazały się drzwi, tylko lita kamienna ściana. Strażniczka uniosła wysoko brwi, wymieniła spojrzenie z Alistairem, po czym zbliżyła się do konstrukcji.
— Wygląda solidnie — skomentował Zevran.
— Mogę ją zmiażdżyć — zaproponowała Shale, nieco się ożywiwszy; po tym, jak nie zdążyła włączyć się do walki, popsuł jej się humor.
— Nie po to zdobywaliśmy żeton, Shale — upomniała ją rozbawiona Ellen. — Myślicie, że to tu?
Morrigan zastukała kosturem w kamień – odgłos był bez podźwięku, jakby nic z drugiej strony się nie znajdowało. Wiedźma jednak się nie zraziła, powtórzyła manewr u dołu ściany; tam rozległo się słabe echo.
— Najprawdopodobniej — mruknęła.
— Chwila, spójrz. — Alistair ujął łokieć Ellen i wskazał coś na wysokości, gdzie zwykle znajdowała się klamka. — Dziura.
Strażniczka nachyliła się nad nią, zmrużyła oczy, ale niczego po drugiej stronie nie dostrzegła. Musiała to być wyjątkowo płytka dziura – za to wyglądała tak, jakby miała kształt opuszka palca. Dziewczyna zmarszczyła czoło, wydobyła z sakiewki żeton, po czym wsunęła go w otwór.
Coś zachrzęściło, stuknęło, zamilkło. Ellen cofnęła się pół kroku, a wtedy ściana zadrżała i odsunęła się, tworząc wąskie przejście w głąb budynku – jednak pierwszym, co znajdowało się za progiem, były schody. Na ścianach wisiały w metalowych uchwytach pochodnie, w powietrzu unosił się smród palonego oleju. Strażniczka skrzywiła się brzydko, potarła niezadowolona nos, po czym machnęła na przyjaciół.
Wolnym krokiem ruszyli w głąb przejścia, a kiedy ostatnia osoba znalazła się w obrębie schodów, ściana zamknęła się za nimi z cichym zgrzytem. Ellen mimowolnie obejrzała się przez ramię, w pierwszej chwili zaniepokojona. Morrigan popchnęła ją wymownie w przód, więc bez słowa komentarza podjęła marsz, wypatrując końca stopni.
Wreszcie znaleźli się w szerszym, ale ciemniejszym przejściu. Stanęli na surowej skale wygładzonej stąpającymi po niej przez lata stopami – musieli wejść do zaadaptowanych przez Kartel jaskiń. Pod ścianami leżały porzucone przedmioty, rozbite meble, beczki z nieprzydatnymi zapasami, mnóstwo brudnych materiałów. Grupa ruszyła przed siebie, gdzie na końcu korytarza majaczyły dwie pochodnie rozświetlające wejście do normalnego, cywilizowanego pomieszczenia.
Już z tej odległości Ellen zauważyła, że w środku znajdowały się krasnoludy. Popatrzyła wymownie na Alistaira, który ustawił się u jej boku, a kiedy jednocześnie skinęli głowami, obejrzała się na pozostałych. Zevran w odpowiedzi uniósł kciuk i wyszczerzył zęby. Ellen, nie wiedząc, czego spodziewać się po tutejszych kurzalcach, napięła ramię, gotowa do dobycia broni.
Zatrzymali się na progu wysoko sklepionego, pełnego najróżniejszych skrzyń, pudeł oraz wysokich, zdobionych geometrycznie pojemników pomieszczenia. Przebywające w środku krasnoludy – akurat grały w kości – zwróciły na nich czujne spojrzenia, ale nie zareagowały. Tylko jeden z kurzalców, stojący tuż przy wejściu, wystąpił w przód.
— Hasło? — rzucił schrypniętym głosem.
Zapadło niezręczne milczenie. Oczywiście, że nie znała hasła. Szansa, że je odgadnie, była… nie było jej, bądźmy szczerzy. Mimo to Ellen zastanowiła się, co mogłaby odpowiedzieć. Przesunęła spojrzeniem po niecodziennym zbiorze towarów, jakie składowano w tym pomieszczeniu, po czym uśmiechnęła się niewinnie.
— „Jarvia ssie jaszczurze jaja”? — podsunęła pogodnie.
Za jej plecami Zevran parsknął, próbując powstrzymać śmiech, ale tylko jego rozśmieszył ten mało wyszukany żart. Poza niedowierzającym spojrzeniem, które posłał jej Alistair, zareagowali także pozostali członkowie Kartelu. Zerwali się z miejsc, gotowi interweniować. Odźwierny natomiast uśmiechnął się pobłażliwie.
— Wygląda na to, że mamy tu męczenników, chłopcy — skomentował.
Zanim jednak sięgnął po broń, został przewrócony oraz przygnieciony do ziemi przez Ellen. Dziewczyna nie zdążyła poderżnąć mu gardła, ale siła skoku okazała się tak duża, że sztylet zdołał przebić niezbyt dobrą zbroję na wysokości piersi i zagłębić się w sercu krasnoluda.
Za jej plecami pozostali także ruszyli do walki, a powietrze zaiskrzyło od przyzywanej przez Morrigan magii. Alistair od razu wysunął się do przodu, osłaniając Strażniczkę sobą oraz uniesioną tarczą. Zanim Ellen zebrała się z odźwiernego, Shale cisnęła o ścianę już drugim kurzalcem. Po kamieniach rozbryznęła się krew, sięgając nawet twarzy Strażniczki; Couslandka zachwiała się lekko, nagle ogarnięta obrzydzeniem.
— To się nazywa wejście! — ucieszył się Zevran, kiedy ostatni przeciwnik padł martwy, a w pomieszczeniu zapanowała cisza. — Jeśli będziemy używać haseł, wymyślasz je ty, Strażniczko!
Ellen uśmiechnęła się krzywo, przesuwając spojrzeniem po trupach. Powalili około dziesięciu krasnoludów razem z odźwiernym – w dodatku tak szybko, że ledwie się zorientowała, iż coś się działo.
— Powinniśmy spróbować nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi — mruknęła, chowając broń, i ruszyła do widniejących po drugiej stronie komnaty drzwi. — Jeszcze przepłoszymy Jarvię.
— Nie sądzę, by uciekła — stwierdziła Morrigan, podejmując marsz śladem dziewczyny. — Prędzej będzie szukała zemsty.
— Zatem ją dajmy — rzucił Sten.
— Najpierw zlokalizujmy cholerę — zaproponowała Ellen, naciskając klamkę. — Jeśli Alistair, Sten i Shale będą brali na siebie główne uderzenia, ja i Zevran możemy brać wrogów z zaskoczenia. To powinno usprawnić walkę.
— Myślisz, że zdążymy przed kolacją? — zagadnął rozbawiony Strażnik, zrównując z nią krok.
— Myślę, że są na to pewne szanse. — Uśmiechnęła się do niego pogodnie. — Pod warunkiem, że się nie zgubimy — dodała, kiedy ujrzała rozgałęziony korytarz, w którym znaleźli się po wyjściu z pomieszczenia.
Znów wkroczyli do surowych jaskiń, zupełnie jakby wędrowali we wnętrzu góry. Mogli wybrać drogę w lewo, w prawo lub prosto, do drzwi naprzeciwko. Ellen przystanęła, skrzywiła się, po czym odwróciła się do towarzyszy.
— No dobrze — mruknęła. — Zmiana planów.
— Szybko — skomentował Zevran.
Kiedy padło na niego miażdżące spojrzenie Strażniczki, uśmiechnął się niewinnie.
— Nic nie mówiłem.
— Sten pójdzie z Zevranem w prawo — zdecydowała, wskazując palcem odpowiedni kierunek. — Shale i Morrigan w lewo. Ja z Alistairem prosto. Po rozeznaniu się w okolicy wracamy na skrzyżowanie. Jeśli uznacie, że któraś grupa ma kłopoty, ruszajcie na pomoc.
— Miażdżyć wszystko, co się rusza? — zainteresowała się Shale, zanim każdy udał się w wyznaczoną stronę.
— Tak. — Strażniczka już miała się odwrócić, ale raz jeszcze spojrzała na golema. — Poza Morrigan.
Wiedźma prychnęła z dezaprobatą, kierując się do swojego korytarza.
— Dlaczego? — żachnął się Alistair, odprowadzając kobietę wzrokiem. — Świat byłby o tyle piękniejszy.
Ellen wywróciła oczami, chwyciła nadgarstek Strażnika i pociągnęła go ku zamkniętym drzwiom. Ruszyli jako ostatni, dlatego narzuciła im żwawsze tempo, nie chcąc zmuszać przyjaciół do nadejścia z odsieczą. Poza tym istniała szansa, że nie trafią tam na nic niebezpiecznego.
Ustawili się po obu stronach przejścia. Kiedy Alistair skinął głową, Ellen nacisnęła klamkę i ostrożnie pchnęła płytę. Podczas gdy zawiasy z cichym skrzypnięciem umożliwiły wejście do środka, Strażniczka prześlizgnęła się przez próg, zostawiając Alistaira w tyle. Znaleźli się w wąskim, dłuższym korytarzyku zakończonym owalną, poprzeczną komorą. Na fragmencie położonej na nagiej skale posadzki stał stół, przy którym siedziały trzy krasnoludy – grały w coś, rechocząc i przeklinając, od czasu do czasu popychały się, warcząc na siebie nawzajem. Ellen poczekała na Alistaira, obserwując kurzalców.
Kiedy Strażnik stanął przy niej, także trzymając się pod ścianą, gdzie docierało najmniej światła z płonących na ścianach pochodni, popatrzyła na niego wyczekująco. Dobyła sztyletu, uśmiechnęła się kącikiem ust, po czym wycelowała w siedzącego do nich tyłem krasnoluda. Alistair skrzywił się, ale nie próbował jej powstrzymywać. Broń ze świstem przecięła powietrze i wbiła się trochę powyżej kołnierza, w kark, pod kątem, jednak zdołała przerwać rdzeń kręgosłupa. Kurzalec zdrętwiał gwałtownie, a następnie zwiotczał, osuwając się pod stół.
Jego towarzysze natychmiast zerwali się z miejsc, Strażnicy jednak byli już przy nich. Alistair uderzył tarczą w stojącego najbliżej, posyłając go na ścianę, Ellen za to przemknęła pod mieczem drugiego, skoczyła za jego plecy i wraziła sztylet pod żebra. Krasnolud spróbował się odwinąć, trochę na oślep, przez co ledwie drasnął jej ramię. Niedługo potem dorobił się drugiej rany, czego chyba nie zdążył nawet odczuć – miecz Strażnika przeszył jego pierś na wylot.
Ellen uśmiechnęła się blado do Alistaira, rozejrzała się po członkach Kartelu, teraz nieruchomych, leżących na ziemi w kałużach krwi, po czym przyjrzała się pomieszczeniu. W dwóch nieckach znajdowała się zamykana kratami zbrojownia, w jednym krańcu stały stojaki z bronią, w przeciwległym manekiny odziane w pancerze. Żadnego dodatkowego przejścia. Ślepy zaułek. Dziewczyna westchnęła sfrustrowana.
— Pudło — skomentowała zła.
— W takim razie pewnie pozostali coś znaleźli — mruknął Alistair, chowając broń.
— Oby nie Jarvię — parsknęła.
Chociaż miał to być zwykły żart, nagle uświadomiła sobie, że przypadkiem mogła wykrakać potworne nieszczęście. Wymieniła spojrzenie z równie zaniepokojonym Strażnikiem, po czym oboje ruszyli biegiem w drogę powrotną, prosto na skrzyżowanie.
Ku ich zdumieniu, na miejscu był już Sten i Zevran, zbryzgani krwią, ale cali oraz zdrowi. Ellen odetchnęła z ulgą, zatrzymując się przy przyjaciołach.
— I? — sapnęła, zwróciwszy spojrzenie na ostatni korytarz.
— Nic. Załatwiliśmy sześć krasnoludów — doniósł elf, wzruszając ramionami. — Zwykłe pomieszczenie. Chyba tam śpią.
— Och. — Zmarszczyła czoło. — W takim razie gdzie Shale i Morrigan? Nie wróciły jeszcze?
Zevran ponownie wzruszył ramionami, Sten pokręcił głową. Ellen zacmokała zirytowana, machnęła na towarzyszy ręką i wspólnie ruszyli w odpowiednią stronę. Dziewczyna szczerze liczyła, że wiedźma i golem nadal żyli.
Zanim wpadli do pomieszczenia, próg przekroczyła Morrigan. Przystanęła na widok pozostałych, uniosła brwi, po czym zatrzymała wzrok na równie zaskoczonej Strażniczce.
— Osiem kurzalców — poinformowała chłodno. — Są tu drzwi prowadzące w głąb Kartelu — dodała, kosturem machnąwszy ku odpowiedniej ścianie.
— O. To świetnie. — Ellen otrząsnęła się z szoku i posłała Morrigan uśmiech. — Nie było kłopotów?
— Golem sobie poradził — mruknęła krótko, zawracając do opuszczonego przed momentem pomieszczenia.
— Może wyślijmy pojedynczą Shale przeciwko arcydemonowi? — zasugerował Alistair, kiedy wkroczyli do komnaty i ujrzeli pogrom, jaki tam panował.
Wiele krasnoludów zostało tak poturbowanych, że nie dało się rozpoznać ich rysów. Niektórym Shale rozkwasiła głowy – sądząc po plamach na ścianach, pomogła sobie murami. Inni leżeli z dziwnie rozrzuconymi kończynami, jakby ograniczenia kostne już ich nie dotyczyły. Ellen poczuła, że robiło się jej słabo.
— Brzmi jak plan — stęknęła do Alistaira.
Uśmiechnęła się słabo do zadowolonej z siebie Shale, która stała pośród potwornej scenerii, i ominęła ją szerokim łukiem, zmierzając do wskazanych przez Morrigan drzwi. Zatęchłe powietrze powoli wypełniało się odorem krwi, sprawiając, że każdy następny wdech stawał się trudniejszy do nabrania.
Na szczęście za przejściem czekał ich kolejny korytarz o niewielkim rozgałęzieniu, natomiast pozbawiony smrodu. Ellen od razu przyjrzała się wejściu do zamkniętej komnaty, potem zerknęła w głąb tuneli jaskini. Nie była pewna, czy powinni wtykać nos w każde napotkane pomieszczenie, z drugiej jednak strony… Westchnęła ciężko i zwróciła spojrzenie na Zevrana.
— Zev — mruknęła.
Elf popatrzył na nią niepewnie.
— Tak?
— Chodź ze mną. Zbadamy tamtą komnatę — poinformowała, kciukiem wskazując widoczne za swoimi plecami drzwi.
— Jesteś pewna? — wtrącił Alistair, marszcząc czoło.
— Zdołamy zachować ciszę — stwierdziła uspokajającym tonem. — Jeśli znajdziemy tam cały szwadron krasnoludów, przyjdziemy cię o tym powiadomić. — Uśmiechnęła się trochę złośliwie.
Strażnik spochmurniał, jednak koniec końców skinął głową.
— Albo zaczniemy piszczeć jak przestraszone dziewczynki — uzupełnił Zevran, ruszając za Ellen.
Jeśli Alistair odpowiedział cokolwiek, już tego nie słyszeli. Zbliżyli się do drzwi, elf uchylił przejście, po czym oboje wślizgnęli się do środka. Ponownie stanęli w wykończonym pomieszczeniu, jednak mniej przytulnym niż poprzednie. Korytarzyk prowadził do zakrętu w lewo pod kątem prostym, gdzie dziewczyna dostrzegła kilka stopni. Na ostatnim z nich musiało stać krzesło, bo zza rogu wyłaniały się dwie skrzyżowane w kostkach nogi.
Strażniczka wymieniła spojrzenie z Zevranem. Elf skinął głową, ruchem ręki nakazał jej zostać w miejscu, po czym ostrożnym, lekkim krokiem, przesuwając się wzdłuż ściany, ruszył ku następnej ofierze. Ellen po krótkim zawahaniu poszła w jego ślady, jednak przysunąwszy się do drugiego muru.
Zevran w mgnieniu oka wyskoczył zza rogu, chwycił nieprzygotowanego strażnika pilnującego komnaty za kołnierz i szarpnął na ziemię. Zanim ten zareagował czy wydał z siebie jakikolwiek dźwięk, skrytobójca wraził mu sztylet prosto w krtań. Krasnolud zarzęził, drgnął, po czym znieruchomiał. Zadowolony Zevran uniósł głowę, już chcąc rzucić swobodny komentarz do Ellen, kiedy tuż przed jego nosem świsnął topór.
— Kurwa! — warknęła Strażniczka i skoczyła do przyjaciela, widząc, że w części pomieszczenia, której nie mogli ujrzeć przy wejściu, czaiło się jeszcze dwóch wojowników.
Rzuciła się długim susem, chwyciła krasnoluda w pasie, kiedy ten unosił broń do kolejnego ataku, i pozbawiła go równowagi. Wpadli na jego towarzysza, który pozbył się ich popchnięciem. Zanim jednak ruszył do walki, dopadł do niego Zevran. Klingi mieczy zazgrzytały o siebie, podczas gdy Ellen odpełzała od kroczącego za nią krasnoluda. Kurzalec szczerzył zęby, przygotowując się do ostatecznego ciosu.
Topór runął, a Strażniczka przeturlała się w drugą stronę. Odepchnęła się ręką od posadzki, próbując poderwać się do pionu, ale gwałtowność tego ruchu trochę nią zachwiała. W ostatniej chwili odwróciła się, żeby kucnąć, dzięki czemu uniknęła odrąbania głowy. W pełnej desperacji wbiła sztylet w kolano krasnoluda. Wojownik ryknął boleśnie, upuszczając rękojeść broni, a wtedy Ellen bez trudu do niego dopadła i poderżnęła gardło.
Spojrzała na Zevrana, który szturchnięciem buta sprawdzał, czy jego przeciwnik stał się już na dobre martwy. Widząc, że elfowi nic nie było, rozejrzała się po komnacie – stali w niewielkim więzieniu. W jednej celi nie dostrzegła żadnego więźnia, a przynajmniej żadnego żywego; w kącie leżały czyjeś zwłoki. Za to za drugą kratą ujrzała przerażonego, drżącego krasnoluda z piętnem kurzalca pod okiem.
— Proszę… wypuśćcie mnie stąd — wychrypiał, kiedy zauważył, że dziewczyna się mu przyglądała. — Widzę, że nie darzycie Jarvii sympatią. Proszę, pomóżcie mi.
— Potrzebujemy klucza — zawyrokowała Ellen, rzuciwszy okiem na zamek.
Zevran skinął głową i zawrócił do pierwszego zabitego członka Kartelu. Bez słowa zerwał z jego szyi łańcuszek, na którym znajdował się klucz, i podał go dziewczynie.
— Ilu my ich już mamy na koncie? — zainteresował się niespodziewanie, podczas gdy Strażniczka zbliżyła się do zamkniętych drzwi.
Ellen zamarła, zastanawiając się przez chwilę albo dwie.
— Wielu. — Powróciła do majstrowania przy zamku.
— Dz-dziękuję — wyjąkał krasnolud, ledwie zamek kliknął, a Couslandka otworzyła zatrzaśniętą kratę. — Siedzimy tu od… dawna… — Zwrócił spojrzenie na celę, w której leżały zwłoki. — M-mój przyjaciel się poddał. Pewnego dnia po prostu przestał jeść i… A poszło o głupi zakład! — jęknął żałośnie.
— Uciekaj już — mruknęła Ellen, chwytając go za łokieć, żeby wyprowadzić na wolność. — Większość Kartelu nie żyje. Wydostaniesz się stąd.
Spojrzał na nią szklistymi, pełnymi niedowierzania oczami, po czym skinął głową. Chwilę potem ruszył do drzwi, a oni za nim, chcąc dołączyć do pozostałych oraz powstrzymać ich od ewentualnego ataku na spanikowanego krasnoluda.
Na miejscu dowiedzieli się, że dalej czekało ich jeszcze jedno rozgałęzienie. Ellen ochoczo ruszyła do celu, licząc, że lada moment odnajdą Jarvię i zakończą cały ten cyrk. Nikt nie zwrócił większej uwagi na uwolnionego więźnia, który błyskawicznie zniknął z pola widzenia, zostawiając wojowników.
Znaleźli się w brukowanej części jaskini poprzedzonej wąskim przejściem w lewą stronę. Strażniczka nieufnie przyjrzała się ostatnim drzwiom, marszcząc czoło, potem zerknęła w odnogę. Wydawało jej się, że słyszała stamtąd dziwne odgłosy, dlatego drobna cząstka niej chciała sprawdzić, co tam było. Pamiętała jednak, jak skończyła, kiedy zaufała swojej ciekawości.
— Słyszycie? — odezwał się Zevran.
— Tak — zgodziła się Ellen. — Może to sprawdzimy?
Morrigan wywróciła zirytowana oczami.
— Pośpieszmy się więc — warknęła niezadowolona, krzyżując ręce na piersiach.
Strażniczka uśmiechnęła się do niej pogodnie, zanim ruszyła przodem. Alistair razem ze Stenem pilnowali przysłowiowych tyłów, podczas gdy Zevran zrównał krok z przyjaciółką, równie zainteresowany tym, co mogło ich czekać na samym końcu korytarza.
Powietrze wyraźnie się oziębiło, ale także stało się przyjemniejsze do wdychania. Ponad odór gnoju przebijało coś świeższego, chłodnego, co skojarzyło się Ellen z silnym górskim wiatrem. Nagle serce boleśnie się jej ścisnęło, kiedy przypomniała sobie powierzchnię, kołyszące się drzewa, deszcz, śnieg, zimno, blask słońca, błękit nieba. Potwornie chciała wrócić na górę, do swojego świata.
Porzuciła rozmyślanie o tęsknocie, kiedy stanęli w kolejnej komorze przedzielonej na trzy mniejsze. Każda z nich częściowo została zastawiona kratą, tworząc wąskie przejście, a kawałek dalej… Ellen jeszcze nigdy nie widziała tak dziwnych zwierząt. Uniosła wysoko brwi, przypatrując się dwóm rosłym stworzeniom w spokoju leżącym na kamieniu oraz przeżuwającym rzucone im siano. Posturą przypominały skrzyżowanie niedźwiedzia z koniem, ale pozbawione były sierści, ich ciało pokrywała skóra. Skóra wyglądająca jak metalowy pancerz, jak dziewczyna oceniła z pewnej odległości. Na nosie zwierzęcia widniały dwa zakrzywione rogi.
— Co to jest? — zdumiała się, przechylając głowę.
— Bronto — stwierdził Zevran, przykucnąwszy przed stworzeniem. — Juczne zwierzę krasnoludów. Można je spotkać także na powierzchni.
— Chyba nie w Fereldenie — skwitował Alistair, przypatrując się zwierzęciu z tą samą wnikliwością co Ellen.
— W Fereldenie są tylko psy — odparł niewzruszony elf.
Ellen wydęła z dezaprobatą usta, po czym przeniosła wzrok na ostatnią zagrodę. W niej ujrzała coś jeszcze dziwniejszego – sięgające po kolana stwory, które przypominały połączenie najróżniejszych gatunków zwierząt. Anatomicznie, pomimo poruszania się na dwóch mocnych tylnych łapach, przywodziły na myśl gada. Ciemnofioletowa, miejscami także sina skóra była gładka. Równowagę utrzymywały dzięki długiemu, giętkiemu ogonowi – podobnie smukłą miały szyję, jednak to, co ją wieńczyło, wydawało się najdziwniejszą hybrydą, z jaką Ellen się spotkała.
Tym razem to ona kucnęła, wpatrując się w wodniste, czarne ślepia zwierzęcia. Smukły łeb wieńczył pysk na kształt przyssawki, wiecznie rozwarty, o pierścieniowych rzędach zębów. Dziewczyna nawet nie chciała myśleć, jak bardzo bolało ugryzienie przez to stworzonko. W zagrodzie było ich pięć i nie zwracały na przybyszów specjalnej uwagi.
— A to nie wiem — zastrzegł szybko Zevran.
— Jakieś podziemne ścierwo — zawyrokowała Morrigan, wzdychając ciężko. — Zaspokoiłaś swoją ciekawość? — zwróciła się do Ellen.
— Tak — mruknęła dziewczyna. — Są niesamowite.
— Żadnych fioletowych potworków — żachnął się Alistair, chwycił łokieć Strażniczki i podniósł ją do pionu. — Wystarczy ten bryłkowiec.
Couslandka uśmiechnęła się rozbawiona i potulnie skinęła głową. Całą grupą zawrócili, kierując się z powrotem do wybrukowanego zwykłą kamienną podłogą korytarza.
— Bronto wyglądało porządnie — odezwała się z nutą podziwu Shale. — Może nawet nie dałoby się go tak łatwo zmiażdżyć.
— Może powinniśmy sprawić jej przyjaciela — zaproponował rozbawiony Zevran. — Będzie golem, Sten i bronto. Usiądą sobie na skraju obozu i postraszą podróżników ponurymi, bezosobowymi minami.
Ellen już miała przyjaciela skarcić za ten mało wyszukany żart, ale wyręczył ją sam qunari – posłał Zevranowi tak przeszywające, miażdżące spojrzenie, że nawet Strażniczce zrobiło się trochę niezręcznie.
— Wydajesz się mieć dość wzgardliwy stosunek wobec elfów, mój przyjacielu qunari — skomentował skrytobójca, zerknąwszy na olbrzyma.
— Nie odbieraj tego osobiście, elfie — mruknął Sten, znów patrząc przed siebie. — Mam wzgardliwy stosunek wobec wszystkich.
— Czuję się pocieszony — odparł pod nosem, ale nie pociągnął tematu.
Ledwie dotarli z powrotem do opuszczonego wcześniej korytarza, ruszyli ku zamkniętym drzwiom. Na prowadzenie znowu wysunął się Alistair, a Ellen udała, że tego nie widziała. Jego troska trochę ją bawiła, choć – nie ukrywała – zawsze czuła się lepiej, jeśli mogła się za nim schować. Zwyczajnie nie przystało to przywódczyni grupie wojowników, dlatego robiła dobrą minę do złej gry.
Strażnik śmiało nacisnął klamkę i wkroczył do środka, a zaraz za nim pozostali. Couslandka czym prędzej zrównała z nim krok – szybko jednak oboje się zatrzymali, widząc, że tym razem zdecydowanie byli oczekiwani. Ellen zacisnęła dłonie w pięści, wbijając czujny wzrok w stojącą przed nimi krasnoludkę.
Towarzyszyli jej także inni kurzalce – w sumie w komnacie stało około ośmiu wojowników, na takich pozycjach, by bronić znajdującą się pomiędzy nimi Jarvię. Strażniczka nawet przez chwilę nie miała wątpliwości, że to była ona. Zwłaszcza kiedy uśmiechnęła się pogardliwie, zmierzywszy ich kpiącym spojrzeniem. Ellen zacisnęła usta, nieznacznie uniósłszy dłoń, by powstrzymać przyjaciół od działania.
— Więc Harrowmont zdał sobie wreszcie sprawę, że przejmujemy kontrolę nad miastem, a mimo to nie przysłał własnych ludzi — rzuciła, kręcąc głową.
Ellen musiała przyznać jej trochę racji – sama już dawno nie czuła się aż tak wykorzystywana przez wszystkich wokół. Niemniej zatargi polityczne Orzammaru zupełnie jej nie obchodziły, póki mogła dostać cholerne wojsko. Zacisnęła usta, wpatrując się w ciemnowłosą krasnoludkę.
— Cóż, opowiedzieliście się po niewłaściwej stronie, nieznajomi — skwitowała lekkim tonem, odgarnąwszy kilka kosmyków za ucho. — Nieważne, kto jest królem, póki jest jeszcze królowa!
— Jesteś bardzo pewna siebie jak na kobietę, której Kartel właśnie wyrżnięto — warknęła od razu, postępując ku Jarvii krok.
Towarzyszące jej krasnoludy drgnęły, jednak ona uniosła dłoń, powstrzymując ich od interwencji. Odpowiedziała ponurym spojrzeniem na nieprzyjemny uśmieszek Ellen.
— Po stokroć zapłacisz za ich śmierć — syknęła gniewnie. — Zabić ich! — zwróciła się do podwładnych. — Ale tę ładniutką zostawić przy życiu: mam co do niej pewne plany.
W jednej chwili w spokojnej komnacie rozgorzał chaos. Ellen skoczyła w bok, kiedy powietrze przecięły pojedyncze strzały wypuszczone przez łuczników Kartelu. Zatrzymała się na ścianie, sapnęła sfrustrowana, po czym odszukała wzrokiem Zevrana. Podczas gdy wojownicy natarli na pozostałych przeciwników, zostawiając rzucającą czar Morrigan z tyłu, elf podobnie jak Strażniczka przemknął na bok, by zrobić miejsce do szarży. Couslandka skinęła głową ku łucznikom, na co przytaknął.
Skoczyli pomiędzy walczącymi, by dopaść przeciwników. Raz Ellen tuż nad plecami świsnął miecz, jednak zanim zwróciła się ku atakującemu, Shale pochwyciła go i zmiażdżyła mu czaszkę – dziewczyna czym prędzej odwróciła wzrok. Do łucznika dotarła trochę później od Zevrana, ale w ostatniej chwili, by uratować elfa od postrzelenia. Zagłębiła sztylety w plecach na wysokości lędźwi krasnoluda, krzywiąc się, kiedy poczuła spływającą po dłoniach krew. Strzała, ledwie kurzalec zwolnił cięciwę, pomknęła po skosie w górę, mijając Zevrana.
— Gdzie Jarvia?! — krzyknęła Strażniczka, odwracając się do bitewnego zamieszania.
— Nie wiem — warknął Sten, pchnięciem dwuręcznego miecza przewalając dwóch krasnoludów, którzy jednocześnie go zaatakowali.
 — Zablokujcie drzwi! — zawołała, wyminęła qunari i wpadła pomiędzy walczących, próbując wypatrzyć przeciwniczkę.
Prawie na oślep zatopiła sztylet w gardle kurzalca, którego popchnęła w jej stronę Shale. Podrywając wzrok, zobaczyła, że Alistair wycofał się ku przejściu, odpierając ataki dwóch wrogów jednocześnie. Rozejrzała się krótko dokoła, rzucając się ku kolejnemu członkowi Kartelu w nadziei, że prędzej czy później trafi na przeklętą Jarvię.
Powalała właśnie następnego przeciwnika, kiedy usłyszała krótki, pełen satysfakcji śmiech. Potem rozległo się zaniepokojone wołanie Zevrana, rozbrzmiało przekleństwo stojącej nieopodal Morrigan. Ellen zdążyła tylko odwrócić się w kierunku komnaty, by ujrzeć nadal jeszcze drżącą cięciwę łuku Jarvii. Krasnoludka uśmiechnęła się triumfalnie i spojrzała prosto na Strażniczkę, nakładając następną strzałę.
Ellen natychmiast skierowała wzrok ku drzwiom. Alistair z cichym jękiem cofnął się pół kroku, zaciskając dłoń na ramieniu, z którego wystawał wystrzelony przed momentem pocisk. Zaskoczenie na jego twarzy wymieszało się ze strachem, kiedy kurzalce postanowiły wykorzystać okazję i go zaatakować.
Ellen bez zastanowienia wyrwała ku Strażnikowi, ale nie uszła nawet dwóch kroków. Morrigan złapała ją za łokieć i szarpnęła w tył, prawie sadzając na posadzce.
— Opanuj się — warknęła, unosząc kostur.
Strażniczka sapnęła, zrywając się na równe nogi, jednak wiedźma osłoniła Alistaira czarem, przywoławszy między nim oraz atakującymi lodową ścianę. Młodzieniec zdołał otrząsnąć się z szoku, chwycić upuszczony na moment miecz i przygotować się do walki, zanim kobieta odwołała zaklęcie.
— Nie gap się jak sroka w gnat — odezwała się znów, widząc, że Ellen nie mogła się zdecydować, co zrobić.
Strażniczka skinęła głową, zlokalizowała spojrzeniem celującą w Stena Jarvię, po czym ruszyła do niej biegiem. Nie zdążyłaby na czas – chwyciła jeden ze sztyletów i cisnęła nim w krasnoludkę, jednak przywódczyni Kartelu zdołała się uchylić. Ellen przeskoczyła jednym susem stopnie, na szczycie których stała jej przeciwniczka, po czym runęła do walki, zamierzając się zemścić. Nie sądziła, że coś tak – zdawałoby się – drobnego mogło wywołać w niej aż tak wielki gniew.
Ostrza zazgrzytały o siebie i Strażniczka szybko odczuła brak drugiej broni. Tęsknie zerknęła ku upuszczonemu sztyletowi leżącemu pod ścianą, wywijając ostatnim w gorączkowych próbach sparowania wszystkich błyskawicznych ciosów Jarvii.
— Myślisz, że wygrasz? — syknęła krasnoludka.
— Myślę, że mnie wkurwiłaś — warknęła, na kilka chwil przejąwszy inicjatywę w walce, dzięki czemu zepchnęła przeciwniczkę do defensywy.
Nie trwało to jednak długo. Zaczynało brakować jej tchu, nogi się plątały, kiedy w panice nimi przebierała, próbując nie stracić równowagi. Jarvia uśmiechała się triumfalnie, coraz szerzej, widząc, że zyskiwała przewagę.
— Kadan!
Ellen drgnęła, po czym kucnęła. Nad jej głową świsnął dwuręczny miecz, nawet nie drasnąwszy krasnoludki – dał jednak Strażniczce nowe pole do popisu. Podążając za instynktem, skoczyła ku Jarvii i wpadła na nią całym ciężarem ciała. Jedna z broni zadźwięczała na kamieniach posadzki, kiedy obie, szczepione w mało majestatycznej szarpaninie, przeturlały się po ziemi.
Dziewczyna nie miała pojęcia, jakim cudem nadal trzymała sztylet. Wylądowanie na ziemi odebrało jej dech na kilka chwil, mimo to nie przestała próbować dźgnąć Jarvię. Przed oczami zatańczyły jej czarne plamy, gdy krasnoludka wydostała się spod niej i zmiażdżyła jej gardło łokciem, uśmiechając się przewrotnie. Ellen charknęła głucho, skrzywiła się, próbując wsunąć nogę między siebie a przeciwniczkę, Jarvia jednak była za krótka. Strażniczka szarpnęła na oślep ręką i niespodziewanie krasnoludka znieruchomiała, zmniejszając ucisk.
W następnej chwili Jarvia zsunęła się z Ellen, przyciskając dłoń do krwawiącej pod sercem rany. Dziewczyna z trudem złapała oddech, unosząc się na łokciu, i spojrzała na zataczającą się przywódczynię Kartelu zamglonym wzrokiem. Usłyszała czyjeś wołanie, kroki, ale nie zwróciła na to uwagi – zerwała się na równe nogi, obróciła się na lewej pięcie i z całą siłą rozpędu wraziła sztylet prosto w szyję Jarvii, przecinając ją do połowy.
Martwa krasnoludka zwaliła się na posadzkę z tryskającą z rozerwanej tętnicy krwią. Ellen sapnęła i zatoczyła się na ścianę.
— Żyjesz? — zainteresował się Zevran, dopadłszy do niej, żeby podtrzymać ją za łokieć. — Twój sztylet. — Podał jej zgubioną broń.
— Dzięki — charknęła, wolną ręką pocierając zaczerwienione gardło. — Przypomnij mi, dlaczego nas w to wpakowałam?
— Polityka oraz militaria — odparł usłużnie.
— Fakt. — Skrzywiła się, zwracając spojrzenie na pozostałych członków drużyny.
Wyglądali dobrze. Sten oraz Shale byli pokryci krwią, ale wydawało się, że nic złego ich nie spotkało. Morrigan miała obtarty policzek, może podczas walki wpadła na ścianę. Natomiast Alistair…
— Alistair! — sapnęła, przypomniawszy sobie, że Strażnik został ranny.
Rzuciła się w stronę kuśtykającego młodzieńca, potrąciwszy po drodze Zevrana. Elf prychnął z dezaprobatą, odprowadzając przyjaciółkę spojrzeniem.
— To ja poszukam wyjścia — zdecydował i skierował się do najbliższych zamkniętych drzwi.
Ellen tymczasem dopadła do Alistaira. Objęła go troskliwie, nie do końca wiedząc, co zrobić, ale bardzo chcąc pomóc. Z przerażeniem spojrzała na sterczącą z jego ręki strzałę – grot przeszedł na wylot.
— Co teraz? — spytała na wydechu.
— Idziemy na kolację — przypomniał, siląc się na beztroski ton, ale zaraz skrzywił się brzydko.
— Przestań — warknęła zdenerwowana. — Musimy… ją wyjąć.
— Wolałbym nie. — Zerknął nerwowo na Strażniczkę. — Zaczekajmy na Wynne, to brzmi lepiej.
— To brzmi fatalnie — parsknęła. — Strzały… strzały się łamie. Wystarczy ją złamać… i wyciągnąć drzewce… i cię opatrzyć… może Morrigan…
— Im więcej mówisz, tym mniej mi się to podoba — zastrzegł szybko.
— Nie pytałam cię o zdanie — przypomniała zirytowana, zanim odwróciła się ku wiedźmie. — Morrigan, chodź!
Kobieta wywróciła oczami, ale posłusznie podeszła do Strażników. Posłała Alistairowi mało przyjemny uśmieszek i skrzyżowała ręce na piersiach, wyczekująco patrząc na spanikowaną Ellen.
— Będziesz mogła coś zrobić z tą raną, kiedy pozbędę się strzały? — zwróciła się do wiedźmy Strażniczka.
— Owszem — mruknęła. — O ile ten półgłówek mi tego nie uniemożliwi.
Alistair już nabrał powietrza, by odpowiedzieć, ale Ellen zatkała mu usta dłonią. Spojrzał na nią oburzony.
— Nie będzie narzekał — zapewniła. — A teraz… będzie… bolało.
Zanim Strażnik zdążył się zorientować albo zgłosić jakiekolwiek sprzeciwy, przełamała drzewce strzały w zaciśniętych dłoniach. Stęknął głucho i wcisnął głowę w ramiona, robiąc wszystko, byle nie wyrwać poszkodowanej ręki. Ellen jęknęła razem z Alistairem i zagryzła wargę.
— Została tylko druga połowa strzały — mruknęła cicho. — Zaraz ją…
Strażnik nie zapanował nad okrzykiem bólu, kiedy Morrigan bezceremonialnie wyrwała pozostałe w ranie drzewce bez oderwanego grotu, który trzymała w zakrwawionej dłoni Ellen. Couslandka spojrzała na wiedźmę zdruzgotana, czując, jak gięły się pod nią nogi.
— Ty cholerna wywłoko! — warknął przez zęby Alistair. — Postradałaś…?!
Kobieta bez cienia skruchy przysunęła dłoń do rany, przywołując zaklęcie. Alistair syknął wściekły, ale powstrzymał się od gwałtownych ruchów, przede wszystkim z powodu uważnego spojrzenia Ellen, które na sobie czuł.
— W porządku. Kiedy stąd wyjdziemy, będzie trzeba go obandażować — skwitowała Morrigan i zerknęła na Couslandkę.
— Dziękuję — mruknęła.
— Niby za co? — parsknął wściekły, obolały Strażnik. — Prawie urwała mi r…
Ucichł, kiedy Ellen obróciła jego twarz do siebie i delikatnie go ucałowała. Zaraz się odsunęła, posyłając mu nieśmiały uśmiech, ale nie potrafił otrząsnąć się z zaskoczenia.
— Och, bo rzygnę — warknęła Morrigan, wywróciła oczami i odmaszerowała sztywno do reszty grupy.
— Wydostańmy się stąd — zaproponowała Strażniczka, mało przejęta komentarzem wiedźmy, i ruszyła śladem towarzyszki.
Alistair poczłapał na samym końcu, krzywiąc się przy każdym kroku, bo ręka piekła oraz rwała, jeśli krzywo stanął.
Całą grupą podążyli odkrytym przez Zevrana korytarzem, który wiódł ku górze – znów z wykończonego pomieszczenia przeszli prosto w naturalny jaskiniowy tunel. Nie było tu także pochodni na ścianach, przez co szybko zrobiło się nieprzyjemnie ciemno.
Kiedy Ellen wmaszerowała prosto w mur i się od niego odbiła, odkryli, że dotarli do ślepego zaułka. Morrigan rozpaliła magiczne światło, które zamigotało w powietrzu, rzucając bladą jasność dokoła – dopiero wtedy zauważyli, że ściana w istocie była dziwnymi drzwiami. Po kilku poczynionych przez Ellen próbach otworzenia przejścia to Sten naparł na mur, by go przesunąć.
Jakież było ich zdziwienie, kiedy cała konstrukcja zwaliła się wśród chmury pyłu, a ich oczom ukazało się kolejne pomieszczenie. Niepewnie wyszli z dziury, niespodziewanie stając na samym środku zwykłego sklepu. Ellen wymieniła zdumione spojrzenie z Zevranem, zaraz jednak całą jej uwagę pochłonął zdruzgotany właściciel budynku.
— Na brody wszystkich moich przodków! — wykrzyknął nieznany im krasnolud, wpatrując się w bałagan, który powstał przez przybycie drużyny Strażników. — Jak… skąd się tu wzięliście? R-rozwaliliście mi ścianę!
Ellen naprawdę nie wiedziała, co należało robić w tego typu sytuacjach. Spojrzała na gruzy, potem na krasnoluda, znów na gruzy. Westchnęła ciężko.
— Przepraszam — bąknęła skruszona.
— Co sobie pomyślą klienci, kiedy wejdą tu i zobaczą tę dziurę? — przeraził się kupiec, chwyciwszy się za siwiejące już włosy. — Lepiej, żeby nie przypełzła za wami cała banda takich zbirów. Słowo daję, niedługo tym miastem będą rządzić bandyci i bryłkowce… — wymamrotał, podczas gdy pozostali nerwowo przeszli do wyjścia.
Nie czekając na następne groźby kupca, wydostali się na zewnątrz. Ellen odetchnęła z ulgą, widząc znajomą dzielnicę gminu. Nieopodal było skrzyżowanie prowadzę na areny – na widok monumentalnej budowli przypomniała sobie o książce, którą musiała odzyskać dla Skulptorium. Jej spojrzenie jednak powędrowało do pobladłego, skrzywionego boleśnie Alistaira. Natychmiast odłożyła wszelkie plany na bok.
— Wracamy odpocząć do karczmy — zdecydowała, ujmując zdrowe ramię Strażnika. — Jutro będziemy dalej zbawiać Orzammar.
Ruszyli ku swojej przystani, Strażnicy jednak zostali trochę w tyle. Wolnym krokiem poszli za przyjaciółmi, nie śpiesząc się już nigdzie. Ellen próbowała sobie przypomnieć, gdzie położyła w tymczasowym pokoju bandaże.
— Następnym razem nikt nie zostaje ranny, kiedy nie ma Wynne — westchnęła ciężko, marszcząc czoło. — To rozkaz.
Alistair zaśmiał się cicho, czego szybko pożałował, bo ramię bardziej go zabolało. Uśmiechnął się ciepło do zasępionej Strażniczki, nie odezwał się już jednak.

6 komentarzy:

  1. To będzie moje nowe autobusowe opowiadanie do zaliczenia, za bardzo kocham DA by sobie to odpuścić. Jednak myśl ile muszę rozdziałów nadrobić jest przerażająca, ale może dam radę XD Postaram się pisać komentarze na ile pozwoli mi mój jakże 'cudowny' telefon.

    stoneofheart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst ma już siedem lat, toteż i rozdziałów się uzbierało! Jest nadzieja, że do emerytury skończę pisać.
      Życzę powodzenia w nadrabianiu i liczę, że przyniesie to choć trochę przyjemności.

      Usuń
  2. Nareszcie opowiadanie DA w polskiej wersji językowej! Nie żebym skarżyła się na angielski, ale nie ma to jednak jak czytać po swojemu :D
    Lądujesz w polecanych na http://sonyume-no-monogatari.blogspot.com/ a w międzyczasie zabieram się do czytania od początku :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo.
      Wydaje mi się, że po polsku jest pisanych dość sporo - ale prawie żadne nie jest kontynuowane. A ja jestem upartym zwierzątkiem i mimo upływu czasu nadal tkwię przyczepiona do tego fika.
      Życzę powodzenia i mam nadzieję, że lektura będzie choć trochę przyjemna!

      Usuń
  3. Zniknęłam na chwilę, bo miałam ciężkie zaliczenia z dziennikarstwa, ale dzisiaj wracam, umilisz mi czas podczas cierpienia w milczeniu po wyrwaniu zęba (cholerne ósemki! Niby zęby mądrości, ale tak upierdliwe!).
    Dłuuugi rozdział! A ja takie lubię :) Czytało mi się cholernie przyjemnie, lekko, humor też był! - co teraz przyjmuję garściami. Lecę czytać kolejny, co by sobie poprawić mocniej humor :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szara Strażniczka to niezaprzeczalnie moje opus magnum betonowego i suchego humoru. Mam wrażenie, że to jedyny znak rozpoznawczy mojej pisaniny - słabe żarty. :D

      Usuń